Powieść obyczajowa
Dosięgnąć gwiazd
KUP TERAZ

Dosięgnąć gwiazd

brak opinii
Liczba stron: 352
ISBN: 9788327620521
Premiera: 2016-07-13

Nina Wentworth przez całe życie dbała o innych. Zrezygnowała ze studiów i została na wyspie Blackberry, żeby zaopiekować się matką i umożliwić siostrze zdobycie wykształcenia. Po kilku latach ma szansę wreszcie stąd wyjechać i zrealizować własne marzenia. Tymczasem o jej względy zaczynają zabiegać dwaj przystojni mężczyźni. Nina musi zdecydować, czego tak naprawdę pragnie. 

Susan Mallery

Susan Mallery jest autorką bestsellerowych powieści dla kobiet. Za swoją twórczość została już kilkakrotnie nagrodzona m in. prestiżową nagrodą National Readers 'Choice. Jej powieści regularnie trafiają na listy bestsellerów USA Today i New York Timesa oraz znalazły się w pierwszej dziesiątce na liście „Top 10 Romance Novels” przez trzy lata z rzędu.

Susan Mallery mieszka wraz z mężem w Pacific Northwest. W wolnych chwilach lubi spędzać czas na zabawach ze swym pudelkiem.

Nina spojrzała na zegar, a potem na telefon. Wszyscy jej bliscy i znajomi mieli numer na komórkę. Rzadko dzwoniono do niej na telefon stacjonarny i przeważnie nie były to dobre wiadomości. Westchnęła, cofając się od drzwi, i sięgnęła po słuchawkę.

– Halo?

– Cześć, Nina, tu Jerry z lombardu Too Good To Be True. Mam klientkę z pudłem gratów… hm… skarbów, które chyba pochodzą z twojego sklepu.

Nina zamknęła oczy, tłumiąc jęk.

– Niech zgadnę. Ruda dwudziestolatka z bordowymi pasemkami we włosach i tatuażem w kształcie osobliwego ptaka na karku?

– To ona. Dziwnie na mnie patrzy. Myślisz, że jest uzbrojona?

– Mam nadzieję, że nie.

– Ja też – przyznał niezbyt zmartwiony Jerry. – Jak ma na imię?

– Tanya.

Gdyby Nina miała więcej czasu, załamałaby się. Musiała jednak iść do pracy. Do prawdziwej pracy; niezwiązanej z kryzysem w rodzinnym antykwariacie.

– Twoja matka ją zatrudniła, co?

– Tak.

– Powinnaś przewidzieć, jak to się skończy.

– Wiem – przyznała z westchnieniem. – Zadzwonię na policję i poproszę, żeby ją zgarnęli. Zatrzymasz ją jeszcze przez chwilę?

– Pewnie.

– Dzięki. Wpadnę po pracy, żeby zabrać rzeczy.

Nina odłożyła słuchawkę i ruszyła do samochodu, dzwoniąc do biura szeryfa. Zwięźle wyjaśniła, co zaszło.

– Znowu? – zdziwił się rozbawiony Sam Payton, zastępca szeryfa. – Znów pozwoliłaś matce kogoś zatrudnić?

Nina powoli włączyła się do ruchu, zmierzając ku najwyższemu wzniesieniu na wyspie. Mogła znieść żarty Jerry’ego, którego znała od dziecka, ale Sam był dość nowy w miasteczku.

– Hej, jestem praworządnym obywatelem zgłaszającym przestępstwo!

– Tak, tak. Już notuję. Co wzięła?

– Nie pytałam. Jest w lombardzie Too Good To Be True.

– Dobra, podjadę i wszystko sprawdzę.

– Dziękuję – rzuciła i rozłączyła się, zanim udzielił jej dalszych rad w kwestii polityki zatrudniania.

Ranek zapowiadał się pogodnie, co było nietypowe wiosną na północno-zachodnim wybrzeżu, gdzie aura poprawiała się zwykle dopiero latem. Im wyżej wjeżdżała, tym lepszy stawał się widok. Jednak, kiedy zaparkowała na szczycie wzgórza przy trzech domach utrzymanych w stylu królowej Anny, nie miała głowy do podziwiania panoramy.

