Dla młodzieży
Lifeblood. Krew Życia
KUP TERAZ

Lifeblood. Krew Życia

brak opinii
Liczba stron: 432
ISBN: 9788327630605
Premiera: 2017-09-06

Tenley żyje w świecie, w którym trzeba zdecydować, czy po śmierci przyłączyć się do stronnictwa Trojki, czy do Miriady. Wybiera Trojkę i od razu wyrusza na pierwszą misję. Tym trudniejszą, że właśnie trwa wojna, na której nie bierze się jeńców. Każde ze stronnictw chce niepodzielnie panować nad światem, nie ma mowy o kompromisie. Obdarzona niezwykłymi umiejętnościami Tenley jest cennym nabytkiem dla Trojki, ale śmiertelnym zagrożeniem dla Miriady. Gdy wydaje się, że jej misja zakończy się powodzeniem, Tenley staje przed najtrudniejszym wyborem – jeżeli wykona zadanie, zniszczy człowieka, który może dać jej szczęście. 

Gena Showalter

Autorka powieści znajdujących się na liście bestsellerów New York Times i USA Today. Jej ulubione gatunki literackie to paranormal, współczesny romans, a także opowiadania kierowane do młodych ludzi. Umiejętnie łączy zmysłowe opisy z wątkami sensacyjnymi, a przy tym daje ujście swemu poczuciu humoru. To sprawia, że od jej powieści trudno się oderwać. Pisała dla takich magazynów, jak „Cosmopolitan” i „Seventeen”, pracowała też dla MTV oraz wielu regionalnych i ogólnokrajowych programów newsowych. Powieść „Mroczna noc” ukazała się po raz pierwszy w USA w 2008 roku i została nominowana do Rita Awards 2009 w kategorii Paranormal Romance.

Piasek przesypuje się w klepsydrze, ziarnko po ziarnku, sekunda przechodzi w drugą... w trzecią... Usiłuję poskładać w całość poszatkowane wspomnienia. To niełatwe zadanie. Mój umysł zasnuwa mgła, rozmazują się myśli. Czwarte ziarnko – czwarta sekunda.

Uświadamiam sobie, że moją obsesją są liczby. Zawsze kryje się za nimi jakaś historia i nigdy nie kłamią.

Piąte – piąta. Zawieszam się na piątce, powtarzam ją w głowie. Klik! Zaskakuje. Minęło pięć minut i czternaście sekund, od kiedy umarłam.

Chwila, moment. Umarłam?

Chyba faktycznie nie żyję. Moje serce nie bije, w płucach brak powietrza, nie mogę oddychać. A muszę. Pot występuje mi na kark i spływa po kręgosłupie, a mimo to moje ręce i nogi pozostają lodowate.

Spokojnie. Opanuj się. Ciało mam zniszczone, ale duch nadal żyje. To nowy początek. Nowe życie.

Spokojnie? Naprawdę? Odtąd nie mam już kolejnej szansy. Zero powtórek. Każdy mój czyn będzie miał znaczenie; każde słowo, które wypowiem, każde działanie, które podejmę, każda osoba, z którą nawiążę znajomość, i każdy wróg, któremu odbiorę życie, wpłynie na mnie w pozytywny bądź negatywny sposób. Żadnych „jeśli”, „ale”, „a może”.

Witaj w Wiecznym Życiu.

Słowa szeptane na wietrze, zaczyna lekko dzwonić mi w uszach. Po chwili dźwięk zyskuje na intensywności. Jest tak głośny, że aż się wzdrygam. Czuję drżenie w kościach, coś delikatnie stuka mnie w żebra – od środka. Puk, puk. Puk, puk. Łup!

Gwałtownie nabieram powietrza, biorę pierwszy oddech i wreszcie budzę się prawdziwa ja. Pierś się uspokaja, do płuc napływa powietrze. Znów mogę oddychać. Jestem martwa i zarazem wciąż żywa.

Wstań! Wstań i żyj!

Kolejny szept na wietrze... a może to głos w mojej głowie?

Umarłam – i zwariowałam?

Odzyskuję spokój i wracam do odliczania: sześć... siedem...

Klik! Siedemnaście! Mam siedemnaście lat. Urodziłam się dziesiątego dnia dziesiątego miesiąca o dziesiątej dziesięć, umarłam zaś jedenastego dnia jedenastego miesiąca o dziesiątej czternaście.

