Powieść obyczajowa
Zapach lawendy
KUP TERAZ

Zapach lawendy

Nina Harrington, Lynne Graham, Amanda Browning
brak opinii
Liczba stron: 416
ISBN: 9788327621573
Premiera: 2016-06-01
Tłumaczenie: Andrzej Szydłowski, Kamil Maksymiuk-Salamoński, Monika Wiśniewska
Opracowanie graficzne okładki: Robert Dąbrowski

Lato na południu Francji. Zapach ziół i kwiatów odurza jak mocne wino. Słońce wyostrza kolory i zmysły. Tutaj niektórym udaje się zapomnieć o kłopotach, a inni chyba nie mogą bez nich żyć.

Gorące lato

Opromieniony słońcem stary dom, otoczony ogrodem, a w nim ich dwoje. Ella mieszka tu na stałe, Sebastien wpadł tylko na chwilę. Dla niej to bezpieczny azyl, dla niego powrót do bolesnych wspomnień. Oboje samotni, nagle odkryją radość płynącą z bliskości.

Miodowy miesiąc w Prowansji

Billie od dawna kocha swojego szefa. Gdy zostaje jego żoną, mogłoby się wydawać, że wreszcie będzie szczęśliwa. Jednak okazuje się, że czasami spełnienie marzeń nie daje satysfakcji, a nawet powoduje spore komplikacje. Już podczas miesiąca miodowego w Prowansji dochodzi do pierwszej poważnej kłótni między małżonkami.

Na południu Francji

Sofie kocha męża, ale gdy dostaje kompromitujące go zdjęcia, nie chce słuchać wyjaśnień. Skoro Lucas ją zdradził, wspólne życie nie ma sensu. Upokorzona znika bez słowa. Lucas odnajduje ją dopiero po sześciu latach. Chce wyrównać rachunki i na zawsze zamknąć ten rozdział. Proponuje Sofie wspólny wyjazd do malowniczo położonego zamku na południu Francji.

Słoneczne lato   

  

- Wyjdź za mnie. Przecież oboje wiemy, że o tym marzysz.

Ella Jayne Bailey Martinez dotknęła palcem wskazującym dolnej wargi i kilkakrotnie kiwnęła głową, udając głęboki namysł.

Niestety Henri uznał to za zachętę.

- Mam własne cztery kółka. Będziesz mogła poruszać się swobodnie po całym mieście. Co ty na to, ślicznotko? Moglibyśmy razem nieźle się zabawić.

- Hmm... Brzmi kusząco. Tylko że... pan Dubois obiecał mi możliwość posługiwania się jego kartą seniora, zapewniającą bezpłatny przejazd wszystkimi środkami miejskiej komunikacji. Trudno odrzucić taką propozycję.

- Dubois? On wiele obiecuje, ale nigdy nic z tego nie wynika. A ja jestem człowiekiem czynu, moja mała - oznajmił Henri, mrugając do niej porozumiewawczo.

- Wiem, i to właśnie napawa mnie niepokojem. Jestem prostą dziewczyną i wierzę w monogamiczne związki, a ty flirtowałeś wczoraj z tą hotelową recepcjonistką. Jesteś przystojnym łowcą kobiecych serc, więc nie mam do ciebie zaufania. Do zobaczenia później!

Henri uderzył otwartą ręką w poręcz fotela inwalidzkiego i mruknął coś po francusku, a potem wzruszył z irytacją ramionami i odpowiedział jej po angielsku:

- Niech to diabli wezmą! Znowu zostałem zdemaskowany!

Ella z uśmiechem zmierzwiła resztkę jego włosów, a potem ruszyła korytarzem w kierunku kuchni. Jakby czując na plecach jego wzrok, zrobiła kilka przesadnie tanecznych kroków, a potem odwróciła się i posłała mu promienny uśmiech. On zaś udał, że bije jej brawo, i pozdrowił ją ruchem dłoni.

- Do zobaczenia, kochanie! - zawołał.

Potem z piskiem opon zawrócił i pomknął w kierunku drzwi saloniku, z którego dochodził szmer rozmów.

Ella weszła do kuchni. Jej przyjaciółka Sandrine, kierowniczka małego hotelu, w którym pracowała jako przygrywająca w barze pianistka i pomagała podawać posiłki, uśmiechnęła się do niej serdecznie.

- Mam nadzieję, że moi goście nie zatruwają ci za bardzo życia - powiedziała pogodnym tonem.

- Ależ skąd! Oni są czarujący! Mogłabym z nimi rozmawiać całymi dniami o tradycyjnym jazzie, który był muzyką mojego dzieciństwa. Czy wiesz, że Henri spędził trzy lata w Nowym Orleanie? Dlatego muzyka jest dla niego ważniejsza niż jedzenie. To się zdarza, nawet we Francji.

Sandrine objęła jej ramiona i uśmiechnęła się drwiąco.

- Chyba żartujesz! Tutejsi faceci mogą udawać, że są pochłonięci myślami o sprawach wyższej harmonii, ale na widok deseru wszyscy tracą głowy. Nie mają odrobiny siły woli! Dziękuję, że zgodziłaś się przyjść mi z pomocą. Jestem tak zapracowana, że nie wiem, jak się nazywam.

- Nie ma o czym mówić. Cieszę się, że mogłam coś dla ciebie zrobić. Czy masz już komplet gości na cały weekend?

- Ani jednego wolnego pokoju! - Ponownie uścisnęła Ellę, a potem posłała jej czuły uśmiech. - I wiem, komu to zawdzięczam! Nie rób takiej skromnej miny. Przecież to ty powiedziałaś Nicole, że nie znasz hotelu, który mógłby spełnić oczekiwania wszystkich wytwornych gości przylatujących na jej urodziny. To oczywiście prawda, ale i tak bardzo ci dziękuję!

- No cóż, poprosiła mnie o wyrażenie opinii, więc postąpiłam zgodnie z sumieniem. Bardzo się cieszę, że postanowiła obchodzić urodziny tutaj, a nie w Paryżu. Rzadko odwiedza wakacyjną rezydencję.

- Powinnaś być zadowolona. Przecież to wspaniale, że masz do dyspozycji piękny dom, podczas gdy ona przebywa w stolicy lub podróżuje gdzieś po świecie.

Ella przymknęła oczy i uśmiechnęła się z zadowoleniem.

- Masz rację. Kocham Mas Tournesol i nie wyobrażam sobie życia w innym miejscu. Mamy wielkie szczęście. - Nagle otworzyła szeroko oczy. - Nicole zasługuje na wspaniałe przyjęcie, więc muszę zrobić, co w mojej mocy, żeby wszystko się udało! W końcu tylko raz w życiu kończy się sześćdziesiąt lat, prawda?

- Jasne! I pamiętaj, że możesz zawsze liczyć na moją pomoc!

Ella ucałowała Sandrine w oba policzki i posłała jej czułe spojrzenie.

- Jesteś cudowna! Ale teraz muszę lecieć, bo Dan wróci niedługo ze szkoły. Do zobaczenia jutro!

Jej synek istotnie kończył niedługo naukę. Ale prawdą było również to, że chciała wyjść z hotelu, zanim Henri wypije popołudniową kawę i zainspirowany przez kofeinę złoży jej jeszcze lepszą propozycję.

 

- PSN Media złożyły nam korzystną ofertę, ale nadal nie chcą się zgodzić na gwarancję pełnego zatrudnienia. Nie wiem też, czy są gotowi na ustępstwa w sprawie pakietu socjalnego - oznajmił Matt, a w jego głosie dał się słyszeć niepokój.

Sebastien Castellano zabębnił o obitą skórą kierownicę luksusowego włoskiego samochodu. Chcąc zachować spokój, przesunął wzrokiem po typowych dla Langwedocji zielonych wzgórzach i plantacjach winorośli ciągnących się aż po horyzont.

Zanim wyruszył w drogę z Montpellier do Langwedocji, spędził całą noc i sporą część następnego dnia w dusznej sali konferencyjnej na negocjacjach z kierownictwem PSN Media. Walczył o ocalenie setek miejsc pracy w należącej do niego australijskiej firmie Castellano Tech. A teraz dowiadywał się, że jego potencjalni kontrahenci nie traktują poważnie wspólnych ustaleń.

Ich przedsiębiorstwo odgrywało czołową rolę na światowym rynku medialnym. Ale on zabiegał o interesy pracowników firmy, którą stworzył własnymi rękami i doprowadził do obecnego, kwitnącego stanu.

Zaczął mówić spokojnym tonem:

- Matt, wiem, że napracowałeś się nad tym kontraktem i chciałbyś doprowadzić do jego finalizacji. Jeśli prezes PSN Media nie zgodzi się na moje warunki, nie podpiszę w poniedziałek tej umowy. W tej sprawie nie widzę miejsca na kompromis.

- To może cię sporo kosztować, przyjacielu - mruknął naczelny dyrektor finansowy jego firmy.

Seb westchnął głośno. Właściciele PSN Media uważali najwyraźniej, że każdy człowiek ma swoją cenę. Postanowił im dowieść, że się mylą.

- Posłuchaj, Matt - powiedział po chwili namysłu. - Kilka godzin temu powiedzieliśmy tym facetom z PSN Media, że czekamy do poniedziałku na ostateczną ofertę. Moje stanowisko nie ulega zmianie. Jestem już w Langwedocji i nie zamierzam wracać do Montpellier tylko po to, żeby na nowo podejmować negocjacje. I tobie, i mnie należy się odpoczynek, więc wyłącz telefon i zadzwoń do nich dopiero jutro.

- To najlepszy pomysł, na jaki wpadłeś od tygodnia! - zawołał przyjaciel. - Może wybiorę się do miasta i obejrzę te dzikie flamingi, o których mi opowiadałeś. Kiedy dotrzesz do celu, pozdrów ode mnie Nicole. Musi być zachwycona, że jesteś we Francji i będziesz mógł się z nią zobaczyć! Do usłyszenia jutro!

