Thriller / Sensacja / Kryminał
Wybór
KUP TERAZ

Wybór

Samantha King
1 opinia
ISBN: 9788327629401
Premiera: 2017-06-14

Jakie to uczucie decydować, które z twoich dzieci ma żyć, a które umrzeć? Jak to jest, gdy ktoś przystawia ci do skroni pistolet i zmusza do takiego wyboru? Czy skazać na śmierć buntowniczą i niezależną córkę, czy wrażliwego i uległego syna? Które z nich bardziej zasługuje na to, by dalej żyć?

Jeżeli Madeleine nie wykona polecenia, zginie i Annabel, i Aidan. Madeleine wybiera, zaraz potem pada strzał, który na zawsze obciąży jej sumienie.

Gdy po trzech miesiącach budzi się w szpitalu, próbuje poukładać kolejność tamtych zdarzeń i usprawiedliwić swój wybór. Jednak pamięć ją zawodzi i podsuwa coraz inne, często sprzeczne obrazy. Co wydarzyło się naprawdę, a co jest jedynie wytworem jej umysłu? 

Loki mojej córki są rudo-złote. Połyskują w porannym słońcu, delikatne jedwabiste kosmyki wymykają się z moich poszukujących dłoni, a ja stoję jak porażona, patrząc, jak unoszą się niczym ognista chmura. Nie chciałam chwycić jej włosów - wyciągałam ręce do jej drobnego ciała, które upadało do tyłu, ten obraz w zwolnionym tempie zaszczepia się w moim mózgu - lecz mój gest był nadaremny, bo usiłując powstrzymać córkę przed upadkiem, objęłam tylko suche letnie powietrze, chwyciłam tylko tańczące w powietrzu kosmyki jej miedzianych loków, tych samych, o których ścięcie tak mnie zadręczała, bo chciała wyprostować włosy i wyglądać doroślej, a nie wciąż tak słodko.

Nigdy już nie będzie wyglądała doroślej; nigdy nie dorośnie.

Ta myśl szarpie mną gdzieś w głębi, jak echo powtarzając głuchy odgłos jej ciała, które uderza o ziemię. Rzucam się na ogrodową ścieżkę, ignoruję ból, jaki beton sprawia moim kolanom, jakby łamał mi kości, pełznę, wbijając paznokcie w podłoże, czołgam się ku niej leżącej pod krzewami róż. Moje drżące palce gorączkowo po omacku rozdrapują kamienistą ziemię, pokaleczone i odarte ze skóry, jak szalona wyciągam przed siebie ręce i brnę naprzód, a obrzydliwa woń krwi na moich dłoniach, na moich nadgarstkach przyprawia mnie o mdłości, które palą mnie w gardle. Tyle krwi. Moje ramiona niemal odskakują od mego ciała, gdy nadmiernie wyprężam ręce, zanurzam dłonie w aureoli włosów Annabel, owijam wokół palców miękkie pukle, jakbym w ten sposób przywiązywała ją do siebie. Przykładam policzek do lepkiej ziemi z nadzieję, że ja też umrę.

Śmierć nie nadchodzi, zamiast tego mój umysł zapętla się i jak zacięta taśma w kółko odtwarza ten koszmar i to wspomnienie…

 

Na swój wiek Annabel jest drobna, a przy tym nogi ma zadziwiająco długie jak na dziewczynkę liczącą niewiele ponad metr dwadzieścia wzrostu, ręce z kolei ma chude, kościste. „Moje patyki”, tak zawsze o nich mówi. Najbardziej rzucają się w oczy jej włosy – lśniące kasztanowe loki, a może rudo-złote, tak bardzo nieposkromione, a jednocześnie delikatne jak babie lato czy nitki waty cukrowej. Zawsze uważałam, że charakter Annabel kształtował się w taki sposób, by stanowić dopełnienie jej włosów: eterycznych, niespokojnych, na które trudno patrzeć bez uśmiechu i podziwu.

Włosy Aidana wyglądałyby tak samo, gdyby ledwie dziewięć miesięcy temu Nick nie kazał mi ich skrócić. Zabierając syna do fryzjera na głównej ulicy, czułam się jak zbrodniarz, to było tamtej soboty przed ich pierwszym dniem w nowej szkole. Pamiętam łzy, które Aidan usiłował ukryć za encyklopedią, a potem moje łzy, gdy Annabel niecierpliwie machała na mnie ręką, żebym sobie poszła od szkolnej bramy, jednocześnie ciągnąc za sobą młodszego o dwie minuty brata po bujnym trawniku w stronę potężnego budynku z czerwonej cegły. Spojrzałam na eleganckie fioletowe bluzy i serce mi się ścisnęło, gdy Aidan mimo woli uniósł rękę, by podrapać się po głowie z krótko ostrzyżonymi włosami.

