Powieść obyczajowa
Z każdym oddechem
KUP TERAZ

Z każdym oddechem

Maya Banks
brak opinii
Liczba stron: 320
ISBN: 9788327624871
Premiera: 2017-02-15

Historią Elizy i obsesyjnie w niej zakochanego seryjnego mordercy przed dziesięciu laty żył cały kraj. Na szczęście Thomas odsiaduje dożywocie, a ona zmieniła nazwisko i starannie ukrywa swoją przeszłość. Żyje tylko pracą, nikomu się nie zwierza i nie pragnie towarzystwa.
Lecz arogancki, pewny siebie i irytująco przystojny Wade Sterling ciągle pojawia się gdzieś w pobliżu, tak jakby nie wystarczało mu liczne grono zachwyconych nim kobiet.
Ich ścieżki wciąż się przecinają, a z każdym spojrzeniem aż iskrzy. Wzajemnie przyciągają się i odpychają, ale przecież oboje wiedzą, że nigdy nie mogliby być razem.
Wade już kiedyś uratował Elizie życie. Teraz, gdy jej prześladowca niespodziewanie zostaje zwolniony z więzienia, Eliza znów będzie potrzebować pomocy Wade’a.

Zamknęła oczy i skuliła się, osłoniła dłonią twarz przed deszczem i ruszyła w blisko kilometrową drogę do wynajętego domu. Hotel nie wchodził w grę, gdyż w miasteczku były tylko stary, podupadający pensjonat oraz motel, który – co wcale jej nie zaskoczyło – prawdopodobnie nadal wykorzystywano do nocnych erotycznych schadzek i imprez narkotykowych, jako miejsce spotkań dilerów i klientów, na co przekupione kierownictwo przymykało oko. A ponieważ właścicielem hotelu był szwagier miejscowego komendanta policji, nie musiał się obawiać niespodziewanych nalotów.

            Kiedy pewnego razu Eliza po zakończeniu nocnej zmiany w restauracji wracała o drugiej do domu starszej kobiety, którą opiekowała się w ciągu dnia, drogę zastąpili jej dwaj kompletnie naćpani narkomani, szukający okazji, by poderwać jakąś łatwą zdobycz. Wynajęli już pokój w tym obskurnym motelu i czekali ukryci, aż Eliza natknie się na nich.

            Thomas, który od kilku tygodni zabiegał o względy Elizy, zjawił się nie wiadomo skąd i błyskawicznie odstraszył tych dwóch narkomanów, grożąc, że rozerwie ich na strzępy, jeżeli kiedykolwiek choćby tylko na nią spojrzą.

            Thomas Harrington emanował łagodnością. Nie wyglądał na twardziela zdolnego pokonać nawet jednego, a co dopiero dwóch wyrzutków naćpanych Bóg wie czym. Ale było coś w jego sposobie bycia, w absolutnej pewności siebie i determinacji, co sprawiało, że wszyscy na wszelki wypadek trzymali się od niego z daleka. To znaczy, wszyscy mężczyźni.

            Kobiety były nim całkowicie oczarowane, a Eliza nie stanowiła wyjątku. Uznała za szalenie romantyczne i urocze to, że tak zdecydowanie stanął w jej obronie, a potem otoczył ją opieką, przyrzekając, że już nikt nigdy jej nie skrzywdzi. Tak więc przez większość następnych wieczorów jadał kolację w restauracji, w której była zatrudniona, a potem siedział w kącie, czekając, aż Eliza skończy pracę, i odprowadzał ją do domu tej starszej kobiety, przykazując surowo dziewczynie, żeby wypoczęła i była ostrożna.

            Och, jakże łatwy cel stanowiła. Thomas nawet bez swoich parapsychologicznych zdolności z łatwością by nią manipulował. Młoda dziewczyna, uboga i pochodząca znikąd, natychmiast uległa urokowi starszego od niej o kilkanaście lat przystojnego mężczyzny, który zdawał się szczerze o nią troszczyć i darzyć ją szacunkiem. Uosabiał wszystko, czego Eliza nigdy nie miała i nawet nie żywiła nadziei kiedykolwiek zdobyć, lecz pragnęła tego całym swym młodym, romantycznym sercem.