Seb siedział przez chwilę w chłodnym wnętrzu luksusowego samochodu, nerwowo zastanawiając się nad sytuacją. Fuzja z PSN Media miała być transakcją jego życia. Liczył na to, że po upływie sześciu miesięcy systemy łączności, które zaprojektował z zespołem w przerobionym na biuro garażu, zdobędą prawo obywatelstwa w całym medialnym świecie.

Był już tak bliski spełnienia marzeń, że teraz, kiedy cel ponownie się oddalił, miał ochotę wyć z wściekłości.

Mógł samodzielnie walczyć o zdobycie globalnego zasięgu dla Castellano Tech. Ale fuzja z PSN Media była najlepszym sposobem rozpropagowania zaprojektowanej przez niego i wielokrotnie nagradzanej technologii.

Po dziesięciu latach, w ciągu których pracował dniami i nocami nad udoskonaleniem istniejących systemów informatycznych, miał prawo uważać się za człowieka sukcesu.

Owszem, zapłacił za to wysoką cenę. Zaniedbał rodzinę i przeżył szereg nieudanych związków.

Za kilka dni miał zostać członkiem zarządu wielkiej międzynarodowej spółki. Na siedzibę wybrał Sydney - fascynujące, błyskawicznie rozwijające się miasto, w którym mógłby zrealizować wszystkie ambitne plany.

Miałby w końcu dość pieniędzy i czasu, żeby przystąpić do realizacji najbardziej ambitnego projektu.

W oparciu o dochody ze sprzedaży części akcji Castellano Tech zamierzał założyć Fundację imienia Helene Castellano, która miała działać na rzecz udostępnienia najnowszej technologii i systemów informatycznych biednym krajom. Wstępne badania pilotażowe przeprowadzone na terenie całej Azji i Oceanii dowiodły wielkiego zainteresowania takimi usługami i zdawały się gwarantować sukces przedsięwzięcia.

Jego matka, Helene, byłaby zachwycona tą inicjatywą.

Marzył o tym, żeby jak najszybciej wrócić do Sydney i wziąć się do roboty. Wszystko było przygotowane, brakowało tylko dziewięciocyfrowej sumy, którą miał otrzymać w chwili fuzji z PSN Media. Myśl o tym, że mógłby zostać zmuszony do rezygnacji, budziła w nim dreszcz niepokoju.

Ale postanowił odłożyć troski do następnego tygodnia.

Dziś miał przed sobą znacznie bardziej pociągające zadanie.

Dziś miał zobaczyć się z Nicole Lambert, czarującą kobietą, która była przez dwanaście lat jego macochą. Potem rozwiodła się z jego ojcem i wróciła z Sydney do Paryża.

Jako nastolatek przysporzył jej wielu kłopotów, ale ona zawsze traktowała go życzliwie i pomagała mu w karierze zawodowej na wszystkich szczeblach, choć w owym czasie nie mogła liczyć na jego wdzięczność. Ich stosunki uległy poprawie dopiero w ciągu tych kilku ostatnich lat, które wspólnie spędzili w Sydney. Miał wobec niej ogromny dług wdzięczności, który chciał spłacić w każdy możliwy sposób.

Kiedy rozpoczynał okryte tajemnicą negocjacje z PSN Media, nie miał pojęcia, że europejska kwatera główna tej spółki mieści się w Montpellier, w niewielkiej odległości od starej rezydencji rodziny Castellano. Czyli od domu, w którym Nicole postanowiła obchodzić sześćdziesiąte urodziny.

Dzięki temu zbiegowi okoliczności po raz pierwszy od wielu lat znaleźli się tak blisko siebie.

Z trudem zdążył na jej pięćdziesiąte urodziny, które odbyły się w Sydney, bo kilka dni przed tą datą nastąpiła awaria telekomunikacyjnych satelitów, która postawiła go w obliczu wielu poważnych problemów. Jeszcze przed jej rozwodem z jego ojcem prawie nigdy nie spędzał z nią ani Bożego Narodzenia, ani żadnych rodzinnych uroczystości, gdyż był zbyt pochłonięty pracą. Cieszył się, że będzie mógł osobiście złożyć jej życzenia urodzinowe.

Nicole była tak zachwycona, kiedy zawiadomił ją o przyjeździe, że zażądała, aby zamieszkał na czas wizyty w jej domu.

Musiała chyba podejrzewać, że nie przyjeżdża do Francji tylko po to, by się z nią zobaczyć, ale on nie mógł poinformować jej o okrytych tajemnicą pertraktacjach z PSN Media.

Wiedział, że jeśli negocjacje zakończą się pomyślnie, nie będzie mógł zostać w Langwedocji na tyle długo, by uczestniczyć w głównych obchodach, gdyż sytuacja wymusi na nim natychmiastowy powrót do Sydney.

Postanowił od razu przedstawić Nicole całą sytuację i przeprosić za to, że nie będzie mógł zostać aż do dnia jej urodzin. Miał nadzieję, że mu wybaczy. Jak tyle razy w przeszłości.

Ella przez chwilę naciskała mocno pedały roweru, żeby rozpędzić go na prostym odcinku pustej wiejskiej drogi, a potem odchyliła głowę i rozkoszowała się powiewem wiatru.

Czuła się trochę zmęczona, bo Sandrine zadzwoniła do niej wcześnie rano, żeby poprosić o pomoc przy obsłudze grupy amerykańskich entuzjastów jazzu, którzy przybyli na weekendowy festiwal odbywający się w sąsiednim miasteczku.

Bardzo żałowała, że nie może wybrać się z nimi na koncert muzyki, która towarzyszyła jej od wczesnego dzieciństwa. Jej rodzice byli zawodowymi muzykami jazzowymi, a ona w poprzednim wcieleniu zarabiała na życie graniem i śpiewaniem. Bardzo tęskniła czasem za dawnym życiem, ale starała się o nim zapomnieć i cieszyć się tym, że mieszka teraz i pracuje w tak pięknym zakątku jak Langwedocja. Teraz najważniejszy jest Dan, nic więcej się nie liczy.

Była zadowolona z funkcji opiekunki domu, nawet kiedy jego właścicielka przebywała w nim przez dłuższy czas. Nicole była dla niej bardzo dobra. Zapewniła jej pracę i dach nad głową w chwili, kiedy tego potrzebowała. Właśnie dlatego chciała zrobić wszystko, żeby przyjęcie z okazji sześćdziesiątych urodzin jubilatki wypadło jak najbardziej okazale. Pragnęła, żeby rezydencja, do której oboje z Danem wprowadzili się stosunkowo niedawno, po raz pierwszy od czasu ich przybycia rozbrzmiewała śmiechem i wesołością.

Wiedziała, że Nicole wyjedzie zaraz po urodzinach na tydzień lub dwa i wróci dopiero w sierpniu.

Uśmiechnęła się pogodnie, słysząc łopot maleńkiej flagi, którą Dan przymocował taśmą samoprzylepną do dziecinnego siodełka. Jej sześcioletni synek był tak dumny ze swojego dzieła, że nie powiedziała mu, że hiszpański proporczyk od dziadków nie bardzo pasuje do południowej Francji.

Ten rejon Langwedocji w niczym nie przypominał Nicei czy Marsylii. Nie było tu jaskrawych miejskich świateł, ruchliwych ulic ani modnych barów czy czterogwiazdkowych restauracji. Ten typowo rolniczy obszar miał szczególną atmosferę. Nawet sezon turystyczny był tu stosunkowo krótki, więc w hotelu Sandrine panował ożywiony ruch tylko od maja do października. W tym okresie kłębiły się tu tłumy gości pragnących odwiedzić piękne plaże lub podziwiać przyrodę Camargue i małe miasteczka położonej nieco dalej na wschód Prowansji.

Ella bardzo żałowała, że musi dorabiać do pensji grą na fortepianie w hotelu i nie może spędzać wszystkich wieczorów z Danem. Teraz, kiedy stała się jego jedyną opiekunką, czuła, że jest mu bardzo potrzebna. Oczywiście zapewniała mu najlepsze niańki, jakie można było znaleźć w tej części Francji, ale zdawała sobie sprawę, że powinna częściej przebywać w domu.

Za dwa dni zaczynają się letnie wakacje. Przypomniała sobie, że Dan będzie musiał spędzić dwa tygodnie w Barcelonie u dziadków. Tych samych, którzy po śmierci ich syna tak zacięcie walczyli o przyznanie im prawa do wyłącznej opieki nad wnukiem. I niemal odnieśli sukces.

Och, Christobal! - pomyślała ze wzruszeniem. Byłbyś dumny z synka!

Gdy tylko spojrzała w oczy Dana, widziała twarz mężczyzny, którego kochała i poślubiła. I utwierdzała się w przekonaniu, że nie pozwoli, by ktokolwiek odebrał jej syna.

Nawet jeśli oznaczało to rezygnację z ukochanego zawodu i z muzycznej kariery.

Droga zaczęła się lekko wznosić, a ona zerknęła na zegarek i uświadomiła sobie, że lekcje Dana kończą się za niecałą godzinę. Pomknęła naprzód.

Seb zatrzymał samochód na trawiastym poboczu, wysiadł i osłaniając oczy od słońca, rozejrzał się wokół.

Przed nim sterczały dwa słupy podtrzymujące niegdyś bramę wjazdową, a za nimi rozciągał się długi podjazd prowadzący do domu, w którym się urodził i spędził pierwsze dwanaście lat.

W czasach jego dzieciństwa bramę zdobiła metalowa tablica z napisem "Mas Tournesol'' - "Dom pod słonecznikiem''.

Teraz jedno skrzydło, mocno zardzewiałe, leżało na trawie, a po drugim nie było ani śladu.