Niezadowolenie syna było usprawiedliwione. Fryzjer męski posunął się za daleko, a ja powinnam go powstrzymać, ale zbyt długo się wahałam, gdy się upierał, że wszyscy chłopcy noszą teraz takie krótkie fryzury. Pocieszałam się, że to pomoże Aidanowi odnaleźć się w nowym miejscu, bo nie będzie się wyróżniał. Najbiedniejsze dzieci w ekskluzywnej modnej szkole… Nie mogłam znieść myśli o docinkach, jakie być może będą musieli znosić, choć wiedziałam, że klasy są tam nieliczne, a wyposażenie godne podziwu. A jednak Nick mylił się co do tej szkoły. Bliźnięta były o wiele szczęśliwsze w swojej starej państwowej podstawówce, ze starymi przyjaciółmi, dzieciakami, które nie oczekiwały iPhone’ów ani prywatnych lekcji jazdy na nartach. Ale cóż, przegrałam również i tę dyskusję, tak jak przegrywałam większość dyskusji ostatniego roku, zwłaszcza gdy dotyczyły bliźniąt.

- Ależ oni są niemożliwie podobni, prawda? - rozpływały się nianie w trykotach, zanim pognały na lekcje pilatesu.

Cóż, tak, tyle że wcale nie są. Syn stale był blisko mnie, tak długo, jak to możliwe chciał trzymać mnie za rękę, za to córka od zawsze mnie odtrącała. Była ambitna i marzyła o wolności.

Czy dlatego go wybrałaś? Bo bardziej cię potrzebował? Bardziej cię kochał?

Te pytania nieraz mnie nawiedzały, ale przecież znałam odpowiedź. Moje dzieci potrzebowały mnie tak samo, jedno i drugie! Oboje mnie kochali. A ja dla każdego z nich miałam tyle samo miłości.

Żwirowata ziemia wwierca się głębiej w policzek, gdy moje myśli wirują, tocząc nieskończony spór. Annabel już nigdy nie będzie mnie potrzebowała, zaś Aidan nie przyzna się do tego, nawet gdyby mnie potrzebował. To kara za to, że pozwoliłam mordercy wejść do mojego domu, za to, że chroniłam mojego nieśmiałego, słodkiego, nazbyt ostrożnego syna, i pozwoliłam mojej pełnej życia, głodnej podziwu córce, która zawsze odważnie stawiała życiu czoło, pobiec prosto w objęcia śmierci.

- Ja otworzę, mamo. Nie przeszkadzaj sobie, świetnie ci idzie. – Na dźwięk dzwonka Aidan ruszył spacerowym krokiem w stronę drzwi frontowych.

Ale ja uniosłam rękę, żeby go zatrzymać.

- Zaczekaj, kochanie. Wiesz, że nie lubię, kiedy otwieracie drzwi obcym.

- Kto powiedział, że to obcy? – spytała Annabel, podrywając się z sofy. – Może to wujek Max. Mówił, że ma dla nas superniespodziankę.

- Uhm. – Przewróciłam oczami. – Dajcie mi jeszcze sekundkę.

No właśnie. Świetnie. Nieświadoma czyhającej za rogiem tragedii, nikczemnego szpiega obserwującego naszą bezpieczną, zwyczajną rodzinę, nawet się uśmiechnęłam, wkładając ostatnią świeczkę do niebieskiego lukru na szczycie ogromnego urodzinowego tortu w kształcie basenu pływackiego - dziesięć fioletowych świeczek dla Annabel, dziesięć czerwonych dla Aidana. To miała być fantastyczna dekoracja i największa atrakcja urodzinowego przyjęcia przewidzianego na to popołudnie.

- Już idę! – zawołałam, zlizując z palców lukier i śpiesząc do drzwi.

Annabel mnie wyprzedziła.

- Założę się, że to listonosz. Popatrz tylko na ten wielki cień za szybą. Na pewno przyniósł nam olbrzymiasty wór prezentów!

- Mam nadzieję, że jest wśród nich Xbox – dodał mój syn, maniak gier, i stanął u boku siostry.

- Przecież wiesz, że twój tata nie przepada za grami wideo – powiedziałam, starając się, by nie zabrzmiało to oschle.

- Dlatego, że zawsze chce wygrywać i złości się, jak przegrywa – stwierdził słusznie Aidan, tak jak ja wznosząc oczy do nieba, a ja znów się zaśmiałam.

