Powieść obyczajowa
Bezsenność na Manhattanie
KUP TERAZ

Bezsenność na Manhattanie

brak opinii
Liczba stron: 352
ISBN: 9788327629555
Premiera: 2017-06-14

W życiu Paige wszystko się układa: wspaniałe przyjaciółki, piękne mieszkanie, wymarzona praca w Nowym Jorku. Ale los przynosi różne niespodzianki i nagle, z dnia na dzień, dobra passa się kończy. Paige traci pracę, próbuje założyć własną agencję eventową, ale skala problemów spędza jej sen z powiek. Osobą, która może pomóc, jest Jake, przyjaciel jej brata, najatrakcyjniejszy singiel w mieście, który już raz złamał jej serce. Dzięki Jake’owi firma Paige ma szansę zaistnieć, a ona sama musi bardzo się starać, by ponownie się w nim nie zakochać.

Sarah Morgan

Sarah Morgan uważa, że romanse to najbardziej satysfakcjonująca z rozrywek. Od dziecka chciała być pisarką i chociaż jej życie nie zawsze podążało w tym kierunku, wreszcie się udało. Jej powieści są optymistyczne, za co często dostaje podziękowania od swoich czytelniczek.

W swojej pracy łączy biznes z przyjemnością. Krytycy określają jej powieści mianem „seksownych i pełnych akcji”. Czy może być lepsza zachęta do czytania?

– „Awans”. To chyba moje ulubione słowo. Nie macie pojęcia, jak długo na to czekałam.

Niesiona falą dojeżdżających do pracy współpasażerów Paige Walker wyszła po schodach z metra za swoimi dwiema przyjaciółkami i znalazła się w słońcu pod błękitnym niebem. Wysoko w górze wieżowce Manhattanu, las stali i szkła migocący w jaskrawym porannym świetle, sięgały pierzastych chmur i każdy z nich starał się przewyższyć poprzednika. Empire State Building. Rockefeller Center. Wyższy, większy, doskonalszy. „Patrzcie na mnie” – mówiły.

        Paige popatrzyła i uśmiechnęła się. To był jej dzień. Nawet pogoda dopisała.

        Nowy Jork niewątpliwie był najbardziej ekscytującym miastem na świecie. Uwielbiała jego żywotność, obietnicę, którą niósł, tempo.

        Pracę w Star Events dostała zaraz po college’u i nie mogła uwierzyć w swoje szczęście, gdy dwie najlepsze przyjaciółki też zostały tam zatrudnione. Marzyła o posadzie w wielkiej firmie z siedzibą na Manhattanie. Czysta energia miasta przenikała jej skórę i krążyła w żyłach niczym adrenalina. Tutaj mogła być tym, kim tylko chciała. Mogła żyć niepytana dwadzieścia pięć razy dziennie, jak się czuje. W tym zapierającym dech zamęcie, jaki stanowił Nowy Jork, ludzie byli zbyt zajęci myśleniem o sobie, żeby jeszcze myśleć o innych. Wzajemne relacje były powierzchowne, nigdy zbyt głębokie. Paige wtapiała się w tłum i to jej odpowiadało.

        Nie chciała się wyróżniać. Nie chciała być inna, szczególna ani wyjątkowa. Nie chciała być dla nikogo symbolem dzielności.

        Pragnęła być anonimowa. Normalna, cokolwiek to oznaczało. I wreszcie tu, w Nowym Jorku, stało się to możliwe.

        Miejski chaos oferował specyficzną prywatność. W nim wszystko działo się szybciej.

        Nie dotyczyło to tylko Evy, jej przyjaciółki, która nie należała do rannych ptaszków.

        – A moim ulubionym słowem jest miłość, nie awans. – Ziewnęła sennie. – Albo seks, kolejna świetna rzecz. Moim zdaniem. Choć już nie pamiętam, tak dawno go nie uprawiałam. Boję się, że zapomniałam, jak to się robi. Jeśli jeszcze kiedykolwiek znajdę się nago z jakimś facetem, chyba będę musiała kupić sobie poradnik. Dlaczego nikt na Manhattanie nie jest zainteresowany poważnym związkiem? Nie szukam faceta na jedną noc. Szukam faceta na całe życie. Kaczki tak robią... Dlaczego my nie możemy?

Przystanęła, żeby poprawić coś przy bucie, i fala blond włosów spłynęła po jej ramionach, a z dekoltu wychyliły się piersi, tak szczodrze uformowane, jak najbardziej apetyczne pączki. Mężczyzna idący naprzeciwko niej stanął jak wryty z otwartymi ustami, tak że czterej inni wpadli na niego z tyłu.

        Próbując uniknąć karambolu na chodniku, Paige chwyciła ją za ramię i odciągnęła na bok.

        – Stanowisz zagrożenie dla ruchu.

        – Czy to moja wina, że sznurowadła same się rozwiązują?

        – Sznurowadła to nie problem. Właśnie rozgłosiłaś na Manhattanie, że od wieków nie uprawiałaś seksu.

        – I teraz – włączyła się Frankie, podchodząc do nich i dopełniając blokady – tuzin doradców inwestycyjnych ustawia się w kolejce, żeby wziąć w zarząd twoje walory. I nie mam tu na myśli środków finansowych. Podnieś się, Śpiąca Królewno. Zawiążę ci sznurowadło.

        – Nie mam do oddania w zarząd żadnych środków finansowych, ale przynajmniej po nocach nie leżę w łóżku bezsennie, zamartwiając się dochodami i procentami. To czysty zysk, choć pewnie nie taki, o jaki chodzi bankowcom. – Eva wyprostowała się i przetarła oczy. Przed dziesiątą miała trudności z koncentracją. – Nie musisz wiązać mi butów. Nie jestem sześciolatką.

        – Jako sześciolatka nie stanowiłaś takiego zagrożenia. Będzie bezpieczniej, jeśli cię wyręczę. Ja nie mam dekoltu, który powinien być opatrzony ostrzeżeniem o zagrożeniu dla zdrowia, ani mózgu niezdolnego sterować tym, co wychodzi z moich ust. I przesuń się na bok. Jesteśmy w Nowym Jorku. Tutaj blokowanie ruchu to praktycznie przestępstwo. – W głosie Frankie brzmiała nuta irytacji, na tyle wyraźna, że Eva zmarszczyła czoło, wystawiając nogę.