Wiedział, że nieco dalej, za rzędami drzew, płynie rzeka, nad którą spędził wiele szczęśliwych godzin, łowiąc ryby w towarzystwie ojca. Zerknął w lewo i stwierdził, że żywopłot oddzielający winnicę od pól, na których rosły niegdyś słoneczniki, jest teraz o wiele wyższy. Przypomniał sobie, że ojciec sprzedał te pola sąsiadowi na kilka dni przed ich wyjazdem z kraju i westchnął ze smutkiem.

- Być może nie jestem tak dobrze przygotowany na spotkanie z przeszłością, jak mi się wydawało - mruknął pod nosem.

Zamknął na chwilę oczy i zobaczył ogród kwiatowy matki. Poczuł odurzający zapach róż i usłyszał brzęczenie pszczół oraz śpiew ptaków. Przez chwilę miał wrażenie, że udało mu się wrócić do miejsca, w którym spędził najszczęśliwsze lata życia.

Które dobiegły końca w dniu śmierci jego matki.

Nie przyjeżdżał do tego domu od lat z wielu różnych powodów. Chociaż mieszkał w Sydney i kochał nową ojczyznę, w głębi duszy czuł się jednak Francuzem.

Teraz, kiedy znalazł się tu po tak długiej przerwie, czuł lekki niepokój. W pierwszej chwili gotów był założyć, że jego przyczyną jest niepewność o wynik negocjacji. Potem zdał sobie sprawę, że chodzi o coś więcej. Że jego stan psychiczny jest odbiciem przygnębienia, jakie odczuwał od sześciu miesięcy.

Od dnia, w którym dowiedział się, że ukochany tatuś nie może być jego biologicznym ojcem.

Choć odkrycie to głęboko nim wstrząsnęło, nie pozwolił, żeby zburzyło jego życie. Dorastał w kochającej się rodzinie, otoczony czułą opieką rodziców, i wiedział dobrze, że bez względu na wszystko nigdy nie przestanie być dumny z matki. Ona zawsze stawiała go na pierwszym miejscu. Tylko... Nie mógł zrozumieć, dlaczego nie wyznała mu prawdy... Nawet pod sam koniec, gdy spędzał przy jej łóżku tak wiele godzin. Kiedy była w pełni przytomna, rozmawiała z nim o wielu sprawach, ale nigdy nie zdradziła największej tajemnicy.

W ciągu ostatnich miesięcy sprawy zawodowe zmuszały go do gorączkowej aktywności. Teraz miał pierwszą okazję, żeby odpocząć przed kolejną rundą negocjacji z ekipą radców prawnych PSN Media.

Cieszył się, że spędzi weekend w towarzystwie Nicole, ale nie był pewien, czy uda mu się znaleźć wewnętrzny spokój.

Bo oto wracał do punktu, w którym zaczęło się jego życie.

Do domu, który należał do Nicole, jego byłej macochy.

Przypadł jej w udziale w wyniku postępowania sądowego, kiedy rozwodziła się z jego ojcem.

Mogła z nim zrobić, co chciała, choć spędzała tam tylko kilka tygodni w roku. Mogła też wydawać w nim przyjęcia z okazji swoich urodzin.

Zapewne nie zdawała sobie nawet sprawy, że właśnie w tym tygodniu przypada kolejna rocznica śmierci jego matki. Która właśnie w tym domu wydała ostatnie tchnienie.

Seb wyprostował się gwałtownie i uniósł głowę.

Nie lubił rozpamiętywać przeszłości. Zawsze patrzył tylko przed siebie. Nie chciał myśleć o śmierci matki. Zamierzał uczcić jej pamięć, zakładając fundację charytatywną. Fundację imienia Helene Castellano.

Wiedział, że jego dawne życie jest już zamkniętą księgą. Chciał jak najprędzej wrócić do Sydney i rozpocząć pracę nad nowymi projektami.

W kilka minut później wjechał między wąsko rozstawione słupy, które niegdyś podtrzymywały bramę, i ruszył podjazdem w kierunku niewidocznego jeszcze domu.

Nagle nacisnął pedał hamulca tak mocno, że koła zapiszczały na żwirowanej nawierzchni.

Na drodze coś leżało. I patrzyło na niego szeroko otwartymi oczami.

 

 

 

 

 

 

 

Lynne Graham

 

Miodowy miesiąc

 

w Prowansji

     

 

W willi Aleksieja Drakosa nawet toaleta przypominała wytworny salon. Powietrze przesycał zapach świeżych kwiatów, które wraz z białymi meblami i utrzymanymi w pastelowych barwach obrazami przyozdabiały jasne, przestronne wnętrze. Panowały tu spokój i cisza. Panna młoda stała w jednej z kabin, spoglądając na swoje odbicie w lustrze. No tak, misterny makijaż oka rozmazany, a nie będzie go łatwo poprawić, pomyślała niezadowolona. Zganiła się w duchu za to, że przed ołtarzem uroniła kilka łez. Nie mogła ich jednak powstrzymać. W tamtym momencie czuła bowiem, jak jej serce rozsadza szczęście.

Drzwi łazienki otworzyły się gwałtownie, a ciszę zakłóciły odgłosy kobiecego śmiechu i ożywionej wymiany zdań. Billie zamarła z tuszem do rzęs przy oku.

- Ciekawe, dlaczego Calisto poszła w odstawkę? Stawiam na historię pod tytułem "O jeden foch za dużo''. Aleksiej prawdopodobnie doszedł do wniosku, że będzie miał łatwiejsze życie z jakąś nudną niemotą - powiedziała jedna z kobiet z wyraźnie angielskim akcentem.

- Może masz rację, kochana, ale ja nadal nie rozumiem, jakim cudem on w ogóle ją zauważył? Przecież to tylko pracownica jego biura. Jest tak niepozorna, że prawie niewidoczna...

- Pamiętaj, że Aleksiej gustuje w wysokich, szczupłych kobietach. Może jego uwagę przykuła jej figura, która wyszła z mody w połowie ubiegłego wieku - zabrała znowu głos ta pierwsza.

- Tak, trudno przejść obok takiej kobiety obojętnie. Zwłaszcza kiedy całym swoim ciałem zastawia ci drogę.

Pomieszczenie wypełnił głośny chóralny chichot.

- O tak, od razu w myślach nazwałam ją Kluską. A może Kopciuszkiem? Już nie pamiętam. Jak ona w ogóle ma na imię?

- Moim zdaniem pasuje do niej Katastrofa.

- Ja osobiście ze ściśniętym sercem patrzyłam, jak płynie, pardon, toczy się w stronę ołtarza. Dodam, że nie ze wzruszenia, tylko z litości. Ta jej suknia ślubna...

- Ostrożniej dobieraj słowa, kochana. Przecież to coś, co na siebie włożyła, nawet nie miało trenu! No i te staromodne hafciki, jak u babci. Aleksiej naprawdę ma zaćmienie umysłu. Mam nadzieję, że zaraz mu minie.

Billie zacisnęła zęby i zatkała uszy, lecz te piskliwe głosy i tak wdzierały się do jej głowy. Wiedziała, do kogo należą. Wszystkie trzy kobiety figurowały na niesamowicie długiej liście byłych kochanek Aleksieja. Wszystkie również były żonami lub kochankami jego bogatych znajomych lub partnerów biznesowych, przez co nadal pozostawały w jego kręgu towarzyskim.

- Calisto to skończona idiotka. Dał jej drugą szansę, a ona znowu wszystko spartaczyła. Gdybym wiedziała, że znowu mam u niego szanse, wzięłabym rozwód i zakręciła się koło niego - zdradziła Angielka całkowicie poważnym tonem.

- Nie żyj złudzeniami, moja droga. On tylko dla Calisto zrobił wyjątek. To jego jedyna eks, do której wrócił po latach.

- Dlaczego ożenił się z kimś tak pospolitym? Daję temu mezaliansowi trzy miesiące, góra cztery. To znaczy pod warunkiem, że to nieszczęsne dziewczę przymknie oko na jego romanse - zawyrokowała jedna z kobiet. - Później Aleksiej odzyska władze umysłowe i każe Klusce pakować manatki.

W tym momencie zielone oczy Billie rozbłysły płomiennym gniewem. Duma nie powoli jej zamknąć się na wieki wieków w tej kabinie i żałośnie chlipać. Otworzyła drzwi i wyszła. Twarze wszystkich trzech eleganckich, szczupłych kobiet stojących przed wielkim lustrem zastygły w wyrazie niemal komicznego zdumienia i zmieszania. Przemaszerowała obok nich z wysoko podniesioną głową i wyszła z łazienki.

Hilary, jej ciocia, chodziła w kółko po korytarzu, kołysząc w ramionach płaczące dziecko. Spojrzała z ulgą na Billie.

- Wszędzie cię szukałam! Nicky nie chce się uspokoić. Może znowu ząbkuje?

- Chodź do mnie, niecnoto - powiedziała Billie z czułością i wzięła na ręce małego wierzgającego nóżkami chłopca.

Nicky. Jej synek. Jej tajemnica.

Kochała go i uwielbiała, chciała się nim chwalić całemu światu. Nie mogła. Musiała udawać, że to dziecko jej cioci. Odgrywała ten teatrzyk, odkąd wróciła na grecką wysepkę Speros, na której się wychowała i miała własny dom. Mężczyzna, który od dzisiaj był jej mężem, nawet nie podejrzewał, że dziecko jest owocem wspólnego namiętnego wieczoru, jaki spędzili w dniu pogrzebu jego rodziców. Pech bowiem chciał, że tamtego dnia Aleksiej Drakos niefortunnie upadł i doznał urazu głowy, który spowodował chwilowy zanik pamięci. Nie pamiętał, że kochał się z Billie, a ona nadal nie mogła uwierzyć, że przytrafiło jej się coś tak nieprawdopodobnego.

