Powieść obyczajowa
Najszczęśliwszy człowiek w historii
29,99 zł
34,99
KUP TERAZ

Najszczęśliwszy człowiek w historii

Augusto Cury
brak opinii
Liczba stron: 400
ISBN: 9788327637345
Premiera: 2018-09-26

Marco Polo, światowej sławy myśliciel i zdeklarowany ateista, podejmuje się niezwykle trudnego zadania. Postanawia zbadać osobowość Jezusa, wykorzystując wiedzę z zakresu psychologii i socjologii. Dochodzi do wniosku, że Jezus był człowiekiem nieprzeciętnie szczęśliwym, wesołym i towarzyskim. Analizując Kazanie na górze, próbuje uchwycić istotę ludzkiego szczęścia tak, jak rozumiał ją Mistrz. To nie tyle stan wiecznej radości, co raczej umiejętność odnalezienia się w bólu.

Nie wszystkim podobają się tezy postawione przez Marco Polo. Ktoś próbuje go zastraszyć i uciszyć, ale osiąga zupełnie odwrotny efekt.

 

AUGUSTO CURY – psychiatra, psychoterapeuta i jeden z najpopularniejszych brazylijskich pisarzy. Autor bestsellerów tłumaczonych na wiele języków i sprzedanych w ogromnych nakładach. 

PRZEDMOWA

 

Najszczęśliwszy człowiek w historii to powieść opierająca się na wiedzy psychiatrycznej i psychologicznej. Jej głównym bohaterem jest psychiatra Marco Polo, światowej sławy myśliciel ateista, który odważył się zbadać w naukowy sposób złożone aspekty umysłu Jezusa. Dzięki temu doszedł do wniosku, że zarówno środowiska akademickie, jak i wszystkie światowe religie popełniły poważny błąd, unikając naukowego zbadania fenomenu osobowości Jezusa, bowiem rozpoznał ten temat od zupełnie innej strony niż traktują go filmy, obrazy czy teologiczne traktaty. Odkrył również, że Jezus był Mistrzem nad mistrzami, największym z nauczycieli, prawdziwym cieślą emocji, a także człowiekiem o ponadprzeciętnej inteligencji, nadzwyczaj szczęśliwym, wesołym i towarzyskim.

W niniejszej książce myśliciel i psychiatra próbuje odkryć tajemnicze zasady ludzkiego szczęścia zawarte w najbardziej znanej mowie wygłoszonej przez Jezusa, czyli w Kazaniu na górze. Wraz z upływem czasu Marco Polo jest coraz bardziej zadziwiony, skonsternowany i wstrząśnięty. Nigdy wcześniej tak krytycznie nastawiony ateista nie przeżył takiego szoku. Jednak fascynacji odkryciami towarzyszą okrutne prześladowania. Tajemnicze siły nieustępliwie próbują uciszyć naszego odkrywcę.

Dla tak skomplikowanego człowieka, jakim był Jezus, szczęście nie oznaczało stanu wiecznej błogości i radości, natomiast w dużej mierze było umiejętnością odnalezienia się w bólu, który jest nieunikniony w życiu każdego człowieka. Przy tym owa „umiejętność odnalezienia się w bólu” wcale nie oznacza, że nigdy nie trafimy w doliny smutku i frustracji, lecz że właściwie zarządzamy swoimi myślami. Nie oznacza też, że nigdy nie przechodzimy przez żadne kryzysy, tylko wprost przeciwnie, polega na spisywaniu najważniejszych rozdziałów swojego życia właśnie w tych najtrudniejszych jego momentach.

A co Ty robisz ze swoim bólem i frustracją? Owocem współczesnej edukacji są słabe i nieodporne umysły, które nie potrafią płakać, odnajdywać się na nowo, przepracowywać swoich lęków i odzyskiwać samokontroli. Tymczasem najszczęśliwszy człowiek w historii kształcił umysły, które były zdrowe, wolne, odporne i bezpieczne emocjonalnie.