        – Nie można nikogo ukarać za to, że staje innym na drodze. Co cię dziś ugryzło?

        – Nic.

        Paige wymieniła z Evą spojrzenia. Obie wiedziały, że „nic” znaczy coś bardzo konkretnego, więc wolały nie drążyć tematu. Frankie przeważnie zbierało się na zwierzenia dopiero po jakimś czasie, gdy do tego dojrzała.

        – Blokowanie ruchu może być uznane za prowokację – odezwała się Paige. – A Eva stanowiła takie zagrożenie od małego. Pamiętasz, jak na jej ósme urodziny Freddie Major zagroził, że stłucze Paula Matthewsa, jeśli ona nie zgodzi się za niego wyjść?

        – Freddie Major. – To wspomnienie wywołało wątły uśmiech na twarzy Frankie. – Wrzuciłam mu żabę za koszulę.

        Eva się wzdrygnęła.

        – Byłaś małym potworem.

        – Co mam powiedzieć? Nie dogaduję się z facetami. W żadnym wieku. – Frankie wcisnęła Evie do ręki puszkę z colą. – Potrzymaj. Jeśli wyrzucisz ją do kubła, koniec z naszą przyjaźnią.

        – Nasza przyjaźń przetrwała ponad dwadzieścia lat. Mam nadzieję, że nie zakończyłoby jej wyrzucenie twojego śmieciowego żarcia.

        – Zakończyłoby. – Frankie, wysportowana i giętka, przykucnęła. – Każdy ma jakieś wady. Moją jest upodobanie do niezdrowego jedzenia.

        – Dietetyczna cola to nie jest śniadanie! Twój sposób odżywiania się stanowi zagrożenie dla życia. Dlaczego nie chcesz, żebym zrobiła ci pysznego shake’a z jarmużu i szpinaku? – zaapelowała do niej Eva.

        – Bo lubię po zjedzeniu zatrzymać śniadanie w żołądku, a mój sposób odżywiania się nie stanowi większego zagrożenia dla życia niż twój sposób ubierania się. Zresztą dziś i tak nie chce mi się jeść. – Frankie zawiązała sznurówki przy jaskrawozielonych converse’ach Evy, podczas gdy obok przepływała rzeka przechodniów, z których każdy zamierzał jak najszybciej dotrzeć do celu. Skrzywiła się, kiedy ktoś na nią wpadł. – Dlaczego nie wiążesz podwójnie, Ev?

        – Bo ubieram się, jeszcze śpiąc.

        Frankie podniosła się, wzięła od Evy swoją dietetyczną colę i płomienne włosy omiotły jej ramiona.

        – Au! Proszę uważać! – Poprawiła okulary i odwróciła głowę, patrząc gniewnie na cofającego się mężczyznę w garniturze. – Wypadałoby podać narkozę, zanim usunie się komuś nerki teczką! – wyrzekając pod nosem, roztarła żebra. – Są takie dni, kiedy wolałabym wrócić do małego miasta.

        – Chyba żartujesz. Wróciłabyś na Puffin Island? – Paige przełożyła torebkę na drugie ramię. – Nigdy tak nie myślę, nawet kiedy w metrze tłum ściska mnie jak boa dusiciel. Nie to, żeby na wyspie nie było ładnie, bo jest... ale to tylko wyspa. Więcej nie trzeba mówić. – Czuła się odcięta od cywilizacji przez wzburzone wody zatoki Penobscot, w kokonie rodzicielskiej troski. – Lubię mieszkać w miejscu, gdzie ludzie nie znają każdego szczegółu mojego życia.

        Czasami miała wrażenie, że ma wielu rodziców. „Paige, dlaczego nie włożyłaś swetra? Paige, widziałam helikopter, który zabrał cię do szpitala, biedactwo”. Czuła się złapana w pułapkę i osaczona, jakby ktoś trzymał ją w uścisku, żeby nie uciekła.

        Przez całe życie wszyscy troszczyli się o nią, dbali o jej bezpieczeństwo, chronili ją, aż miała ochotę wykrzyczeć pytanie, które tłukło się w jej głowie przez większość dzieciństwa: Co to za życie, jeśli nie można żyć?!

        Przeprowadzka do Nowego Jorku była największym, najbardziej podniecającym wydarzeniem w jej dotychczasowej egzystencji i pod każdym względem było tu inaczej niż na Puffin Island. Niektórzy powiedzieliby, że gorzej.

        Ale nie Paige.

        Frankie ściągnęła brwi.

        – Jak wiemy wszystkie, nie mogłabym już postawić stopy na Puffin Island. Zlinczowaliby mnie. Tęsknię za wieloma rzeczami, ale jednego mi nie brakuje: tego, jak każdy patrzył na mnie z wyrzutem, bo moja matka ma kolejny romans z cudzym mężem. – Odgarnęła włosy z oczu i dopiła colę. Biły od niej złość, frustracja i rozgoryczenie, i kiedy miażdżyła puszkę w dłoni, aż pobielały jej palce. – Na Manhattanie jest przynajmniej paru facetów, z którymi moja matka nie miała okazji się przespać. Chociaż od wczoraj o jednego mniej.

        – Znowu? – Wreszcie Paige zrozumiała, dlaczego przyjaciółka jest w takim złym humorze. – Dostałaś od niej esemesa?

        – Bo nie odebrałam jej czternastu telefonów. – Frankie wzruszyła ramionami. – Pytałaś, dlaczego nie chce mi się jeść, Ev... Miał dwadzieścia osiem lat i walił się jak drzwi od stodoły podczas wichury. Te wszystkie szczegóły odebrały mi apetyt.

Mimo że mówiła nonszalanckim tonem, widać było, że jest przybita, więc Paige wzięła ją pod ramię.

        – To się skończy.

        – Oczywiście, że tak. Związki mojej matki zawsze szybko się kończą. Ale w tym samym czasie zdąży skutecznie oskubać faceta. Nie, żebym się nad nim użalała. Ma tak samo za uszami jak ona. Dlaczego faceci nie mogą utrzymać fiuta w spodniach? Dlaczego nigdy nie mówią „nie”?

        – Wielu mówi „nie”. – Paige pomyślała o swoich rodzicach i ich długim szczęśliwym małżeństwie.