Spojrzała na synka. Jego rumianą, pełną buzię okalała burza czarnych włosów. Przytuliła go mocno do siebie. Zapach skóry dziecka zawsze miał na nią dobroczynny, kojący wpływ. Widocznie działało to w obie strony, ponieważ chłopiec po chwili przestał lamentować, zamknął oczka i uśmiechnął się słodko.

Kątem oka dostrzegła, że w ich kierunku kroczy wysoki, potężny i piekielnie przystojny mężczyzna z czarnymi włosami i oliwkową cerą. Billie mimowolnie zadrżała, a gdy ich spojrzenia się spotkały, zamarła jakby sparaliżowana. Wszystko dookoła znikło. Został tylko on, Aleksiej Drakos. Nadal nie mogła uwierzyć, że jest żoną tego mężczyzny. Od tak dawna skrycie o tym marzyła, że dzisiejsze wydarzenia wciąż zdawały się wytworem jej fantazji.

Aleksieja już z daleka uderzył kontrast pomiędzy białą suknią jego żony a oliwkową skórą dziecka, które tuliła. Nie pierwszy raz zafrapował go fakt, że dziecko nie zdradzało najmniejszego podobieństwa do żadnej z kobiet z rodziny Billie. Nigdy jednak nie zawracał sobie zbyt długo głowy tymi myślami, ponieważ, prawdę mówiąc, zupełnie się nie znał na dzieciach.

- Co chwila znikasz jak kamfora, khriso mou - mruknął do Billie, zatrzymując się obok niej. Rzucił kilka słów po grecku do służącego, a po kilku chwilach zza jego szerokich pleców wyłoniła się grupka niań opiekujących się dziećmi zaproszonych na ślub gości. Jedna z nich wyciągnęła ręce po malutkiego Nicky'ego.

- Och, nie trzeba. Ja się nim zaopiekuję - wtrąciła szybko Hilary.

- Wykluczone. Właśnie po to wynająłem te kobiety - odparł Aleksiej stanowczym tonem. - Chcę, aby dzisiaj wszyscy rodzice mogli odpocząć od swoich dzieci i bawić się razem z nami.

Billie z wyraźną niechęcią oddała synka niani. Chłopiec od razu otworzył oczka i na widok obcej twarzy zaczął płakać, lecz kobieta oddaliła się szybkim marszem, głaszcząc go i kołysząc wprawną ręką. Billie spojrzała na męża z wyrzutem. Nie lubiła u niego tych przejawów wrodzonego i kultywowanego despotyzmu. Nie pozwolił nawet Nicky'emu przyglądać się ceremonii ślubnej. Czym mu się naraził? Zbyt głośno płakał. A przecież to zupełnie naturalne u każdego małego dziecka! Billie stała ze skrzyżowanymi na piersiach ramionami i z nadąsaną miną, choć nadal miała ochotę pognać za nianią i wyrwać jej swojego synka. Zdumiewała ją siła jej instynktu macierzyńskiego. Wiedziała, że zbliża się moment, w którym będzie musiała wyznać Aleksiejowi prawdę. Nie miała wyjścia!

- Twoja interwencja była całkowicie zbędna - burknęła, gdy Hilary odeszła i zostali sami.

- Nie sądzisz, że sama powinnaś się była zatroszczyć o to, by twoja ciocia choć na chwilę mogła odetchnąć od niańczenia swojego dziecka? - skarcił ją łagodnym tonem. - Nawet nie miała możliwości ani razu zatańczyć. Małe dzieci bywają bardzo uciążliwe.

Billie nagle poczuła wyrzuty sumienia. Faktycznie, już wcześniej powinna oddać Nicky'ego w ręce którejś z niań, by Hilary pierwszy raz od długiego czasu mogła troszkę odpocząć. Coraz mniej się jej podobała ta misterna intryga. Zaczynała odnosić wrażenie, że zrzuca zbyt duży ciężar na barki cioci. Co prawda Hilary nigdy nie narzekała, lecz było oczywiste, że to wszystko ciągnie się już zbyt długo.

Wrócili na salę. Billie dostrzegła, jak kapitan jachtu Aleksieja, Stuart McGregor, zamienia tabliczki na stole, by zająć miejsce obok Hilary, która była bardzo atrakcyjną czterdziestoletnią kobietą, od niedawna wdową. Mężczyzna zabiegał o towarzystwo Hilary, odkąd ją spotkał, i regularnie pod byle pretekstem pojawiał się w domu Billie, w którym mieszkała. Ta coraz bliższa znajomość również przemawiała za tym, by wreszcie wszystko wyszło na jaw. Kapitan nie mógł żyć w przekonaniu, że Hilary jest matką Nicky'ego! Billie dręczyła świadomość, że nie tylko Aleksiej poczuje się oszukany, ale również inne osoby. Wyjawienie prawdy w jej umyśle jawiło się teraz jako prawdziwe trzęsienie ziemi. Kto wie, ile ofiar pochłonie?

- Jesteś bardzo przywiązana do dziecka Hilary, prawda? - zapytał Aleksiej.

- Och, oczywiście! - potwierdziła nieco zbyt żarliwie.

Aleksiej zaśmiał się pod nosem.

- Ten dzieciak też cię lubi. Lgnie do ciebie, jakbyś była jego, nie daj Boże, matką.

- Ten "dzieciak'' ma na imię Nicky - mruknęła z wyczuwalną pretensją.

Wzruszył ramionami.

- Jakoś nigdy nie mogę zapamiętać - odparł obojętnym tonem, ponieważ jak zwykle szybko stracił zainteresowanie tym tematem. Objął żonę ramieniem i zaprowadził ją do ich stolika w centralnym punkcie ogromnej niczym sala balowa jadalni.

Piękna i słynna na całym świecie piosenkarka, którą Aleksiej wynajął, by dała specjalny recital podczas uroczystego posiłku, nie odrywała swoich kocich, zmysłowo zmrużonych oczu od pana młodego. Namiętnym głosem recytowała tęskne słowa miłosnej piosenki, jakby śpiewała specjalnie dla niego. Billie siedziała na krześle sztywna jak żelazny pręt. Wyraźnie wyczuwała, że pomiędzy tą kobietą a Aleksiejem kiedyś coś było. Nie trudno było zgadnąć co. Zanim zdołała się powstrzymać, nachyliła się do męża i syknęła mu do ucha:

- Spałeś z nią. Prawda?

Jego czoło przecięła pozioma zmarszczka. Skarcił ją spojrzeniem.

- To pytanie nie zasługuje na odpowiedź - odrzekł wyniośle.

- Proszę bardzo. Nie musisz mówić. Wszyscy obecni tu ludzie widzą, że to twoja była kochanka. Ja też nie jestem ślepa. Ani głupia.

- Doprawdy, nie rozumiem, w czym problem...

- Typowe - rzuciła cierpko i odsunęła się od niego.

Przywykła już do tego, że kobiety otwarcie z nim flirtowały, zarówno nieznajome, jak i te, które już kiedyś zasiliły niezwykle liczne grono jego ekskochanek. Miała jednak nadzieję, że przynajmniej w dniu ślubu takie niezręczne chwile zostaną jej oszczędzone. Choć raz pragnęła być jedyną kobietą, która będzie skupiać jego uwagę. Miała nadzieję, że tego dnia, w sukni ślubnej, opromieniona szczęściem, będzie błyszczeć bardziej niż inne. Niemalże wybuchnęła gorzkim śmiechem, myśląc o swojej naiwności. Czyżby zapomniała, że obrączkę na palcu zawdzięcza tylko rzekomym walorom ducha, a nie atrakcyjności fizycznej, która do tej pory była dla Aleksieja najważniejszą cechą każdej jego kobiety? Ta myśl znowu podziałała na nią jak kubeł ziemnej wody.

- Nie oczekuję od ciebie utyskiwań z powodów tak trywialnych - skomentował Aleksiej władczym tonem.

Jego słowa zapiekły ją niczym siarczysty policzek. Czyżby tym jednym zdaniem chciał odebrać jej prawo do odczuwania oraz wyrażania niezadowolenia i dezaprobaty, kiedy inne kobiety będą w mało subtelny sposób z nim flirtować, a może nawet romansować? Jej blade policzki zapłonęły rumieńcem, a szmaragdowe oczy zapłonęły bojowo.

- Ach, doprawdy? A gdyby mój były kochanek na twoich oczach się do mnie zalecał, co byś wtedy zrobił? - zapytała wyzywająco.

- Obiłbym mu twarz, aż udławiłby się własnymi zębami - odparł bez cienia emocji, miękkim tonem, przez co jego groźba zabrzmiała jeszcze bardziej przekonująco i przerażająco. - To się jednak nie zdarzy, ponieważ nie miałaś i nie będziesz miała innych kochanków poza mną. Jesteś moja na wyłączność, khriso mou.

Samcza arogancja w najgorszym wydaniu! - pomyślała oburzona, ale powstrzymała się od uszczypliwej repliki. Aleksiej miał rację i to ją właśnie najbardziej rozsierdziło. Nigdy nie będzie o nią zazdrosny, a czasami to byłoby chyba miłe. Nie miała na koncie żadnych doświadczeń natury erotycznej, którymi mogłaby mu czasem psuć zbyt dobre samopoczucie. Z drugiej strony sekret, który przed nim skrywała, miał siłę rażenia bomby atomowej. Po jej plecach przebiegł dreszcz. Aleksiej był święcie przekonany, że jego małżonka jest dziewicą. Przeżyła z nim swój pierwszy raz, choć on o tym nie wiedział. Czy w miłosnym ferworze zauważy tę delikatną, lecz znaczącą różnicę? W skrytości serca liczyła na to, że nie.