Najszczęśliwszy człowiek w historii jest kontynuacją sagi, której pierwszą częścią jest Najbardziej inteligentny człowiek w historii, ale obie książki mogą być czytane niezależnie od siebie bez najmniejszego uszczerbku dla mocy poznawczych czytelnika. Kolejna część serii zatytułowana będzie Największy lider w historii. Reżyserzy filmowi są już zainteresowani przeniesieniem całej sagi na ekrany.

Przygniatającej większości ludzi nie udało się nigdy rozszyfrować kodów szczęścia. Bogaci chcą kupować szczęście za pieniądze, ale zawsze im odpowie: „Nie jestem na sprzedaż!”. Celebryci chcą uwieść je swoją sławą, ale szepcze im do ucha: „Znajdziecie mnie w tym, co proste i anonimowe”. Generałowie wiele razy próbowali zdobyć je z pomocą krwawego oręża, ale kategorycznie odpowiada im: „Jestem niepokonane”. Młodzi zawsze próbowali uchwycić je, wykorzystując łatwo dostępne i szybko realizowane przyjemności, ale bez ogródek udowadnia im, że: „Marzenia bez dyscypliny produkują frustratów, a dyscyplina bez marzeń tworzy tych, którzy przegrali życie”. Ludzie od zawsze poszukują szczęścia – tak samo jak ziarno pragnie wody, a złakniony tlenu powietrza – i podobnie jak naukowiec, poszukują prawdy w tym, co nieznane, jednak wielu z nas dokona żywota jako emocjonalni żebracy, nawet jeśli stanie się to w pięknych, drogich rezydencjach.

Kto by uwierzył, że to właśnie Jezus uczył zarządzania emocjami, tej najważniejszej dla naszego szczęścia umiejętności? Któż mógłby sobie wyobrazić, że swoim uczniom, takich jak niespokojny Piotr, niestabilny Jan, paranoiczny Tomasz, przekupny Mateusz, którzy przysparzali go o ból głowy, kazał pozbyć się swojego ego, nauczyć empatii, odzyskać panowanie nad samym sobą i nauczyć się uspokajać umysły swoje i innych ludzi?

Marco Polo przekonał się, że miliardy ludzi, które podziwiają i czczą Jezusa, zarazem nie znają narzędzi do radzenia sobie z własnymi emocjami, które stosował. Miliony są nieszczęśliwe i zapadają na choroby emocjonalne. Byłem szczerze wstrząśnięty tymi odkryciami. Są na tyle złożone, że spisałem je w formie powieści, by móc je lepiej przekazać.

Mam nadzieję, że również mój Czytelnik przeżyje zaskoczenie.

Augusto Cury

 

1

 

PYTANIA, KTÓRE SPĘDZAJĄ SEN Z POWIEK W JEROZOLIMIE

 

Jerozolima zawsze była jednym wielkim muzeum pod otwartym niebem, symbolem historii i sercem światowych wydarzeń. Żadne inne miasto na świecie – ani Nowy Jork, ani Szanghaj, Tokio, Paryż czy São Paulo – nie znalazło się w tylu wiadomościach prasowych. Jego ulicami krążą Azjaci, Europejczycy, Amerykanie, Latynosi, Afrykanie, wszyscy w tym samym oczekiwaniu, że uda im się odetchnąć powietrzem przepełnionym dziejami ludzkości. Miliony ludzi przyjeżdżają wciąż do miejsc, gdzie dwa tysiące lat wcześniej chadzał pewien cieśla, który wstrząsnął posadami świata.

– Przechodził tędy – powtarzali przewodnicy, z zaangażowaniem oprowadzając turystów z Japonii, Chin, Korei.

– W Ogrodzie Oliwnym został zdradzony – mówią do przybyszów z Francji, Niemiec czy Włoch.

– Oto Święty Grobowiec – nie kryjąc poruszenia, pokazują Amerykanom, Latynosom i Włochom.

Ludzie emocjonowali się, mówiąc o czynach Jezusa, ale nie mieli najmniejszego pojęcia o tym, że Nazarejczyk miał najbardziej skomplikowany umysł spośród osób, które stąpały po ziemi. Nie rozumieli, że ten cieśla jedną ręką ciosał w drzewie, drugą zaś – w ludzkich osobowościach. Używał jedynego w swoim rodzaju zbioru zasad zarządzania emocjami, który miał zrewolucjonizować historię ludzkości.