Wbiegła po schodach prowadzących do domu szefowej. Doktor Andi, jedyny w okolicy pediatra, prowadziła tu swoją praktykę. Sprowadziła się rok temu i otworzyła doskonale prosperujący gabinet. Miała też męża i była w ciąży.

Nina otworzyła kluczem drzwi frontowe i zapaliła światło. Sprawdziła temperaturę w pomieszczeniu i włączyła trzy komputery. Schowała torebkę do szafki i zalogowała się do programu wizyt. Okazało się, że pierwszy pacjent zrezygnował. Była pewna, że Andi się z tego ucieszy. Bardzo dokuczały jej poranne mdłości.

Nina szybko przejrzała pocztę i przesłała dalej kilka maili. Potem przeszła do niewielkiej kuchni, żeby przygotować sobie kawę. Pięć minut później szła po schodach do prywatnej części domu. Zapukała, zanim weszła do pokoi Andi. Wysoka, ładna brunetka o kręconych włosach siedziała przy stole w kuchni, podpierając głowę rękami.

– Nadal ci niedobrze? – spytała współczująco Nina.

– Tak. Nawet nie chodzi o to, że wymiotuję, tylko o to, że stale czuję, jakbym zaraz miała to zrobić – jęknęła i uniosła nieco głowę. – Czy to kawa?

– Owszem.

– Strasznie mi jej brakuje. Jestem wrakiem człowieka.

Nina wyjęła z szafki kubek, napełniła go wodą i wstawiła do mikrofalówki. Z pudełeczka wyciągnęła torebkę herbaty.

– Błagam, tylko nie imbirowa. Nie cierpię jej – marudziła Andi.

– Ale pomaga.

– To już wolę się czuć źle – oznajmiła buntowniczo, ale kiedy Nina powątpiewająco uniosła jedną brew, Andi oklapła na fotelu. – Ale porażka. Tylko na mnie popatrz. Noszę w sobie dziecko wielkości fasolki, a już mam humory. Żenada.

Kiedy mikrofalówka pisnęła, Nina wyjęła parujący kubek, wrzuciła do niego saszetkę i podeszła do stołu.

Kuchnia starego domu połączona z jadalnią była dużym, jasnym pomieszczeniem z malowanymi szafkami i granitowymi blatami. Duże okno skierowane na wschód pozwalało podziwiać ocean i niezbyt odległy ląd.

Andi kupiła jeden z trzech domów na wzgórzu zaraz po przyjeździe na Blackberry Island. Nie zraziły jej wybite szyby, obłażąca farba ani przedpotopowa hydraulika. Przeprowadziła generalny remont, podczas którego bliżej poznała głównego wykonawcę Wade’a, obecnie będącego jej mężem i przyczyną problemów żołądkowych.

– Pierwsza wizyta została odwołana – powiedziała Nina.

– I całe szczęście – odparła Andi, marszcząc z obrzydzeniem nos po spróbowaniu herbatki. – To ten imbir. Jestem pewna, że gdyby nie on, dałabym radę to wypić i zatrzymać w żołądku.

– Przecież wiesz, że to właśnie imbir łagodzi mdłości.

– Życie bywa przewrotne – jęknęła lekarka, upijając kolejny łyk. – Masz ładną koszulkę – dodała po chwili z bladym uśmiechem.

– Betty i ja przyjaźnimy się od dawna – powiedziała Nina.

Jednym z plusów pracy u pediatry był fakt, że mogła nosić wesołe i swobodne stroje. Miała szafę pełną kolorowych koszulek ze śmiesznymi wzorami. Niezbyt modnych, ale pomagały rozchmurzyć się chorym dzieciom, a to dla Niny liczyło się najbardziej.

– Muszę wracać na dół – oznajmiła po chwili. – Pierwszy pacjent przyjdzie o ósmej trzydzieści.

– Dobrze. – Andi skinęła głową, a Nina ruszyła do poczekalni. – Jesteś zajęta po pracy?! – lekarka zawołała za nią.