To było niesamowite, bo przez kilka kolejnych sekund miałam wrażenie, jakbyśmy się znaleźli w świecie jednej z pełnych huków wystrzałów gier Aidana. Patrzyłam na moją córkę, dwa kroki przede mną, gdy otworzyła frontowe drzwi i podniosła wzrok na ponurego olbrzyma w polowym mundurze i kominiarce, który jednak nie przyniósł żadnych prezentów, za to przesłaniał piękny słoneczny letni ranek, i wydał mi się jeszcze potężniejszy, gdy chwycił dwoje moich dzieci i ciągnął je wzdłuż bocznej ściany domu do ogrodu na tyłach, a zaraz potem ręką w rękawiczce, w której trzymał wyciągniętą broń, wskazał na jedno, a następnie na drugie z moich niemal identycznych dzieci o twarzach promieniejących radością dnia urodzin, zaś gdy ich dogoniłam, wycelował w moją przerażoną twarz.

- Wybierz jedno, suko.

 

I tu zapada ciemność.

 

***

 

Trzy miesiące później

 

Włosy mojego syna wymagają strzyżenia. Opadają mu na oczy, a on przez nie spoziera jak stremowany aktor, który przez szparę w kurtynie przygląda się widowni, nim odważy się wyjść na scenę. Tyle że on tylko przede mną się ukrywa. Ilekroć wchodzę do pokoju, odwraca głowę, a gdy się zbliżam, żeby go przytulić, jego drobne ciało robi w tył zwrot. Tak bardzo tęsknię za dotykiem miękkich bladych policzków Aidana, aż czuję mrowienie w palcach, więc obejmuję się ramionami, żeby już nie bolały od ciężaru pustki, bolesnego braku dziecka, które mogłabym przytulić.

Nosiłam w sobie bliźnięta przez trzydzieści sześć tygodni, uderzenia naszych serca brzmiały niczym potrojone echo. Najpierw czułam je wewnątrz, a potem przy piersi, skóra przy skórze, gdy otaczałam troską maleńkie ciała i dusze. Połączył nas węzeł wzajemnej miłości i potrzeby wspólnego istnienia. Tworzyliśmy jedność, i przez pierwszych dziesięć lat ich życia ten węzeł się zacieśniał. Teraz został rozerwany, a moja piękna córeczka odeszła.

Tęsknota za nią w dziwny sposób sprawia, jakby Annabel wciąż była tu obecna, a ja rozpaczliwie się tego trzymam. Porzuciłam moją córkę w tym jednym straszliwym momencie, i nigdy, ale to nigdy nie pozwolę jej odejść w życie wieczne. Jednak ból straty jest paraliżujący zarówno dla mnie, jak i dla mojego męża Nicka, a także dla mojego syna, który nie potrafi odnaleźć się w świecie bez siostry bliźniaczki.

Wciśnięty w róg kanapy, ze wzrokiem wlepionym w konsolę Nintendo DS, Aidan sprawia wrażenie, jakby chciał być niewidzialny, rozpłynąć się w otaczającej go przestrzeni. Zauważam, że znów ma na sobie te same dżinsy i koszulę, które kupiłam z myślą o przyjęciu z okazji dziesiątych urodzin jego i Annabel, i zastanawiam się, jak on to znosi. Jakim cudem materiał nie rani jego skóry bolesnym przypomnieniem. A może o to właśnie chodzi: nosi wciąż te same ubrania, by przypominać mamie, co zrobiła. To działa, i wiem, że na to zasłużyłam, jednak wydaje się to… nieoczekiwane.

Nie jestem całkiem pewna, czego się spodziewałam. Po prostu nie tego… nie tej pustki, nie tego braku wszystkiego innego poza milczącym oskarżeniem. Aidan nigdy nie był okrutny, przeciwnie, jest delikatny i czuły. Pamiętam, że kiedy nasz ukochany kot Disco zginął pod kołami samochodu, tuliłam Aidana godzinami, głaskałam po głowie trzyletniego chłopca, który drżał na całym ciele, podczas gdy Annabel poklepywała go po ręce, patrząc na mnie niepewnie, z zaciekawieniem, z pytaniami, których nie potrafiła zadać. W końcu łzy Aidana obeschły, objął siostrę, a ona znów się uśmiechnęła.

Aidan, jako jedyny z nas, potrafił wywołać uśmiech na twarzy Annabel, kiedy po szkolnym castingu nie została wybrana do głównej tanecznej roli albo gdy z powodu przeziębienia nie wzięła udziału w konkursie pływackim. Uwielbiał ją z taką mocą, z jaką mnie teraz w oczywisty sposób nienawidzi. Nie, nienawiść to zbyt mocne słowo, zakłada jakąś aktywność. A ja zwyczajnie przestałam dla niego istnieć, i on prawie przestał istnieć. Zawsze był cieniem Annabel, teraz jest cieniem samego siebie, zagubionym bez siostry bliźniaczki, która w moim brzuchu wtulała się w niego skulona, która jako niemowlę oplatała się wokół niego, a przez resztę swojego zbyt krótkiego życia trzymała się go ze wszystkich sił.

