Prawdziwe historie
Maria Fiodorowna. Pamiętnik carycy
33,99 zł
44,99
KUP TERAZ

Maria Fiodorowna. Pamiętnik carycy

C.W. Gortner
brak opinii
Liczba stron: 608
ISBN: 9788327639974
Premiera: 2019-03-20

Od świetności do upadku. Matka ostatniego cara Rosji, Maria Fiodorowna, powszechnie szanowana i światła władczyni była świadkiem wydarzeń, które wstrząsnęły światem i na zawsze zmieniły bieg historii. Dziewiętnastoletnia Maria Zofia Fryderyka Dagmara, duńska księżniczka, została wydana za rosyjskiego następcę tronu, późniejszego Aleksandra III.  Po śmierci męża nie mogła pogodzić się ze statusem odsuniętej od władzy wdowy. Uważała, że syn, Mikołaj II, nie dość energicznie dąży do reform, które przekształciłyby Rosję w nowoczesne państwo. Była w wiecznym konflikcie z synową Aleksandrą, która znalazła się pod całkowitym wpływem demonicznego Rasputina. Barwna, porywająca opowieść o imperium, które drży w posadach. Portret arystokracji i pałacowych intryg, ale też opis pól bitewnych i kraju pogrążonego w krwawej bratobójczej walce.  Historia widziana oczami kobiety, która pokochała Rosję i musiała bezradnie patrzeć na tragiczny koniec starego świata.

Mój ojciec został królem Chrystianem IX.
Przeprowadziliśmy się do pałacu Amalienborg, obecnie w złym stanie, tak naprawdę ruderze, więc matka, jak zwykle zorganizowana i oszczędna, od razu zabrała się do odnawiania naszej nowej siedziby. A ja oficjalnie zostałam Dagmarą, księżniczką Danii, i ten tytuł wydawał mi się po prostu śmieszny. Kiedy powiedziałam o tym matce, zbeształa mnie:
– Może ci się nie podobać, ale odwrotu nie ma. Jesteś księżniczką.
– Ale ja nie czuję się jak ta księżniczka… – zajęczałam.
Na co matka z wielkiego niezadowolenia zacisnęła usta.
Zgodnie z obietnicą ojca przydzielono mi kilka pokoi, a Thyra, jak się spodziewałam, zaczęła histeryzować, że absolutnie chce mieszkać ze mną. Naturalnie zgodziłam się, bo dzięki Thyrze pustka po wyjeździe Alix nie wydawała aż tak przytłaczająca.
Ojciec już niebawem stanął w obliczu poważnego konfliktu. Prusy i Austria zakwestionowały prawa Danii do księstw Schleswig, Holstein i Lauenburg na Półwyspie Jutlandzkim między Morzem Bałtyckim a Morzem Północnym. Otto von Bismarck, premier Prus za panowania króla Wilhelma, wypowiedział nam wojnę, i Prusacy zaanektowali owe księstwa, ogłaszając, że Duńczycy zajęli je niezgodnie z prawem. Ojciec zabiegał o rozpoczęcia mediacji z Prusami, ale bez skutku, i był bardzo krytykowany przez duńskie gazety z powodu utraty tych ziem. A ja po tym wszystkim poczułam jeszcze większą nienawiść do Niemców.
Po jakimś czasie znów coś mną wstrząsnęło. Matka wezwała mnie do swego gabinetu, który w związku z renowacją pałacu był zawalony próbkami najrozmaitszych tkanin i projektami architektonicznymi.
– Dostałam list od Imperatora Wszechrusi Jego Wysokości Aleksandra II. Nixa zamierza starać się o twoją rękę. Car to zaaprobował i zaproponował, że jak najszybciej przyśle tu Nixę. Czy to nie cudownie? – wyrzuciła jednym tchem, wymachując listem. Ja, co zrozumiałe, zmieniłam się w słup soli, a podekscytowana matka wykrzykiwała dalej: – To dla nas wielki zaszczyt! Zwykle kandydatki zapraszane są na dwór Romanowów i tam je się ocenia, a tu proszę, Jego Wysokość osobiście…
– Chwileczkę, mamo – wpadłam jej w słowo. – Ocenia je się?!
– Oczywiście. Czy są odpowiednimi kandydatkami, czy nie. Minnie, nie cieszysz się? Przecież to dla nas ogromny zaszczyt!
– Słyszałam. Ale chciałbym wiedzieć, co dzieje się dalej, kiedy ewentualna panna młoda okaże się nieodpowiednia?