Nina pomyślała o tym, co ją czeka. Najpierw będzie musiała podjechać do lombardu po rzeczy, które próbowała sprzedać Tanya. Potem trzeba będzie zajrzeć do Blackberry Preserves, rodzinnego sklepu z antykami, i sprawdzić, co zostało skradzione. Dalej należy zadzwonić do matki, żeby przekazać wieści i uświadomić jej, jak ważne jest wymaganie referencji od zatrudnianego pracownika. Niestety, Nina nieraz już bezskutecznie zwracała matce na to uwagę. Bonnie przysięgała się poprawić, ale historia zawsze się źle kończyła. A bałagan sprzątała Nina.

– Trochę tak, a dlaczego pytasz?

– Od tygodnia nie byłam na pilatesie, a powinnam ćwiczyć – odparła Andi. – Poszłabyś ze mną? We dwie będzie nam raźniej.

– Dziś nie mogę, ale w poniedziałek chętnie ci potowarzyszę.

– Dzięki, Nina, jesteś najlepsza.

– Wydrukuj mi to na plakietce.

– Zaraz taką zamówię – obiecała Andi ze śmiechem.

 

Nina przeliczyła naklejki z uśmiechniętymi warzywami i owocami. Uznała, że na razie wystarczy, ale wkrótce powinna zamówić kolejną partię.

Niedługo po otwarciu gabinetu pediatrycznego Andi zaczęła zapraszać klasy z lokalnej podstawówki na wizytę zapoznawczą. Dzieciaki w miłej atmosferze dowiadywały się, na czym polegają badania, mogły użyć stetoskopu, zważyć się i zmierzyć. Chodziło o to, żeby młodzi pacjenci przekonali się, że u lekarza nie ma się czego bać.

Nina robiła zapisy i oprowadzała wycieczki. Na koniec każdy uczeń dostawał drobny upominek. W torebce znajdowała się książeczka do kolorowania, kredki i naklejki dla dzielnego pacjenta. Zwykle szykowaniem torebek zajmowała się recepcjonistka tuż przed pojawieniem się grupy, ale ponieważ ostatnio zapomniała o naklejkach, Nina przejęła od niej to zadanie.

Rozstawiała właśnie do napełnienia otwarte torebeczki na blacie, kiedy zadzwoniła jej komórka. Odebrała, włączając tryb głośnomówiący.

– Cześć, mamo.

– Jak się masz, kochanie? U nas już w porządku, ale, jak zawsze, okazało się, że miałaś rację.

– W jakiej sprawie? – spytała Nina, biorąc kredki z dużego pudła.

– Trzeba było jednak zmienić opony przed wyjazdem. W nocy spadł śnieg.

Nina wyjrzała przez okno. Na pogodnym niebie leniwie płynęło kilka chmurek, z których po południu mógł spaść deszcz.

– Gdzie jesteście?

– W Montanie. Nie uwierzyłabyś, jak mocno sypało. Rano mieliśmy już kilka centymetrów śniegu i opony nie dały rady. Samochód zsunął się z drogi, ale na szczęście nic nam się nie stało. I uroczy mechanik już nam wymienił opony na zimowe.

– Miałyście wypadek? – zapytała Nina, osuwając się na krzesło.

– Nie. Tylko trochę nas zniosło. Nic nam się nie stało, więc nie ma się o co martwić. Byłyśmy na kilku wyprzedażach i w wielu sklepach z antykami. Mamy w furgonetce masę pięknych rzeczy. Spodobają ci się nasze znaleziska.

Matka nadal paplała, a Nina potarła skronie, czując nadciągającą migrenę. Uznała, że jej zobowiązanie o ograniczaniu pustych kalorii dotyczyło wyłącznie ciasteczek. Kiedy wróci do domu, weźmie długą, gorącą kąpiel ze szklanką wina. Zamierzała się troszkę znieczulić w oczekiwaniu na nieuchronne załamanie nerwowe.

Bonnie Wentworth urodziła najstarszą córkę, mając szesnaście lat. Nawet kiedy została matką, nie ustatkowała się. Zresztą nie zrobiła tego do tej pory. Bonnie wraz ze swoją partnerką Bertie jeździły po całym kraju na zakupowe wycieczki po skarby do sklepu z antykami. W tym przypadku definicja słowa antyki była raczej dość luźna i najczęściej ograniczała się do wieku zdobytych przedmiotów. Nina jednak taktownie unikała nazywania ich gratami.