        – Nie ci, których podrywa moja matka. Najbardziej się boję, że któregoś dnia poznam jednego z nich na jakiejś imprezie. Wyobrażacie to sobie? Może powinnam zmienić nazwisko?

        – Nie wpadniesz na żadnego z nich. W Nowym Jorku jest za dużo ludzi.

        Eva wzięła Frankie pod drugie ramię.

        – Kiedyś twoja matka się zakocha i wszystko się zmieni.

        – Och, proszę! Nawet ty nie przydasz tej sprawie romantyzmu. Miłość nie ma z tym nic wspólnego – odparła Frankie. – Moja matka żyje z mężczyzn. Czerpie z nich dochody. Jest szefową korporacji OFdC, czyli Oskubać Facetów do Czysta.

        Eva westchnęła.

        – Ma za sobą problemy.

        – Problemy? – Frankie zatrzymała się w pół kroku. – Ev, moja matka nie ma żadnych problemów od bardzo dawna. Możemy pogadać o czymś innym? Nie powinnam była o tamtym wspominać. To pewny sposób, żeby zepsuć sobie humor na cały dzień, a w dodatku żadna rewelacja. Życie w Nowym Jorku ma wiele zalet, a największą jest to, że nie muszę zbyt często widywać się z matką.

        Po raz nie wiadomo który Paige pomyślała, jaką jest szczęściarą, mając takich rodziców. To prawda, trochę za bardzo się martwili i robili za dużo zamieszania, co doprowadzało ją do szału, ale w porównaniu z matką Frankie byli cudownie normalni.

        – Życie w Nowym Jorku to najlepsze, co zdarzyło się każdej z nas. Jak byśmy przetrwały bez Bloomingdale’s i Magnolia Bakery?

        – Albo bez karmienia kaczek w Central Parku – dodała Eva tęsknie. – To lubię najbardziej. Karmiłyśmy je z babcią w każdy weekend.

        Wzrok Frankie złagodniał.

        – Bardzo za nią tęsknisz, prawda?

        – Radzę sobie. – Uśmiech Evy trochę przygasł. – Bywają lepsze i gorsze dni. Jest lepiej niż rok temu. Miała już dziewięćdziesiąt trzy lata, więc nie mogę się skarżyć, no nie? Tylko dziwnie, że jej nie ma. Była jedyną stałą w moim życiu i odeszła. I zostałam sama. Nie mam nikogo.

        – Masz nas – sprzeciwiła się Paige. – My jesteśmy twoją rodziną. Powinnyśmy w weekend gdzieś się razem wybrać. Na zakupy? Mogłybyśmy pójść do Saksa przy Fifth Avenue i dać się umalować, a potem na tańce.

        – Na tańce? Uwielbiam tańczyć. – Eva prowokacyjnie zakręciła biodrami i niemal spowodowała kolejny karambol.

        Frankie pchnęła ją do przodu.

        – Na świecie nie ma tyle żelowych wkładek do butów, żebyśmy dały radę pójść i na zakupy, i na tańce. A w sobotę wieczorem mamy maraton filmowy. Głosuję za horrorami.

        Eva się cofnęła.

        – Nie ma mowy. Potem nie zasnę do rana.

        – Mojego głosu też nie zdobędziesz. – Paige się skrzywiła. – Może Matt zgodzi się na komedie romantyczne, żeby uczcić mój awans.

        – Nie licz na to. – Frankie podsunęła okulary na nosie. – Twój brat raczej skoczyłby z dachu własnego domu, niż wyraził zgodę na wieczór komedii romantycznych. Dzięki Bogu.

        Eva wzruszyła ramionami.

        – A może wybierzemy się dokądś już dziś, nie czekając do soboty? Jeśli nie będę wychodzić na miasto, nigdy nikogo nie poznam.

        – Ludzie nie przyjeżdżają do Nowego Jorku, żeby kogoś poznać. Przyjeżdżają dla kultury, wrażeń, pieniędzy... Lista jest długa, ale nie ma na niej szukania przyszłego męża.

        – Więc po co ty tutaj przyjechałaś?

        – Bo chciałam żyć w dużym mieście, anonimowo, a tu były moje najlepsze przyjaciółki. No i uwielbiam pewne rejony Nowego Jorku – przyznała Frankie. – Uwielbiam High Line, ogrody botaniczne i nasz mały zakątek Brooklynu. Uwielbiam naszą kamienicę z piaskowca i będę twojemu bratu dozgonnie wdzięczna, że nam ją odnajął.

        – Słyszałaś? – Eva trąciła łokciem Paige. – Frankie powiedziała coś pozytywnego o mężczyźnie.

        – Matt to jeden z nielicznych przyzwoitych facetów na tej planecie. Jest przyjacielem i tyle. Tak się składa, że lubię być singielką. Czy to źle? – Frankie mówiła chłodnym tonem. – Jestem niezależna i szczycę się tym. Zarabiam własne pieniądze i przed nikim nie odpowiadam. Bycie samą to wybór, nie choroba.

        – A ja wolałabym nie być singielką. W tym także nie ma nic złego, więc nie praw mi kazań. Trochę mnie dobija, że prezerwatywa, którą noszę w torebce, straciła już termin ważności. – Eva zatknęła za ucho niesforny jasny lok i zręcznie skierowała rozmowę na inny temat. – Kocham lato. Lekkie sukienki, klapki, Szekspira w parku, żeglowanie po Hudson, długie wieczory na naszym tarasie. Wciąż nie mogę uwierzyć, że twój brat zbudował go na dachu. Jest taki przemyślny, cholera.

        Paige nie protestowała.

        Jej brat, starszy od niej o osiem lat, opuścił dom rodzinny na wyspie długi czas przed nią. Założył tu, w Nowym Jorku, firmę zajmującą się kształtowaniem krajobrazu i jego biznes kwitł.

        – Ogród na dachu jest boski. – Frankie przyspieszyła kroku. – A co z tą dużą robotą w śródmieściu? Matt ją dostał?

        – Jeszcze nie wiadomo, ale jego firma ma się dobrze.

        A teraz przyszła kolej na nią.

        Awans był następnym krokiem w jej życiowych planach. Miała nadzieję, że pomoże także rodzicom powoli wyleczyć się z nadopiekuńczości.

