Powieść historyczna
Sisi. Samowolna cesarzowa
KUP TERAZ

Sisi. Samowolna cesarzowa

brak opinii
Liczba stron: 384
ISBN: 9788327621139
Premiera: 2016-10-12

Sisi jest od piętnastu lat żoną Franciszka Józefa, cesarza Austro-Węgier. Kiedyś naiwna i nieśmiała, teraz to pewna swych racji i wyborów kobieta, matka następcy tronu. Poddani ją kochają, krytycy i wrogowie niechętnie przyznają, że sprawdziła się w roli cesarzowej. Jednak jej rosnące wpływy są dla wielu solą w oku. A chociaż w Wiedniu szampan leje się strumieniami i co wieczór rozbrzmiewają melodyjne walce, dwór Habsburgów to przede wszystkim pole bitwy – o władzę i majątek. Wielu marzy, by coraz bardziej niezależna cesarzowa popełniła taki błąd, który na zawsze odsunie ją od tronu. 

Allison Pataki

Allison Pataki to amerykańska dziennikarka i autorka powieści historycznych. Pochodzi z Nowego Jorku. Regularnie publikuje w Huffington Post i FoxNews.pl. Jej debiutancka powieść, do napisania której zainspirowały ją wydarzenia Wojny o Niepodległość Stanów Zjednoczonych, stała się bestsellerem na liście New York Timesa.

Schodząc po schodach, z sercem wciąż rozgrzanym odwiedzinami u Walerii, Sisi zauważyła wysoką postać majaczącą w holu w miejscu, gdzie nie docierało światło świec. Zatrzymała się w pół kroku, próbując opanować emocje. Gdyby tego nie zrobiła, rzuciłaby się pędem na dół, prosto w jego ramiona, a to z pewnością nie byłoby stosowne.

Andrássy chyba usłyszał kroki, bo w tej samej chwili odwrócił się w jej stronę i podszedł do schodów.

– Moja królowa. – Zawsze wolał nazywać ją węgierskim tytułem królowej niż austriackim cesarzowej. Należała do jego ziemi, do jego ludu. Bardzo jej się to podobało.

– Andrássy.

– Sisi.

Schodząc po ostatnich schodkach, zmusiła się do zachowania spokoju, ale nie zdołała powstrzymać szerokiego uśmiechu.

– Twój widok, pani, za każdym razem olśniewa mnie na nowo. – Ujął jej dłoń i ucałował.

Wielokrotne złamanie protokołu, pomyślała Sisi. Nikomu z wyjątkiem ubierających ją pokojówek nie wolno było jej dotykać. I zapewne żaden mężczyzna poza Franciszkiem nie ośmieliłby się ucałować dłoni cesarzowej. Ale jeszcze gorsze było to, że nie miała rękawiczek i usta Andrássyego dotknęły nagiej skóry. Jakże kochała Węgry!

– Jak się miewasz? – zapytał cicho, zupełnie jakby byli sami w wielkim holu. I właściwie byli sami; Maria i Ida, dobrze wyszkolone w dyskrecji, zajęły się rozmową na boku.

– Doskonale. A teraz jeszcze lepiej. – Rzuciła mu promienny uśmiech. – Jak przebiegła twoja podróż z Wiednia?

– Była długa, ale miałem czego wyczekiwać.

Patrzył jej w oczy odrobinę za długo, potem opuścił wzrok na suknię i uśmiechnął się z aprobatą. Sisi oblała się gorącym rumieńcem. A potem, ponieważ znał ją dobrze, zapytał szybko:

– A jak się miewa Waleria?

Sisi uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

– Idę właśnie z pokoju dziecinnego. Ma już pierwszy ząbek.

– Tak szybko? Czyżby nie było mnie aż tak długo?

– O wiele za długo – odrzekła, patrząc mu prosto w oczy i chłonąc jego obecność po długim rozstaniu. Był jak kojący balsam, którym pokojówka nacierała jej obolałe mięśnie po zbyt długim siedzeniu w siodle, jak aromatyczny olejek migdałowy, którym fryzjerka masowała jej głowę przy układaniu niesfornych włosów. Znów stał przed nią. Jakże tęskniła za nim, za jego umysłem, słowami i wysoką, atrakcyjną sylwetką.