Wzięła głęboki wdech i przerwała matce opowieść o ręcznie robionej lalce, którą wypatrzyła Bertie.

– Mamo, Tanya została złapana na sprzedaży naszych rzeczy Jerry’emu.

– Niemożliwe.

Nina darowała sobie wypomnienie, że problemem matki było niedostrzeganie takich właśnie spraw.

– To dlatego chciałam zająć się rozmowami kwalifikacyjnymi – powiedziała tylko. – Albo, jeśli nie chcesz pozwolić mi, niech Bertie to robi.

– Jesteś pewna, że te przedmioty nie należały do niej? – zapytała Bonnie. – Wydawała się taką miłą dziewczyną. Nawet nie umiem sobie wyobrazić, że mogłaby zrobić coś takiego.

– Niestety. Ale to oznacza, że sklep będzie znowu zamknięty.

Przez chwilę po drugiej stronie słuchawki panowała cisza.

– Chcesz, żebyśmy wróciły? Mogłybyśmy być już za kilka dni.

– Nie. Poszukam zastępstwa.

Gdyby Nina poprosiła, matka wróciłaby i prowadziła sklep, dopóki nie znalazłby się kolejny pracownik. Ale wtedy Nina czułaby się winna. Zupełnie jak teraz. Nie miała pojęcia, skąd jej się to bierze.

– Kochanie, bierzesz na siebie zbyt wiele.

Nina już otworzyła usta, żeby powiedzieć matce parę słów prawdy, ale szybko je zamknęła. I tak od zawsze wszystko spoczywało na jej barkach.

– Nic nie szkodzi. Postaram się znaleźć kogoś, kto nie będzie nas okradał.

– Słusznie. Na pewno ci się uda.

– Na pewno. Dzwoniłaś może w sprawie przeciekającego dachu? – Nina zmieniła temat. – Ktoś przyjdzie, żeby go naprawić?

– Dzwoniłam – odparła matka triumfalnie.

– To wspaniale. Dziękuję.

– Nie ma za co. Kocham cię.

– Ja ciebie też, mamo.

– Zadzwonię za parę dni, kiedy już będzie wiadomo, kiedy wracamy. Pa.

Kiedy matka się rozłączyła, Nina zadzwoniła do redakcji lokalnej gazety.

– Cześć, Ellen, tu Nina Wentworth.

– Niech zgadnę – zachichotała starsza kobieta. – Potrzebujesz kogoś do pracy w Blackberry Preserves. Mam wasze ostatnie ogłoszenie, które do złudzenia przypominało poprzednie i jeszcze wcześniejsze. Puścić je ponownie?

Nina wyjrzała przez okno. Chmury zgęstniały. Patrząc na Puget Sound, zastanawiała się, jak daleko dotarłaby przed burzą, gdyby teraz wsiadła na łódź.

– Bardzo proszę – powiedziała, wzdychając. – Dzięki, Ellen.

– Wiesz, Nina, musisz wreszcie zabronić matce zatrudniania pracowników.

– Tak, wiem – przyznała, zaciskając mocniej słuchawkę w dłoni.

 

Nina przyglądała się przedmiotom w pudle. Świeczniki były srebrne i w związku z tym sporo warte. Kilka sztuk biżuterii wysadzanych kamieniami, również. Obraz to tania reprodukcja, warta mniej niż rama, ale mimo wszystko…

Jerry pokiwał głową, jakby śledził tok jej rozumowania.

– To samo pomyślałem. Jak osoba sprytna na tyle, żeby wyłowić wartościowe rzeczy, mogła próbować sprzedać je u mnie? Gdyby przejechała przez most do Seattle, to po godzinie sprzedałaby rzeczy zupełnie anonimowo i spokojnie zniknęłaby z kasą w kieszeni.

– Zgadza się – przyznała Nina. – Ale cieszę się, że okazała się niecierpliwa. Był już tu Sam Payton?