Stopa matki pod brzegiem spódnicy zaczęła poruszać się rytmicznie i postukiwać o wypaczoną drewnianą podłogę – kazała przecież pozabierać stare dywany. To postukiwanie było bardzo niecierpliwie, nie mogłam więc tego zignorować.
– Akurat ty nie jesteś wzywana do żadnej oceny – mówiła dalej. – Przecież Nixa już ciebie widział i zapadła decyzja, że jesteś odpowiednią kandydatką. Nixa pomyślał tak od razu, a car nie ma nic przeciwko temu.
Wyjęłam jej list z rąk i odłożyłam na bok.
– Nie uważasz, mamo, że to wszystko dzieje się za szybko? Podejrzanie za szybko… Przecież nie tak dawno Prusacy nas upokorzyli i ukradli nasze księstwa, powinnam więc być uważana za nieodpowiednią kandydatkę.
Widziałam, jak raptem drgnęła, niby niezauważalnie, ale jednak, natomiast biurko zasłane było papierami, co wskazywało na bardzo ożywioną korespondencję. Czyli moja matka niechybnie coś knuła. I wiadomo z kim. Ciekawe, ileż to listów wymieniły już między sobą dwie matki, czyli moja i caryca. Dwie koronowane damy, które niezależnie od naszej klęski politycznej chcą zadecydować o przyszłości swoich dzieci. Czyli robią to, co przed nimi robiły dziesiątki królowych.
– Sytuacja twojego ojca nie ma tu nic do rzeczy – powiedziała w końcu. – Księżniczka musi wyjść za mąż niezależnie od tego, co kto komu ukradł.
– Rozumiem… – mruknęłam. – A fakt, że Nixa prawie mnie nie zna, też nie ma tu nic do rzeczy.
– Oczywiście! Ja tam nie widzę żadnych przeszkód.
– A ja widzę! – wypaliłam. – Bo to ja, właśnie ja mogę być przeszkodą! Bo chyba mam prawo powiedzieć, kogo życzyłabym sobie za męża! Czy w ogóle nie mam prawa głosu?! Tak jak Alix?!
– Przecież Alix miała wiele do powiedzenia. Zapewniam cię, że niejedno.
– Mnie również na to zezwolicie?
Byłam pewna, że matka zacznie mnie oskarżać o niewdzięczność, o to, że doszukuję się dziury w całym, czyli w tym jej misternym i idealnym planie…
Ale nie, bo zamiast tego usłyszałam:
– Naturalnie. Twój ojciec i ja nie będziemy ciebie do niczego zmuszać.
Krótko i zwięźle, a ja jeszcze krócej, bo tylko pokiwałam głową. Po co dalej dyskutować, po prostu będę trzymać moją matkę za słowo. Co ważniejsze, wiedziałam, że ojciec zachowa się tak samo i jeśli oświadczę, że carewicz mi nie odpowiada, to ślubu nie będzie.

Przyjechał na początku lata, kiedy wszystkie łąki w Danii nabrały kolorów od polnych kwiatków. Przebywaliśmy wtedy w pałacu Fredensborg nad jeziorem Esrum, ponieważ matka uznała, że ten właśnie pałac z piękną oranżerią i barokowymi ogrodami będzie dla mnie i Nixy idealnym miejscem na pierwsze spotkanie.
Nie miałam pojęcia, jak to spotkanie będzie wyglądać. Jedno tylko było pewne. Będziemy rozmawiać po francusku, wiedziałam przecież, że na dworze Romanowów posługują się tym językiem, uważanym za wytworny i nobilitujący, i chociaż ma wspólne korzenie z językami południowego Orientu, jest bardziej zachodni niż wschodni. Ale co tam francuski. Dla mnie, podobnie jak dla Wiktorii, Rosja przede wszystkim była krajem barbarzyńskim. Wyobrażałam sobie te ich trwające w nieskończoność zimy, kiedy śnieg pada bez przerwy, a oni otuleni w futra siedzą tylko sobie, piją wódkę i dla zabawy miażdżą sztućce. Z tym że prawdę mówiąc, moja bujna wyobraźnia czasami podsuwała już takie obrazy, że sama uznawałam, że coś takiego jest po prostu niemożliwe, nawet w Rosji. Ale decyzję już podjęłam. Alix nie miała racji. Wcale nie byłam osobą żądną przygód, wcale nie marzyłam o tym, by rzucić swój kraj, rodzinę, wiarę – byłam luteranką, musiałabym więc przejść na prawosławie – i zamienić to wszystko na kraj legend, baśni i skutej mrozem tundry.
