Powieść obyczajowa
Nic do stracenia. Początek
KUP TERAZ

Nic do stracenia. Początek

brak opinii
Liczba stron: 464
ISBN: 9788327624703
Premiera: 2017-04-12

W dniu szesnastych urodzin Anna Spencer bawi się w klubie ze swoim chłopakiem. Wyjątkowy wieczór szybko się kończy, a poznany przypadkiem Carter Thomas, handlarz broni i narkotyków, zamienia kolejne lata jej życia w piekło.

Dzięki jej zeznaniom Carter zostaje skazany, ale z więzienia wciąż wysyła listy z pogróżkami. Ojciec Anny, wpływowy senator i kandydat na prezydenta, zrobi wszystko, by zapewnić jej bezpieczeństwo.

Ochroną Anny zajmie się przystojny komandos, Ashton Taylor. Aby nie wzbudzać podejrzeń, ma udawać jej chłopaka. Cierpliwie stara się sprawić, by pokonała dręczące ją koszmary i pogrzebała przeszłość. Anna zaczyna czuć się bezpiecznie, a udawanie zakochanych powoli przestaje być grą.

Jednak kolejne dni przynoszą złe wiadomości. Wkrótce ma odbyć się rozprawa apelacyjna i Carter może wyjść na wolność. Jeśli tak się stanie, Ashton i Anna znajdą się w niebezpieczeństwie. 

Kirsty Moseley

Kirsty Moseley kocha czytać od najmłodszych lat. Swoje pisarskie umiejętności odkryła gdy przyłączyła się do internetowej społeczności pisarzy-amatorów. Jej samodzielnie wydana książka "The boy who sneeks in my bedroom window" zdobyła rzesze fanów i wysokie miejsce w rankingu Goodreads’ Choice Awards na najlepszą książkę dla młodzieży 2012 roku. Jej druga powieść "Always you" została wydana kilka miesięcy później.

Szesnaste urodziny to dzień, który każda dziewczyna powinna zapamiętać jako wyjątkowy. W niektórych kulturach uważa się je nawet za moment, kiedy staje się ona kobietą. O moich szesnastych urodzinach można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że były wspaniałe. Bardziej przypominały zejście do piekła na ziemi. Dwunastego marca umarły moje marzenia, a życie stało się dla mnie pasmem bólu, rozpaczy i strachu. Szesnaste urodziny pozostawiły we mnie bolesną bliznę i były początkiem wydarzeń, które powracały do mnie w sennych koszmarach.

                W chłodzie nocy stałam w kolejce do klubu Ozone – nie wiedząc, że niebawem zacznie się koszmar. Palce u stóp już mnie bolały, bo założyłam kretyńsko wysokie szpilki. Zimny wiatr podwiewał krótką czarną sukienkę. Mój cudowny chłopak, Jack Roberts, rozcierał mi ramiona, próbując mnie ogrzać. Staliśmy przed klubem już niemal od godziny i w końcu znaleźliśmy się blisko wejścia.

                – Nie jestem pewna, czy się nam uda, Jack. Może obejrzymy jakiś film? – powiedziałam, obserwując bramkarza, który przyglądał się podejrzliwie ludziom w kolejce.

                – Uda się. Prosiłaś, żebym zabrał cię do klubu w urodziny, no i właśnie to robię – odpowiedział, ujmując w zziębnięte dłonie moją twarz.

                Popatrzyłam na niego i serce zabiło mi żywiej. Bardzo go kochałam. Był łagodny, czuły, wspaniałomyślny, opiekuńczy, rozsądny, a na dodatek przystojny. Taki blondyn o błyszczących niebieskich oczach to marzenie chyba każdej dziewczyny. W każdym razie wszystkie, które znałam, kochały się w moim chłopaku, ale dla niego istniałam tylko ja. Mieliśmy po pięć lat, kiedy się poznaliśmy. Zapytał wtedy, czy będę z nim chodziła, i od tamtej pory staliśmy się nierozłączni. Był dla mnie wszystkim i mieliśmy zostać razem na zawsze. Zresztą wszystko mieliśmy już zaplanowane ­– ukończenie szkoły i studiów. Jack miał zostać lekarzem, a ja artystką. Potem ślub i gromada dzieci.