– Tak. Porobił zdjęcia. Powiedział, że musi sprawdzić wartość świeczników – oznajmił Jerry, pucołowaty, łysiejący facet koło sześćdziesiątki. – Jeśli kosztują ponad pięć tysięcy, to Tanya popełniła poważniejsze przestępstwo, za które może grozić do dziesięciu lat kicia i dwudziestu tysięcy dolarów grzywny.

– Widzę, że nieźle się na tym znasz.

– W mojej branży muszę wiedzieć takie rzeczy.

– Powinnam zadzwonić do Sama – westchnęła, zabierając pudło. – Zapewne powie mi, że nie mogę sprzedać tych przedmiotów, dopóki sprawa z Tanyą się nie wyjaśni.

– Obawiam się, że tak.

Cudownie, pomyślała Nina, idąc do drzwi. Jedyne wartościowe rzeczy w sklepie trzeba będzie odłożyć na półkę.

– Dzięki, Jerry.

– Nie ma za co. Staraj się zatrudniać lepszych ludzi.

– Robię, co mogę.

Nina podeszła do samochodu i otworzyła bagażnik. Zaczął padać deszcz.

Chociaż nie miała daleko do domu, najpierw musiała podjechać do sklepu i wywiesić tabliczkę z informacją, że antykwariat będzie zamknięty. Powinna też sprawdzić, czy nie zginęło coś jeszcze. To mogła nie być pierwsza próba Tanyi. A jutro czekała ją rozmowa z Samem i zdobycie informacji, jakie zarzuty postawiono jej byłej pracownicy.

Nina ruszyła w stronę Blackberry Bay. Może i rodzinny antykwariat nie był szykownym sklepem, ale lokalizacja na wprost plaży dawała mu przewagę. Letnie miesiące i najazd turystów pozwalały utrzymać się przez resztę roku.

Nagle wydarzyły się dwie rzeczy. Deszcz lunął jak z cebra i silnik jej samochodu zgasł. Nie bardzo wiedząc, co robić, Nina odtoczyła się na pobocze. Potem spróbowała odpalić auto, ale po przekręceniu kluczyka nic się nie wydarzyło. Zerknęła na wskaźnik paliwa. Miała jeszcze pół baku. Co się więc stało? Nie znała się na samochodach. Wiedziała tylko, jak nalać benzyny i to, że co pewien czas trzeba odstawić auto na przegląd.

Zerknęła z wyrzutem na swoją koszulkę.

– Zawiodłaś mnie, Betty – oznajmiła, ale postać z kreskówki milczała.

Nina sięgnęła po komórkę, ale okazało się, że trafiła na jedno z miejsc bez zasięgu. Nie tak rzadkie zjawisko na górzystej wyspie, ale zaprzyjaźniony mechanik z warsztatu Mike’s Auto Repair chwilowo nie pomoże jej w kłopocie.

Zrezygnowana odchyliła głowę do tyłu, usiłując sobie wmówić, że spacer w lodowatym deszczu to nic takiego. Wystarczy dojść gdzieś, gdzie złapie sygnał. A po dotarciu do domu weźmie długą kąpiel z kieliszkiem wina. Jednak racjonalizowanie sytuacji nie pomogło. Dalej miała ochotę krzyczeć i płakać. Chociaż raz w życiu chciałaby, żeby ktoś, dla odmiany, rozwiązał jej problem. Jednak, jak zwykle, została ze wszystkim sama.

Nie pamiętała, żeby było inaczej. Zajmowała się matką, odkąd mogła spytać: wszystko w porządku, mamo? Potem opiekowała się też młodszą siostrą i rodzinnym biznesem. Do tej pory nic się nie zmieniło. Nadal to ona musiała dopilnować sklepu, odebrać towar skradziony przez pracownika, którego zatrudniła jej nieodpowiedzialna matka.

Obiema dłońmi złapała kierownicę i zaczęła nią szarpać.

– Jedź, głupie pudło. Jedź!

Przestała, kiedy rozbolały ją ręce i gardło. Odczepiła od pęku kluczy ten samochodowy i wsunęła go pod chodniczek. Przewiesiła torebkę przez ramię i wyszła na deszcz. Przemokła w kilka sekund.

Dobrą stroną sytuacji było to, że jeśli ktokolwiek będzie tędy jechał, na pewno podrzuci ją do domu. Złą, że w porze obiadowej na tak małej wyspie ruch praktycznie zamierał.