        Paige, urodzona z wadą serca, spędziła dzieciństwo w szpitalach, w towarzystwie lekarzy i kochających rodziców, którzy starali się ukrywać przed nią swój lęk. Dorastając, czuła się ubezwłasnowolniona. W dniu, w którym wyszła ze szpitala po ostatniej – na co wszyscy liczyli – operacji, obiecała sobie, że to się zmieni. Na szczęście, wyjąwszy badania okresowe, uwolniła się od lekarzy i nie narzekała na zdrowie. Wiedziała, że ma fart, i zamierzała korzystać z życia. W tym celu musiała opuścić Puffin Island i tak właśnie zrobiła.

        Miała przed sobą nowe życie i jak dotąd wszystko szło dobrze.

        – Lepiej się pospieszmy. Nie możemy się spóźnić. – Eva przerwała jej rozmyślania.

        – Przecież nie uraczy nas gadką o umowie na pełny wymiar godzin, skoro wszystkie pracowałyśmy do późnej nocy.

        Paige nie musiała pytać, o kogo chodzi. A chodziło o Cynthię, ich szefową; gdyby nie ona, Paige uwielbiałaby swoją pracę. Cynthia przyszła do Star Events rok po niej i atmosfera w firmie natychmiast się zmieniła, jakby ktoś wrzucił do czystego górskiego strumienia toksyczne odpady i zatruł wodę, którą wszyscy pili.

        – Wciąż nie mieści mi się w głowie, że zwolniła Matildę. Czy któraś z was ma od biedaczki jakieś wiadomości?

        – Wciąż do niej dzwonię – odparła Eva – ale nie odbiera. Naprawdę się niepokoję. Bardzo potrzebuje pracy. Gdybym miała jej adres, wybrałabym się z wizytą.

        – Dzwoń dalej. A ja postaram się przekonać Cynthię, żeby zmieniła decyzję.

        – Co jej dolega? Cały czas chodzi zła jak osa. Skoro tak nienawidzi tej pracy, dlaczego jej nie rzuci? Za każdym razem, gdy widzę tę kobietę, mam ochotę się tłumaczyć, chociaż niczego złego nie zrobiłam. Mam wrażenie, jakby była rekinem ludojadem na szczycie łańcucha pokarmowego, a ja małą foczką, którą pożre jednym kłapnięciem paszczy.

        Paige pokręciła głową.

        – Ona nigdy nie odejdzie. Dlatego między innymi tak zależy mi na tym awansie. Nie miałabym z nią tyle do czynienia, zyskałabym większą niezależność i własnych klientów.

Zdobyłaby doświadczenie i pewnego dnia, może w niezbyt dalekiej przyszłości, założyłaby własną firmę, stając na jej czele. Wtedy miałaby kontrolę nad wszystkim.

        To było jej marzenie, ale nie chciała poprzestać na marzeniach.

        Miała plan i pragnęła go zrealizować.

        – Będziesz świetną szefową – powiedziała Eva serdecznie. – Od dnia, w którym zorganizowałaś moje ósme urodziny, wiedziałam, że daleko zajdziesz. Oczywiście, nietrudno być lepszą szefową od Cynthii. Słyszałam, jak ktoś mówił, że nie jest zadowolona, jeśli przynajmniej raz nie skłoni do płaczu każdego podwładnego. – Eva zatrzymała się gwałtownie przy kolejnej witrynie sklepowej, zapominając o fokach i rekinach w obliczu nirwany zakupowej. – Myślicie, że pasowałby na mnie ten top?

        – Może, ale na pewno nie zmieściłby się w twojej szafie. – Paige pociągnęła ją dalej. – Zanim kupisz cokolwiek nowego, musisz coś wyrzucić.

        – Czy to moja wina, że przywiązuję się do rzeczy?

        Frankie zaszła ją z drugiej strony, żeby nie patrzyła na wystawę.

        – Jak można przywiązywać się do ciuchów?

        – Bez trudu. Jeśli zdarzy mi się coś dobrego, gdy mam na sobie jakieś ubranie, to wkładam je ponownie, żeby mieć pozytywną energię. Na przykład dziś włożyłam swoją szczęśliwą bluzkę, żeby Paige wraz z awansem dostała dużą podwyżkę.

        – Jak bluzka może być szczęśliwa?

        – Kiedy ją nosiłam, spotykały mnie dobre rzeczy.

        Frankie pokręciła głową.

        – Nie chcę wiedzieć jakie.

        – To dobrze, bo ci nie powiem. Nie wiesz o mnie wszystkiego. Mam swoje tajemnice. – Eva wykręciła szyję, żeby spojrzeć na wystawy. – Czy mogłabym...

        – Nie. – Paige pociągnęła ją jeszcze raz. – Nie jesteś tajemnicza, Ev. Jesteś jak otwarta księga.

        – To lepiej, niż być okrutną i nieludzką. Poza tym wszyscy mamy swoje słabości. Frankie jest uzależniona od kwiatów, ty od czerwonej szminki... – Eva zerknęła na nią. – Ładny odcień. Nowa?

        – Tak. Nazywa się „Letni sukces”.

        – Jak stosownie. Powinnyśmy wieczorem się zabawić. Czy myślisz, że Cynthia zechce gdzieś cię wyciągnąć?

        – Cynthia nie udziela się towarzysko. – Paige od długiego czasu usiłowała zrozumieć swoją szefową, ale wciąż jej się to nie udało. – Nigdy nie słyszałam, żeby rozmawiała o czymś, co nie miałoby związku z pracą.

        – Czy twoim zdaniem ona ma jakieś życie seksualne?

        – Żadna z nas nie ma życia seksualnego. To Manhattan. Tu każdy jest zbyt zajęty, żeby uprawiać seks.

        – Z wyjątkiem mojej matki – mruknęła Frankie.

        – I Jake’a – dodała szybko Eva. – Przedwczoraj wieczorem był na przyjęciu u Adamsa. Najseksowniejszy facet w sali. I najlepiej ubrany. Ten to zalicza panienki regularnie, ale niezłe z niego ciacho. Rozumiem, Paige, dlaczego kochałaś się w nim jako nastolatka.

        Paige poczuła się, jakby dostała pięścią w brzuch.

        – Stare dzieje.

        Wizja Jake’a uprawiającego seks nie powinna już robić na niej wrażenia, naprawdę nie powinna.

        – Pierwsza miłość jest bardzo silna – skwitowała Eva. – Nigdy nie przechodzi.