Te stworzone przez Jezusa zasady, czy też kody, umknęły uwadze nie tylko naukowców, ale także miliardów wyznawców, którzy czcili go przez tyle wieków. Nigdy jeszcze ktoś tak powszechnie uwielbiany nie był zarazem tak słabo znany ludziom. Jednak pewien odważny myśliciel i psychiatra, doktor Marco Polo, zdeklarowany ateista i pełen determinacji badacz, przebywał w Jerozolimie w XXI wieku nie po to, aby odwiedzać stanowiska archeologiczne, lecz by dokonać czegoś, co dla większości ludzi było nie do pomyślenia. On sam, na własną rękę, postanowił zrealizować przedsięwzięcie o epickim rozmachu, którego nikt dotąd nie miał odwagi się podjąć, ani naukowcy, ani duchowni. Polegało ono na przestudiowaniu wyrafinowanego umysłu Jezusa przez pryzmat nauki.

– Gdyby żył pan w czasach inkwizycji, doktorze Polo, byłby pan pierwszym kandydatem do spalenia na stosie – mówili mu napotkani ludzie, którym opowiadał o swoim pomyśle.

Marco Polo próbował ze wszystkich sił odnaleźć nieścisłości w tezach Jezusa, sprzeczności w toku jego myślenia czy słabe punkty w jego osobowości. Jednak im dłużej badał tę postać, tym bardziej był zdziwiony, poruszony, a nawet wstrząśnięty. Tak samo jak wenecki podróżnik, który wiele wieków wcześniej odkrywał stary świat, doktor Marco Polo był również odkrywcą, tyle że innego świata, bardziej skomplikowanego i pełnego niebezpieczeństw – świata ludzkiego intelektu. Nigdy jeszcze tak znany i śmiały ateista nie przeżył tak głębokiego wstrząsu. Jego pozbawiona uprzedzeń religijnych analiza tej tajemniczej postaci sprawiła, że zobaczył w całej okazałości szaleństwa ludzkości, w tym również własne szaleństwa i słabości.

– Dzięki niemu spadam w dół ze szczytu własnej dumy – mówił najbliższym przyjaciołom.

Pewnej bezksiężycowej, zimnej, głuchej i niezapowiadającej żadnych niespodzianek nocy, nieustraszony psychiatra przeżył we śnie napad lęku. Marco Polo obudził się zrozpaczony, z rozkołatanym sercem, bez tchu, zlany potem. Zaatakowały go nigdy wcześniej niedoświadczone koszmary o przyszłości rodziny ludzkiej. W snach tych ujrzał zniweczenie czy wręcz zabójstwo dzieciństwa, epidemię samobójstw, przemoc w szkołach, dyskryminację wszelkiego rodzaju, dyktaturę swoiście pojmowanego piękna, toksyczną samotność ery cyfrowej…

– Co się dzieje z rodzajem ludzkim? Czyżby ludzkość nie miała już przyszłości? – przerażony powiedział do siebie po przebudzeniu. Jego oczy były pełne łez. – Uczymy się nienawiści, oddalania się od siebie, wyobcowywania, podczas gdy powinniśmy uczyć się kochać, uczyć się wzajemnej akceptacji i łączenia się ze sobą…

Wielki myśliciel i psychiatra czuł się bezbronny niczym ofiara drapieżników. Własne myśli zjadały go od środka. Jego strach napędzały dwie emocjonalne zależności, które wydawały się bardzo istotne dla przyszłości naszego gatunku i nie pozwalały mu spać w nocy:

Dlaczego mamy przed sobą najsmutniejsze pokolenie wszystkich czasów, jeśli jesteśmy w posiadaniu potężnego przemysłu, zdolnego sfinansować każdą możliwą przyjemność?

Zadając sobie to pytanie, sformułował pierwszą zależność. Następnie głośno wypowiedział drugą z nich:

– Dlaczego cała ludzkość choruje emocjonalnie, kiedy medycyna, psychiatria i psychologia dokonały tak niezwykłych postępów?