Nina rozpoczęła długi spacer. Z każdym krokiem powtarzała sobie, że to tylko wymuszone ćwiczenia, a dreszcze spalają kalorie. Nie było na tyle zimno, żeby obawiać się hipotermii, ale mokra bluzka nieprzyjemnie się do niej lepiła, a przemoczone spodnie niemiłosiernie obcierały uda. Z pewnością dostanę wysypki, pomyślała żałośnie. Żałowała, że nie jest blogerką, bo ta historia idealnie nadawała się do opisania. Zatytułowałaby ją Feralny dzień Niny.

Po kwadransie Nina przemarzła, paliły ją uda, trzęsła się, ociekała wodą i była nieszczęśliwa jak nigdy w życiu. Sprawdziła telefon, ale zasięgu nie łapała. Jeśli tak dalej pójdzie, dotrę do domu bez niczyjej pomocy, pomyślała.

Kiedy usłyszała nadjeżdżający samochód, błyskawicznie się odwróciła. Było jej obojętne, kto to. Wsiadłaby nawet do nieznajomego, choć o tej porze roku po wyspie raczej nie kręciło się wielu obcych.

Zmrużyła oczy, próbując rozpoznać auto. Było niebieskie i błyszczące. Gdy znalazło się bliżej, zauważyła, że to nowe bmw. Nikt ze znajomych takim nie jeździł. Kierowca zatrzymał się obok niej i opuścił szybę.

– Hej, wszystko w porządku? – zapytał i przez chwilę uważnie się jej przyglądał. – Nina?

Cofnęła dłoń, którą już sięgała do klamki. Niesprawiedliwość losu była tak wielka, że miała ochotę zacząć krzyczeć.

– To naprawdę ty. Cała przemokłaś. Wsiadaj, odwiozę cię do domu.

Nie mogę, jęknęła w duchu, wpatrując się w zielone oczy i wspominając, jak przysięgał, że będzie ją zawsze kochał. Tylko że tak się nie stało. Dylan Harrington porzucił ją na trzecim roku studiów. Wyjechał z wyspy i nigdy nie wrócił. W zasadzie wracał w odwiedziny do rodziców, ale z nią się nie kontaktował. Gorzej. Uznał, że rozstali się z jej winy. Cóż. Stał się kolejną osobą w jej życiu, która nie zamierzała brać odpowiedzialności za swoje czyny.

– Nina, wsiadaj, przecież jest zimno.

– Wolę iść pieszo – odparła, odwracając się.

Uniosła dumnie głowę, nie zwracając uwagi na zacinający deszcz i obtarte do krwi uda, i ruszyła w stronę domu spacerowym krokiem.

Książkę bardzo gorąco polecam, szczególnie tym z was, których ciągnie do obyczajów  z ciepłymi i miłymi zakończeniami. No i przede wszystkim, jeśli czytaliście wcześniejsze książki tej autorki, to wiecie dlaczego powinniście przeczytać i tę.

„Dosięgnąć gwiazd” to piękna historia o miłości, o trudnych relacjach rodzinnych, o poświęceniu oraz o utraconych marzeniach. (...) Autorka stworzyła bardzo wyraziste i charakterystyczne postacie, które w mgnieniu oka obdarzamy uczuciami, niestety nie zawsze pozytywnymi. (...) Niemniej to, że nie polubiłam kilku bohaterów nie zmienia mojej oceny książki. Powieść jest bardzo dobrze napisana, jest wciągająca i ciężko się od niej oderwać. Spędziłam przy niej kilka wspaniałych godzin i ani minuty się nie nudziłam. Gorąco polecam!

Powiem  Wam, że ja od początku czytałam tę książkę z zainteresowaniem. Choć jestem raczej fanką romansów, pięknych, przesłodzonych, idealnych, pełnych miłości, motylków w brzuchu i latania 3 metry nad ziemią, a tutaj raczej takich tematów brakowało to jednak mimo wszystko czytało mi się tę powieść fajnie i naprawdę szybko. Byłam ciekawa co się wydarzy dalej i czytałam w każdym wolnym momencie, w efekcie skończyłam czytać raz dwa.