Spodziewałam się, że carewiczowi towarzyszyć będzie kozacka eskorta, ale myliłam się. Przyszedł sam. Siedziałam w ogrodzie pod dębem z książką na podołku. Oczy miałam półprzymknięte, bo ogarniała mnie senność, ale kiedy nagle usłyszałam kroki, naturalnie usiadłam prosto jak świeca. Zobaczyłam męską postać i trochę jeszcze senna pomyślałam, że to ojciec, który bardzo przeżywał utratę księstw i po południu, żeby się wyciszyć, przechadzał się po ogrodzie. Poza tym spodziewałam się, że carewicz zostanie zaanonsowany. A jednak nie, po prostu przyszedł sam i stanął kilka kroków dalej z głową przechyloną na bok, jakby był czymś zdziwiony. Carewicz Nixa, następca tronu Rosji. Ten fakt jeszcze tak całkiem do mnie nie docierał, ale naturalnie zaczęłam wstawać. Książka zsunęła się z kolan, a kiedy nachyliłam się, by ją podnieść, raptem w pełni dotarło, że to on, właśnie on, i książka nagle stała się nieważna.
Powoli podniosłam głowę i po raz pierwszy tak naprawdę na niego spojrzałam. Był przystojny, temu nie mogłam zaprzeczyć. W ogóle o Romanowach się mówiło, że to przystojna familia. On też, z tym że zbyt wysoki nie był – o takich mężczyznach się mówi, że są „średniego wzrostu” – a w obcisłym surducie oraz spodniach w szare prążki wydawał się bardzo szczupły. Był bez krawata, kołnierzyk białej wykrochmalonej koszuli miał rozpięty, co mnie zaskoczyło.
Nachylił się, podniósł moją książkę, wyprostował się i spojrzał mi prosto w oczy.
– Proszę wybaczyć, Wasza Wysokość, że przeszkodziłem w lekturze.
Oczy miał szaroniebieskie, włosy bardzo gęste, ciemne z miedzianymi refleksami. Twarz o ostrych rysach, a kiedy mówił, leciusieńko krzywił usta. Ta subtelna nieprawidłowość sprawiała, że wydawał się inny niż wszyscy, ciekawszy, dlatego też, mimo tych wszystkich moich decyzji, poczułam się zaintrygowana. Mało tego. W uszach, jakby Alix stała tuż obok, zadźwięczały mi jej słowa:
– Posłuchaj swego serca…
To dodało mi skrzydeł, dzięki zdołałam się uśmiechnąć. A carewicz spojrzał na książkę, którą nadal trzymał w ręku, i wygładził pogniecione kartki.
– O proszę, Enoch Arden Alfreda Tennysona. – Oddał mi książkę. – Lubi pani angielską poezję, księżniczko Dagmaro?
Nie przyzwyczaiłam się jeszcze do mego tytułu, ale w ustach carewicza zabrzmiało to sympatycznie. Może dlatego, że mówił tak śpiewnie, jak Rosjanie.
– Tę książkę przysłała mi Alix, moja siostra – odparłam. – Podobno cały Londyn nią się zaczytuje. Enoch zaginął na długie lata gdzieś na morzu, a kiedy w końcu wrócił do kraju, okazało się, że jego żona, która była pewna, że jest wdową, wyszła powtórnie za mąż za ich wspólnego przyjaciela jeszcze z lat dziecinnych. Gdy Enoch zobaczył, jak bardzo jest szczęśliwa w nowym stadle, nigdy nie ujawnił, kim jest naprawdę, i zmarł ze złamanym sercem. To bardzo smutny poemat. Szczerze mówiąc, za aż tak smutnymi raczej nie przepadam.
– Ja też nie, chociaż Rosjanie lubują się w smutnych wierszach.
Uśmiechnął się, a ja w końcu wstałam. Byłam trochę speszona, ponieważ uświadomiłam sobie, że carewicz mi się nie przedstawił, a my gawędzimy ze sobą, jakbyśmy znali się od lat i po prostu spotkali się przypadkiem.
– Wygląda pani na zaskoczoną – powiedział, patrząc na mnie w dół, a ja na niego w górę.
Ale nie był porażająco wysoki, właśnie „średniego wzrostu”, dzięki czemu nie musiałam za bardzo wyciągać szyi.
– Tak, jestem – przyznałam uczciwie.