                Trzy miesiące wcześniej Jack zapytał, jak chciałabym świętować urodziny. Powiedział, że mogę życzyć sobie, czego tylko zechcę, a on spełni każdą moją prośbę. Postanowiłam, że pójdziemy do klubu, a potem chciałam, żebyśmy zanocowali w hotelu, gdzie mieliśmy się kochać pierwszy raz. Po trzech miesiącach planowania i kombinowania zdołaliśmy ostatecznie przekonać rodziców i zyskać ich zgodę na spędzenie nocy poza domem. Jack załatwił dla nas obojga przerobione dokumenty. Byłam tak podekscytowana, że nie mogłam usiedzieć w miejscu.

                Teraz jednak, gdy się tam znaleźliśmy, na zimnie, otoczeni na wpół pijanymi ludźmi, marzyłam jedynie o tym, żeby wrócić do hotelu, gdzie Jack ogrzałby mnie dłońmi, dotykając każdego kawałka mojego ciała, a potem wreszcie stałoby się to, na co oboje czekaliśmy.

                Uśmiechnęłam się i przytuliłam mocno do niego. Kiedy Jack mnie pocałował, poczułam, jakbym szybowała w powietrzu. Potem zsunął dłonie na moje pośladki. Byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie.

                Oderwał wargi od moich. W przyćmionym świetle latarni jego oczy iskrzyły.

                – Kocham cię, Anno.

                Serce ponownie mi zabiło i cała pokryłam się gęsią skórką. Uwielbiałam brzmienie tych trzech słów w jego ustach.

                – Też cię kocham – odpowiedziałam i to była prawda. Kochałam go bardziej niż kogokolwiek.

                Znowu mnie pocałował, a ja mocniej się do niego przytuliłam.

                Delikatne poklepywanie w ramię sprawiło, że podskoczyłam i oderwałam się od Jacka.

                – Cześć – powiedział męski głos zza moich pleców.

                Obróciłam się i zobaczyłam dwudziestokilkulatka. Nie stał w kolejce do klubu, bo znajdował się po drugiej stronie sznura, który ją wyznaczał. Był całkiem przystojny, bardzo zadbany, miał piwne oczy i ciemne włosy. Połyskliwa czarna koszula, zapięta od góry do dołu, okrywała jego szerokie ramiona. Czarne spodnie i buty wyglądały na bardzo drogie. Powoli taksował mnie spojrzeniem.

                – Och, cześć – odpowiedziałam, słodko się uśmiechając, na wypadek gdyby tam pracował. Nie był sam. Stało za nim dwóch facetów.

                – Jestem Carter – powiedział, wyciągając do mnie rękę.

                – Anna. – Podałam mu dłoń i uprzejmie się przywitałam. Nie puścił mojej ręki, zamiast tego pociągnął mnie do siebie, odrywając mnie od Jacka.

                – Jeśli chcesz, mogę cię wprowadzić. Nie będziesz musiała czekać na tym zimnie – zaproponował, uśmiechając się.

                Poczułam dreszcz ekscytacji na myśl o wejściu do środka. Obejrzałam się na Jacka, który marszczył ze złości brwi.

                – Tak? Byłoby super! Można tu zamarznąć – zaszczebiotałam szczęśliwa, powstrzymując się od skakania do góry z radości.

                Carter roześmiał się.

                – No to chodź, Anno. – Skinął głową do jednego z facetów, którzy z nim byli, a ten natychmiast odpiął dzielący nas sznur, żebym mogła znaleźć się po drugiej stronie.

                Sięgnęłam za siebie i chwyciłam Jacka za rękę, szczerząc się jak w ekstazie.

                – Hej, księżniczko, twój chłopak nie jest zaproszony – powiedział Carter, patrząc krzywo na Jacka, jakby właśnie go zauważył.

                Pogubiłam się.

                – Co? Przecież powiedziałeś, że nas wprowadzisz.

                Puścił wreszcie moją rękę i cofnął się.

                – Powiedziałem, że c i e b i e mogę wprowadzić. Niepotrzebni nam widzowie. – Wskazał Jacka wysuniętą brodą i zmarszczył brwi z niezadowolenia.

                Zacisnęłam usta ze złości. Co za palant! Przerwał nasze pieszczoty z Jackiem i myślał, że pójdę z nim do klubu, zostawiając Jacka na zewnątrz?

                – W takim razie dziękuję, jestem tu z chłopakiem. Myślałam, że chcesz wprowadzić nas oboje. Małe nieporozumienie. – Wzięłam sznur z ręki faceta i przypięłam z powrotem, a potem otoczyłam ramionami miłość mojego życia, nie spuszczając przy tym wzroku z Cartera.

                Carter wzruszył ramionami.

                – Jak sobie chcesz. Może potem ze mną zatańczysz. – Uśmiechnął się do mnie drwiąco, zanim się odwrócił i poszedł prosto do klubu.