Cóż za nadzwyczaj trudne zadanie: zrozumieć powody, dla których ludzkość była coraz smutniejsza, i dlaczego rosły wskaźniki nerwic, wyczerpania umysłowego, depresji, samobójstw, przemocy społecznej.

Niestety niewielu ludzi przejmowało się tymi problemami czy choćby je dostrzegało. Homo sapiens ery cyfrowej był egocentryczny, walczył o swój kraj, swoje partie polityczne, uniwersytety, religie czy swoje stronnictwa ideologiczne, ale rzadko myślał o całej ludzkości i wylewał nad nią łzy. Dlatego właśnie, choć sam był daleki od doskonałości, Marco Polo zapłakał nad ludzką rodziną.

Kiedy minęło pierwsze przerażenie, starał się uspokoić swoje myśli poprzez relaksacyjną praktykę mindfulness, położył głowę na poduszkach i próbował zanurzyć się w krainie snów. Udało mu się zasnąć, ale ocean jego uczuć nadal był wzburzony. Dwie godziny później znów się obudził już nie tyle przerażony, co zdziwiony. Śnił mu się człowiek, nad którym prowadził badania. Oniemiały usiadł znów na łóżku i wypowiedział niewyraźnie kilka zdań, próbując ułożyć myśli, które chodziły mu po głowie:

– Co to za człowiek, nad którym, gdy był zaledwie dwuletnim dzieckiem, zawisło widmo śmierci, i który w młodości pracował tymi samymi narzędziami, którymi miał być później zabity, czyli drewnem, młotkiem, gwoździami? – Po czym, chwytając się za głowę, dodał jeszcze kierowane do swojego zagubienia kolejne pytanie: – Miał wszelkie powody, żeby być niespokojny i depresyjny… Ale, co zadziwiające, postanowił głosić zagadkę szczęścia. Co to za umysł, który na tyle wieków przed powstaniem psychiatrii i psychologii w tak doskonały sposób posługiwał się narzędziami zarządzania emocjami?

Dla Marca Polo, szefa wydziału psychiatrii ważnego uniwersytetu w Kalifornii, zarządzanie emocjami było rzeczą fundamentalną, najważniejszym z treningów, dzięki któremu JA, reprezentujące zdolność wyboru, staje się autorem własnej historii. Jednak światowa edukacja nastawiona była na racjonalizm. Kształciła jednostki z pozoru wolne, ale zniewolone wewnętrznie. Drżąc z ekscytacji, chwycił długopis i oddychając głęboko, żeby się uspokoić, spisał kilka niepokojących pytań:

Dlaczego emocje dzieci i dorosłych, ateistów i wierzących, zawsze były ziemią niczyją, pozbawioną ochrony? Dlaczego uniwersytety pomijały studia nad narzędziami, z których korzystał najbardziej skomplikowany człowiek w historii? Jakież to uprzedzenie nami zawładnęło?

W istocie, uprzedzenia w stosunku do Jezusa jako człowieka były ogromne, a zarazem paradoksalne. Ludzie na całym świecie świętowali jego narodziny, ale idee głoszone przez niego nie miały wstępu do środowisk edukacyjnych. Tak naprawdę nie było szans na to, by porozmawiać o jego intelekcie na którymkolwiek uniwersytecie czy w szkole średniej, aby ktoś od razu nie doszedł do wniosku, że rozmowa ma charakter religijny. Można było bez obaw rozmawiać o Pitagorasie, Sokratesie, Platonie, Kartezjuszu, Spinozie, Kancie, Heglu, Sartrze czy o którymkolwiek innym myślicielu nawet nie najwyższych lotów, podczas gdy rozmowa o Mistrzu emocji stanowiła problem. Inkwizycja w świecie akademickim była przerażająca.

Błąd ten popełniały nie tylko uniwersytety, ale również wyznające go religie, które uznawały studiowanie inteligencji Jezusa za herezję. Według nich jego psychika była niezbadana. Zwykli ludzie nie posiadali żadnej możliwości, żeby ją przeanalizować.