Moje najdroższe, nadzwyczajne bliźnięta.

Zawsze byli nierozłączni, a zatem ilekroć spojrzę na Aidana, widzę twarz Annabel. Porozmawiałabym z nim – och, jak bardzo chcę z nim porozmawiać – lecz z moich ust nie płyną żadne słowa, bo wiem, że gdyby popłynęły, on i tak mi nie odpowie.

- Aidan, kochanie, tak mi przykro…

Nie, nie powiedziałam tego na głos. Ale przeprosiny – jakże nieadekwatne – wypełniają moje myśli i wibrują w zakończeniach nerwów. Wydaje się, jakbym ostatnio nic innego nie mówiła, a przecież wypowiadam je wyłącznie w myślach, nie pokonują bariery moich ust.

I bez lekarza wiem, że to szok pourazowy skradł mi głos. „Mutyzm selektywny” – ten termin płynie ku mnie z moich uniwersyteckich psychologicznych lektur sprzed tak wielu lat. Wiem, że to wyjaśnia moje milczenie, rozumiem, że trauma spowodowała zaburzenia lękowe, które wygłuszają moją pamięć – a wraz z nią tłumią apetyt, osłabiają doznania fizyczne, obniżają poziom energii…

Wiem to wszystko, lecz nie jestem w stanie tego zmienić. Każdego dnia czuję, jakbym przedzierała się przez gęste chmury. Wszystko jest zamglone, wytłumione. Wszystko poza moimi emocjami, bo te nigdy nie były tak obnażone. Zapisuję je sumiennie po kolei na wyobrażonej tablicy suchościeralnej w mojej głowie – robię wszystko, byle zachować choć wycinkowy kontakt z rzeczywistością, żebym wiedziała, że choć trochę jestem. Bo już mi się zdaje, jakbym w połowie zanikła.

 

Tablica suchościeralna. Przez większość czasu mam teraz taką tablicę w głowie, z rozmaitymi notatkami, wykresami i komentarzami zapisywanymi na lśniącej powierzchni. Mój osobisty podręcznik. Oczy mam zmęczone, jestem krótkowzroczna, lecz przywołanie w pamięci mojej dawnej uniwersyteckiej tablicy suchościeralnej nie przysparza mi problemu, widzę ją w komplecie z przystojnym Seamusem Jacksonem, niespełnionym aktorem, który został wykładowcą pozującym przed tablicą. Pewnie nie ma w tym nic dziwnego, godzinami gapiłam się na tę parę.

Seamus Jackson. Od lat o nim nie myślałam, ale teraz w mojej głowie rozbrzmiewa jego melodyjny szkocki akcent. Moja pamięć przywołuje obraz „Seamusa-mówcie-do-mnie-Shay”, gdy w swej zwyczajowej pozie, na lekko rozstawionych nogach, wygłasza wykład i z przesadną gestykulacją gryzmoli na tablicy obraz mózgu po poważnej traumie, czyli mnóstwo rozproszonych neuroprzekaźników. Potem z rękami na biodrach Shay zamienia suchy opis w dramatyczną opowieść, jak to na skutek traumy nadmiernie pobudzone ciało migdałowate może „się zablokować w reakcji na zagrożenie, no wiecie, często kompletnie zamrażając zdolność mowy”. Tu następuje dramatyczna pauza, po czym Shay podejmuje: „Nadmierny niepokój albo trauma mogą podkręcić poczucie zagrożenia w ciele migdałowatym do tak wysokiego poziomu, że następuje w nim, jak by to powiedzieć, krótkie spięcie, tworzące nieprzerwane poczucie zagrożenia, które, mówiąc wprost, powoduje, że człowiek po prostu milknie”.

Tak, rozumiem moje milczenie, ale go nienawidzę. Nienawidzę tego, że jestem w stanie przywołać w pamięci wykłady, których słuchałam, ledwie przekroczywszy próg nastoletniości, ale nie jestem w stanie sobie przypomnieć, co się zdarzyło w ogrodzie na tyłach mojego domu tamtego ranka, gdy bliźnięta obchodziły dziesiąte urodziny, tamtego dnia, który całkowicie i na zawsze odmienił nasze życie. Pamiętam przeszywające spojrzenie niebieskich oczy Shaya, lecz szczegóły związane z morderstwem mojej córki – ostatnie chwile jej cennego życia – są dla mnie niewiadomą. Oto paradoks umysłu. A ludziom zawsze się zdaje, że to emocje są skomplikowane.

Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że poświęcałam Shayowi tyle uwagi. Spędziliśmy razem tylko jeden tydzień, i to potajemnie:

„Umawianie się ze studentką jest dla wykładowcy jak przycisk autodestrukcji”.