                – Ale dupek! – warknęłam, patrząc na jego znikające plecy. Jack roześmiał się, a moja złość zniknęła jak za dotknięciem różdżki. – Co w tym takiego śmiesznego? – zapytałam.

                – Wpadasz facetom w oko, nawet się o to nie starając. – Uśmiechał się szeroko i objął mnie, przysuwając bliżej do siebie.

                – Wiem, że mam urok, któremu nie można się oprzeć – zażartowałam, trzepocząc rzęsami.

                – Albo urok, albo chodzi o twoje nieziemskie nogi – drażnił się ze mną, gładząc niepewnie moje uda.

                Uderzyłam go rozbawiona w pierś i nachyliłam twarz do pocałunku.

 

Po kolejnych trzydziestu minutach zostaliśmy wreszcie wpuszczeni bez żadnych problemów do klubu. Bramkarz nawet nie przyjrzał się dobrze naszym dokumentom. Kiedy znaleźliśmy się w środku, zaczęłam skakać do góry i piszczeć z podekscytowania.

                – To niesamowite! – pokrzykiwałam.

                Chwyciłam Jacka za rękę i pociągnęłam na parkiet. Muzyka grała tak głośno, że niemal czuło się wibrowanie podłogi.

                – Napijmy się czegoś! – wykrzyczał mi do ucha po kilku piosenkach.

                Poszliśmy w kierunku baru. Strzeliliśmy po lufce i wróciliśmy od razu na parkiet, żeby tańczyć. Zatraciliśmy się w rytmie głośnej muzyki. Jack trzymał przez cały czas jedną rękę na moim pośladku, przez co robiło mi się gorąco i trochę mi to przeszkadzało. Kiedy pochylił głowę i pocałował mnie, zanurzyłam dłonie w jego włosy i oddałam pocałunek, wkładając w to całe uczucie do niego. Chociaż byliśmy w środku dopiero od godziny, chciałam już wyjść. Klub okazał się fantastyczny, ale tak naprawdę pragnęłam tego, co zaplanowaliśmy na potem – nocy z Jackiem.

                – Pójdziemy już, Jack? – zapytałam, przesuwając dłonie w dół jego piersi. Uśmiechnął się do mnie i energicznie pokiwał głową. Od pół roku był gotów przenieść nasz związek na następny etap, ale postanowił, że zaczekamy, aż oboje skończymy szesnaście lat.

                Chwycił mnie za rękę i ruszyliśmy do wyjścia, wymijając tłum pijanych ludzi, kręcących się dookoła i cieszących wieczorem. Kiedy dotarliśmy do schodów prowadzących do głównego holu, pojawił się Carter. Wyciągnął przed siebie ramię, żeby nas zatrzymać.

                – Cześć, księżniczko. Zatańczysz? – zapytał, omiatając mnie powoli wzrokiem.

                – Nie, dziękuję, właśnie wychodzimy – odmówiłam z pewnością siebie w głosie.

                – Nie wydaje mi się. – Uśmiechnął się, wziął mnie za rękę, szarpnął ku sobie, odrywając mnie od Jacka.

                Zamurowało mnie.

                – Zabieraj od niej łapska, gnoju! – warknął Jack groźnie, robiąc krok do przodu.

                Patrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami i zastanawiałam się, czy dojdzie do bójki. Zanim jednak dotarło do mnie, co się właściwie stało, ktoś chwycił Jacka od tyłu i wykręcił mu ręce, unieruchamiając go skutecznie.

                Wyrwałam się Carterowi.

                – Odczep się ode mnie! Puśćcie go! Nie chcę z tobą tańczyć. Wychodzę ze swoim chłopakiem! – wrzasnęłam ze złością.

                Carter uśmiechnął się złośliwie, najwyraźniej zupełnie się nie przejmując moim wybuchem.

                – Proszę tylko o jeden taniec, potem będziesz mogła iść – zaproponował, machając ręką od niechcenia.

                Jack prychnął z furią, a facet, który go trzymał, popchnął go na ścianę i tam uziemił. Zaczęłam krzyczeć i rozglądać się, szukając desperacko pomocy.

                – Dotkniesz jej, to cię zabiję! – zawarczał Jack.

                – Nikt tak do mnie nie będzie mówił! – wrzasnął Carter ze złością.

                Zrobił kilka kroków do przodu i uderzył Jacka pięścią w twarz, rozcinając mu wargę. Popłynęłą krew. Carter cofnął ramię, zamierzając najwyraźniej uderzyć ponownie. Złość wykrzywiała mu twarz. Wpadłam w panikę na samą myśl, że ten facet krzywdzi Jacka. Nie mogłam na to pozwolić. W żadnym razie.