Odetchnęła głęboko i powiedziała:

– Kusiło mnie, żeby skorzystać z cesarskich prerogatyw i wezwać cię do siebie. Nie byłam pewna, jak długo jeszcze to zniosę.

Andrássy uśmiechnął się swobodnie.

– No cóż, już jestem i bardzo się z tego cieszę.

Plotkarze w Wiedniu i w całej Austrii szeptali, że Waleria jest jego dzieckiem i że Andrássy dał jej pałac w Gödöllő jako prezent od parlamentu węgierskiego tylko po to, by mogli tu odbywać prywatne schadzki. Ale to nie było istotne, podobnie jak to, że niektórzy nazywali najmłodszą księżniczkę „węgierskim dzieckiem” i twierdzili, że matka zdecydowała się ją wychowywać na Węgrzech, bo to kraj jej ojca. Obydwoje, Sisi i Andrássy, wiedzieli, że to nieprawda. Cesarz też o tym wiedział. Jasnoniebieskie oczy i gładka, jasna skóra Walerii wyraźnie świadczyły, że to Franciszek jest jej ojcem. W niczym nie przypominała Andrássyego, ciemnowłosego i o oliwkowej skórze. To wszystko jest nieważne, pomyślała Sisi. Skoro te plotki nie przeszkadzały Franciszkowi Józefowi, to Sisi mogła się tylko śmiać i dziękować Bogu, że znajduje się daleko od swoich krytyków.

– Wieczór jest wspaniały. A ty, pani, również wyglądasz wspaniale. Pójdziemy? – Wsunął jej ramię pod swoje i poprowadził ją przez przeszklone drzwi do ogrodu na tyłach. Stanęli na tarasie pośród błękitnego zmierzchu. Maria i Ida szły za nimi w dyskretnej odległości.

– Zostaniesz tu? – zapytała Sisi, gdy się zatrzymali. Z pobliskich stajni dobiegło ich przeciągłe rżenie konia.

– Wyznaję, że niczego nie pragnąłbym bardziej, ale sądziłem, że może powinienem zatrzymać się w Budapeszcie, żeby w żaden sposób nie narażać cię na skandal.

– Nie – odrzekła Sisi zdecydowanie. – Powiedz wszystkim, że zatrzymasz się w Budapeszcie, ale zostań tutaj. Proszę. Przynajmniej na kilka dni?

Andrássy zatrzymał się i nie wypuszczając jej ramienia, popatrzył na nią z ukosa. Doskonale wyglądał w wieczorowym stroju.

– Niech plotkują – westchnęła Sisi. – Niech szepczą. Chcę, żebyś był tutaj.

Wciąż na nią patrzył z zastanowieniem. Zmusiła się, żeby oddychać spokojnie, choć pod jego spojrzeniem przechodził ją dreszcz.

– Poza tym to nie ludzie w Budapeszcie rozsiewają plotki, tylko wiedeńczycy.

Andrássy znów ruszył przed siebie.

– To prawda. Węgrzy nigdy nie powiedzieliby o tobie złego słowa. Jesteś ich królową. Ich Sisi.

– Ani o tobie. Jesteś ich ukochanym premierem.

Andrássy przechylił głowę na bok i zamyślił się.

– A zatem zostaniesz?

Wahał się jeszcze przez chwilę i w końcu uśmiechnął się szeroko.

– Skoro taki jest rozkaz mojej królowej, to kimże jestem, żeby się sprzeciwiać?

– Dobrze. – Uśmiechnęła się, patrząc przed siebie na ogrodową ścieżkę. Andrássy zwykle ustępował jej w sprawach, na których jej zależało. Bardzo ją cieszyło, że się z nią liczy i bierze jej uczucia pod uwagę. Franciszek nigdy tego nie robił. – Przyznaję, że mam ochotę dać sobie burę – ciągnęła. – Dzięki mojemu poparciu w Wiedniu zostałeś premierem Węgier. A teraz z tego samego powodu musisz często wyjeżdżać do Wiednia albo siedzieć w Budapeszcie w izbach parlamentu, gdy ja jestem tutaj.