A jednak pamiętam wszystkie jego słowa. Chociaż dopiero teraz je sobie przypominam, a dzieje się to w najgorszym momencie mojego życia. Straciłam ukochaną córkę - co gorsza, z własnej winy - i to właśnie jest dla mnie nie do objęcia rozumem.

„Wybierz jedno, suko”.

Czemu ktoś wpadł na pomysł, żeby wymusić na mnie taką decyzję? To zupełnie tak samo jak w starym filmie z Maryl Streep, przy którym z moją współlokatorką wylewałyśmy tyle łez w deszczowe niedzielne popołudnia. „Wybór Zofii”, tak brzmiał jego tytuł. Ale to nie jest film, to moje życie. Jak ktoś śmiał mi to zrobić? Zrobić to mojej córce?

Złość.

Tak, złość znów się pojawia. Nauczyłam się jej nie opierać. Zamiast tego skrupulatnie odnotowuję ją na mojej mentalnej tablicy suchościeralnej, pozwalając mądrości Shaya raz jeszcze wypłynąć na powierzchnię:

„Wściekłość może dopaść wiele pogrążonych w smutku i żałobie osób. Nie popełniajcie tego błędu i nie sądźcie, że doświadczenie straty to przeżycie jednostronnie pasywne”.

Instynktownie wiem, że mój umysł chroni się, wymazując wszystko, co policja z pewnością powiedziała mi na temat uzbrojonego napastnika. Trauma po stracie Annabel zatrzasnęła okiennice w moim umyśle i niezależnie od tego, ile razy próbuję sobie przypomnieć tamten koszmarny dzień, tamte wstrząsające chwile, wszystko, co się pojawia, to jedynie bezładna mieszanina ułamków wspomnień. Prawdę mówiąc, mój umysł nie zadręcza się tym, kto to zrobił ani nawet dlaczego to zdarzenie skradło mi głos oraz sen, zdolność myślenia czy nawet pokonania większego dystansu.

To nie z powodu JEGO winy trwam jak zawieszona w szoku, ale z powodu MOJEJ winy.

Po raz tysięczny usiłuję odnaleźć w tym jakiś sens:

Czy kocham Aidana bardziej, skoro to jego uratowałam?

A może bardziej kocham Annabel, bo to ją wybrałam?

Byli bliźniętami, a ja zawsze sobie przyrzekałam kochać ich jednakowo, żadnego nie faworyzować. Więc co wtedy myślałam? Czy poświęciłam Annabel przez wzgląd na jej brata? Czy może uchroniłam ją przed męką istnienia w tym ponurym miejscu, gdzie nas troje dryfuje niczym cienie, w milczeniu na palcach obchodząc ziejącą przepaść w naszym życiu… razem… choć już nie tworzymy rodziny?

Nie otrzymuję żadnej odpowiedzi, mój umysł jest zamkniętą księgą.

Nick był niewzruszony niczym góra lodowa, a ja wiem, że to na niego zrzuciłam rozmowy z policją, prawnikami, dziennikarzami, sąsiadami… Nigdy mnie nie obwiniał – i nigdy, przynajmniej w mojej obecności, nie powiedział Aidanowi, że to ja jestem winna.

Wiem, że nie nastawi naszego syna przeciwko mnie, nie zmusi go do wyboru między dwojgiem rodziców, tak jak ja zostałam zmuszona do wyboru między dwójką moich dzieci.

Owszem, kiedyś prowadziliśmy z Nickiem gorące dyskusje na temat szkoły bliźniąt, ale tamte spory dawno odeszły w niepamięć.

Życie po prostu płynie naprzód – to samo, a jednak kompletnie odmienione. Mieszkamy w tym samym wygodnym domu na tej samej spokojnej ulicy w Hamptonie; każdy kolejny dzień naznacza normalna domowa rutyna: szkoła, zajęcia pozaszkolne, lekcje do odrobienia, spotkania Aidana z jego przyjacielem Jasperem. Tyle że ja już nie opuszczam domu. Teraz spędzam czas, obserwując, jak syn i mąż niezmordowanie kręcą się po pokojach, niezdolni usiedzieć w miejscu. Patrzą na mnie, jakbym mnie nie widzieli, udają, że są zajęci radzeniem sobie z codziennością, podczas gdy ja niczym duch przemykam gdzieś na marginesie ich życia. Nie mówię, prawie nie sypiam, i nie potrafię spoglądać w przyszłość. Wszystko, do czego jestem zdolna, to oglądanie się wstecz i zadawanie sobie pytań:

- Jak znalazłam się w tym miejscu?

- Czemu ten koszmar się wydarzył?