                – Przestań! W porządku, zatańczę z tobą! Jeden taniec, tylko, proszę, już go nie bij – błagałam, a łzy leciały mi po policzkach.

                – Nie, Anno! – krzyknął Jack, plując krwią na podłogę.

                Spojrzałam na niego i czułam, jak broda mi drży na widok jego pokrwawionej twarzy. Serce biło mi tak szybko, że byłam bliska zemdlenia.

                – Jeden taniec. To dla mnie bez znaczenia – skłamałam, zmuszając się do uśmiechu.

                Carter roześmiał się, złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą na parkiet. Przytulił mnie do piersi i ciasno oplótł ramionami. Jego twarz dzieliły od mojej centymetry. Zrobiło mi się niedobrze. Dostałam dreszczy. Odwróciłam głowę, bo nie chciałam patrzeć na niego, kiedy przyciskał swoje krocze do mojego biodra. Poczułam smak żółci w ustach. Jedna z jego rąk zsunęła się na mój pośladek, druga na udo. Zamknęłam oczy i marzyłam, żeby piosenka już się skończyła. Trzęsłam się ze złości i strachu. Modliłam się jednocześnie, żeby Jackowi nie działo się nic złego.

                Wreszcie po całej wieczności piosenka dobiegła końca. Chciałam odepchnąć go od siebie, ale nie pozwolił na to. Śmiejąc się, przycisnął mnie jeszcze mocniej.

                – Jesteś bardzo piękna, księżniczko – wydyszał mi do ucha.

                – Puść mnie, powiedziałeś, że jeden taniec. Puść mnie, proszę – błagałam, usiłując wyrwać się z jego uścisku.

                – Zmieniłem zdanie. Jeden to za mało – powiedział, całując mnie w szyję.

                Zachłysnęłam się powietrzem i ponownie go odepchnęłam. Panika ogarnęła mnie na dobre, gdy się wiłam w jego objęciach, usiłując choć trochę odsunąć go od siebie. Tym razem mocno wbił palce w moje boki. Przeszył mnie ból. Krzyknęłam, ale nikt mnie nie usłyszał, bo muzyka ciągle dudniła wokół nas.

                ­ – Daj spokój! Dlaczego to robisz?! – wrzasnęłam. Łzy spływały mi po policzkach.

                Przesunął językiem po mojej twarzy, zlizując łzy.

                – Mmm – wydyszał. Wsunął mi rękę pod sukienkę i zaczął palcami gładzić majtki.

                Zacisnęłam nogi i próbowałam uwolnić się od jego dotyku.

                – Nie! Puść mnie, proszę! Jack! – krzyczałam, szamocząc się i desperacko usiłując wyrwać się z jego objęć. Nikt nie zwracał na nas najmniejszej uwagi.

                ­ – Świetnie, idź i poszukaj swojego Jacka – wysyczał, popychając mnie brutalnie w stronę schodów.

                Potykałam się, wchodząc na schody tak szybko, jak nogi chciały mnie nieść. Przez cały czas czułam, że serce mam w gardle. Gdy znalazłam się na górze, odnalazłam spojrzeniem Jacka. Nadal był trzymany przy ścianie przez tego samego faceta o jasnych włosach. Jak tylko mnie spostrzegł, zaczął się ponownie wyrywać.

                – Puść go, proszę – skomlałam, usiłując podejść do niego. Kątem oka zobaczyłam, jak Carter kiwa głową, a wtedy blondyn usunął się. Kiedy Jack odzyskał swobodę ruchów, chwycił mnie i schował za sobą.

                – Spokojnie, chłopaczku, nikomu nic się nie stało – powiedział cicho Carter, uśmiechając się z pogardą. – Choć twoja dziewczyna jest cholernie seksowna. – Powoli znowu taksował mnie wzrokiem, oblizując usta.

                Skuliłam się za plecami Jacka. Dostałam gęsiej skórki z powodu tego, jak na mnie patrzył. Nagle Jack rzucił się na niego i walnął go pięścią w brzuch. Carter zgiął się wpół z jękiem, a jego dwóch kumpli ponownie pochwyciło Jacka, mimo że desperacko się im wyrywał. Rozejrzałam się w poszukiwaniu pomocy. Dlaczego nikt nam nie pomagał? Ludzie pili, tańczyli i śmiali się, nie zwracając na nas najmniejszej uwagi, nawet nie patrzyli w naszą stronę, podczas gdy muzyka huczała i odbijała się od ścian. Ręce mi się trzęsły, serce waliło jak młotem. Wiedziałam, że skrzywdzą Jacka. Przecież Carter powiedział, że możemy iść, dlaczego więc Jack musiał to zrobić?