– Wszystko sprzysięga się przeciwko nam, nieprawdaż? – Niespiesznie szli przez ogród. Andrássy wyraźnie robił krótsze kroki niż zwykle, pozwalając Sisi nadawać tempo.

– Kocham tego męża stanu w tobie i zarazem go nienawidzę – westchnęła. – Powinnam chyba zapytać, co słychać w Wiedniu.

Andrássy nie odpowiedział od razu.

– Skład rady twojego męża w ostatnich miesiącach zmienił się praktycznie w całości. Ale jestem pewien, że już o tym wiesz.

– Zdziwiłbyś się, jak niewiele wiadomości dociera do mnie z Wiednia.

– Przecież ty i Franciszek… to znaczy cesarz… pisujecie do siebie regularnie?

– Franciszek informuje mnie, co się dzieje z dziećmi, a także o wszystkich nieistotnych sprawach swojego codziennego życia: co jadł poprzedniego dnia na kolację i jaką sztukę wystawia Teatr Zamkowy. – Sisi zamilkła i spojrzała na mroczniejący ogród. Niewidoczne świerszcze wypełniały wieczór miękkimi tonami sielankowej muzyki. – Ale Franciszek nigdy nie lubił rozmawiać ze mną o niczym, co wykraczałoby poza wymianę uprzejmości, a już z pewnością nie o polityce. Był tylko jeden temat związany z polityką, na który chciał mnie słuchać, czyli Węgry.

Andrássy pochylił się w jej stronę i dobiegł ją jego zapach, zapach mydła do golenia i dymu z cygar. Niemal muskając ustami jej ucho, szepnął:

– Węgry. Sprawa najbliższa twojemu sercu.

– Tak. – Poczuła, że mocniej uścisnął jej ramię. Ten drobny, niemal niedostrzegalny gest wywołał drgnienie w całym ciele.

Andrássy jednak nieoczekiwanie spoważniał.

– I właśnie to było powodem tak wielkich zmian w radzie cesarskiej.

– Przez to, że Franciszek zechciał obdarzyć Węgry autonomią? I podpisał dokument, na mocy którego Cesarstwo Austriackie zmieniło się w podwójną monarchię austro-węgierską?

Andrássy skinął głową. Sisi zastanowiła się i wzruszyła ramionami.

– W Wiedniu już dawno przydałoby się trochę świeżej krwi. Franciszek wierzy, że słusznie postąpił, zawierając austro-węgierski kompromis, nawet jeśli jego ministrowie protestują. To był jedyny sposób, żeby zapobiec otwartej rebelii na Węgrzech i zachować granice imperium. Nie życzył sobie przecież wojny domowej, w którą mogłaby zostać wciągnięta cała Europa, szczególnie że dopiero niedawno został pokonany przez Prusy i Italię. Nie, Europa nie może sobie pozwolić na następną wojnę.

– On to rozumie. Powiedział mi to – zgodził się Andrássy, wciąż głęboko zamyślony.

– Ministrowie mojego męża są jak chwasty – stwierdziła Sisi. – Gdy wyrwiesz jeden, w tym samym miejscu wyrastają dwa następne.

Andrássy zatrzymał się i pochylił w jej stronę.

– Naprawdę masz o mnie tak kiepskie zdanie?

Spojrzała na niego, rozchylając usta w przewrotnym uśmiechu.

– Należałeś do mnie wcześniej niż do niego. To co innego.

– Mam taką nadzieję.

Ruszyli dalej. Sisi miała ochotę zapytać, której damie dworu albo pospolitej aktorce ministrowie jej męża zlecili zadanie rozgrzewania łóżka cesarza, ale stłumiła tę gorzką myśl. Jej czas z Andrássym był święty i nie chciała, by cokolwiek go zakłóciło. Poza tym czasy, gdy małżeństwo rzeczywiście ją obchodziło, minęły. Nie była już tą naiwną dziewczyną, którą poślubił Franciszek Józef, prostolinijną szesnastoletnią prowincjuszką mylącą zauroczenie z miłością, a obietnice z czynami. Dziewczyną, która zupełnie nie znała zasad postępowania obowiązujących na cesarskim dworze i załamała się, gdy przyszło jej się tych zasad nauczyć.