Już jakiś czas temu postanowiła, że o wszystkim powie mu jutro. Tak, powie na pewno. Jutro, już bez przesuwania terminu, przysięgła w duchu. Teraz natomiast modliła się jedynie o to, by ich przyjęcie weselne było przyjemnym przeżyciem, a noc poślubna... jeszcze bardziej. Jej zatroskane spojrzenie spoczęło na jego klasycznym męskim profilu, jakby wykutym z granitu. Nawet w rysach jego twarzy, w ułożeniu i kształcie jego ust widoczne były siła, władczość, zaciętość. Nie miał pojęcia, że jego żona walczy teraz choćby o namiastkę spokoju, drży na myśl o najbliższej przyszłości. Dotknęła połyskującej na palcu obrączki, jakby była talizmanem, który ochroni ją przed całym złem.

- Jedynym w tej chwili dla mnie problemem jest... twoja matka - mruknął Aleksiej głosem przepełnionym naganą. - Zaczyna tracić nad sobą panowanie.

Billie podążyła za jego wzrokiem, na drugi koniec sali. Lauren wstała z miejsca i zaczęła tańczyć z jakimś mężczyzną. Po chwili wpadła na czyjś stolik, zanosząc się głośnym śmiechem i nie odrywając oczu od swojego partnera. Ewidentnie wypiła więcej, niż zezwalały dobre maniery. Lekceważyła oburzone spojrzenia reszty gości, którzy chcieli w spokoju delektować się wybornym jedzeniem i słuchać koncertu słynnej piosenkarki.

- Och, na litość boską - wycedziła Billie przez zaciśnięte zęby, zażenowana zachowaniem matki. W dzieciństwie setki razy, a może i więcej, przeżywała takie chwile upokorzenia, kiedy jej matka publicznie robiła z siebie przedstawienie lub pośmiewisko. Jak widać, ślub swojej córki postrzegała jako doskonałą okazję, by kolejny raz to zrobić. Wszystko wskazywało na to, że Lauren już na zawsze pozostanie nieodpowiedzialną, zbuntowaną nastolatką, która lekceważy i łamie wszelkie normy społeczne, zwłaszcza gdy w zasięgu jej oczu znajduje się jakiś przystojny mężczyzna.

Billie dostrzegła, jak ciocia Hilary wstaje z miejsca, podchodzi do Lauren i mówi jej coś na ucho z poważną, wręcz srogą miną. Po chwili Lauren niechętnie, lecz posłusznie wróciła na swoje miejsce, podobnie jak jej towarzysz, który siedział przy sąsiednim stoliku.

- Dzięki Bogu za Hilary - westchnęła z ulgą. - Kim jest ten mężczyzna?

- To jeden z moich kuzynów. Jest na tyle dorosły, by wiedzieć, jak się należy zachowywać na uroczystych imprezach - mruknął Aleksiej z dezaprobatą.

- Jak widać, nie każdy z wiekiem mądrzeje - odparła, mając na myśli swoją matkę. Billie już dawno zauważyła pewną prawidłowość: w towarzystwie jej matki każdy mężczyzna zachowywał się tak, jakby chciał koniecznie udowodnić, że idea dżentelmeństwa jest mu kompletnie obca.

- Przestań wreszcie brać odpowiedzialność za to, co wyczynia twoja matka. Ona się nigdy nie zmieni. Niech żyje swoim życiem, a ty żyj swoim - poradził jej Aleksiej. - Przetnij wreszcie tę pępowinę.

Łatwo powiedzieć, pomyślała Billie. Za każdym razem, gdy kończył się kolejny romans Lauren i kolejny mężczyzna ją porzucał, wpadała w depresję, topiła smutki w alkoholu. Wtedy właśnie potrzebowała swojej córki lub siostry. Bez ich pomocy nigdy by się nie pozbierała.

- Rzecz jasna, będę jej udzielał stałego finansowego wsparcia - dodał z powagą. - O to się nie musisz martwić.

Billie zaczerwieniła się po uszy, zakłopotana jego deklaracją, a jednocześnie do żywego urażona.

- Odkąd kupiłam jej dom, pieniądze przestały być dla nas problemem - oświadczyła z satysfakcją. - Nie ma potrzeby, by Lauren żyła na twoje konto.

Machnął ręką.

- Sponsoruję mnóstwo bliższych i dalszych członków mojej rodziny. Kolejna osoba nie zrobi mi żadnej różnicy.

Jego z pozoru nonszalancka wypowiedź obudziła czujność Billie. Intuicja podpowiadała jej, że coś tu nie gra.

- Czyżbyś wiedział coś, czego ja nie wiem? - zapytała podejrzliwie, zastanawiając się, czy przypadkiem jej matka znowu nie wpadła w jakieś tarapaty.

- Nie chcę o tym teraz rozmawiać - bąknął.

- To moja matka! Mam prawo wiedzieć.

Rzucił jej poirytowane spojrzenie.

- Czy naprawdę w dniu naszego ślubu musimy dyskutować o długach twojej matki?

Billie w mgnieniu oka zbladła tak mocno, że kolor jej twarzy niemal zrównał się z bielą jej sukni. W szok wprawiła ją wieść o tym, że jej matka znowu narobiła długów. Nie miała o tym zielonego pojęcia! Poczuła, jak wzbiera w niej cicha furia.

- Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? - zapytała z pretensją.

- A po co miałbym to robić? Twoje problemy są teraz moimi problemami. A ja chcę, żebyś miała ich jak najmniej.

Żałowała, że drążyła ten temat. Słodka nieświadomość często bywa lepszym wyborem niż poznanie całej prawdy. Za późno, pomyślała z bólem. Trucizna już zaczęła krążyć w jej żyłach.

- Zanim skończymy tę rozmowę, odpowiedz na jedno pytanie. Skąd się dowiedziałeś o problemach mojej matki?

- Speros to malutka wysepka.

Ten lakoniczny komentarz jeszcze bardziej wyprowadził ją z równowagi. Billie przez lata była dumna z faktu, że z własnej pracy utrzymuje i siebie, i matkę. Do dzisiaj paliła się ze wstydu, wspominając czasy, kiedy w dzieciństwie nie raz musiały się chować pod łóżkiem, kiedy właściciel domu dobijał się do drzwi, przyszedłszy po zaległe komorne.

- Pora na wspólny taniec - oświadczył nagle Aleksiej i mocno ujął jej dłoń.

Wstała z krzesła, choć wolałaby siedzieć do niego przybita przez resztę wieczoru. Świadomość, że oto znowu tego dnia znalazła się w centrum uwagi wszystkich zebranych, podziałała na nią niemal paraliżująco. Czuła się, jakby szła na drewnianych szczudłach, a nie na własnych nogach. Kiedy się zatrzymali na środku sali, a na jej biodrach zacisnęły się palce jej męża, przeszył ją dreszcz.

- Dlaczego jesteś taka spięta? - zapytał niskim głosem. - Sprawiasz wrażenie, jakbyś się składała z metalowych prętów.

Wtuliła się w jego mocne ramiona i przywarła do jego twardego torsu. Nagle Aleksiej - jego dotyk, zapach i ciepło - opanował wszystkie jej zmysły. Wspomnienie ich krótkich wspólnych chwil, podczas których poczęty został Nicky, sprawiło, że jej ciało znowu się obudziło, znowu go zapragnęło. Rozpaczliwie, boleśnie. Aleksiej od razu to wyczuł.

- Teraz już lepiej, khriso mou - wyszeptał, przyciskając ją do siebie i demonstrując w najbardziej bezpośredni z możliwych sposobów, że on również jest podniecony.

Jej serce przepełniła cicha radość, która następnie rozlała się po całym jej wnętrzu. Nigdy nie wierzyła, że dla Aleksieja jest seksowną kobietą. Sadziła, że w porównaniu z jego licznymi kochankami jest zbyt niska, zbyt gruba, zbyt nieciekawa. Wprawdzie tamtej feralnej nocy przespał się z nią, lecz był wówczas pod wpływem alkoholu, który, jak wiadomo, dodaje atrakcyjności każdej kobiecie. Teraz jednak miała niezbity dowód na to, że naprawdę jej pożąda. Aleksiej mnie pragnie, pomyślała oszołomiona. Ta świadomość podziałała na nią niczym zastrzyk pewności siebie, a jednocześnie jak potężny afrodyzjak. Odezwała się w niej nieznośna tęsknota za rozkoszą, której kiedyś, rok temu, zaznała. Żałowała, że nie znajdują się już sam na sam, na pokładzie jachtu. Po chwili jednak do głosu doszedł jej wrodzony defetyzm. Jeśli kobiety piękniejsze niż ona dość szybko nieodmiennie lądowały na liście jego byłych kochanek, to czy jej nie spotka ten sam los? Ślub nie jest przecież żadną gwarancją. Ludzie się pobierają i rozwodzą, a pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami - zdradzają. Ta myśl przeszyła jej serce niczym sztylet. Przypomniała sobie słowa kobiet, które niechcący podsłuchała w łazience. A jeśli te podłe plotkary miały rację? Aleksiej szybko się nią znudzi i zda sobie sprawę, że poślubiając ją, popełnił głupi błąd. Ile czasu jej zostało?

Nie mogła powstrzymać galopady tych pesymistycznych myśli. Poczuła, jak strach zaciska szpony na jej sercu. Urodzenie Nicky'ego i miłość do Aleksieja zmieniły ją w fundamentalny sposób. Teraz, w znacznie większym stopniu niż dawniej, zdana była na łaskę swoich zmiennych emocji i humorów.

Zresztą mam realne powody, by obawiać się przyszłości, pomyślała ponuro. Przecież Aleksiej mnie nie kocha. Ożenił się ze mną tylko dlatego, że aktualnie przechodzi kryzys po rozstaniu z Calisto Bethune. Padło na mnie, ponieważ Aleksiej sądzi, że mnie zna. Jego zdaniem jestem rozsądną i zaufaną osobą, choć wolałabym być piękna, ekscytująca i pociągająca. Podejmując tę decyzję, kierował się głową, a nie sercem. Pewnie widzi we mnie idealną kandydatkę na konserwatywną, spokojną, łatwą do utrzymania i uciszania żonę. Jak jutro zareaguje na wieść, że wcale nie jestem takim wcieleniem cnót?