Na koniec Marco Polo zanotował ostatnie pytanie, które było jednocześnie niezwykle poważną tezą:

Czy odmowa przestudiowania umysłu Jezusa zdusiła ewolucję ludzkości?

Zasnął ponownie, a trzy godziny później za oknem rozległy się ptasie trele i rozpoczął się jeden z najbardziej intrygujących poranków w życiu Marca Polo. Tego dnia miał debatować na świeżym powietrzu przed setkami zgromadzonych osób, a także przed milionami widzów on-line, o kodach zawartych w najsławniejszym przemówieniu w historii ludzkości – Kazaniu na górze – i to w tym samym miejscu, gdzie zgodnie z tradycją zostało ono wygłoszone.

Towarzyszyła mu Sofia, jego asystentka, młoda doktor psychiatrii, inteligentna i świetnie wykształcona. Michael Herman, odważny i zdeterminowany neurobiolog i ateista z przekonania, pracujący na Uniwersytecie w Jerozolimie, miał wraz z nim uczestniczyć w dyskusji. Doktor Alberto Mullen, jeden z najwybitniejszych umysłów Watykanu, i doktor Thomas Hilton, uznany myśliciel protestancki z Harvardu, stanowili resztę zespołu. Był to zespół na wagę złota, krytyczny i nieustraszony, który potrafił bez obaw obnażać swoje własne uprzedzenia.

Analizy przeprowadzone przez Marca Polo miały być więc przedyskutowane bez uprzedzeń i ograniczeń.

Marco Polo i Sofia zamówili taksówkę, ponieważ miejsce dyskusji znajdowało się dość daleko od tego, w którym mieszkali. Niezwykle podekscytowana Sofia wypytywała szefa:

– Doktorze Polo, czy mógłby mi pan wyjawić niektóre ze swoich tez o Kazaniu na górze?

– Opanuj swoją niecierpliwość, Sofio! – odparł z uśmiechem. – Dzięki temu będziesz miała niespodziankę.

Gdy jechali w stronę wyznaczonego miejsca, samochód został gwałtownie wyprzedzony, co sprawiło, że doświadczony kierowca musiał wykonać ostry zakręt, żeby uniknąć kolizji, niemalże uderzając przy tym w słup. Następnie wybrał drogę na skróty, z niepokojem spoglądając w lusterko.

– Dziwne! Wygląda na to, że jesteśmy śledzeni – powiadomił pasażerów.

Sofia przełknęła nerwowo ślinę i powiedziała zduszonym głosem:

– Och nie, znowu!

Już wcześniej zdarzały im się tego rodzaju niebezpieczne przygody, nie znała jednak motywów, które kryły się za nienawiścią wzbudzaną przez Marca Polo. Koniec końców był to przecież człowiek hojny i serdeczny, choć przy tym bardzo śmiały.

Usłyszawszy słowa Sofii, taksówkarz bardzo się wystraszył i mocno spięty zapytał jej szefa:

– Kim pan jest? – Gdy Marco Polo nie odpowiedział, tylko ściągnął twarz w grymasie niechęci, kierowca dodał nagląco: – Proszę odpowiedzieć, kim pan jest i czym się pan zajmuje?

– Jestem tylko zwykłym psychiatrą – odparł wreszcie, próbując rozładować atmosferę.

– Jest pan Amerykaninem? – padło kolejne natarczywe pytanie. – Pracuje pan dla rządu?

– Jestem Amerykaninem, zwykłym naukowcem – odparł zwięźle Marco Polo.

Spanikowany taksówkarz przyśpieszył, jednak jego auto po kilku minutach bezwzględnego pościgu zostało pokonane przez czterocylindrowego mercedesa, który gwałtownie zajechał im drogę. Wysiadło z niego dwóch ubranych na czarno i ogolonych na łyso mężczyzn, uzbrojonych w automatyczne pistolety z tłumikami. Sprawiali wrażenie profesjonalnych zabójców.

– Wysiadać! Ręce do góry! – zaczęli krzyczeć, kierując lufy na pasażerów taksówki.