– Ale wiedziała pani, że przybędę? – spytał trochę nerwowo.
By go uspokoić, najpierw dodatkowo skwapliwie pokiwałam głową, dopiero potem odparłam:
– Wiedziałam, ale tak się zdarzyło, że przyłapał mnie pan podczas słodkiej chwili lenistwa. Moja matka nie byłaby zadowolona. Spodziewała się, że nasze spotkanie przebiegnie w atmosferze powagi, będzie wręcz uroczyste.
– W takim razie nie będziemy jej mówić – powiedział, wciąż wpatrując się we mnie tak intensywnie, że pomyślałam, że może jakieś źdźbło trawy przykleiło mi się do twarzy. – A pani… pani jest inna, niż myślałem.
– To znaczy?
Czyżby teraz, kiedy zobaczył mnie po raz drugi, nagle stracił zapał do oświadczyn? Bo wiadomo, co innego z daleka zachwycać się dziewczyną, która jest tego nieświadoma – tak było przecież w Rumpenheim – a co innego stanąć z nią twarzą w twarz.
Dyskretnie dotknęłam głowy z tyłu, gdzie miałam związane włosy, i gdy zorientowałam się, że niesforna wstążka prawie całkiem z nich się zsunęła, poczułam się upokorzona. Jakże daleko mi było do tamtej wytwornej młodej damy, którą Nixa zachwycił się w Rumpenheim! Mój obecny wygląd pozostawiał wiele do życzenia, a przecież moim świętym obowiązkiem było zawsze wyglądać stosownie, od rana do nocy, o czym matka przypominała mi niezliczoną ilość razy. Lecz oto ja podczas pierwszego spotkania z przyszłym mężem wyglądałam po prostu niechlujnie! Włosy miałam prawie rozpuszczone, a na sobie zwyczajną codzienną suknię, do tego porządnie już znoszoną. Mało tego, siedziałam na trawie pod drzewem i czytałam wiersze… z gołą głową! Bo o kapeluszu przecież nie pomyślałam…
– Tak, jest pani inna niż wtedy… Jest w pani więcej życia.
Na te słowa poczułam przeogromną ulgę i roześmiałam się.
– O! Moja matka nigdy mi czegoś takiego nie powiedziała.
– Może tego nie dostrzega. A ja tak…
I cisza. Ja też milczałam, zastanawiając się w duchu, co będzie dalej. Tak w sumie to byłam pewna, że Nixa zacznie mi prawić komplementy.
Nie, żadnych komplementów. Tylko to:
– Przebyłem długą drogę wiedziony nadzieją, że ta chwila nastąpi. Wszystko sobie przemyślałem, ułożyłem w głowie, ale teraz… – Znów urwał i uśmiechnął się.
Zęby miał białe, nieduże, ale nie idealne, bo jeden z nich, zagięty na czubku, zachodził na ząb sąsiedni. Czyli jeszcze jedna niedoskonałość, dla mnie wręcz urocza.
– Jest pan rozczarowany? – spytałam.
– Ależ skąd! – zaprzeczył gwałtownie i zdecydowanym krokiem podszedł do mnie. Byłam prawie pewna, że weźmie mnie za rękę, ale tak się nie stało. Dłoń była przyciśnięta do boku, jakby walczył z impulsem. – Absolutnie nie. A pani?
Czyli nadeszła chwila, której tak bardzo się bałam. Kiedy to, zgodnie z moją decyzją, mam dać mu kosza. Czułam, że nie uzna tego za zniewagę, do tego jest zbyt dobrze wychowany, by wprawić mnie w zakłopotanie. Po prostu wycofa się, a tragedii nie będzie, bo w Europie kandydatek na żonę nie brakuje, więc carewicz ma w czym wybierać.
Tak. Ta chwila nadeszła, ale to, co powiedziałam, wcale nie było zgodne z moją decyzją:
– Ja również nie jestem rozczarowana.
Twarz carewicza pojaśniała w znacznie szerszym uśmiechu. Twarz raczej blada, czyli nie był to ktoś, kto wiele godzin spędza na dworze.
– Może przejdziemy się? – zaproponowałam i zbeształam się w duchu, bo popełniłam faux pas. Młoda damo, przecież to mężczyzna proponuje damie spacer!
A Nixa podszedł jeszcze bliżej, tak blisko, że tym razem jego smukłe palce musnęły moją dłoń.
– Z największą ochotą!