        – Tak samo jak pierwszy zawód miłosny. Ten ból także nie przechodzi. Wyleczyłam się z miłości do Jake’a już dawno temu, więc nie patrz tak na mnie.

        To jednak nie było takie proste.

        Czasami żałowała, że Jake jest najlepszym przyjacielem jej brata.

        Gdyby chodziło o jakiegoś przypadkowego chłopaka z okresu dorastania, ruszyłaby dalej, śmiałaby się z tej historii i zapomniałaby o niej; wlokła jednak za sobą to żenujące wspomnienie jak kulę u nogi. Nieodłączną, dźwięczącą z tyłu przy każdym kroku.

        Nawet teraz, po tylu latach, Paige wzdrygnęła się na myśl o tym, co mu wtedy powiedziała. I gorzej – co zrobiła.

        Rozebrała się przed nim do naga...

        Na samo wspomnienie miała ochotę zapaść się pod ziemię.

        Czy on kiedykolwiek o tym myślał? Bo ona często.

        Eva tymczasem mówiła dalej:

        – Gotowa jestem się założyć, że ten facet figuruje na liście rzeczy do zaliczenia przed śmiercią u miliona kobiet.

        Frankie z niedowierzaniem pokręciła głową.

        – Układając listy rzeczy do zaliczenia przed śmiercią, ludzie zwykle mają na myśli akrobacje spadochronowe albo podróż do Machu Picchu, Ev, to znaczy wszelkie niesamowite przeżycia i doznania.

        – Jestem pewna, że zostać pocałowaną przez Jake’a Romano to niesamowite przeżycie. O niebo lepsze od akrobacji spadochronowych, no, ale ja mam lęk wysokości.

        Paige szła przed siebie.

        Wiedziała, że nigdy się tego nie dowie.

        Nawet gdy się na niego rzuciła, Jake nie raczył jej pocałować.

        Marzyła o tym, że ogarnie go pożądanie. On jednak delikatnie wyplątał się z jej objęć, jakby nagle przywarło do niego pranie zerwane przez wiatr ze sznura.

        Ale największym ciosem były łagodność i cierpliwość, jakie jej okazał. Nie walczył z pożądaniem, walczył z nią, opędzał się od niej.

        Wtedy pierwszy i jedyny raz powiedziała mężczyźnie, że go kocha. Była tak pewna uczuć Jake’a, że tamta pomyłka rzutowała dotąd na wszystkie jej relacje z facetami. Paige przestała ufać swoim instynktom.

        Teraz bardzo troszczyła się o swoje serce. Ćwiczyła, jadła codziennie pięć posiłków złożonych z warzyw i owoców, skupiała się na pracy, która zawsze okazywała się ciekawsza niż nowe znajomości.

        Paige zatrzymała się przed biurem Star Events i odetchnęła głęboko. Nie musiała myśleć o Jake’u przed najważniejszą rozmową zawodową w swoim życiu. On sprawiał, że miękły jej kolana i z mózgu robiła się galaretka. A powinna się skupić.

        – Jesteśmy ma miejscu. Koniec śmiechów. W tych murach wszelka wesołość jest zakazana.

        Cynthia czekała na nie przy recepcji.

        Paige poczuła przypływ irytacji.

        Chyba w takim dniu szefowa mogła się zdobyć na uśmiech?

        Na szczęście nawet Cynthia nie mogła odebrać jej przyjemności z pracy. Paige bardzo lubiła to, co robi. Dopieszczanie szczegółów, żeby każda impreza była niezapomnianym wydarzeniem, sprawiało jej wielką radość. Najważniejsze było zadowolenie klienta. Jako dziecko uwielbiała organizować przyjęcia dla koleżanek. Teraz zajmowała się tym zawodowo i miała to robić na coraz większą skalę.

        Myśl o większych uprawnieniach podniosła ją na duchu i Paige przeszła przez hol z uśmiechem na twarzy.

        Starszy menedżer.

        Już to sobie wyobrażała. Jej zespół będzie pracować ciężej, bo chce, a nie ze strachu przed konsekwencjami. A ona sama w pierwszej kolejności poszuka sposobu, żeby przyjąć z powrotem biedną Matildę.

        – Dzień dobry, Cynthio.

        – Z tego, co pamiętam, wasze umowy nie mówią nic o pracy na niepełny wymiar godzin.

        Jeśli ktoś potrafił zepsuć atmosferę, to właśnie Cynthia.

        – Impreza Capital Insurance skończyła się dopiero po północy, a rano metro było przepełnione. Myślałyśmy, że...

        – ...uda się skorzystać z sytuacji. – Cynthia znacząco spojrzała na zegar ścienny, mimo że doskonale wiedziała, która jest godzina. – Zapraszam cię, Paige, do mojego gabinetu. Miejmy to już za sobą.

        Zamierzała zaproponować jej awans i chciała „mieć to już za sobą”?

        Przyjaciółki czym prędzej się ulotniły. Paige usłyszała jeszcze, jak Eva nuci pod nosem temat muzyczny ze Szczęk.

        To poprawiło jej nastrój.

        Praca z przyjaciółkami była wielkim atutem pracy w tej firmie.

        Gdy szła za Cynthią do jej gabinetu, minęły Alice, jedną z młodszych księgowych.

        Widząc jej zaczerwienione oczy, Paige przystanęła.

        – Alice? Czy wszystko...

        Jednak Alice przeszła szybko i Paige zapamiętała, żeby później ją odszukać i spytać, co się stało.

        Problemy z chłopakiem?

        Kłopoty w pracy?

        Kilku pracowników przeraziło się na wieść, że Matilda została zwolniona za niefortunny wypadek z tacą szampana. Stworzyło to ogólną atmosferę niepokoju. Każdy w głębi ducha się zastanawiał, kto będzie następny.

        Wszedłszy za szefową do jej gabinetu, Paige zamknęła za sobą drzwi.

        Zdawała sobie sprawę, że wkrótce będzie mogła sama decydować o sprawach personalnych. A tymczasem miała swoje pięć minut. Ciężko na to pracowała i zamierzała się cieszyć tą chwilą.

        Żeby tylko podwyżka była odpowiednia.

        Eva miała rację, powinny to potem uczcić. Kilka kieliszków czegoś zimnego, z bąbelkami. A później może wyprawa do klubu? Nie tańczyły od lat.

        Cynthia sięgnęła po teczkę.