Marco Polo, Sofia i kierowca bez szemrania wysiedli z rękami w górze i stanęli plecami do napastników.

– Doktorze Polo, proszę obrócić się przodem! – rozkazał jeden z napastników.

Słysząc swoje nazwisko, poczuł dreszcz. Więc jednak nie był to zwykły rabunkowy napad, ale zbrodnia na zlecenie. Marco Polo obrócił się i ujrzał wysokiego, umięśnionego mężczyznę o jasnej skórze i gniewnej twarzy, który nie wyglądał na kogoś, kto zamierza prowadzić jakiekolwiek negocjacje. Drugi z nich był trochę niższy, o ciemniejszej karnacji i mocno ściągniętych rysach twarzy. On też, bez żadnego wyjaśnienia, uderzył w twarz Marca Polo, który mocno zszokowany upadł na ziemię, krwawiąc z lewego kącika ust.

Jeszcze bardziej zszokowana była Sofia, która odwróciła się i wybuchła płaczem.

– Proszę, nie strzelajcie, nie strzelajcie! – krzyczała desperacko.

Marco Polo wstał z trudnością, położył dłoń na jej ramieniu i powiedział:

– Uspokój się, Sofio! Strach zabija nas wcześniej niż pistolety.

Był przekonany, że to ostatnie chwile jego życia, jednak gdy już się wydawało, że cały świat na niego się zawali, przypomniał sobie jeden z syndromów, który odkrył, a mianowicie syndrom ofiary i drapieżnika. Polega on na tym, że w szczytowym momencie napięcia obieg pamięci zamyka się, homo sapiens zmienia się w homo bios, czyli drapieżnika, a ci, którzy mu się przeciwstawiają, zostają jego ofiarami. Dla Marca Polo nastąpił moment głębokiej refleksji, a jego umysł przeżył chwilę oświecenia. Błyskawicznie przemyślał niektóre z kodów, których używał Jezus, żeby rozbrajać umysły prześladujących go drapieżników. Oddziaływał na ich podświadomość w sposób niezauważalny, niszcząc w nich syndrom drapieżnik-ofiara, który był dla nich swoistym więzieniem. W tym też momencie przypomniał mu się fragment o ukamienowaniu jawnogrzesznicy.

Zdał sobie sprawę, że jeżeli pozwoli się zastraszyć, to zostanie ofiarą, a jego napastnicy drapieżnikami. Jeśli, przeciwnie, stawi im czoło, to on będzie drapieżnikiem, a oni ofiarami, i w takim wypadku również użyją broni. Musiał więc zmienić strategię. Trzeba rozbroić umysły agresorów, żeby rozbroić broń, którą im grozili. Ale jak? Nie przestraszył się ani nie skonfrontował z napastnikami, lecz zamiast tego zaskoczył ich, okazując im szacunek. Znany ateista wykorzystał oręż Mistrza emocji, którego studiował.

– Czy za tą bronią stoją ludzie, którzy przeżyli straty, wylewali łzy i przeszli przez emocjonalne pustynie? Nie wątpię. Czy marzycie, kochacie, myślicie krytycznie? Również w to nie wątpię. Nie wiem, kim jesteście, ale nawet jeśli mnie zabijecie, będę was szanował.

Szanuje nas? – pomyśleli wstrząśnięci agresorzy, patrząc po sobie.

Wprawdzie prawie natychmiast wybuchli śmiechem, ale nawet kiedy szydzili z Marca Polo, podświadome zjawiska zostały uruchomione w ich umysłach. Mimo że nie zdawali sobie z tego sprawy, kotwica pamięci przemieszczała się już z granic agresji na obszary refleksji.

Jednak dość szybko wrócili do swoich mentalnych więzień, a wraz z tym do zamiaru pozbawienia Marca Polo życia.

– Wkrótce pan zginie! – powiedział ten o jasnej skórze, który sprawiał wrażenie przywódcy, i wskazał na głowę ofiary. Lecz zanim pociągał za spust, zaczął rozwlekle tłumaczyć powody zabójstwa: – Pańska bezczelność zostanie wreszcie uciszona. Pana idee nie zarażą milionów ludzi. Wirus zostanie unicestwiony!