Był z nami przez cały miesiąc. Rano jeździliśmy konno. Okazało się, że Nixa, mimo że szczupły i delikatny, podobnie jak ja uwielbia szaleć w siodle, bardzo też lubi pływać łódką po jeziorze. Poza tym spacerowaliśmy po ogrodzie, bez przyzwoitki, bo wszyscy wiedzieli, że carewicz stara się o moją rękę. Podczas tych spacerów opowiadał mi dużo o Rosji, bo z pewnością wyczuł, że ten daleki kraj budzi we mnie lęk.
Byłam zafascynowana jego opowieściami o imperium Romanowów, o mongolskich koczownikach z bezkresnych stepów, o potężnych górach Kaukazu zamieszkałych przez Czerkiesów. To naród bardzo buntowniczy, dlatego car przysiągł, że albo ich ujarzmi, albo zniszczy.
Zasłuchana w opowieści Nixy, oczyma wyobraźni widziałam, jak wygrzewam się w słońcu na Krymie nad Morzem Czarnym albo śmigam jak ryś przez syberyjską głuszę. Byłam też w Sankt Petersburgu, gdy niebo jest tam jasne, połyskliwe, podczas białych nocy, które latem mamy i w Danii, ale białe noce w Petersburgu według Nixy to po prostu coś magicznego. Nic dziwnego więc, że raptem zapragnęłam pojechać do Rosji, by owe białe noce zobaczyć. Opowiadał mi też o tym, że ojciec jego, car Aleksander II, zniósł pańszczyznę, dzięki czemu rosyjscy chłopi, przez stulecia niewolnicy właścicieli ziemskich, stali się ludźmi wolnymi, a car stał się władcą umiłowanym.
– W Rosji mamy wielu książąt i wiele księżniczek – opowiadał – ale w naszej monarszej rodzinie księżniczka jest wielką księżną Rosji, a książę wielkim księciem Rosji.
– Jak w Prusach – dodałam. – Ciekawe, czy tych wielkich książąt i księżnych też macie takie zatrzęsienie?
Roześmiał się, po czym odparł:
– Zdaniem mego ojca o wiele za dużo. Pragnie ograniczyć przywileje arystokratów, ale jego bracia, wielcy książęta Rosji, robią wszystko, by tego uniknąć. Nie chcą żadnych zmian, ale… – Nixa wziął mnie za rękę, jakby uznał, że może już to zrobić, skoro konwersujemy tak swobodnie. – …Ale te zmiany muszą w końcu nastąpić. Ojciec twierdzi, że jeśli chcemy przetrwać, musimy oderwać się od przeszłości. A obowiązkiem Romanowów jest służenie Rosji. Przede wszystkim Rosji, a nie sobie samym.
Kochał swój kraj, co szczerze mnie ujęło, tym bardziej że ja również jestem patriotką, więc mieliśmy ze sobą coś wspólnego. Oczywiście Nixa wypytywał nie o Danię, a ja odpowiadałam ochoczo, wychwalając osiągnięcia mej ojczyzny. Kraju niewielkiego, który niestety miał się nijak do potężnej Rosji.
Wtedy uzmysłowiłam sobie, że ja i Nixa stoimy na dwóch przeciwległych biegunach. On jest następcą tronu najpotężniejszego imperium na świecie, zjeździł też całą Europę oraz Azję i był prawdziwym erudytą. Po prostu był taki, jakim może być tylko syn cara. A ja? Ja mam ogromne luki w wykształceniu, brak mi też doświadczenia. Czytuję wiersze nie najwyższego lotu, maluję akwarelki, a kiedy matka nie widzi, robię na trawniku gwiazdę. Czyli między mną a carewiczem jest przepaść szeroka jak Zatoka Fińska, i nawet jeśli Nixa aprobuje moją osobę, to caryca na pewno będzie miała poważne zastrzeżenia.
Wcale nie miała, o czym przekonałam się niebawem. Ta nieprzystępna caryca, która przedtem powiedziała do mnie zaledwie kilka zdawkowych słów, teraz raptem stała się bardzo miła. W drodze do Nicei – jeździła tam co roku, by wypocząć – zajechała do nas. Kiedy pod czujnym okiem matki witałam się z nią w salonie, objęła mnie serdecznie i na modłę francuska ucałowała w policzki, a potem odsunęła mnie trochę od siebie, wpatrując się we mnie bacznie.
– Jesteś śliczna, moja droga Minnie. Masz cudownie szczupłą kibić, i te czarne oczy, takie ogromne. Jesteś zachwycająca!