Franciszek nie mógł jej już zranić, nie tak jak kiedyś. Jej serce, poobijane od ciosów zadawanych najpierw przez teściową, potem przez męża, następnie przez śmierć dziecka i emocjonalną utratę dwojga następnych, w ostatnich latach w cudowny sposób odżyło. Jakimś sposobem to serce, które Sisi uznała za zniszczone i puste, uparcie biło dalej, przykryło rany tkanką blizny i nie chciało się poddać. Znów postanowiła żyć, ale tym razem na własnych warunkach. Wraz z tą decyzją nadeszły akceptacja, nowa siła i wolność. Franciszek był teraz daleko od niej i dzieliła ich nie tylko fizyczna odległość, lecz również tarcza, którą Sisi dla siebie stworzyła. W żaden sposób nie mógł już jej zranić.

Poza tym w ich małżeństwie już od niemal dziesięciu lat nie było bliskości fizycznej z wyjątkiem tej jednej krótkiej chwili, kiedy wróciła do cesarskiego łoża, starając się nakłonić Franciszka Józefa do zawarcia austro-węgierskiego kompromisu. To szybkie połączenie, o dziwo, dało jej Walerię, a także królestwo Węgier.

A teraz Andrássy stał tutaj, patrząc na nią oczami jak czarny aksamit, a nad Gödöllő majestatycznie zapadał wieczór. Sisi przestała myśleć o Franciszku i o latach, które spędzili na ranieniu się nawzajem. Długo dręczyła ją myśl, że Franciszek pozwolił, by odebrano jej troje pierwszych dzieci, przez co czuła się jak klacz rozpłodowa i wyrzutek na własnym dworze, ale w końcu jakoś się z tym pogodziła. Ich życie nigdy nie należało tylko do nich, zawsze było poddane rygorystycznym zasadom i pełne obcych ludzi, podporządkowane wymaganiom monarchii. Pogodziła się także i z tym, że Franciszek ją zaniedbywał, lekceważył, nie dzielił się z nią emocjami ani nie próbował poznać jej emocji. Że przedkładał ponad jej obecność towarzystwo swoich generałów i ministrów, a także matki i innych kobiet. Że odszedł od ich małżeństwa. Ale to wszystko nie miało już znaczenia. Teraz to ona odeszła od tego wszystkiego.

Andrássy przerwał to zamyślenie, gładząc ją palcem po czole.

– Wyglądasz, jakbyś toczyła jakąś walkę.

– Bo tak jest.

– I kto wygrywa?

– Ja. – Uśmiechnęła się blado.

– To dobrze. – Pochylił się i pocałował ją w czoło. Był to zbyt śmiały gest jak na otwarte ogrody, ale światło dnia już zgasło i osłaniał ich mrok.

Przez otwarte okno z kuchni napłynął śmiech służących. Andrássy odsunął twarz od jej czoła.

– Chyba powinniśmy iść na kolację.

– Chyba tak – westchnęła Sisi i zwrócili się w stronę pałacu. – Muszę cię chyba ostrzec, że dołączy do nas Nicky, to znaczy książę Esterházy.

Andrássy jęknął i zatrzymał się na chwilę.

– Nie wiedziałam, że przyjedziesz – dodała Sisi, nieco rozbawiona tą jawną demonstracją zazdrości. – Gdybyś napisał, dopilnowałabym, żeby…

– Wiesz, że lubię cię zaskakiwać. Kiedy widzę ten wyraz zachwytu na twojej twarzy, wiem, że warto było cierpieć rozdzielenie.

– Ale gdy przyjechałeś, byłam na przejażdżce z Nickym, toteż niespodzianka była nieco mniejsza.

Andrássy pochylił się do niej i szepnął, łaskocząc jej ucho oddechem:

– W takim razie będę musiał znaleźć inny sposób, by przywołać na twoją twarz ten wyraz zachwytu.

 

Książę Esterházy czekał na nich w jadalni. Stał w pozie oczekiwania, podobnie nienagannej jak wtedy, gdy siedział w siodle. On również, tak jak Andrássy, miał na sobie frak. Po całym dniu uganiania się za lisami był zaróżowiony i ożywiony.