        – Jak wiesz, szukam sposobów, żeby usprawnić działanie Star Events i zmniejszyć koszty. Nie muszę ci mówić, że działamy na trudnym rynku.

        – Wiem, ale mam kilka pomysłów, którymi chętnie się z tobą podzielę.

Paige chciała wziąć swoją torebkę, ale Cynthia pokręciła głową i uniosła rękę.

        – Wypuszczamy cię z gniazda, Paige.

        – Jak to? Dokąd?

Nie przyszło jej do głowy, że awans może oznaczać przeniesienie do innego biura. A w grę wchodzi tylko jedno inne biuro. W Los Angeles. Na drugim końcu kraju. Tego się nie spodziewała. Uwielbiała Nowy Jork. Lubiła mieszkać i pracować z przyjaciółkami.

        – Sądziłam, że zostanę tutaj. Przeprowadzka do Los Angeles to poważny krok.

Chociaż, jeśli zależało jej na awansie, pewnie trzeba było brać pod uwagę, że może się to łączyć z wyjazdem. Chyba powinna poprosić o czas do namysłu. Tak się robi, no nie?

        Cynthia otworzyła teczkę.

        – Dlaczego myślisz, że przenosimy cię do Los Angeles?

        – Powiedziałaś, że wypuszczacie mnie z gniazda...

        – Bo wypuszczamy. Opuścisz Star Events.

        Paige popatrzyła na nią ze zdumieniem.

        – Słucham?

        – Wprowadzamy oszczędności. – Cynthia przerzuciła zawartość teczki, nie patrząc Paige w oczy. – Mówiąc wprost, sytuacja jest fatalna. Wszystkie firmy w branży redukują etaty i zwalniają pracowników.

        Odprawiają ją.

        Nie awansują jej ani nie przenoszą do Los Angeles. Tylko odprawiają.

        Szumiało jej w uszach.

        – Ale przecież... w ciągu ostatniego półrocza ściągnęłam dziewięciu większych klientów. Większość zysków to moja zasługa...

        – Straciliśmy Adams Construction.

        Zdumiała się.

        – Co takiego?

        Chase Adams, właściciel najlepiej prosperującego przedsiębiorstwa budowlanego na Manhattanie, był jednym z ich największych klientów. To właśnie po organizowanej dla niego imprezie wyleciała Matilda.

        „Przeznaczenie – pomyślała Paige. – Najpierw Star Events odprawiły Matildę, a teraz Chase Adams odprawiał Star Events”.

        A ona była tego ofiarą.

        – Nawet nie mogłam walczyć – ciągnęła Cynthia. – Ta głupia Matilda zepsuła całą imprezę.

        – Dlatego z nas zrezygnował? Z powodu tamtego wypadku?

        – Rozbicie jednego kieliszka szampana można by nazwać wypadkiem, ale upuszczenie całej tacy to katastrofa. Adams nalegał, żebym pozbyła się tej dziewczyny. Próbowałam go przekonać, żeby zmienił zdanie, ale nie chciał. W rękach tego człowieka jest połowa Manhattanu. To jeden z najpotężniejszych ludzi w mieście.

        – Więc chyba nie musi się odgrywać na biednej Matildzie.

Przychodziły jej do głowy konkretne słowa na określenie Chase’a Adamsa i żadne z nich nie było pochlebne. Na pewno nie winiła Matildy.

        – To już historia. Oczywiście, wystawimy ci doskonałe referencje dla następnego pracodawcy.

        Następnego pracodawcy?

        Chciała pracować tutaj. Uwielbiała tę pracę. Zasługiwała na nią.

        Tak zaschło jej w ustach, że ledwie mogła mówić, a serce biło mocno w piersi. Było to brutalne przypomnienie, jak niepewne jest życie. Jeszcze tego ranka wydawało jej się, że ma u stóp cały świat, a teraz całkowicie straciła kontrolę nad swoim losem.

        O jej przyszłości decydowali inni podczas rozmów za zamkniętymi drzwiami. I oczekiwali, że zrobi dobrą minę do złej gry.

        Była w tym specjalistką. Gdy życie dawało w kość, robiła to niemal odruchowo, jak komputer przechodzący w stan uśpienia.

        Umiała tłumić uczucia i teraz też je stłumiła.

        „Wykaż profesjonalizm, Paige”, nakazała sobie.

        – Mówiłaś, że jeśli zrealizuję cele, dostanę awans. Zrealizowałam je aż z nadwyżką.

        – Sytuacja się zmieniła i jako firma musimy wykazać elastyczność, reagować na potrzeby rynku.

        – Ilu ludzi poleci? To dlatego Alice płakała? Została zwolniona? Kto jeszcze?

A co z Frankie i Evą?

        Eva nie miała rodziny, do której mogłaby się zwrócić o pomoc, a Frankie raczej umarłaby z głodu, niż poprosiła matkę o choćby jednego centa.

        – Nie jestem uprawniona do rozmawiania z tobą o innych pracownikach.

        Paige siedziała nieruchomo, oszołomiona tym, co się stało. Czuła przytłaczającą bezradność.

        Ufała swoim pracodawcom. Roztaczali przed nią wspaniałe perspektywy, więc zdając się na nich, poświęcała firmie mnóstwo czasu, pracowała niezliczoną liczbę godzin. I co zrobili z tym zaufaniem? Nawet jej nie uprzedzili. W żaden sposób nie ostrzegli.

        – Firma odnotowała zyski dzięki mnie. Na dowód mogę pokazać ci liczby.

        – To była praca zespołowa. – Cynthia nie traciła opanowania. – Jesteś dobra w tym, co robisz. Masz skłonność do nadmiernego skracania dystansu wobec ludzi, których zatrudniasz, i powinnaś częściej odmawiać klientom... Tamta historia, kiedy w środku przyjęcia oddałaś do ekspresowego czyszczenia garnitur jednego z gości, była wręcz śmieszna... Ale poza tym nie mam do ciebie zastrzeżeń. Tu nie chodzi o twoje kwalifikacje.

        – Oddałam garnitur do czyszczenia, bo facet go poplamił, a chciał zrobić wrażenie na swoim szefie. Później hojnie nam to wynagrodził. A skracam dystans, bo lubię pracować z zadowolonymi ludźmi w przyjaznym środowisku.

        W przeciwieństwie do Cynthii, której było to zupełnie obce.