1 + 1 + 1 + 1 + 1 + 0 + 1 + 4 = 10

Ktoś powie: zrządzenie Losu. Błąd! Los to mit, wymówka, coś stworzonego po to, by zrzucać nań winę. Niech będzie, że każdemu z nas przyświeca boski cel, ale nie wszystko, co się dzieje, jest wynikiem boskiej interwencji. To nasze działania zmieniają bieg naszego życia na dobre bądź złe.

To my mamy ostatnie słowo.

Moja teraźniejszość stanowi sumę wszystkich przeszłych decyzji, to znaczy wszystkich moich decyzji, ale nie tylko. Także i tych, które podjęli ludzie z mojego otoczenia. Jestem odpowiedzialna za ten... Ten!

Klik! Klik! Nazywam się Tenley Lockwood. Dla przyjaciół Ten. Imię i liczba.

5 + 5 = 10. Dwie równe części.

Ostatni element układanki wskakuje na miejsce. Dwie krainy Wiecznego Życia, Trojka i Miriada, ścierają się w zaciętej, krwawej walce.

Trojka walczyła o to, bym zachowała Pierwsze Życie, natomiast Miriada dążyła do tego, by się zakończyło. Wysiłek Miriady został nagrodzony. Moje ciało leży na zbroczonej krwią ulicy w centrum Los Angeles.

Gratulacje, Miriado. Wygrałaś bitwę, ale nie wygrasz wojny.

Wraz z ostatnim tchnieniem na zawsze sprzymierzyłam się z Trojką – i nie żałuję. Przykładam wartość do Pierwszego Życia. Lubię zasady, cenię logiczny ciąg, strukturę. Rozumiem, że celem kary nie jest wyrządzenie krzywdy, lecz przekazanie nauki.

Teraz jestem Trojkanką, narodziłam się na nowo pośród krwi i przemocy. Jestem żołnierzem na wojnie starej jak świat. Stałam się wrogiem zarówno dla tych, których nigdy nawet nie poznałam, jak i dla tych, których znam i kocham.

Stałam się wrogiem dla Killiana, najlepszego Robotnika Miriady.

Killian! Jego imię brzmi niczym urwany krzyk z głębi mej duszy. Powiedziałabym, że „chodziliśmy” ze sobą, ale to takie łagodne, niewinne słowo, tymczasem pragnęłam Killiana jak ćpun heroiny... a mimo to wybrałam Trojkę, nie Miriadę.

Nie ma jak w domu.

Dom... Dom to coś, czego nigdy tak naprawdę nie miałam.

Powinnam go nienawidzić – oczywiście mówię o Killianie – ale wzdrygam się na samą myśl, coś się we mnie buntuje. Nie, nigdy go nie skrzywdzę. Zbyt wiele dla mnie znaczy.

– Nie żyje? – Jakiś szorstki i nieznany głos wyrywa mnie z zamyślenia. – Sprzymierzyła się z Trojką?

– Tak i tak.

Och, TEN głos rozpoznaję – i z miejsca czuję ulgę. Killian cały czas był przy mnie!

Tak bardzo pragnę go ujrzeć, że aż przechodzi mnie dreszcz.

– Nie chciałbym być w twojej skórze – mówi nieznajomy, a mnie się zdaje, że w tle słyszę brzęk mieczy. – Po śmierci Madame Bennett przejdziesz pod komendę Zhi. A kiedy się dowie, że nie udało ci się zwerbować panny Lockwood, obetnie ci głowę i wbije ją na pal.

Ulga ustępuje pod naporem cierpienia. Killianowi grozi niebezpieczeństwo, i to z mojego powodu. Muszę mu pomóc – muszę! – ale choć próbuję wstać, to nie mogę. Nie jestem w stanie się podnieść. Do niczego się nie nadaję!

O co chodzi? Ciało przecież nie żyje, łączące go z duchem więzy zostały zerwane. Powinnam móc – sama już nie wiem – unosić się jak zjawa, prawda?

– Odejdź – mówi Killian, a w jego głosie pobrzmiewa groźba. – Broń naszych przed Trojkanami.

– Żebyś mógł zabić Lockwood, zanim jej duch opuści ciało, i samemu zgarnąć nagrodę? O nie.

Nagrodę?

Naraz słychać buczenie, trzask płomieni. Ostry, gryzący dym wypełnia powietrze.

Bolesne westchnienie. Głuche uderzenie.

– Nie podnoś się – syczy Killian.

Zaatakował tego drugiego?

Dlaczego zranił ziomka, żeby ratować wroga? Czemu ryzykował karę?

Odpowiedź jest prosta: dla mnie i tylko dla mnie.