– Och, Wasza Wysokość nie jest sama. – Jego twarz ściągnęła się rozczarowaniem i frustracją, zupełnie jak twarz Andrássyego chwilę wcześniej. Zacisnął zęby, ale zmusił się do pogodnego tonu. – Miło pana widzieć, Andrássy.

– Pana również, Esterházy. – Wymienili uścisk dłoni.

– Niedawno wrócił pan z Wiednia?

– Właśnie dzisiaj.

Esterházy uniósł ciemne brwi.

– I już przyjechał pan z Budapesztu na kolację u królowej? Nie ma pan żadnych spraw do załatwienia w mieście?

– Cóż mogłoby być ważniejsze niż złożenie uszanowania naszej władczyni i zdanie jej raportu z mojej podróży?

Esterházy zmarszczył czoło, nerwowo skubiąc rękaw fraka.

– Ale muszę pana pochwalić, Esterházy – ciągnął Andrássy z wymuszoną życzliwością. – Słyszałem, że doskonale się pan zaopiekował naszą królową i że podczas mojej nieobecności był pan jej wiernym i oddanym towarzyszem, wykazując się prawdziwą węgierską gościnnością.

Sisi zaśmiała się lekko. Usiadła pośrodku stołu, a rywale po obu jej stronach. Przez cały czas trwania kolacji wbijali sobie szpile. Zazdrość Nicka jej nie zaskoczyła. Książę Nikolaus Esterházy był uroczym, bogatym i atrakcyjnym arystokratą i damy w całym królestwie zabiegały o jego uśmiech i majątek, a jako właściciel największej w kraju stajni koni pełnej krwi oraz posiadłości graniczącej z Gödöllő w ostatnich miesiącach stał się dla Sisi pożądanym towarzyszem. Poza tym był chyba jedynym jeźdźcem w całym kraju, który potrafił dotrzymać jej tempa. O umiejętnościach jeździeckich Sisi krążyły już legendy.

Andrássy wydawał się zdziwiony pewnością siebie i swobodą Nicky’ego oraz familiarnością, z jaką tamten rozmawiał z Idą i z Marią. Zapewne dopiero teraz uświadomił sobie, jak wiele czasu jego rywal spędzał przy stole jadalnym Sisi i w jej towarzystwie. Sisi widziała, że marszczył czoło i kręcił się niespokojnie, i choć wiedziała, że to okrutne z jej strony, sprawiało jej to przyjemność i przynosiło ulgę. Zazdrość Andrássyego była najlepszym dowodem na to, że jego uczucia nie zmieniły się podczas ostatnich miesięcy, że wciąż za nią tęsknił i potrzebował jej równie mocno jak ona jego. Gdy lokaje w niekończącej się paradzie wnosili kolejne dania i półmiski, Sisi popijała wino, aż w końcu zakręciło jej się w głowie.

– Przypuszczam, hrabio Andrássy, że po kolacji wróci pan do Budapesztu, do hrabiny Andrássy? – Esterházy palił przy deserze, zwracał się do lokajów po imieniu i często kazał dolewać sobie wina.

– Prosiłam pana premiera, by został w Gödöllő – wtrąciła Sisi, wyczuwając, że po tych ostatnich słowach napięcie przy stole może nieznośnie wzrosnąć. Andrássy z głośnym westchnieniem wpatrzył się w talerz z deserem. Nie znosił, gdy ktoś wspominał o jego żonie. Od dawna żyli w separacji, ale w świetle prawa wciąż byli małżeństwem. Równie dobrze jak Sisi wiedział, że obydwoje są poślubieni komuś innemu i że uczucie miedzy nimi nigdy nie powinno zaistnieć, choć wydawało się, że nie może być niczym złym. Nie lubił też, gdy ktoś przypominał Sisi o istnieniu hrabiny Andrássy. To był kolejny ciężar, przed którym próbował ją chronić.

– Prosiłam hrabiego Andrássyego, żeby został – ciągnęła Sisi spokojnie, jedząc swój ulubiony deser – fiołkowe lody, wytwarzane specjalnie dla niej i przywożone przez jednego z budapeszteńskich cukierników. – Tylko na kilka dni. Już od wielu miesięcy nie byłam w Wiedniu i chcę usłyszeć o wszystkim, co się tam dzieje.