            Thomas sprawiał wrażenie dżentelmena w każdym calu, zachowywał się zawsze stosownie, ale przecież miał nad Elizą przewagę – znał jej myśli, gorycz i wątpliwości, tak więc dokładnie wiedział, jak postępować, żeby umocnić jej wiarę w niego. Kiedy już obrał ją za cel, nie miała żadnej szansy. Planował starannie każde posunięcie, myśl czy gest, wydobywając prosto z jej umysłu to, czego najbardziej się obawiała i czego najgoręcej pragnęła.

            Gdyby wtedy wiedziała, że gdy coś wydaje się zbyt dobre i zbyt doskonałe, aby było prawdziwe, najczęściej jest fałszem. Kobieta, którą Eliza obecnie była, nigdy nie dałaby się tak zmanipulować ani do niczego zmusić. Przejrzałaby na wylot fałsz mężczyzny takiego jak Thomas, jeszcze zanim zdążyłby otworzyć usta.

            W konsekwencji gardziła gładkimi, wytwornymi facetami i starannie ich unikała. Właśnie dlatego zajęło jej sporo czasu – i kosztowało ją wiele wysiłku – pozbycie się podejrzliwości wobec Dane’a i pozwolenie sobie na to, by ponownie zaufać…  mężczyźnie. Ponieważ pomimo szorstkich manier, gwałtownego sposobu mówienia i porywczego charakteru Dane roztaczał wokół siebie aurę bogactwa, władzy i wytworności. Oraz pewności siebie wyczuwalnej dla każdego, kto znalazł się w pobliżu.

            Podobnie jak... Wade Sterling! Niech to diabli!, zaklęła w duchu. Musi przestać o nim myśleć. Skrzywiła się na samo wspomnienie tego kretyna i jego bezczelnego szantażu, a potem numeru, jaki wyciął przed jej domem, pod pozorem troski o nią. Przez jeden krótki moment naprawdę uwierzyła, że on się o nią martwi i jest wściekły, że Eliza nie dba lepiej o swoje bezpieczeństwo.

            Prychnęła. Nigdy więcej nie nabierze się na taką bzdurę. Niektóre nauczki po prostu natychmiast się zapomina. Inne jednak pozostają tak głęboko wyryte w pamięci, że nigdy się ich nie lekceważy, a już z pewnością nigdy nie powtarza się popełnionych błędów.

Nie wątpiła, że pociąga Wade’a albo przynajmniej wzbudza w nim niemałe pożądanie, ale być może podniecało go po prostu bycie odtrącanym. Kto, u diabła, wie, jak to jest w przypadku faceta takiego jak on. Ale seks i prawdziwa troska to kompletnie odmienne rzeczy.

Podobnie jak Dane, także Sterling roztaczał atmosferę bogactwa, władzy i elegancji, tylko że... bardziej szorstko. Eliza aż do tej pory nie potrafiła dokładnie tego określić, ale w tym momencie uświadomiła sobie, że to nie jest sztuczny, wypraktykowany polor. Wade po prostu miał to głęboko gdzieś. Najzwyczajniej był bardzo pewny siebie, a wielka arogancja sprawiała, że Elizę brała ochota, by ze złości dźgnąć kogoś nożem. Najchętniej właśnie Sterlinga. Dane miał podobne podejście, jeśli chodzi o ignorowanie tego, co ludzie o nim myślą, ale zrobiłby wszystko dla kilku osób, na których naprawdę mu zależy. Eliza nie miała pojęcia, jaki jest w tej ostatniej kwestii pogląd Sterlinga, i wcale nie zamierzała się tego dowiedzieć.

Obaj byli niebezpieczni i tylko głupiec sądziłby inaczej. Eliza zmarszczyła brwi na myśl, że prawdę mówiąc, są pod wieloma względami bardzo do siebie podobni.

Dlaczego więc, do diabła, zawierzyłaby Dane’owi swoje życie, kocha go jak brata i gotowa jest zawsze bezwarunkowo go wspierać, natomiast jeży się już na sam widok Sterlinga?

Początkowo ogromnie ją bawiło drażnienie go, ale potem zaczął odpłacać jej tym samym, a ona nie potrafiła wystarczająco szybko wycofać się z tej sytuacji. Setki razy zadawała sobie pytanie, czy może nieświadomie go zachęcała. Czy uważał, że obrzucanie go obelgami i poniżanie było jej sposobem flirtowania? Czy myślał, że go podrywała? Albo co gorsza, sądził, że jest nim zainteresowana z powodu jego bogactwa i niewątpliwych koneksji?