(...) książka Susan jest lekką powieścią, którą szybko się czyta. Jest to historia, która uczy miłości, odpowiedzialności i tego jak ważna jest rodzina. Dosięgnąć gwiazd, to niezobowiązująca lektura, w sam raz na przeczytanie dla odprężenia się. To książka idealna na spokojny wieczór

Polecam wszystkim, którzy nie chcą zwykłej i lekkiej lektury, bo ta książka nie jest "odmóżdżaczem", tylko przy niej faktycznie trzeba myśleć, by móc analizować zachowania i składać fakty.

Susan Mallery napisała przyjemną w odbiorze, lekką powieść romantyczno-obyczajową, która rewelacyjnie sprawdza się jako powieść wakacyjna. Książka zawiera w sobie poważniejsze wątki obyczajowe, ale nie przysłaniają one rozrywkowego charakteru „Dosięgnąć gwiazd”. Jeśli poszukujecie lekkiej, przyjemnej w odbiorze lektury, to powieść Susan Mallery jest dla Was.

"Dosięgnąć gwiazd" to bardzo przyjemna i lekka lektura. Idealna na letnie dni. Zapewnia doskonałą rozrywkę, a przy okazji daje coś nie coś do myślenia. Czyta się ją błyskawicznie. Polecam zwłaszcza czytelniczkom gustującym w obyczajówkach i historiach miłosnych.

Po przeczytaniu poprzedniej części serii "Wyspa Blackberry", koniecznie chciałam sięgnąć po kontynuację - pomimo tego, że "Trzy siostry" nie zrobiły na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia - ot taka obyczajówka - myślałam wtedy. "Dosięgnąć gwiazd" jest podobna, a jednak nieco różna. Również jest to powieść obyczajowa, jednak tym razem zostałam pozytywnie oczarowana. W tym przypadku chyba sprawdziła się zasada, że każda kolejna książka autorki jest lepsza - właśnie takie odniosłam wrażenie po przeczytaniu "Dosięgnąć gwiazd". Ogromne wrażenie zrobiła na mnie wielowątkowość i różnorodność tej książki. Pomimo tego, że - znowu - było w niej zdecydowanie za dużo wątków erotycznych, "Dosięgnąć gwiazd" czytało mi się lekko i przyjemnie. Tym razem nie miałam wrażenia, że ta książka jest przewidywalna - ta kontynuacja jest zdecydowanie lepsza od poprzedniej części.

Przeczytajcie koniecznie. Cała książka jest lekką powieścią, którą bardzo szybko się czyta. W powieści poznajemy kobietę, która nie jest w stanie spełniać swoich marzeń. Wszystkie obowiązki są zrzucone na Ninę,a cały ich ciężar nie daje spokojnie żyć bohaterce. (...) Autorka pokazała Ninę jako kobietę,która mimo natłoku obowiązków jest silną i odważną kobieta. Kobietą która jest w stanie poradzić sobie z każdym problemem. Polecam wszystkim lekką powieść na letnie wieczory.

Ogólnie książka bardzo fajna, a zakończenie jest też ciekawe. W całej tej opowieści znajduje się wiele ciekawych historii i niespodzianek. Czytając powieści obyczajowe tego wydawnictwa zazwyczaj każda mi się podobała i co jest bardzo ciekawe szybko się je czyta. Tą lekturę pochłonęłam w dwa dni. Jest to bardzo ciekawa i zarazem lekka lektura. Polecam ją zdecydowanie romantyczkom. I jak zawsze na koniec moje standardowe pytanie co o niej sądzicie?

To nie jest zbyt ekscytująca powieść, ale porusza ważne kwestie relacji rodzinnych. Kwestię miłosnego trójkąta pozostawiam do samodzielnego rozważenia. Dla mnie Nina tu za wiele nie myśli głową. Całym sercem jestem jednak po stronie Dylana. Rozczulające jest to, jak opiekował się Niną podczas choroby. "Dosięgnąć gwiazd" to dobra powieść obyczajowa, ze szczęśliwym zakończeniem. Za to też lubię książki Susan Mallery. Takie "życiówki.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