        Patrzeć na szefową to jak patrzeć na zamknięte drzwi. Cokolwiek by się powiedziało, pozostaną zamknięte. Paige tylko traciła czas.

        Zamiast dostać awans i podwyżkę, została zwolniona.

        Będzie musiała poprosić o pomoc rodzinę. Znowu przyczyni zmartwień rodzicom i bratu. A oni znowu zechcą ją chronić.

        Wciąż mocno biło jej serce i odruchowo podniosła rękę do piersi. Przez bluzkę wyczuła srebrne serduszko, które czasami nosiła pod ubraniem.

        Na chwilę znowu jako siedemnastolatka znalazła się na szpitalnym łóżku w otoczeniu balonów i kartek z życzeniami zdrowia, czekając w wielkim strachu na operację. Wyobraźnia podsuwała jej przerażające obrazy, kiedy drzwi sali się otworzyły i wkroczył lekarz w białym kitlu, trzymając kartę na podkładce do pisania.

        Już szykowała się na następne badania, ból, kolejne złe wiadomości, ale zaraz rozpoznała Jake’a.

        – Nie chcieli mnie wpuścić, bo to nie pora wizyt, więc dopuściłem się nadużycia. Mów do mnie: „Doktorze Romano”. – Puścił do niej oko i zamknął za sobą drzwi. – Czas na pani leki, pani Walker. Proszę się nie sprzeciwiać, bo usunę pani mózg i oddam go na eksperymenty medyczne.

        Zawsze ją rozśmieszał. Działał też na nią inaczej. Tak że zapragnęła mieć na sobie coś seksownego, zmysłowego, a nie za dużą koszulkę z postaciami z kreskówek.

        – Ty będziesz mnie operował?

        – Mdleję na widok krwi i nie odróżniłbym mózgu od tyłka, więc nie, nie ja. Masz. Przyniosłem ci coś. – Wsadził rękę do tylnej kieszeni dżinsów i wyjął pudełeczko. – Lepiej szybko je otwórz, zanim mnie zatrzymają.

        Przez jedną szaloną chwilę myślała, że ujrzy pierścionek zaręczynowy, i serce, to nieposłuszne serce, na moment zamarło jej w piersi.

        – Co to? – Drżącymi dłońmi otworzyła pudełeczko. Na granatowym jedwabiu spoczywało śliczne srebrne serduszko z delikatnym łańcuszkiem. – Ojej, Jake...

        Z tyłu wygrawerowano dwa słowa: „Silne serce”.

        – Pomyślałem, że nie zawadzi mała pomoc. Noś je, kotku, i niech ci służy, kiedy twoje serce będzie sprawiało kłopoty.

        Może nie był to pierścionek, ale Jake zwrócił się do niej per „kotku” i podarował jej naszyjnik.

        To musiało coś znaczyć, prawda?

        Przestała bać się operacji i od tej pory myślała tylko o Jake’u.

        Kiedy przyszli zabrać ją do sali operacyjnej, miała już całą wizję wspólnej przyszłości, łącznie z imionami dzieci.

        W sali musieli wyjąć jej naszyjnik z zaciśniętej dłoni, ale niedługo później mogła włożyć go na szyję.

        „Silne serce”.

        Nosiła go zawsze, gdy potrzebowała odwagi, i tego dnia też miała na sobie.

        Wstała, poruszając się jak robot. Musiała zabrać się do szukania nowej pracy. Nie mogła tracić czasu i nie zamierzała marnować ani chwili na walkę z tym, na co nie dało się nic poradzić.

        – Jeszcze dziś zwolnij biurko – poleciła Cynthia. – Oczywiście dostaniesz odprawę.

        Odprawa.

        Jeśli jej ulubionym słowem był „awans”, to „odprawa” wręcz odwrotnie. Brzmiało bezwzględnie. Miała wrażenie, jakby znowu przechodziła poważną operację, tylko że tym razem skalpelem wycinano jej nadzieje i marzenia. To tyle, jeśli chodzi o karierę. O jej plany założenia własnej firmy.

        Wychodząc z gabinetu Cynthii, zamknęła za sobą drzwi.

        Dotarła do niej rzeczywistość. Gdyby wiedziała, co się stanie, po drodze do pracy nie kupiłaby sobie kawy. Nie kupiłaby nowej szminki, mając tyle innych. Stała otępiała, żałując każdego centa, którego wydała w ostatnich latach. W najmroczniejszym okresie swojego życia obiecywała sobie, że będzie cieszyła się każdą chwilą, ale czegoś takiego się nie spodziewała.

        Przeszła pustym korytarzem do najbliższego pomieszczenia socjalnego; towarzyszył jej tylko stukot obcasów.

        Niespełna godzinę wcześniej myślała o przyszłości z podnieceniem. Optymistycznie.

        A teraz była bez pracy.

        Bezrobotna.

        Sama w pustym pokoju wreszcie zrzuciła z twarzy maskę.

Nie mogłam się oderwać od lektury. Dodatkowym plusem było osadzenie akcji w Nowym Jorku. Dzięki tomu mogłam zwiedzić to imponujące miasto oczyma wyobraźni i zakochać się w nim. Opisana historia skłania do refleksji, pokazuje, że warto ryzykować i okazywać swoje uczucia. Czy polecam? Oczywiście! Myślę, że jest to idealna książka na lato, ale również na chłodne jesienno zimowe wieczory pod kocem i z herbatą. Bohaterki są wspaniałe, zapewniam, że pokochacie je od pierwszych stron. Aż sama zamarzyłam żeby znaleźć się na miejscu Paige. Książki Sarah Morgan stały się moim must have, koniecznie muszę przeczytać całą twórczość tej autorki.

Osobiście lubię dobrze napisane kobiece powieści. Nie tylko te, w których miłość wiedzie prym, ale też takie, które mnie rozbawią, dadzą do myślenia, sprawią, że uronię kilka łez... W końcu jestem tylko (aż!) kobietą i z przyjemnością sięgam po tego typu książki. Sarah Morgan będzie tą autorką, po której dzieła będę sięgać z ogromną przyjemnością, bo mam przeczucie, że mi się spodobają. Autorka ma świetny i lekki styl, fajne poczucie humoru i tworzy sympatycznych bohaterów. Czego chcieć więcej? Biorę w ciemno i polecam gorąco!