Ostatnia rzecz, jakiej Eliza by chciała, to nawiązanie związku z mężczyzną. A zwłaszcza z takim jak Wade. Nie mogła się równać z Thomasem Harringtonem, a odległość i upływ czasu pozwoliły jej zyskać odpowiednią perspektywę. Nie chodziło o to, że Thomas był tak zręczny i przebiegły. Po prostu ona czuła się wtedy samotna i tęskniła za kontaktem z drugim człowiekiem. Pragnęła miłości. Jednak gdyby Thomas nie miał zdolności parapsychologicznych, nigdy nie udałoby mu się jej uwieść – a przynajmniej tak utrzymywała, by się pocieszyć. A skoro teraz, idąc przemoczona deszczem, przyznawała, że nie była godnym przeciwnikiem dla Thomasa, w takim razie jak, u diabła, świadczyło to o jej szansach przeciwko Sterlingowi? 

Chociaż Sterling nie ma zdolności parapsychologicznych, pożre ją żywcem i wypluje w kawałkach. Wcześniej niewątpliwie rzucał jej często wyzwania podczas swoich napadów złości, czyli miał intuicję, i niedocenianie go byłoby szczytem głupoty. Ale to Eliza już wiedziała. Po prostu przyjęła zasadę, by unikać Wade’a, dzięki czemu mogła żyć w błogiej nieświadomości. O rany, widocznie jednak nauka poszła na marne!

Potrząsnęła głową, zirytowana tym, że nawet teraz, chociaż znajdowała się tysiące kilometrów od Sterlinga, nadal tkwił w jej myślach, dokładnie tak jak niegdyś Thomas. Widocznie problemem nie byli mężczyźni, tylko jej charakter! Ma bzika na ich punkcie i niewątpliwie musi mieć na czole neon błyskający wielkimi literami: „naiwna”, bo zawsze przyciąga dewiantów i dupków, przy czym Sterling należy do tej drugiej kategorii. A może także do pierwszej? Skąd, do diabła, miałaby to wiedzieć? Przecież już ustaliła, że ma spaczony instynkt, jeśli chodzi o mężczyzn.

Kiedy znalazła się w pobliżu wynajętego małego domku z jedną sypialnią w okolicy, gdzie miasteczko się kończyło, a zaczynały wiejskie drogi i otwarte pola, z rozrzuconymi chaotycznie tu i ówdzie domami i przyczepami mieszkalnymi, poczuła nerwowy skurcz serca i odruchowo potarła dłonią pierś, usiłując stłumić narastający paniczny lęk, nad którym z każdym dniem coraz trudniej było jej zapanować, w miarę jak zbliżał się termin sfinalizowania obmyślonego przez nią planu.

Celowo wyłączyła komórkę, z dwóch powodów. Po pierwsze, nie była głupia i nie sądziła, że tylko dlatego, że bracia Devereaux i Dane oznajmili, że telefony komórkowe dostarczane pracownikom przez Agencję nie są zaopatrzone w zaawansowane urządzenia namierzające, ich tam nie ma. Gdyby więc użyła komórki, mogłaby równie dobrze stanąć na rynku miasteczka i ogłosić przez megafon, że jest tutaj.

Po drugie, kiedy Gracie otrzyma jej list – o ile już go nie dostała – rozpęta się piekło, a jej komórka zacznie wydzwaniać na okrągło. Prośba Dane’a, żeby Eliza kontaktowała się tylko z nim, zapewniła jej kilka dni niezbędnych do tego, by mogła uciec, zanim Gracie otrzyma list. W tym czasie miała rzekomo pozbierać się, dojść do siebie.

Eliza niemal się roześmiała, co było dość absurdalne, gdyż miała wrażenie, że z rozpaczy dosłownie pęka jej serce. Przecież tak naprawdę nigdy nie doszła do siebie. Była tym, kim była, z konieczności i z powodu tamtej obietnicy, którą złożyła przed laty samej sobie. Każdego dnia żyła z pamięcią o tym przyrzeczeniu, każdej nocy myślała o zlikwidowaniu Thomasa, ale zawsze zatrzymywała się w tym punkcie, ponieważ to, co wydarzy się później, pozostawało poza jej kontrolą, a liczyło się tylko usunięcie ze świata jeszcze jednego potwora.