Czyżby? Zerknęłam na matkę, niewątpliwie nagle dumną jak paw, i przypomniałam sobie, że przecież ojciec Nixy najpierw kazał mu starać się o rękę Alix. Nic więc dziwnego, pomyślałam trochę złośliwie, że przedtem uznała za zachwycająca moją siostrę. I w sumie nic dziwnego. Obecna sytuacja była bardzo delikatna, więc warto było uprzyjemnić ją komplementami, z czego Maria Aleksandrowna – kiedy została imperatorową, jako cudzoziemka musiała przyjąć rosyjskie imiona i przejść na prawosławie – która przez wiele lat rządziła dworem swego męża, zdawała sobie doskonale sprawę.
– Czy Minnie pozowała kiedyś do dagerotypu? – spytała, zwracając się do mojej matki.
– Od kilku lat już nie – odparła z cichym westchnieniem.
Naturalnie nie wyjawiła prawdziwej przyczyny. Dagerotypy to nowość, za którą trzeba sowicie zapłacić, i nawet jeśli w Danii znalazłby się ktoś w tym biegły, i tak nie byłoby nas stać na wynajęcie takiej osoby.
– A ja muszę mieć jej portret, żeby pokazać Aleksandrowi. Poślę do Francji po dagerotypistę. We Francji wciąż to ulepszają, więc pozowanie nie jest już takie męczące. Minnie, gotowa jesteś pozować?
Skwapliwie pokiwałam głową, a caryca poprosiła, bym usiadła koło niej i odbyłyśmy krótką rozmowę, podczas której nie poruszała żadnych kłopotliwych kwestii. Rozmowa właściwie o niczym i w rezultacie już nie bardzo wiedziałam, na czym stoję, w konsekwencji czego zaczęłam stronić od Nixy. Naturalnie, starałam się, by zbytnio tego nie odczuł, ale miałam wrażenie, że nie bardzo mi to wychodzi.
I nie oświadczał mi się przez wiele dni, niewątpliwie uznając, że nie wypowie tych znamiennych słów, póki nie będzie pewien, że jestem mu przychylna. W końcu jednak nadszedł ten dzień. Wieczorem, po obiedzie, gdy wszyscy przechodzili do salonu, Nixa chwycił mnie pod łokieć i poprowadził do jednej z zasłoniętych parawanem wnęk w korytarzu.
Zanim zdążyłam otworzyć usta, usłyszałam pytanie, i było to pytanie zasadnicze:
– Nie jesteś mi przychylna, prawda? Nie kochasz mnie!
– Kocham? – W moich oczach niewątpliwie widać było to, co czułam. Bezbrzeżne zdumienie. – Przecież znamy się od niedawna…
Nixa spuścił głowę.
– A ja myślałem…
Już na samym początku naszej znajomości postanowiłam, że nigdy pierwsza go nie dotknę, teraz jednak okazało się, że nie była to decyzja niezłomna. Bo położyłam ostrożnie palce na jego przedramieniu. Nixa zadrżał, ale ja ręki nie cofnęłam.
– Co? Co sobie pomyślałeś, Nixa?
– Myślałem, że ty… – Urwał na moment, potem wyrzucił z siebie jednym tchem: – Myślałem, że chcesz kiedyś zostać moją żoną.
Teraz ja pomilczałam przez chwilę, po czym odparłam bardzo ostrożnie:
– Może i chciałabym. Kiedyś…
– A więc powiedziałabyś „tak”, gdybym…
Sprawiał wrażenie, jakby bardzo chciał to powiedzieć, ale boi się odmowy. Boi się, bojący dudek! Niemal się roześmiałam, a Nixa przeciwnie, pełen powagi i wyciągnięty jak struna dalej milczał.
– Jeśli ładnie poprosisz, Nixa, to kto wie…
Wtedy drgnął. I objął mnie powoli, niezręcznie, starając się za bardzo nie napierać na mnie. Objął i szepnął wprost do mego ucha:
– Boję się. Boję się spytać.
– Ale trzeba spytać – powiedziałam, odsuwając się od niego odrobinę. – Dziewczynę zawsze trzeba o to spytać.
Więc spytał, oczywiście dalej szeptem:
– Czy zostaniesz moją żoną?
Był tak przejęty, że myślałam, że uklęknie przede mną.
Ale nie ukląkł, a ja odparłam:
– Tak.
Bo nieważne, że wcześniej wahałam się i miałam mnóstwo wątpliwości. Teraz już czułam, że tego chcę szczerze i nieodwołalnie.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