Nick nie podnosi wzroku znad laptopa, Aidan wlepia wzrok w konsolę. Nie zauważają mnie. A zatem patrzę na Nicka, bacznie przyglądam się mężczyźnie, którego tak kochałam, a który już nie jest nawet w stanie zmusić się do tego, by spojrzeć – na mnie.

Jego twarz jest ściągnięta, marszczy brwi. Zaraz… czy kiedyś był bardziej krępy? Czy stracił na wadze? Ostatnie tygodnie i miesiące dały mu się we znaki, odcisnęły na nim piętno tak samo jak na mnie. Jego twarz zeszczuplała, wygląda na rozpaczliwie zmęczonego, niebieskie oczy są szkliste.

I wtedy zauważam drobną zmarszczkę w kąciku jego oka, która zabiera mnie w przeszłość, daleką przeszłość, do naszego pierwszego spotkania.

Tak naprawdę historia w miarę dobra i zakończenie też. Czytało mi się ją bardzo szybciutko i lekko. Zresztą jak większość książek HarperColins. Nie wiem czemu, ale ich wszystkie książki pochłaniam w mgnieniu oka. Z tą było tak samo. Tylko zapomniałam wam o niej napisać wcześniej kilka słów. Mimo wszystko książka spoko i zachęcam do wypożyczenia lub zakupu.

uważam, że jak najbardziej możecie sięgnąć po tę powieść. Thrillerem jest jak najbardziej. Dotyka wielu problemów, a między innymi macierzyństwa czy po prostu samego życia. Nie jest to jakaś wybitna pozycja, ale zwyczajna, która zaskakuje fabułą, ukrywa przed nami wiele, a później raz po raz zaskakuje. Myślę, że śmiało możecie zabrać ją ze sobą na wakacje czy nawet po pracy w chwili przerwy, relaksu poznać. Ja jestem zadowolona. 

Thriller dostarcza atrakcyjnych wrażeń czytelniczych, zabiera w klaustrofobiczną zamkniętą przestrzeń umysłu kluczowej postaci, gdzie zatarła się granica biegnąca między prawdą a fikcją. Ciekawie było podążać tropem wewnętrznego monologu, przebijać się przez warstwy prowadzące do faktycznej rzeczywistości, małymi krokami przybliżać się do sedna sprawy. Odpowiadał mi swobodny i wciągający styl narracji, niebanalny pomysł na fabułę, skonstruowanie wyrazistych postaci, wytworzenie mieszanki sprzecznych odczuć, efektu nieustannego przeplatania się wiary i nieufności, odkrywania mrocznych tajemnic i sekretów.

"Wybór" to książka wobec której zdecydowanie nie można przejść obojętnie. To mocna, intensywna wciągająca w spiralę mnożących się wątpliwości historia, w której nie zawsze to, co widzimy odsłania prawdę.

Po przebrnięciu przez pierwszą część, książka staje się bardziej zrozumiała, konkretna. Pomału wszystko zaczyna mieć sens, ale dzieje się to powoli. Inaczej nie byłoby frajdy, prawda? Jednocześnie trzeba pamiętać, iż „Wybór” to debiut. Autorka dopiero zaczyna swoją przygodę ze słowem pisanym. A początki, jak wiadomo, bywają ciężkie. Ale ja wystawiam ocenę dobrą i liczę na kolejne książki.

Uważam, że "Wybór" jest znakomitym debiutem. Jest zapowiedzią, tego, że autorka się się jeszcze rozwinie i dostarczy czytelnikom równie mocno emocjonalnej fabuły. Książka mną wstrząsnęła, a postać Maddie stawała się momentami niezrozumiała. Ale jak mogła, skoro jej doznania są niewyobrażalne. Jestem ciekawa, czy Wy byście tak samo odebrali tę powieść. Ale o tym napiszcie już po jej lekturze. Polecam i pozdrawiam.

Stopniowo odkrywane życie rodzinne uzmysławia, że w życiu Madeleine nie było tak kolorowo, jak mogłoby się wydawać, a sekret kryje się znacznie głębiej. Spotykam się z różnymi thrillerami – czasami lepszymi, czasami gorszymi, ale „Wybór” był na bardzo wysokim poziomie, więc śmiało mogę go polecić fanom tego gatunku.

Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, czy matka może kochać swoje dzieci tak samo, nie faworyzować jednego z nich, Wybór to książka dla was. To połączenie thrillera i powieści psychologicznej, zawierające w sobie najlepsze cechy tych gatunków. Trzyma w napięciu, nie pozwala odgadnąć zakończenia, ukazuje złożoność a za razem genialność ludzkiego umysłu, nie pozwalając oderwać się od czytania. Jestem pewna, że wstrząśnie i zapadnie w pamięć każdej matce.