Esterházy spojrzał na nią i jego usta pod ciemnymi wąsami skrzywiły się w grymasie. Ach, ci Węgrzy, pomyślała. Czy noszenie wąsów było w tym kraju obowiązkowe? Przez to olśniewali uśmiechem, ale gdy się chmurzyli, wyglądali ponuro i budzili lęk.

Wyprostowała się i zmieniła temat rozmowy.

– Dobrze, zatem zagramy w karty czy w zagadki? A może posłuchamy muzyki albo poezji?

Przeszli do bawialni i wieczór w Gödöllő potoczył się swobodnym, znajomym rytmem. Sisi zwykle spędzała wieczorne godziny przed kominkiem, w którym płonął ogień. Ida czytała głośno poezje Mihályego Vörösmartyego albo Maria grała na fortepianie sonatę Franciszka Liszta. Każdy mógł robić, co sobie życzył, przychodzić i wychodzić wedle woli. Shadow i Brave układały się na dywaniku u stóp Sisi. Uśmiechnięta Ida siadała po jej lewej stronie, gotowa robić to, czego chcieli wszyscy – czy też raczej, czego chciała Sisi. Maria Festetics, zawsze chętna do pomocy, krzątała się po bawialni, pilnując, by Sisi nie siedziała zbyt blisko otwartego okna, gdzie mogłoby ją przewiać, albo zastanawiając się na głos, czy Jej Wysokości nie jest za gorąco od kominka.

– Jest mi bardzo wygodnie – zapewniała ją Sisi z uśmiechem.

W Wiedniu kilkusetletnia habsburska tradycja i cesarski protokół rządziły nawet najbardziej intymnymi zgromadzeniami rodzinnymi. Nieustannie trzeba było składać hołd bóstwu etykiety, przez co nawet w najbardziej naturalnych relacjach brakowało swobody. Nawet w prywatnym saloniku, gdy przebywała tam tylko Sisi, dzieci, Franciszek i jego matka, nie wolno było odezwać się nikomu, do kogo cesarz nie zwrócił się pierwszy. Nie wolno było usiąść do stołu bez rękawiczek ani wstać z krzesła, dopóki Jego Wysokość się nie podniósł. Nikomu nie wolno było jeść, gdy Jego Cesarska Mość już skończył posiłek. 

Lubię od czasu do czasu przeczytać powieść historyczną, a jeszcze bardziej lubię kiedy jej główną bohaterka jest kobieta. Często jest tak, że kobiety w dziejach odgrywały dużą rolę, ale ich działania były czynione w subtelny sposób, tak że historia rzadko wymienia je, jako sprawczynie ważnego wydarzenia. Z przyjemnością sięgnęłam po powieść Allison Pataki o cesarzowej Sisi - żonie Franciszka Józefa, cesarza Austro-Węgier i nie zawiodłam się. Książka napisana jest bez patosu i lukru a obraz bohaterki i jej życie opisane z licznymi cieniami i blaskami. Słynna ze swej urody Sisi ukazuje się nam jako często skoncentrowana na sobie, czasem irytująca królowa, ale również nieszczęśliwa, samotna i wzbudzająca współczucie.

To kolejna książka Pataki, w której zachwyca mnie realność opisanego świata. Chociaż to książka z gatunku beletrystyki to cieszy mnie dbałość o szczegóły w przedstawianiu faktów historycznych. ''Sisi. Samowolna cesarzowa'' to naprawdę wciągająca pozycja, dzięki której choć na chwilę możemy przenieść się w dawny świat, który tylko z wierzchu może wydawać się piękny i nieskazitelny, natomiast pełen jest intryg, oszustw i walki o samego siebie. 

Jestem zachwycona całą opowieścią, i to nie tylko przez wzgląd na zupełnie nowe spojrzenie na dwór Habsburgów, ale przede wszystkim przez sugestywne, lekkie pióro autorki, która pozornie nudne fakty historyczne, przedstawia w tak malowniczy i barwny sposób, nie nudząc, tylko potęgując ciekawość czytelnika. Warto mieć również na uwadze fakt, iż dzięki lekkiemu charakterowi całej opowieści, dalekiemu od żmudnych i nudnawych wykładów z historii, „Sisi. Samowolna cesarzowa” przypadnie do gustu również wszystkim tym, którzy na co dzień nie obcują z literaturą historyczną.