Dyskusje prowadzone przez Marca Polo zaraziły świat poprzez internet, jednak on sam nie znosił swojej sławy. Owszem, napawało go satysfakcją i sprawiało radość takie kształcenie ludzi, by ich umysły stawały się wolne, jednak cena, którą musiał za to zapłacić, była niezwykle wysoka.

– Wybaczcie mi, panowie – zaskoczył ich Marco Polo po raz kolejny. – Możecie uciszyć moje ciało, ale nigdy moje idee! – Widząc, że mężczyźni są wstrząśnięci, skorzystał z tego, aby wniknąć w ich podświadomość: – A skoro już mówimy o uciszaniu mnie, to proszę was, usłyszcie cichy głos, który krzyczy w waszych umysłach. Co mówi ten głos? Że kim jesteście, zabójcami czy istotami ludzkimi, które kochają życie? Czy wasze umysły są wolne, czy wytresowane jedynie do przyjmowania rozkazów zwierzchników? Jestem pewien, że wasze umysły są wolne!

– Niech pan zamilknie! – krzyknął napastnik o ciemniejszej skórze.

Zdawało się, że myśli Marca Polo przedarły się niczym fale do mózgu tych agresywnych i gwałtownych ludzi, odwlekając moment, w którym zduszą gardła ofiar. Chcieli pociągnąć za spust, ale nie byli w stanie.

– Proszę się zamknąć! – warknął napastnik o jasnej skórze.

Sofia i taksówkarz byli równie mocno zaskoczeni i wstrząśnięci odwagą Marca Polo. Postępował niczym linoskoczek, który niepewnie kroczy po linie rozciągniętej między dwoma drapaczami chmur, tyle że bez asekuracji i bez drążka pomagającego w utrzymaniu równowagi. W każdej chwili mógł zginąć.

Dostrzegając wahanie agresorów, dokończył swój wywód:

– Osoby inteligentne używają myśli, a słabi posługują się bronią. Jestem pewien, że stoję przed ludźmi inteligentnymi, które cenią raczej życie niż śmierć.

Młodszy z nich został rozbrojony emocjonalnie. Cały rozdygotany wyznał:

– Nie jestem w stanie pociągnąć za spust!

Mężczyzna o jasnej skórze również drżał.

Wtem wszyscy usłyszeli syreny samochodów policyjnych.

– Jeśli chce się pana zabić, lepiej pana nie słuchać. Wiele osób pragnie pańskiej głowy. Następnym razem nie będzie pan miał takiego szczęścia! – powiedział wyższy z mężczyzn.

Schowali broń i szybko wsiedli do samochodu.

Kiedy się obrócili, Marco Polo zauważył, że na ich karkach był wytatuowany krzyż. Wydało mu się to dziwne. Napastnicy odjechali z piskiem opon, znikając równie tajemniczo, jak się pojawili.

– Kim są ci mężczyźni? – spytał wstrząśnięty taksówkarz.

– Szczerze mówiąc, nie wiem – odparł Marco Polo, obejmując Sofię i próbując ją uspokoić.

– Nigdy nie słyszałem o nikim, kto rozbroiłby napastników słowami – podsumował taksówkarz.

Marco Polo po krótkiej chwili milczenia stwierdził:

– Ja też nie. Zastosowałem jedynie technikę wymyśloną przez człowieka, którego umysł właśnie badam.

– Co to za człowiek?

– Poszukiwacz złota w ludzkich umysłach – powiedziała Sofia, leciutko się uśmiechając pośród tego całego chaosu.

– Poszukiwacz złota w czym? – dopytywał oniemiały taksówkarz. – Jak udało się panu uniknąć zabójstwa?

– Poszukiwacz, który usuwał kamienie, żeby wydobyć złoto, które posiadają nawet socjopaci! – zakończył poetycko i metaforycznie Marco Polo.

– Nic nie rozumiem…

Cóż, trudno zrozumieć zjawiska, które zmieniają homo sapiens w homo bios, czyli myślącą istotę w zwierzę.