Dowlokła się do podupadającego domku, który właściciel chętnie wynajął jej wstępnie na tydzień. Potrzebowała najwyżej dwóch tygodni, gdyż Thomas już za dwa dni miał zostać zwolniony z więzienia, a wkrótce potem ją odszuka.

Otworzyła kluczem drzwi i cicho wśliznęła się do środka. W tym momencie jakiś dźwięk wyrwał ją z ponurych rozmyślań. Zareagowała z opóźnieniem i zdała sobie sprawę, że w tym stanie nic nie osiągnie. Utraciła nagle wszystkie umiejętności i odruchy, które przez lata doprowadziła do perfekcji. Jak mogła oczekiwać, że stawi czoło Thomasowi i zabije go bezlitośnie, z zimną krwią, skoro czuła się otępiała jak zombie?

Sięgnęła po nóż ukryty w rękawie kurtki. To była jedyna broń, jaką mogła zabrać ze sobą do centrum miasteczka bez zwrócenia na siebie uwagi. A na razie jeszcze nie chciała rozgłosu.

Zanim zdążyła otworzyć nóż i przyjąć postawę obronną, objęły ją znajome mocne ramiona, skutecznie ją unieruchamiając.

Sterling?

            Jego fizyczna siła budziła podziw. Eliza była dość drobnej budowy, lecz stosunkowo silna i szybka... zazwyczaj. Jednak z potężnej postaci Wade’a emanowała skoncentrowana energia, a także równie wielka furia.

            I wtedy do jej otępiałego umysłu dotarła ta szokująca myśl. Sterling jest tutaj, w Calvary. Nie po prostu w miasteczku, ale w domu, który wynajęła. Widziany i skojarzony z nią!

            Z jej gardła wydarł się cichy, udręczony jęk. Ponieważ teraz jeśli jej plan się nie powiedzie, Thomas doda kolejną osobę do listy tych, które zabije za niewybaczalny grzech bycia częścią życia Elizy, bez względu na okoliczności.

            Kolana się pod nią ugięły i osunęłaby się na podłogę, gdyby Wade nie podtrzymał jej i nie przycisnął mocno do twardego, muskularnego torsu. Zakryła dłońmi twarz, czując, że z jej oczu już płyną gorące łzy. Nie, nie, nie! Nie może się teraz rozpłakać. Nie może się załamać, gdy jest już tak blisko zrealizowania swojego planu. Musi wziąć się w garść!

            – Musisz odejść – rzekła do Wade’a głosem nabrzmiałym żalem. – Natychmiast! Wynieść się stąd, zanim ktokolwiek się zorientuje, że tu byłeś. Wówczas on nigdy się nie dowie, że cokolwiek łączy cię ze mną.

            Uniosła głowę i spojrzała Sterlingowi prosto w oczy, nie przejmując się swoją jawną bezbronnością ani upokorzeniem z powodu łez płynących po twarzy, po czym dodała, tym razem w pełni świadomie używając jego imienia:

            – Na Boga, proszę, Wade! Błagam cię, odejdź, żeby ocalić siebie! 

Okej, może i ta recenzja nie wygląda na bardzo pozytywną, ale myślę, że wszystkie elementy tej książki złożone w całość, dają całkiem dobrą historię, którą można się śmiało zainteresować bez obawy, że tylko stracicie na nią czas. Jeśli będziecie mieli okazję się za nią zabrać, to śmiało to zróbcie, a spędzicie ciekawy czas z tą książką.

Powiem tylko jedno, że książka nie należy do nudnych i trzyma w napięciu. Znajdziemy w niej troszkę dreszczyku, troszkę miłości, seksu oraz nienawiści. Książkę bardzo fajnie i lekko się czyta. Jest napisana prostym i lekkim językiem. Oczywiście książkę polecam

Tytuł ten polecam miłośniczkom kryminałów. Tych nie całkiem oczywistych. To obyczajówka z dobrym wątkiem ofiary i oprawcy. Jeśli komuś więcej nie potrzeba to "Z każdym oddechem" trafi w jego gust. Emocji mu nie zabraknie.