Zakończywszy taniec, zrobili rundkę po wielkiej sali, wdając się w krótkie pogawędki z gośćmi. Powoli zapadał wieczór. W pewnym momencie do Billie podbiegła Hilary. Wyszeptała jej do ucha zatroskanym głosem:

- Lauren się upiła. Siedzi w pokoju obok. Wygaduje jakieś głupoty...

- Przepraszam, zaraz wracam - rzuciła do Aleksieja i odeszła szybkim krokiem za ciocią.

Kiedy weszły do sąsiedniego pokoju, Billie z łatwością dostrzegła matkę wśród licznej grupki zebranych tam gości. Stół, przy którym siedziała, zastawiony był pustymi kieliszkami. Odpalała właśnie papierosa, zapomniawszy, że nawet do połowy nie dopaliła poprzedniego, który tlił się w popielniczce. Była wyraźnie wniebowzięta, że znajduje się w centrum uwagi.

- Billie! - zawołała z entuzjazmem, dostrzegłszy córkę. - Kochani, czy wiecie, że to nie jest jej prawdziwe imię? To Aleksiej ochrzcił ją "Billie'', kiedy była jeszcze małą dziewczynką. Naprawdę nazywa się Bliss...

- Co jeszcze ciekawego nam powiesz, Lauren? - zapytała jakaś niezdrowo podniecona, żądna sensacji brunetka.

- No, cóż. Jestem kopalnią, fontanną informacji! - pochwaliła się matka Billie. - Wszystkie wstydliwe tajemnice, brudne sekrety, trupy w szafach i nie w szafach... no, w każdym razie, wiem wszystko - rzuciła bełkotliwie. Nachyliła się i sięgnęła po kolejny kieliszek szampana, eksponując przy okazji piersi, które niemal wyskoczyły z głębokiego dekoltu jej sukienki. Znów wypiła duży łyk alkoholu, a po chwili zaczęła się dławić kaszlem, kiedy owionęła ją chmura dymu z papierosa.

- Pleciesz głupstwa. Nie ma żadnych tajemnic - wtrąciła Billie, podchodząc do matki i zaciskając mocno dłoń na jej ramieniu.

- Nie słuchajcie jej... Tajemnic jest od groma! - zaoponowała Lauren. - Jedna z nich jest bardzo malutka. Tycia. Wielkości oseska... to znaczy orzeszka - poprawiła się, by się nie wygadać. Chciała stopniować napięcie. - W każdym razie kazałam córce trzymać buzię na kłódkę, dopóki nie będzie miała obrączki na palcu. Nawet jeśli jej małżeństwo się rozwali, będzie bogata i bezpieczna. Już wam tłumaczę, o co chodzi...

Hilary straciła cierpliwość. Chwyciła siostrę za rękę i wyciągnęła ją siłą z krzesła.

- Czas wracać do domu, Lauren - warknęła.

- Ja wcale nie chcę do domu - wybełkotała Lauren, zataczając się. - Dobrze się tu bawię. Wprost szampańsko!

W pokoju zaległa cisza. Billie, jeszcze zanim się odwróciła, poczuła za swoimi plecami czyjąś intensywną obecność. Aleksiej. Stała jak sparaliżowana. Czyżby słyszał pijacką paplaninę Lauren?

- Auto czeka na was przed domem - powiedział do Hilary łagodnym tonem. Niania oddała jej śpiącego Nicky'ego. - Wielka szkoda, że tak wcześnie musisz opuścić nasze przyjęcie.

Lauren na widok Aleksieja zamilkła i spuściła głowę. Jej twarz zrobiła się szara jak popiół z papierosa, którego upuściła na podłogę. Hilary wyprowadziła ją na zewnątrz.

- Lauren potrzebuje specjalistycznej pomocy - oświadczył Aleksiej zimnym tonem.

- Przepraszam - wydukała Billie. - Wiem, że zachowuje się nieodpowiedzialnie, czasem skandalicznie, ale... jej stan nie jest aż tak poważny.

- Mylisz się. Pobyt w klinice odwykowej dobrze by jej zrobił. Może przynajmniej wyleczyłaby się z myśli, że nasze małżeństwo zakończy się katastrofą. Widać, że nie czytała naszej intercyzy - rzucił sardonicznie. - O czym ona jednak, do diabła, gadała? Tajemnice, brudne sekrety?

Billie, nagle blada jak topielica, dopiero teraz zadrżała, uświadomiwszy sobie, że o mały włos jej matka nie wypaplała, kim są rodzice Nicky'ego.

- Za dużo wypiła i trochę ją poniosło. To wszystko. Ona uwielbia być w centrum uwagi. Nie sądzę jednak, żeby potrzebny jej był odwyk.

- To ja o tym zadecyduję - przerwał autorytarnie. - Tak się składa, że rozumiem twoją matkę lepiej niż ty.

Billie z bólem i niechęcią przyznała w duchu, że to całkiem możliwe. Dlaczego Lauren musi być zawsze taką egoistką? Billie nie była w stanie zliczyć, ile razy to pytanie pojawiało się w jej głowie, odkąd przestała być małym dzieckiem.

Do tej pory nie doczekała się odpowiedzi.

 

 

 

 

 

 

 

 

Amanda Browning

 

Na południu Francji  

     

 

Sofie Antonetti westchnęła z zadowoleniem, zupełnie nie przeczuwając, że właśnie tego dnia jej życie zmieni się nieodwracalnie. Chwilę później poczuła znajomy aromat.

- Kawa! - wykrzyknęła z uśmiechem, otwierając oczy. - Wiedziałam, że wyszłam za ciebie nie bez powodu. Parzysz doskonałą kawę.

Lucas uśmiechnął się szeroko.

- Tylko moja kawa jest doskonała? - zapytał z szelmowskim błyskiem w oku.

Sofie przesunęła dłońmi po jego nagim torsie, rozkoszując się dotykiem męskiego ciała. Kochanie się z nim okazało się najbardziej ekscytującym doświadczeniem w jej życiu.

- Niech ci będzie, seks z tobą także jest fantastyczny. - Uśmiechnęła się kokieteryjnie, po czym powstrzymała go, gdy się ku niej nachylił. - Ale teraz mam ochotę na kawę!

Lucas odsunął się ze śmiechem, pozwalając jej usiąść i zakryć kołdrą nagość.

- Wiem, co się kryje pod spodem - stwierdził, podając jej kubek.

- Wiem, że wiesz, ale odpakowywanie prezentu to połowa zabawy.

- To prawda - przyznał. Wstał i wziął z toaletki spore pudełko.

- Co to takiego? - zapytała z ciekawością Sophie, zastanawiając się, czy to spóźniony prezent ślubny. Po powrocie z miesiąca miodowego na Seszelach przez kilka radosnych dni zajmowali się otwieraniem całej góry prezentów, niektóre jednak docierały dopiero teraz.

Lucas rozsiadł się wygodnie na łóżku.

- Zdjęcia ślubne zrobione przez Jacka - poinformował ją, a Sofie natychmiast odstawiła kubek i wzięła od niego pudełko. W posiadaniu zdjęć oficjalnych byli już od dawna, ale Jack, kolega Sofie po fachu, przygotował dla nich własny album. Zapowiedział, że będzie zdecydowanie mniej tradycyjny.

- Daj mi. Nie mogę się ich doczekać! - wykrzyknęła, rozrywając papier. Odrzuciła go na bok i uniosła pokrywę pudełka. A tam leżał owinięty w bibułę biały, oprawiony w skórę album.

Oko fotografa powiedziało jej, że Jack wykonał kawał dobrej roboty, ale chwilę później zapomniała o doskonałym kadrowaniu i grze świateł, bowiem z każdą przewracaną kartką od nowa przeżywała tamten dzień. Był idealny, świeciło słońce, a na niebie nie pojawiła się ani jedna chmurka. Wszyscy wyglądali na szczęśliwych, ale z całą pewnością nie bardziej niż ona i Lucas.

Nie znali się zbyt długo - zaledwie kilka krótkich miesięcy - ale od samego początku wiedzieli, że są sobie pisani. Poznali się podczas wakacji na Bali; przed powrotem do domu mieli tam czas tylko na krótką przygodę. Sofie nie miała jednak pojęcia, że Lucas był pełen determinacji, aby znowu się z nią spotkać. W tym celu zlecił jej przez osoby trzecie zrobienie oficjalnych zdjęć nowej londyńskiej siedziby Antonetti Corporation. Właścicielem firmy był ojciec Lucasa, a on sam dyrektorem zarządzającym.

Nie wiedziała o tym, kiedy przyszła tam pierwszego dnia. Gdy weszła do jego gabinetu i go ujrzała, przeżyła taki szok, że potknęła się o brzeg wykładziny i upadłaby, gdyby Lucas szybko nie chwycił jej w ramiona. Wtedy się w nim bez pamięci zakochała.

- Nie zamierzałem mówić tego teraz, ale nie potrafię dłużej czekać. Kocham cię - oświadczył głosem przepełnionym emocjami.

- Ja ciebie też - odszepnęła, szczęśliwa jak jeszcze nigdy w życiu.

Szalony romans doprowadził do ogromnego weseliska - znacznie przekraczającego jej wcześniejsze wyobrażenia - ale chcieli zaprosić wszystkich znajomych, aby mogli razem z nimi dzielić ich szczęście. Szampan lał się strumieniami, robiono setki zdjęć i tańczono do późnej nocy. Nazajutrz Sofie i Lucas udali się na cały miesiąc na Seszele, a kilka tygodni temu wrócili do rzeczywistości.

Te fotografie wszystko teraz przywołały.