Wybór być może nie jest książką idealną, jednak na mnie zrobił duże wrażenie. Uwielbiam, gdy zagadka ukryta jest w głowie bohaterów, a od ich stanu psychofizycznego zależy rozwiązanie. I chociaż początkowo obawiałam się, że akcja może mnie nie potrwać, nagłe zwroty wydarzeń bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły.

Książkę Samanthy King „Wybór” czytało się bardzo przyjemnie. Polecam ją przede wszystkim osobom, które lubią thrillery i dramaty psychologiczne, ponieważ opisów emocji i stanów psychicznych głównej bohaterki jest naprawdę sporo. Uważam, że warto sięgnąć po tę książkę ponieważ cała historia jest ciekawa, a sam debiut autorki mogę określić za udany.

Świetna książka na wakacje, gdyż nie wymaga od czytelnika całkowitej uwagi, nie wywołuje niesamowicie silnych emocji i na dodatek można ją nabyć w całkiem przystępnej cenie. Polecam!

Muszę przyznać, że próbowałam postawić się na miejscu matki, która stoi przed takim wyborem jak Maddie. Nie wiem, nie mam pojęcia, co zrobiłabym w takiej sytuacji. Pani Samantha King stworzyła genialną postać i świetnie opisała jej przeżycia. Fabuła, szczególnie jej pierwsza część, była bardzo zagmatwana i razem z Madeline błądziłam w jej umyśle, chcąc poukładać wszystkie elementy. Próbowałam domyśleć się rozwiązania, łączyć fakty, ale tak naprawdę, do ostatniej strony czytałam "Wybór" z ogromną ciekawością i zniecierpliwieniem. Jakiego wyboru dokonała bohaterka? Przekonajcie się sami.

W „Wyborze” tak naprawdę zdumiewa nas wszystko – począwszy od konstrukcji fabuły, poprzez doskonałe nakreślenie psychiki bohaterów, po spektakularne zakończenie. Samantha King tą książką trwale zapisuje się w pamięci czytelników i jestem przekonana, że ta debiutancka powieść, będzie pierwszą z wielu thrillerów psychologicznych jej autorstwa.

To było coś niesamowitego. Wybór zaskoczył mnie totalnie! I chociaż tak jak wspominałam, rzadko kiedy sięgam po thrillery, to ten mogłabym czytać jeszcze niejednokrotnie i polecać znajomym. Książka może nie wnosi niczego odkrywczego do gatunku. Tutaj już na samym początku autorka odkrywa wszystkie karty. Natomiast dalej śledzimy rozterki głównej bohaterki. Dla niektórych ten sposób rozwoju akcji, może być mało interesujący. Jednak mnie akurat ta powieść bardzo wciągnęła i zaangażowała. Naprawdę, nie spodziewałam się otrzymać tak dobrą lekturę. I to od debiutantki! 

Jak na debiut literacki oceniam książkę wysoko poprzez wejście w umysł głównej bohaterki, jej rozterki nad podjętą decyzją, szukanie luk w pamięci. Polecam

Świetna książka! Podoba mi się to, że na początku niejako obserwujemy funkcjonowanie rodziny, a później zagłębiamy się w okoliczności przestępstwa, z ciągle narastającym napięciem. Książka jest pełna okrucieństwa, które może przytrafić się tak naprawdę każdemu. Jest to bardzo realne, przez co przerażające, ale i... fascynujące. Gwarantuję, że książka podniesie u Was poziom adrenaliny.

Książka jest dość trudna. Na początku miałam problemy, żeby połapać się co się dzieje, o co chodzi. Czasami denerwowało mnie, że główna bohaterka tak „intensywnie” myśli nad wszystkim. Często było tak, że byłam ciekawa co powie Nick, ale zanim się tego dowiedziałam, musiałam przeczytać 1,5 strony wspomnień, rozmyślań Maddie. Czasami było to męczące. Mimo tego książka jest naprawdę ciekawa. Czasami przewidywalna, ale ciekawa. Z przyjemnością przewracałam kolejne kartki. Polecam ją starszym nastolatkom, jak i dorosłym czytelnikom!

Bardzo nam się podobała. My nigdy nie chciałybyśmy stanąć przed takim wyborem. W tym wypadku nie było po prostu dobrych decyzji. Mamy na nadzieję, że kolejna powieść Samanthy King będzie równie dobra co debiutancki "Wybór", lecz pragniemy zaznaczyć, że autorka postawiła sobie bardzo wysoką poprzeczkę.

Jestem pozytywnie zaskoczona thrillerem Samanthy King! „Wybór” okazał się rewelacyjną pozycją. Każdy szczegół, który odkrywa przed czytelnikiem autorka, prowadzi do zaskakującego rozwiązania. Polecam!