Autorka posługuje się świetnym współczesnym i lekkim językiem. Dzięki temu powieść przecieka nam przez palce a my sami czuje się usatysfakcjonowani z czytania. Do tego dochodzą naprawdę dobre dialogi, które odkrywają emocje bohaterów i dobrze skonstruowane opisy.

Całość napisana jest w bardzo przyjemny sposób dla czytelnika i książkę czyta się niezwykle szybko, ale z dużym zainteresowaniem. O przeszłość naszej bohaterki dowiadujemy się praktycznie z każdym rozdziałem, dzięki czemu nie mamy wszystkiego podanego na tacy, ale jakby nie patrzeć nie mamy też powiedziane o niej zbyt wiele (...) Muszę przyznać, że jestem bardzo mile zaskoczone książką! Jest to moje pierwsze, ale na pewno nie ostatnie spotkanie z powieściami Mayi Banks, która moim zdaniem stworzyła przyjemną, tajemniczą, ale również romantyczną historię z groźnym mordercą w tle.

„Z każdym oddechem” polecam przede wszystkim fanom całej serii. Wówczas łatwiej jest wczuć się w całą książkę. Jeśli macie ochotę odpocząć po trudniejszych powieściach, to twórczość Banks z pewnością Was zadowoli. Dobra propozycja na leniwy wieczór, taki po ciężkim dniu.

"Z każdym oddechem" to powieść po którą sięgnęłam praktycznie od razu po tym jak trafiła w moje ręce i przeczytałam ją w kilka godzin. Przyjemna, romantyczna historia, z nutą kryminału i thrillera. Tajemnica z przeszłości, rodzące się uczucie, przyjaźń i miłość – to brzmi trochę lukierkowato i takie także jest, a jednak Maya Banks napisała książkę, w której jest coś ujmującego.

„Z każdym oddechem” to dobra książka, która porusza temat trudnej, toksycznej i obsesyjnej miłości. To pozycja idealna dla niewymagającego czytelnika lub dla osoby, która zwyczajnie chce odpocząć po „cięższych” książkach. 

Czytając książkę ,przeżywałam huśtawkę emocji.Były momenty ,kiedy czytałam ją z zapartym tchem,ale były również momenty,gdy książka w znacznym stopniu mnie nudziła (...) Jeśli miałam napisać jeden główny plus powieści na, który warto zwrócić uwagę to postać Thomasa i przyczyny zachowania.

„Z każdym oddechem” jest romansem z nutką sensacji, obfitującym w wiele bardzo szczegółowych opisów, zarówno przeszłych wydarzeń, obecnej sytuacji, jak i przemyśleń bohaterów (...) Z całej gamy postaci, moje serce zdobyła tylko jedna osoba, a mianowicie czarny charakter. To właśnie Thomas był autentyczny od początku do końca. Tak jak już wspomniałam, charakter głównych bohaterów niespodziewanie, jak za sprawą czarodziejskiej różdżki zmienił się od palącej nienawiści do planowania ślubu.

"Z każdym oddechem" to z pewnością książka dla wielbicieli historii miłosnych z thrillerem w tle. Plusem tej powieści jest ukazanie owej miłości także z tej niebezpiecznej strony. Jako obsesji, a także, dla kontrastu, kwintesencji naiwności. Moim zdaniem przypadnie do gustu również tym, którzy szukają nie za wiele wymagającej od czytelnika lektury. Jeżeli macie ochotę na coś dobrego do przeczytania na weekend czy inny wolny wieczór, to z pewnością ta książka się do tego nada.

Podsumowując, książkę przeczytałam błyskawicznie. Historia była całkiem ciekawa. Uczuć i emocji było mnóstwo - jak dla mnie nawet za dużo. Było niebezpieczeństwo i namiętność. Myślę, że powieść może się podobać, nawet pomimo kilku niedociągnięć. Jedyne co to bardzo żałuję tych wcześniejszych części serii.

To książka dla osób, którym nie przeszkadzają thrillery z romansem w tle. Jak wspomniałam, na początku lektura może stawiać opór, ale w gruncie rzeczy nie żałuję tego, że postanowiłam poznać historię Elizy pomimo tego, że nie czytałam poprzednich części cyklu. Jeśli szukacie historii o obsesji, dobrze trafiliście. Nie powinniście się czuć rozczarowani.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