Na zmianę rozpływam się i zbieram w sobie. Uwolnij się, mówię. Chroń Killiana.

Kiedy miał okazję doprowadzić rzecz do końca i przekonać mnie, bym sprzymierzyła się z Miriadą, poradził, żebym usłuchała głosu serca. Oboje wiedzieliśmy, że moją krainą jest Trojka. Moje potrzeby okazały się dla niego ważniejsze niż jego pragnienie – nagrody bądź kary.

Poświęcił dla mnie własne szczęście, ale nie udało mi się zrewanżować tym samym. Kiepska ze mnie dziewczyna, zresztą może jestem nią, a może nie.

Przypominam sobie ostatnie chwile Pierwszego Życia. Sloan Aubuchon, niegdyś wróg, potem przyjaciółka, a na koniec ZACIEKŁY wróg, przebiła mnie zatrutą włócznią.

– Nienawidzę go bardziej, niż kocham ciebie – powiedziała wtedy.

Jego, czyli doktora Vansa, potwora odpowiedzialnego za tortury w zakładzie Prynne, domu „opieki” nad zagubionymi nastolatkami.

Miriada obiecała pomóc Sloan w ukaraniu Vansa, ale pod warunkiem, że Sloan sprzymierzy się z nimi i zabije mnie. Zgodziła się.

Jej zdrada ubodła mnie równie głęboko, jak włócznia. Zgoda, Vans robił Sloan straszne rzeczy, które nie powinny być udziałem żadnego człowieka, tyle że jego zachowanie nie usprawiedliwia jej postępowania. W dążeniu do zemsty upodobniła się do niego, tak samo zawiodła moje zaufanie, jak on zawiódł jej.

Błyskawicznie poniosła konsekwencje: Killian wyrwał włócznię z mego ciała i przebił nią Sloan.

Kolejna rzecz, za którą czeka go kara. Muszę – no muszę! – mu pomóc.

Kopię nogami, macham pięściami, ale wszystko na nic.

– Killianie, gdzie ona jest? – To nowy głos, ale też bez trudu go rozpoznaję. – Gdzie ją ukryłeś?

Deacon, RT. Przyjaciel. Zawsze kojarzył mi się z charakternym wojownikiem w starym stylu, ceniącym honor na równi z odwagą i tężyzną, a nawet bardziej.

Jeżeli ktokolwiek może mnie uwolnić, to na pewno Deacon.

– Tutaj – odpowiada Killian zachrypłym głosem. – Ale już... za późno, żeby ją ocalić...

Coś twardego i ciepłego krępuje mi nadgarstki. Naraz czuję, że stoję – i widzę!

Nabieram powietrza. Po raz pierwszy ogarniam wzrokiem otaczający mnie świat duchów. Z szafirowo-jedwabnego nieba sączy się złoty blask słońca. Z tłustych chmur spada na ziemię zapierający dech w piersiach diamentowy pył.

Naraz dociera do mnie: to nie chmury, tylko budynki o osobliwych kształtach – oraz maszerujący tam i z powrotem wzdłuż balustrad uzbrojeni żołnierze.

Otwiera się zapadka w mojej głowie i zalewa mnie potok informacji: to wieże strażnicze, z których obserwuje się ludzi i rozgrywa duchowe bitwy. Przemieszczają się pomiędzy królestwami a Krainą Żniw. Przechodzą z rąk do rąk. Prawo do nich ma zwycięzca bitwy.

Kręcę głową i marszczę brwi. Nie uczono mnie o strażnicach, a wszystko o nich wiem? Nie powinnam...

Ależ uczono! Lata temu. Miałam pięć lat, chodziłam na obowiązkowe zajęcia z historii krain i... Och, obmywa mnie otępiające ciepło, zmysły rozpływają się, kąpią w rozkosznych zapachach: polne kwiaty, drzewa owocowe, dojrzałe jagody. Niby jak mam się skupić? Wciągam aromaty, rozkoszuję się nimi.

– Niech nikt się do niej nie zbliża, dopóki nie zostanie umocowana – mówi Killian.

Umocowana?

– Ja i moi ludzie zabezpieczymy teren na tak długo, jak zdołamy – obiecuje Deacon i odchodzi.

Mój wzrok pada na Killiana, a serce momentalnie przyśpiesza. Ach, te jego piękne oczy, smutne, złoto nakrapiane elektryzującym błękitem. W jednym oku pięć plamek, w drugim trzy. Podczas naszego pierwszego spotkania porównałam je do oktawy. Piąta i trzecia nuta tworzą podstawę akordu. Ilekroć Killian spojrzy na mnie, moja krew intonuje pieśń.