Zakończenie książki jest tak samo zaskakujące jak mrożące krew w żyłach. Napięcie trzyma do ostatnich stron powieści. Aż trudno uwierzyć do czego zdolny jest posunąć się obłąkany mężczyzna wobec ukochanej kobiety. Polecam!

Gdybym miała jakoś sklasyfikować Wybór, powiedziałabym, że to thriller psychologiczny. Wątek psychologiczny jest tu chyba najbardziej rozwinięty, ale z racji tego, że niespecjalnie utożsamiałam się z bohaterką i męczyły mnie jej wewnętrzne monologi, nie doceniłam go tak, jak pewnie by wypadało. Zagadki kryminalne wypadają przy nim dość licho, więc książkę polecam przede wszystkim osobom, które w thrillerach najbardziej lubią wątki psychologiczne.  

"Wybór" to książka, która od samego początku niesamowicie wciąga i praktycznie do końca czytelnik nie wie co go czeka na ostatniej stronie. Książka jest zaskakująca i trzyma w napięciu, a co najlepsze jest naprawdę dobra. Bohaterowie są różnorodni i wielowymiarowy co bardzo lubię. Tutaj nic nie jest oczywiste, nawet tytułowy wybór. Jeżeli chcecie przeczytać książkę, która na długo zostanie Wam w pamięci, polecam ten tytuł.

Ja skusiłam się dzięki opisowi z tyłu książki. Sam ten opis sprawił, że poczułam się zaintrygowana i koniecznie musiałam przeczytać tę książkę. Nie żałuję. "Wybór" sprawił że momentami czułam się skołowana, mój mózg co chwile podsyłał nowe rozwiązania tej sprawy, a czytanie o przeżyciach matki bardzo mnie poruszyło. Ciężko jest sobie wyobrazić, co byśmy zrobili na miejscu kobiety, jakiego wyboru byśmy dokonali. W takich chwilach żaden wybór nie okazuje się być dobry. Cokolwiek postanowimy - zakończy się to źle. Jeszcze ciężej jest, gdy nagle budzimy się w szpitalu i nie jesteśmy w stanie przypomnieć sobie dokładnie wydarzeń z tego tragicznego dnia. 

Samantha King zapowiada się na dobrą autorkę. Pomysł był świetny, gorzej z realizacją. Mam nadzieję, że kolejne jej powieści, zaskoczą mnie zdecydowanie bardziej. "Wyboru" ani nie polecam, ani nie odradzam. Może ta powieść będzie waszym odkryciem?

Trudno mi powiedzieć, czy książka przypadnie Wam do gustu. Jest specyficzna, ale zasługuje na uwagę. Myślę, że jeśli lubicie czytać powieści psychologiczne, powinniście sięgnąć po tę książkę. Samantha King wykonała kawał dobrej roboty i mam nadzieję, że uda Wam się choć w najmniejszym stopniu wczuć się w sytuację Madeleine. Będę czekać z niecierpliwością na kolejne powieści autorki. Ma potencjał i liczę na to, że go nie zmarnuje.

(...) "Wybór" jest, debiutancką powieścią Samanty King. Lekkie pióro autorki, bardzo dobrze wykreowani bohaterowie – w szczególności główna bohaterka, rosnące napięcie to szczególne atuty tej publikacji. Myślę, że to dobre argumenty aby zatracić się w tej lekturze. Dodatkowo całą treść książki przyswaja się bardzo łatwo, a także czyta się płynnie i szybko. Jeśli jesteście zainteresowani tym tytułem, to serdecznie polecam.

Samanth King napisała mocną, pełną niespodzianek powieść, która zaskakuje w wielu momentach . Autorka, która jest dyplomowaną psychoterapeutką doskonale poprowadziła wątek psychologiczny powieści – stanowi on naprawdę mocny element tego tytułu. W tej książce nic nie jest tak oczywiste, jak wydaje się na pierwszy rzut oka. Pisarka z maestrią godną mistrza manipuluje czytelnikiem, by wciągnąć go w spiralę mnożących się wątpliwości. „Wybór” jest według mnie bardzo udanym debiutem literackim, którego fabuła genialnie sprawdziłaby się jako scenariusz mrożącej krew w żyłach, mrocznej ekranizacji.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ

NaWidelcu
2017-07-20

Nie faworyzuj – to jest podstawowa zasada wychowywania rodzeństwa. Żadne z nich nie może być traktowane jako lepsze, mądrzejsze, ładniejsze. Rodzice nie kochają jednego z dzieci bardziej. To przecież oczywiste. Ale czy aby na pewno? Może podświadomie zawsze wybierają swojego ulubieńca? Czy ta decyzja może okazać się... śmiertelna? To był trudny wybór, najtrudniejszy w jej życiu. Musiała...