Uwielbiam książki historyczne, dlatego i tę przeczytałam z wielką przyjemnością. Polecam z całego serca tym, którzy wyobrażenia o Sisi mają tylko i wyłącznie z seriali i filmów. 

Już w poprzedniej części przypadł mi do gustu, sposób, w jaki autorka opisała historię najsławniejszej cesarzowej. Pataki zabiera czytelnika do czasów panowania Franciszka, przyglądamy się ich życiu. Coś niesamowitego, gdy tylko zasiadałam do czytania przenosiłam się kilkaset lat wstecz. Podróżowałam i zwiedzałam, chłonęłam opisy i czułam się jakbym tam przebywała. Brawo dla autorki. Cóż mogę jeszcze napisać, książka jest świetna, każdy kto interesuje się historią oraz chce dokładniej poznać Sisi oraz jej bliskich - bo nie tylko o niej jest mowa, szczerze i od serca polecam.

Wszystkie informacje o Sisi są dla mnie bezcenne i nie ważne jakie one są, jednak nadal miałam jakieś nadzieję, ze Sisi wróci do Wiednia i będzie jak wcześniej, a ich relacja z Franciszkiem odżyje na nowo. Uwielbiam styl pisania autorki i to jak stworzyła tą historię, którą czyta się szybko i przyjemnie, wciąż myślę, że gdyby książki do historii zostały tak niesamowicie napisane to wszyscy by polubili ten przedmiot. Serdecznie polecam wam tą serię, dzięki której poznacie wspaniałą osobę, mam nadzieję, że tą recenzją zainteresowałam was i będziecie chcieli poznać historię Sisi, która była odważną i silną kobietą.

To nie jest normalna powieść historyczna. To jest TA powieść historyczna. Ta najlepsza z najlepszych. Ta, która cudownie kreśli zarys historyczny. Ta, która tworzy świetnych przejmujących bohaterów, pełnych emocji. Kolejny raz jestem pod wrażeniem z jaką wrażliwością i empatią autorka potrafiła przedstawić życie Sisi. Allison Pataki – aktualnie jesteś moją ulubioną pisarką historyczną, i to chyba się nie zmieni.

Sądzę, że po lekturze wiele osób postanowi poszukać informacji na własną rękę, zostaną zachęceni do poszerzenia wiedzy historycznej. Co serdecznie polecam, życie Elżbiety i jej otoczenia potrafi wciągnąć. A „Samowolna cesarzowa” jest świetnym wstępem, przyjemnym w odbiorze. Przy najbliższej okazji zamierzam sięgnąć po poprzednią część. Zdradzę też, że uroniłam łezkę przy zakończeniu. Troszkę słodkie, ale wzruszające. Książkę polecam nie tylko miłośnikom powieści historycznych. Fani klasycznych romansów, ale z dobrą fabułą w tle będą również zadowoleni. Warto zapoznać się z pisarstwem Pataki. Mam nadzieję, iż jej dalsza kariera będzie krążyła wokół takich gatunków. Kto wie, może następna seria zostanie poświęcona Marii Antoninie?

„Sisi. Samowolna cesarzowa” jest powieścią bardzo udaną, którą przeczytałem z dużą przyjemnością. Pierwszoosobowa narracja sprawdziła się w przypadku tej książki i pozwoliła lepiej poznać, postać nieustępliwej cesarzowej. Postać córki Walerii również zaciekawia, pokazując jak Elżbieta, w różny sposób podchodziła do swoich dzieci. Całość pisana jest językiem barwnym i bogatym, dzięki czemu książkę ukończyłem w dość szybkim tempie. Z pewnością sięgnę jeszcze nie raz po książki spod pióra autorki, gdyż stwierdzam, że na prawdę warto.

Jest to opowieść, która na dość długo pozostanie w moich myślach, lecz wątpię czy powrócę do niej kolejny raz. Cieszę się niezmiernie z tego, że w jakiś sposób przełamałam niechęć do historii i postanowiłam jednak sięgnąć po coś innego. Miło było poznać życie Elżbiety z tej perspektywy, która prawie w ogóle nie jest poruszana w filmach.