- No i jest też moja ciotka w tym paskudnym kapeluszu - oświadczył Lucas, krzywiąc się. Sofie zerknęła na duże grupowe zdjęcie, na które właśnie patrzył. Zrobiono je na schodach kościoła, które na szczęście okazały się duże. - Nie pamiętam, żebyśmy zaprosili aż tylu ludzi, no ale najwyraźniej tak było. Kto to? Nie znam go, więc to ty musiałaś go zaprosić.

Sofie zmarszczyła brwi.

- Gdzie?

- Tutaj - odparł, pokazując na mężczyznę stojącego na skraju jednego z tylnych rzędów.

Sofie spojrzała i w tej samej chwili wokół jej serca zacisnęła się lodowata dłoń. Nie! - zawołała w myślach. Dobry Boże, nie! Od razu rozpoznała tego człowieka i radość zastąpiła rozpacz. Jak to możliwe, że tam był? Jak mogła tego nie wyczuć?

- Nie znasz go? - zapytał Lucas.

Sofie z całych sił starała się nie dać po sobie poznać, że coś się stało.

- Nie. Nie znam. To pewnie jeden z tych chłopaków albo mężów, których nie zdążono nam w końcu przedstawić - odparła spokojnie. Jej głos brzmiał niemal normalnie, w środku jednak była cała rozedrgana. Z doświadczenia wiedziała, że wkrótce będzie jeszcze gorzej. Nie chciała, aby Lucas to widział. Nie chciała, aby zadawał pytania.

Zerknęła na stojący na szafce budzik.

- O rety, zobacz tylko, która godzina! Spóźnimy się, jeśli nie zaczniemy się zbierać - dodała i odrzuciła kołdrę. Wyskoczyła z łóżka i chwyciła przerzucony przez oparcie krzesła szlafrok. - Masz przecież spotkanie z tym, jak mu tam, wiesz, o kogo mi chodzi. Możesz zająć łazienkę. Ja wezmę prysznic w drugiej.

Nie dając mu czasu na protesty, wyjęła z szafy pierwsze z brzegu ubrania i wyszła szybko z sypialni. Znalazłszy się w łazience, która sąsiadowała z pokojem dla gości, przekręciła klucz w drzwiach, rzuciła ubrania na podłogę i oparła się o drzwi. Cała drżąca, jęknęła i osunęła się na posadzkę. Oparła głowę na kolanach i objęła się mocno ramionami.

Dlaczego właśnie teraz? Minęło kilka lat, odkąd widziała tego człowieka po raz ostatni. Lat, podczas których wierzyła, że uwolniła się od niego, ale tamto zdjęcie było dowodem, jak bardzo się myliła. Kołysała się w przód i w tył, a po jej policzkach spływały łzy. Fizycznym bólem napawała ją świadomość, że on był w kościele. Czekał. Obserwował. Następnie dołączył do pozujących do grupowego zdjęcia gości, wiedząc, że Sofie je zobaczy i uświadomi sobie, że on wcale nie zniknął z jej życia.

Bolało ją serce. Ośmieliła się być szczęśliwa. Ośmieliła się patrzeć przed siebie, a nie wstecz. No i co? Nic się nie zmieniło. Gary Benson nadal kręcił się w pobliżu. I pomyśleć, że kiedyś uważała go za słodkiego i miłego!

Miała dziewiętnaście lat, kiedy się poznali. Oboje studiowali fotografię na tej samej uczelni. Wydawał się zupełnie normalny, wkrótce się jednak przekonała, że jest inaczej. Był chorym człowiekiem, mającym obsesję na jej punkcie. Sofie zakończyła ich związek zaledwie po kilku randkach, ponieważ czuła się przytłoczona uczuciami, których nie odwzajemniała. On z kolei żywił przekonanie, że kocha go, ponieważ on kocha ją, więc nie przyjął odpowiedzi odmownej. Wydzwaniał do niej o każdej porze dnia i nocy albo pojawiał się pod jej domem i po prostu stał tam, czekając, aż ona poczuje się w obowiązku wyjść i kazać mu odejść.

W końcu przestał do niej wydzwaniać, ale za to zaczął ją śledzić. Rodzina Sofie zadzwoniła na policję i uzyskała prawny zakaz zbliżania się do niej, ale to go nie powstrzymało przed dalszym prześladowaniem.

Życie stało się koszmarem przez niemal dwa lata, a potem to się skończyło. Nigdy nie poznała powodu. Po jakimś czasie doszła do wniosku, że dał sobie spokój i przelał "uczucia'' na jakąś inną biedaczkę. Była jej za to wdzięczna, bo dzięki temu życie Sofie mogło wrócić do normalności.

Tyle że nie było już tak normalne, jak kiedyś. Ta cała historia z Garym Bensonem zupełnie ją pozbawiła pewności siebie. Sofie nie potrafiła już zaufać żadnemu mężczyźnie, obawiając się podobnych problemów. Stała się zamknięta w sobie i ostrożna. Skupiała się przede wszystkim na pracy. Musiało upłynąć naprawdę sporo czasu, nim przestała się oglądać przez ramię, sprawdzając, czy "on'' tam jest.

Czas jednak leczy rany, a jeszcze bardziej uzdrawiające okazało się pojawienie się w jej życiu Lucasa. W końcu odważyła się ponownie obdarzyć kogoś zaufaniem. I to tak, że zupełnie zapomniała o Garym Bensonie. Do czasu ujrzenia tego zdjęcia... Teraz wiedziała, że jego zniknięcie było jedynie tymczasowe. Nie zapomniał o niej. Nadal uważał, że należy do niego.

Co powinna zrobić? Instynkt mówił jej, że powinna powiedzieć Lucasowi, ale on miał w tej chwili tak dużo na głowie w związku z planowanym przejęciem innej spółki, że nie chciała go niepokoić. Kilka dni mogła zaczekać. Sama świadomość, że Lucas jest przy niej, dodawała jej otuchy.

Rozległo się pukanie do drzwi łazienki.

- Hej! Zasnęłaś tam?

Sofie zerwała się z podłogi.

- Jestem prawie gotowa - skłamała, zrzucając z siebie szlafrok i wchodząc pod prysznic.

W rekordowym tempie umyła się i ubrała, po czym zeszła do kuchni, gdzie Lucas siedział przy stole i jadł płatki.

Uniósł głowę i lekko zmarszczył brwi, widząc, że się w niego wpatruje.

- Co się stało, cara?

Uśmiechem pokrywając niepokój, pokręciła głową.

- Nic. Myślałam tylko, jak bardzo cię kocham - odparła, a on natychmiast wyciągnął zapraszająco rękę.

- Chodź do mnie i powiedz mi to.

Podeszła, pozwalając, aby posadził ją sobie na kolanach. Dotknęła jego policzka i spojrzała mu głęboko w oczy.

- Kocham cię, Lucas. I zawsze będę.

Uśmiechnął się.

- To dobrze, że tak uważasz, bo ja czuję to samo. Nie wyobrażam już sobie bez ciebie życia. Pokazałbym ci to, gdybym za godzinę nie miał tego spotkania.

Sofie z jękiem zeskoczyła z jego kolan.

- A więc zanosi się na długi dzień bez ciebie.

Uśmiechnął się szelmowsko i wstał.

- Owszem, ale myśl przez ten czas o wieczorze - odparł, po czym włożył przerzuconą przez oparcie krzesła marynarkę. - Muszę lecieć, cara. Myśl o mnie ciepło.

Tak właśnie będzie. Nigdy nie opuszczał jej myśli.

Sofie odprowadziła go do drzwi ich domu w londyńskiej dzielnicy Hampstead i pomachała na pożegnanie, kiedy odjeżdżał samochodem. Gdy się jednak odwróciła, by zamknąć drzwi, po drugiej stronie ulicy dostrzegła jakiś ruch i zatrzymała się w pół kroku. Krew zastygła jej w żyłach, kiedy rozpoznała stojącego pod drzewem mężczyznę. Gdy tak stała w bezruchu, on zaczął iść w jej stronę. Choć był ostatnią osobą, z którą miała ochotę rozmawiać, musiała stawić mu czoło. Musiała się dowiedzieć, dlaczego wrócił. Zeszła po schodkach, zbliżyła się do bramki i czekała, obronnym gestem skrzyżowawszy na piersiach ręce.

Gary Benson zatrzymał się po drugiej stronie bramki. Był nijakim, nieco zaniedbanym mężczyzną.

- Witaj, Sofie - odezwał się, jakby od ich ostatniego spotkania minęło kilka dni, a nie lat.

Spojrzała na niego zimno.

- Czego chcesz, Gary? - zapytała zwięźle, ale jej chłód jak zawsze został zlekceważony.

- Ciebie. Tylko ciebie.

Z doświadczenia wiedziała, że gniew donikąd jej nie zaprowadzi, próbowała więc zachować spokój.

- Nie możesz mnie mieć. Jestem już zamężna.

Zaśmiał się lekko.

- Zobaczyłaś mnie na zdjęciu. Taką właśnie miałem nadzieję. Ślicznie wyglądałaś w bieli.

Obrzuciła go gniewnym spojrzeniem.

- Nie miałeś prawa tam być. To była prywatna uroczystość.

Gary zrobił to co zwykle, czyli zignorował słowa, których nie miał ochoty słyszeć.

- Jak mogłaś za niego wyjść? Należysz do mnie! Kochasz mnie!

Pokręciła głową. Zamarło jej serce, gdy usłyszała te same słowa, co kiedyś.

- Nieprawda. Kocham mojego męża, nie ciebie.

- Wydaje ci się, że go kochasz, ale kiedy on odejdzie, dotrze do ciebie, że popełniłaś błąd. Wtedy wszystko się ułoży. Zobaczysz - poinformował ją z samozadowoleniem.

Dla Sofie jego słowa pozbawione były sensu.