Sarah Morgan stworzyła całkiem przyjemne, babskie czytadło. Duży plus daję za to, że niektóre rozdziały napisane są z perspektywy Jake’a, co daje nam ogląd na sytuacje uczuciową z obydwu stron. Fajnie czasem spojrzeć na świat oczami faceta. Kolejna zaleta książki to prosta, ale przemyślana fabuła i zabawne dialogi, które miło i lekko się czyta. Co więcej, historia Paige jest bardzo motywująca. Pokazuje, że nie ma ograniczeń dla naszych marzeń, że wystarczy chcieć i dać z siebie wszystko by nasze plany, nabrały realnych kształtów. Po takiej lekturze, poczułam wiatr w żaglach i od razu w mojej głowie narodziły się nowe pomysły.

Ja nie czytałam tej powieści. Ona została mi bajecznie opowiedziana. Sarah Morgan ma lekki styl, zgrabnie manewruje akcją i uczuciami bohaterów, a dialogi są naturalne. Dodatkowo autorka ukryła gdzieniegdzie takie smaczki, dzięki którym śmiałam się na głos.  Walka o byt na rynku jest fajnie zrównoważona pomiędzy rozterkami uczuciowymi bohaterów. Całości dopełnia typowy dla Nowego Jorku magiczny klimat.

„Bezsenność na Manhattanie” ma wszystko, by być doskonałym romansem. Jest to powieść lekka, ale poruszająca ważne tematy. (...) Okładka jest naprawdę czarująca. Niesamowicie się prezentuje! Font jest duży, wygodnie się czyta, a strony tekstu same przelatują między palcami. Lekka i przyjemna powieść, jeśli potrzebujecie czegoś niezobowiązującego. Polecam. 

"Bezsenność na Manhattanie " to pierwsza część cyklu From Manhattan with Love, opowiada historię Paige, która traci pracę i wraz ze swoimi najlepszymi przyjaciółkami zakłada firmę organizującą przyjęcia. W trudnych początkach wspierać będzie ją brat i jego przyjaciel Jake, w którym Paige kocha się od swoich lat nastoletnich. Wątek romantyczny w książce jest wspaniale poprowadzony. Mamy na początku dwoje ludzi, którzy czują do siebie wiele namiętności, ale ukrywają ją zarówno przed sobą na wzajem jak i przed innymi. Powoli dowiadujemy się o ich uczuciach i obserwujemy jak ich silna wola trzymania się na odległość od tej drugiej osoby, słabnie z każdą kolejną sceną. (...) Książkę z całego serca polecam wszystkim, którzy lubią się pośmiać, powzruszać, i pragną aby wszystko skończyło się z happy endem.

Bardzo zabawna, gdyż nie raz śmiałam się jak szalona, delikatna i niezwykle prawdziwa historia o tym, że w życiu warto ryzykować i nie bać się podejmować poważnych decyzji. Bo kiedy się zawahamy, bądź nie pozwolimy rozumowi dojść do odpowiednich wniosków, prawdziwe szczęście przebiegnie nam koło nosa i będziemy żałować tego, że nie odważyliśmy się działać. Dlatego Paige jak i Jake będa musieli podjąć wiele ważnych decyzji, aby zrozumieć to co od dawna już wiedzieli, ale nie potrafili tego pojąć. Serdecznie Wam polecam tę historię, a ja nie mogę się już doczekać kolejnej powieści Sary Morgan, która jest już w przygotowaniu

Fabuła tej opowieści nawiązuje klimatem do innych opowieści o nowojorskich singlach. Jest lekko, a akcja dzieje się błyskawicznie, przez co książkę czyta się szybko i dobrze. To sprawia, że książka idealnie sprawdzi się w czasie czytania na plaży czy w parku, a także wtedy, gdy chcemy odetchnąć po cięższych lekturach.

Całość napisana została z wielkim wyczuciem i klasą, a język, jakiego użyła autorka, nie ucierpiał nawet podczas tłumaczenia, co jest olbrzymim plusem w tej książce. Klimatyczna, dobrze napisana i z dwóją głównych bohaterów, których lubi się od pierwszej strony. Już nic lepszego nie można chyba od książki oczekiwać. Po cichu liczę na to, że autorka pokusi się o napisanie jeszcze jednej powieści – ukazującej losy brata Paige i jednej z jej przyjaciółek, którzy wyraźnie mają się ku sobie, choć chyba nie do końca zdają sobie z tego sprawę. To byłaby prawdziwa wisienka na czytelniczym torcie!

Sarah Morgan stworzyła idealna książką na jeden wieczór z Nowym Jorkiem w tle. Wątek romantyczny jest schematyczny, ale też niesamowicie uroczy. Od pierwszej strony kibicowałam Paige i Jake'owi. Dbali o siebie i chcieli chronić się nawzajem. Każde z nich potrzebowało miłości, tylko nie wiedzieli jak po nią sięgnąć. Zakończenie opowieści mnie wzruszyło - musicie wiedzieć, że wzruszam się przy bardzo wielu książkach. "Bezsenność na Manhattanie" to wręcz idealna książka dla mnie. Łączy w sobie wszystko to, co uwielbiam: przyjaźń, kąśliwe uwagi, wytrwałość i miłość. Wrócę do niej nie raz!

Bezsenność na Manhattanie to orzeźwiająca propozycja na lato. W powieści znaleźć można prawdy życiowe, niedopowiedzenia i mnóstwo miłości. Wśród niej zaś wymienić trzeba miłość przyjacielską, braterską, siostrzaną, rodzicielską i prawdziwie romantyczną. Owszem jest schematyzm, ale w tle z Nowym Jorkiem, mądrymi rozmowami, marzeniami, różnorodnością osobowości, romantycznym happy endem i przede wszystkim optymizmem. W tym tkwi urok tej powieści. Uwielbiam książki, które odkładam po przeczytaniu z uśmiechem na twarzy. Z sentymentem też czytałam o nawiązaniach do znanych tytułów komedii romantycznych. Ciekawe dialogi, dobrze skonstruowane osobowości bohaterów i przede wszystkim dobry romans.

Sarah Morgan pisze w sposób lekki i przyjemny. ,,Bezsenność na Manhattanie" to propozycja idealna na wolne wakacyjne popołudnie. Cieszę się, iż zdecydowałam się z nią zapoznać. W wolnej chwili z chęcią sięgnę po inne pozycje jej autorstwa.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