Ogromną zaletą książki jest opisanie tych lat, które większość filmów po prostu pomija. Zazwyczaj poznajemy w nich piękną romantyczną historię o wielkiej miłości młodziutkiej bawarki i wspaniałego cesarza, a potem koniec. Tutaj poznajemy jej ciężkie lata, smutne lata... Tragiczny koniec... Może się wydawać, że książka przez to będzie smutna i przytłaczająca, ale tak nie jest. Autorka w te smutne historie wplotła cudowne opisy. Dzięki nim poznajemy cesarski dwór, wiemy jak wszyscy się tam czuli... Plotki, które, mamy wrażenie, że niemalże je słyszymy wśród szeleszczących sukien i wachlarzów. Widzimy jak Sisi galopuje po Bawarskich łąkach, a jej włosy rozwiewa wiatr... i słyszymy szum drzew... jeziora Stanberg... Zwiedzamy cudowne zamki... Neuschwanstein... Goldo... Schobrunn... Hofburg... Najbardziej jednak oczarował mnie koniec książki. Nie spodziewałam się takiego. To był chyba najbardziej szczęśliwy fragment książki. Muszę przyznać, że wzruszyłam się nim do łez. Mylę, że nawet dla samego tego fragmentu będę często sięgała po tę książkę...

Uwielbiam w tej powieści dosłownie wszystko. Prawdę, która kryje się pomiędzy stronami, wiele prawdziwych postaci, które dopiero poznałam i mogłam więcej o nich przeczytać w internecie, ale również i pozahistoryczne aspekty. Dzięki Allison Pataki z łatwością można sobie wyobrazić bawarskie łąki i galopującą na nich Sisi, węgierski zamek stojący na uboczu i skrywający romantyczną opowieść, zimny augsburski pałac Hofburg, gdzie etykieta i odpowiednie zachowanie było najważniejsze. (...) Nie jest to cukierkowa hollywoodzka opowieść o księżniczce poślubionej cesarzowi i ich wielkiej miłości, lecz o wielu trudnościach związanych z byciem matką, żoną i cesarzową.

Lektura ta poszerzy Waszą wiedzę z zakresu historii, literatury, a nawet geografii. Przy tej książce można spędzić miło czas, a przy okazji dowiedzieć się mnóstwa cennych informacji. Po przeczytaniu tej książki jestem naprawdę bardzo mocno zafascynowana postacią Sisi i uważam, że większość czytelników tak zareaguje. (...) Uważam, że warto przeczytać tę książkę, dowiedzieć się czegoś więcej i... cieszyć się z lektury. Miłego czytania!

Powieść „Sisi samowolna cesarzowa” jest pełna miłości, walki o własne prawa i cierpienia w imię większego dobra. Ta książka pokazuje, że bycie księżniczką, królową czy cesarzową, rzadko kiedy jest usłane różami. Mimo że Allison Pataki ściśle opierała się na faktach, nie jest to jedynie nudny tytuł historyczny. Autorce udało się przenieść czytelnika w czasy cesarzowej Elżbiety ukazując tło tamtych czasów – wystawę Expo, wizyty wielkich władców europejskich, wiedeńskie walce podczas uroczystych balów, a nawet drobne złośliwości dworzan czy ówczesnej prasy. To doskonała pozycja zarówno dla fanów powieści historycznych, jak i romansów oraz literatury obyczajowej.

Chociaż nie przypadła mi do serca główna bohaterka, książkę przeczytałam błyskawicznie i bardzo się w nią angażowałam, moim zdaniem jest to najlepszy dowód, że warto się za nią zabrać! A i nie trzeba znać części pierwszej, żeby dobrze się czytało!

„Sisi. Samowolna cesarzowa” to bardzo dobrze napisana, fascynująca powieść historyczna, którą czytałam z niesłabnącym zainteresowaniem. Pataki doskonale przygotowała się do zadania jakim było stworzenie powieści o cesarzowej Elżbiecie - jednej z barwniejszych postaci kobiecych w dziejach. Z czystym sercem mogę polecić tę książkę wszystkim miłośnikom powieści historycznych. Mnie lektura powieści Pataki dostarczyła mnóstwa pozytywnych wrażeń.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