                – Błagam! Błagam! – krzyczałam, gdy jeden z facetów go trzymał, a drugi walił w brzuch raz po raz. Chwyciłam tego, który bił Jacka i chciałam odciągnąć od niego, ale Carter oplótł mnie ramionami, podniósł do góry i przestawił o kilka kroków dalej.

                – Drzwi – szczeknął Carter ze złością.

                Blondyn skinął głową i nagle zaczęli ciągnąć Jacka za sobą. Wyszarpnęłam się z uścisku Cartera i pobiegłam w ich kierunku, płacząc i krzycząc histerycznie. Wciągnęli go za drzwi przeciwpożarowe. Kiedy ich dopadłam i próbowałam mu pomóc, Carter chwycił mnie mocno za ramię i zatrzasnął za sobą drzwi. Staliśmy na czymś w rodzaju schodów ewakuacyjnych. Popchnął mnie do tyłu. Straciłam równowagę i wpadłam na ścianę. Bokiem głowy uderzyłam o nietynkowane cegły. Ból i szok przyćmiły mi wzrok. Poczułam strużkę krwi spływającą mi z boku twarzy. Mocno zacisnęłam powieki i walczyłam z bólem, a nogi się pode mną uginały.

                Usłyszałam jęki Jacka, dlatego zmusiłam się do otwarcia oczu i starałam się rozwiać ciemność, która mnie pochłaniała. Leżał na podłodze, a oni kopali go po kolei. Twarz miał zakrwawioną, w oczach rozpacz i przerażenie.

                Nie mogłam oddychać. Wszystko to było jak senny koszmar.

                – Czego chcecie? Mam pieniądze, mogę wam dać pieniądze! Proszę! – krzyknęłam. Jeden z facetów wyciągnął coś, co wyglądało jak metalowe nunczako, zamachnął się nim, a potem zaczął tłuc mojego chłopaka. Usłyszałam trzask kości w jego ramieniu.

                – Przestań! Błagam! Zrobię, co zechcesz! Proszę! – krzyczałam, z trudem łapiąc oddech. Podczołgałam się do Jacka i objęłam jego zmaltretowane ciało.

                – Uciekaj – wycharczał ledwie słyszalnym głosem. Zamknął powieki i słabo jęknął przez ściśnięte szczęki.

                – Jack, błagam. Nic ci nie będzie. Wszystko w porządku. Kocham cię. – Prosiłam go, zanosząc się płaczem przy jego krwawiącej twarzy.

                Skrzywił się i objął mnie ramieniem, wbijając mi palce w plecy.

                – Uciekaj, Anno. Uciekaj, błagam!

                Carter chwycił mnie za ramiona, uniósł do góry, postawił na nogi i odciągnął od Jacka. Pozostali dwaj faceci pochylili się, złapali Jacka pod pachy i jego też podnieśli. Jack krzyczał, gdy go dotykali. Kiedy usłyszałam, jak wyje z bólu, poczułam, że kolana się pode mną ugięły. Carter objął mnie od tyłu ramionami i pocałował w kark, a Jack patrzył na to z wyrazem przerażenia na twarzy i walczył o oddech. Carter wsunął mi rękę pod pachę, chwycił mnie za pierś i mocno ją ścisnął. Zanim się zorientowałam, co się dzieje, zgięłam się wpół i zaczęłam wymiotować.

                Carter zaśmiał się podle i brutalnie ustawił mnie pionowo, dociskając moje plecy do swojej piersi.

                ­– Mam zamiar zabawić się z twoją dziewczyną i sprawić, żeby krzyczała z rozkoszy, a to wszystko dla ciebie – powiedział do Jacka.

                Jack uniósł gwałtownie głowę, jego oczy wypełniała nienawiść i wściekłość. Zaczął się szamotać, choć najprawdopodobniej cierpiał niewyobrażalny ból. Trzej faceci śmiali się z niego, gdy szarpał się daremnie i wykrzykiwał przekleństwa.

                – Chcesz coś powiedzieć swojemu chłopakowi? – Carter wyszeptał do mojego ucha.

                Chciałam jedynie powiedzieć... Błagam, skończ z tym i pozwól nam odejść, żebyznaleźć pomoc.

                – Kocham cię – powiedziałam, płacząc.

                – Ja też cię kocham – wyszeptał Jack.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