Tak jak dziś.

Miriadzki żołnierz przedziera się przez ochronny krąg stworzony przez Deacona i jego ludzi. Killian, nie odrywając ode mnie wzroku, wykonuje ruch dłonią i wbija napastnikowi sztylet w ciało. Jestem w szoku. Zabił jednego ze swoich. Zrobił to bezlitośnie, brutalnie.

Po ostrzu jego broni spływa przejrzysta, lśniąca Krew Życia. Widok makabryczny, ale piękny. Killian zbliża się do mnie, wkładając groźbę w każdy swój krok, ale nie boję się go i stoję niewzruszona. Ten mężczyzna nigdy mnie nie skrzywdzi.

– Przestań zabijać swoich ludzi z mojego powodu – odzywam się.

– Będę cię chronił tak, jak uznam za stosowne. – Chowa sztylet do pochwy i dotyka dłonią mojej twarzy. Ma palce zgrubiałe od lat wojaczki.

Jego modzele łaskoczą mnie, wywołują tarcie, a z tarcia bierze się ciepło. Rozkoszne ciepło. Zapominam o bitwie. Płonę... płonę dla Killiana, krew wrze i paruje, sprawia mi ból... przyjemny ból. A wszystko to za sprawą niewinnego dotyku!

Zawsze reagowałam na niego w taki sposób, choć nigdy z taką intensywnością. Być może dlatego, że dotąd nie dotykaliśmy się tak jak teraz, kiedy nic między nami nie ma. Ani ciała, ani Skorupy.

Pochylam głowę, podsuwam się Killianowi jak kocię głaskane po raz pierwszy w życiu.

Czy doznania wszystkich duchów – ze wszystkimi duchami – są aż tak głębokie?

Zamykam oczy i wciągam jego zapach. Torf i wrzos, uwielbiane przez mnie. Moje zmysły znów zachodzą mgłą i wiem, że Killian mnie odurza, zresztą nawet nie musi się szczególnie starać.

– Spójrz na mnie, mała.

Posłusznie wykonuję polecenie, a on wpatruje się we mnie, jakby zapamiętywał moje rysy. Odwzajemniam spojrzenie – cóż innego mogę zrobić? Spowija go cień, któremu jednak nie udaje się przyćmić nieziemskiej urody. Nad silnym czołem Killiana wisi odgarnięty na jedną stronę hebanowy jedwab włosów, tworząc szelmowską ramę dla równie szelmowskiej twarzy. Killian ma brwi gęste i czarne, skórę opaloną i gładką, zupełnie pozbawioną porów – wygląda jak namalowana. Nos ostry, pod nim pełne, niemal kobiece usta. Na trójkątnej szczęce seksowny kilkudniowy zarost.

– Chcę, żebyś mi zaufała – mówi z udręką w głosie – bez względu na to, co zdarzy się w nadchodzących tygodniach. Czy możesz to zrobić?

– Oczywiście – odpowiadam bez wahania. Przesuwam palcem po tych soczystych ustach, cudownie miękkich w odróżnieniu od twardych mięśni Killiana. Przechodzi mnie dreszcz.

Rozszerzają mu się źrenice, widzę, że skupia się na mnie i tylko na mnie.

– Nie, tutaj „oczywiście” nie wystarczy. Zrobi się nieprzyjemnie, ale musisz mi zaufać, że zawsze będę miał na względzie wyłącznie twoje dobro. – Wzmacnia uścisk. – Proszę.

Otwieram usta, by zapewnić go o swym zaufaniu, kiedy nagle podmuch wiatru sprawia, że kosmyk włosów zasłania mi oczy. Marszczę brwi, chwytam go i podnoszę do światła. Kobaltowy błękit? Że jak? Przed śmiercią miałam przecież czarne włosy.

– Nie rozumiem – mówię.

– Powinnaś zobaczyć pozostałe zmiany. – Killian przesiewa kosmyki między palcami i nasze dłonie dotykają się.

Naraz przeszywa mnie ostry ból, a z ust dobywa się cichy jęk. Zataczam się do tyłu.

Jakby ktoś... wbił mi nóż.

– Jesteś spięta. – Killian chwyta mnie za nadgarstki i pomaga wrócić do pionu. – Rozluźnij się. – Tym tonem: „Bądź posłuszna albo zginiesz”, zwraca się do wszystkich OPRÓCZ mnie.