– Lepiej będzie, jeśli schronimy się w hotelu i zawiadomimy policję – nalegała wciąż wystraszona Sofia.

Rzeczywiście, zachowaliby należytą ostrożność, gdyby odłożyli na później prowadzoną pod gołym niebem debatę o umyśle Jezusa.

– Od prawdziwej śmierci gorsza jest śmierć za życia – oznajmił Marco Polo. – Człowiek może uciec przed wszystkim, nigdy jednak przed własnym sumieniem. Jeśli w takiej chwili schowam się w górach, moje sumienie będzie krzyczeć: „Urwiska cię nie uciszą, Marcu!”. Jeśli schronię się w domu, moje sumienie nadal będzie mnie zadręczać: „Te ściany cię słyszą, Marcu!”. Nie mogę wyciszyć swoich marzeń, Sofio, nawet jeśli mam ryzykować życie. Ale szanuję twoją decyzję o powrocie do hotelu.

Spojrzała mu w oczy, w których pojawił się błysk determinacji, i po kilku chwili wahania jej głos zabrzmiał pewnie i mocno:

– Pojadę z panem. Głód i pragnienie służą dobru ludzkości, również i mi nie dają spokoju.

Marco Polo przeżył już wcześniej tragiczne straty. Przez błyskawicznie rozwijającą się chorobę autoimmunologiczną stracił Annę, swoją ukochaną żonę. Jego teść, miliarder i pozbawiony skrupułów biznesmen, nienawidził go i obwiniał za śmierć córki. Ponadto jego syn, Lucas, kilka razy omal nie umarł z powodu przedawkowania narkotyków. Na dodatek, będąc podziwianym naukowcem o nieszablonowym sposobie myślenia, stał się obiektem gorącej zawiści niektórych ze swoich uniwersyteckich kolegów. A teraz groziła mu śmierć w Jerozolimie, choć nie do końca rozumiał, z jakiego powodu. Jedyny problem polegał na tym, że słowo „poddać się” nie istniało w słowniku doktora Marca Polo. Śmierć ucisza serca, ale strach paraliżuje emocje. Nienawidził samej myśli o tym, że mógłby zostać mentalnym paralitykiem.

Co w tej książce najbardziej mnie zadziwiło? Najbardziej chyba to, że dała mi możliwość innego spojrzenia na sprawy, o których już wiedziałam, które wydawały mi sie oczywiste. Augusto Cury przedstawia historię najszczęśliwszego człowieka na świecie, Jezusa, z ogromną otwartością, tak że jego tekst potrafi zainspirować każdego współczesnego czytelnika do zmiany nastawienia i zycia pełnią szczęścia.

I to było dokładnie to, czego potrzebowałam, żeby uśmiech choć na chwilę zagościł na mojej twarzy. Przytłoczona wieloma pilnymi sprawami, zmartwieniami, ciągłym pośpiechem - ta książka przypomniała mi, że coś takiego jak "prawdziwe szczęście" nie musi być chwilowym stanem, ale powinno być stanem życia każdego człowieka, pokazała mi, jak na nowo mam cieszyć się obecną chwilą. Nie narzekać, nie bać się - tylko iśc do celu, bez lęku. Uczy jak uwolnić się od "otyłości emocjonalnej" -czyli nieustannego "karmieniem się" negatywnymi emocjami. Zdecydowanie warto znać tę serię - mnie ona bardzo zafascynowała!

Jeśli macie ochotę przeczytać „Najszczęśliwszego człowieka w historii”, to możecie już szukać. Kolejność części nie robi różnicy, są luźno powiązane. Cury znowu mnie do siebie przekonał, zaczynam mieć do autora jakąś słabość. Rozumiem, że momentami wpada w swe sidła, że nigdy nie stanie się moim ulubionym twórcą, lecz szanuję pracę, którą wykonuje. Czy będę wypatrywać trzeciego tomu? Z pewnością po niego sięgnę, jestem ciekawa dalszych przygód i niebezpieczeństw czyhających na naszego sławnego naukowca. Ta seria sprawia mi frajdę, nie ukrywam.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