Zjeżam się.

– Sam się rozluźnij! – Ból wykręca mi wnętrzności. Za dużo tego wszystkiego, zdecydowanie za dużo. – Nie wiem, co się... Nie mogę... – Umieram po raz drugi i ostatni? Tak prędko?

– Trwa proces umocowywania cię w Sieci twojej krainy.

W Sieci?

– Chyba coś jest nie tak z połączeniem – udaje mi się bąknąć, mimo że coś ściska mnie za gardło.

– Wszystko w porządku. – Przyciąga mnie do siebie, głaszcze po plecach, pociesza. – Każdy przez to przechodzi, nawet Miriadczycy.

Opieram głowę na jego ramieniu, staram się równo oddychać. Mimo to czuję się jak uwięziona w bezdennej jamie, jakby bez końca przeszywały mnie ostrza, a na moją pierś i mózg spadał deszcz pocisków.

Zabij mnie! Pozwól mi umrzeć.

Ale... ból mija równie nieoczekiwanie, jak się pojawił.

Oblewa mnie ciepło, wnika we mnie i lśni... lśni tak jasno, że nagle wydobywa emocje, które już dawno temu poukrywałam w ciemnych kątach. Uczucia rozłażą się na wszystkie strony jak robale. Nienawiść do ojca. Wściekłość na sytuacje, nad którymi nie panuję. Żal z powodu utraty matki i braciszka.

Nic się nie ukryje. Syczę i szlocham. Wydaję z siebie jęk zranionego zwierzęcia.

– Jesteś silna. Jesteś dzielna – mówi Killian. – Dasz sobie radę, mała.

Kiedy ciepło koncentruje się w obu dłoniach i jednej ręce – akurat tam – obejmuję Killiana tak mocno, że boję się, że go połamię. Nie skarży się jednak. Ciepło... zaczyna parzyć. Jakby... jakby odciskało na mnie swoje piętno.

Pośrodku wewnętrznych stron dłoni pojawia się okrąg z trzema liśćmi. Symbol Trojki. Z początku jest blady, ale stopniowo ciemnieje. Na prawym ręku ukazują się trzy ciągi cyfr.

– Duchowe znamiona – wyjaśnia Killian, przesuwając kciukiem nad symbolami, jednak ich nie dotykając. – Zewnętrzna oznaka wewnętrznej przynależności.

Na szczęście w końcu ból całkowicie ustępuje. Oddycham z ulgą.

– Klucz. – Killian przenosi uwagę oraz widmowy dotyk na liczby. – Słyszałem, że Trojka zmusza nowych rekrutów do tego, by zapracowali na nagrody, ale póki co nikt nie potwierdził prawdziwości tych plotek ani ich nie zdementował.

– Klucz? – Czuję chłód, kiedy jego kciuk przesuwa się nad moją skórą. Zaciskam usta i zaczynam szczękać zębami.

Z zaskoczeniem stwierdzam, że rysy Killiana wykrzywia nagła wściekłość. Puszcza mnie i robi kilka kroków do tyłu. Odsuwa się ode mnie.

Nie jestem gotowa na rozstanie. Unoszę brodę, podchodzę do niego i kładę dłoń na jego sercu. I następują kolejne uderzenie zimna, znacznie silniejsze, niemal nie do wytrzymania.

– Zero! – klnę pod nosem i odskakuję. Przerażający ziąb znika w mgnieniu oka.

– Próbowałem cię ostrzec.

Patrzę w jego niebezpiecznie kuszące oczy i naraz dociera do mnie prawda. Nasze ciała odpychają się, i to całkiem dosłownie – i zawsze będą tak na siebie działać. Ciemność i Światło nie współistnieją. Jedno zawsze wypiera drugie.

Sprzymierzając się z Trojką, skazałam nasz związek na niepowodzenie.

Czuję, że łzy napływają mi do oczu.

– Killianie... – zaczynam. Rzeczywiście mnie ostrzegał. Tymczasem ja wmówiłam sobie, że znajdziemy sposób na to, żeby być razem. Cóż, nie zdawałam sobie sprawy, z jakimi trudnościami przyjdzie nam się zmierzyć.

– Co się stało, to się nie odstanie. – Niemal niezauważalnie kręci głową i odsuwa się ode mnie. – Jeżeli będę walczył u twego boku, doprowadzę do przegranej mojego królestwa. Jeśli będę walczył przeciwko tobie, stracę cię. Nie ma kompromisu. Nie w naszym przypadku. Tak jak ty muszę dokonać wyboru.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