- On się nigdzie nie wybiera. To ty odejdziesz. Odejdziesz i będziesz się trzymał ode mnie z daleka - oświadczyła na tyle stanowczo, na ile była w stanie.

Gary się jedynie uśmiechnął.

- Oboje doskonale wiemy, że nie mówisz poważnie, Sofie.

Nic do niego nie docierało i przez to miała ochotę krzyczeć z frustracji.

- Mówię, że jeśli nie przestaniesz mnie nękać, to zadzwonię na policję.

Uśmiechnął się szeroko z pewnością siebie szaleńca.

- Policja jest do niczego. Poza tym nic nie zrobiłem. Wiesz, że nigdy bym cię nie skrzywdził. Uwielbiam cię. Chcę jedynie, żebyśmy byli razem.

Zaśmiała mu się prosto w twarz.

- Ty chyba jesteś niepoważny! - zadrwiła i być może po raz pierwszy zobaczyła jego gniew.

- Nie śmiej się ze mnie, Sofie. Nie lubię, gdy ludzie się ze mnie śmieją! - Po tych słowach odwrócił się gniewnie i oddalił.

Sofie patrzyła, jak znika za rogiem. Jakimś cudem udało jej się przebić przez jego grubą skórę i go zranić. Być może to wystarczy, aby utrzymać go na dystans. Zaczęło w niej kiełkować ziarenko nadziei. Może tym razem rzeczywiście wygrała? Uśmiechając się do siebie, wbiegła po schodkach do domu w zdecydowanie lepszym nastroju niż przed godziną.

 

Nazajutrz Lucas wyjechał na co najmniej tydzień. Była to zaplanowana od dawna podróż służbowa i choć Sofie wiedziała, że to tylko kilka dni, miała wrażenie, jakby czekała ją cała wieczność samotności.

Starała się zająć czymś konkretnym. Fotograf, dla którego pracowała, miał mnóstwo zleceń, dzięki czemu i ona nie narzekała na brak zajęć. Koszmarnie tęskniła za Lucasem i z niecierpliwością wyczekiwała jego wieczornych telefonów. Jego głos sprawiał, że czuła się mniej samotna, nawet jeśli i tak do łóżka musiała się kłaść sama.

Kiedy nadeszła środa, pocieszała się myślą, że jeszcze tylko dwa dni i Lucas wróci do domu. Wieczorem przestała się jednak cieszyć.

- Przepraszam, cara, ale będę musiał zostać kilka dni dłużej. Nie wszystko idzie zgodnie z planem.

- Och, Lucas, nie! - wykrzyknęła, a jej oczy wypełniły się łzami.

- Wiem, wiem. Nic na to nie poradzę, skarbie. Zbyt ciężko nad tym pracowałem, żeby teraz odpuścić. Rozumiesz to, prawda?

Oczywiście, że rozumiała, ale to wcale nie poprawiało jej nastroju.

- Tak - odparła ponuro, po czym skrzywiła się, kiedy w tle usłyszała kobiecy pisk, a potem chichot. - Co się dzieje? - zapytała ostro, marszcząc brwi.

- Och, to tylko jacyś bawiący się ludzie. Właśnie mamy przerwę i siedzę koło basenu, amore, nie mam dużo czasu. Pamiętaj, że cię kocham i że wrócę do domu najszybciej, jak to będzie możliwe. Okej?

- Okej. Kocham cię - odparła. Starała się, żeby brzmiało to pogodnie, ale kiedy odłożyła słuchawkę, czuła ściskanie w żołądku.

Źle spała tej nocy, przez co rano trochę za późno się obudziła. Wychodząc z domu, zabrała poranną pocztę i schowała ją do torby. Przypomniała sobie o niej dopiero później, kiedy kupiła na lunch kanapkę i udała się do pobliskiego parku, by ją w spokoju zjeść.

Przeglądając pocztę, rozpoznała wyciągi z kont i reklamy, ale na samym spodzie znajdowała się duża brązowa koperta, na której widniało tylko jej imię i adres. Sofie otworzyła ją z ciekawością. W środku kryły&

Najbardziej podobało mi się chyba opowiadanie „Na południu Francji”, chociaż „Miodowy miesiąc w Prowansji” również było bardzo ciekawe. Fabuła była w nich bardzo ciekawa i z zapartym tchem śledziłam losy bohaterów. Niestety „Gorące lato” trochę mnie rozczarowało i na tle innych niczym szczególnym się nie wyróżnia. Bohaterowie wydali mi się trochę nijacy. Wszystko rekompensują za to dwa kolejne opowiadania, w których naprawdę wiele się dzieje. „Zapach lawendy” to niezwykle lekka oraz przyjemna książka, która jest według mnie idealną wakacyjną lekturą. Polecam!

Te trzy opowieści były też na różnym poziomie. Pierwsza zdecydowanie najlepsza, mogę śmiało powiedzieć, że podobała mi się bardzo w obrębie swojego gatunku. (...) Poznawanie kolejnych kroków znajomości Elli i Sebastiana było dla mnie dużą przyjemnością, a smaczku tej historii z pewnością dodała tajemnica pochodzenia Sebastiana. Autorka przyłożyła się do tekstu nie szczędząc nam pięknych opisów i stworzyła odpowiedni klimat. Zadbała też o szczegóły, jak chociażby pisząc o dużej latarce Sebastiana, czy podarowanym przez niego medaliku ze św. Krzysztofem to wszystko miało tu swój sens. Podobało mi się. Podobało mi się bardzo.

Gdybym mogła... poprosiłabym autorów o rozwinięcie tych opowiadań, każdego do pełnowymiarowej powieści. Polubiłam bohaterów, ich zagmatwane historie i z żalem porzucałam ich świat na rzecz następnego duetu. (...) Zapach lawendy to zbiór trzech opowieści o silne miłości. Raz pogodnych, raz porywających, ale zawsze poruszających. Idealna propozycja na lato. I nie ważne, czy nad morze, w górach czy na własnej kanapie. W tym sezonie miłość będzie pełna... tajemnic.

Zapach lawendy to książka, która składa się z trzech odrębnych opowieści, stworzonych przez trzy różne autorki. Jednak wszystkie łączy motyw dążenia do szczęścia i akcja przynajmniej częściowo umieszczona na południu Francji. (...) Zapach lawendy przypadnie do gustu osobom lubiącym tego typu książki. Jest to lektura w sam raz na upalne dni, kiedy szukamy lekkiej i przyjemnej tematyki, która nie wymaga dużego skupienia.

Jeśli szukacie czegoś lekkiego do poczytania w upalny dzień, ta książka nada się idealnie. Poszczególne minipowieści nie są ze sobą powiązane akcją, dzięki czemu nie wymagają czytania całości na raz, ani nawet w zaproponowanej kolejności. Można wybrać to, na co akurat ma się ochotę, a gdybym miała polecić konkretną - najbardziej spodobała mi się pierwsza.

Powiem szczerze, że do książki podchodziłam dosyć sceptycznie, gdyż ostatnimi czasy czuję przesyt literaturą stricte kobiecą (romans, obyczaj), pierwsze opowiadanie nieco mnie w tym utwierdziło. Jednak muszę przyznać, że wraz z drugim opowiadaniem całość zaczyna się rozkręcać i niezwykle szybko i przyjemnie się to czyta. Od strony technicznej nie mam nic, do czego mogłabym się przyczepić. Książka posiada przyjemny w czytaniu druk, a i również każde opowiadanie jest podzielone na kilka rozdziałów, przez co czyta się naprawdę przyjemnie. Nie było również przesadnego przerostu treści opisowej od dialogów także tutaj również należy się plus. (...) Kończąc polecam tą książkę, dla każdej kobiety, która lubi od czasu do czasu odprężyć się poczytać coś typowo "babskiego", opowiadania te są w sam raz na na letni wieczór przy lampce wina.

Zapach lawendy to zbiór trzech opowieści pozwalających na chwilowe oderwanie się od realiów przyziemnego świata i przeniesienie do słonecznej Francji. Polecam każdemu, kto ma ochotę na odrobinę relaksu i odpoczynku od trudniejszych lektur.

Każda z tych historii jest zupełnie o czymś innym i każda napisana jest lekkim stylem, więc bez problemu przenosimy się do świata naszych bohaterów. A bohaterowie są naprawdę bardzo dobrze przedstawieni, to indywidualności, których życie nie zawsze przedstawia się w różowych kolorach. (...) W opowiadaniach tych nie wieje nudą, cały czas coś się dzieje. Autorki postarały się o to by zaciekawić czytelnika na każdej stronie. Tym bardziej, że skupiają się one na rzeczach ważnych, nie ma niepotrzebnych wątków, które mogłyby nas nużyć. Jest po prostu idealnie. Jeżeli jesteście fanami lekkich romansów, to ta książka jest dla Was wręcz idealna i po prostu obowiązkowa. Jestem przekonana, że Wam się spodoba i spędzicie przy niej wspaniałe popołudnie.

Nie jestem wielką fanką tego typu historii, jednak na ten czas jest to świetna pozycja do przeczytania. Całość czyta się szybko i przyjemnie, czytelnik szybko może zaprzyjaźnić się z bohaterami, kibicując im i śledząc ich kolejne poczynania. Wielkim plusem są opisy Francji, a wszystko to urozmaicone lawendą, która ukoi wszystkie zmysły. Opowiadania nie są długie, jednak zawierają wszystko, co porządna wakacyjna, romantyczna historia powinna mieć. Polecam książkę wszystkim tym, którzy lubią spędzić jeden wieczór z romansem.

"Zapach lawendy" to idealna pozycja na zbliżające się wakacje. W każdym opowiadaniu znajdziecie dużą dawkę miłości, przyjaźni i namiętności, ale nie obejdzie się bez kłamstw, zdrad i sekretów. Jeśli uwielbiacie czytać romanse i chcielibyście poczuć klimat słonecznej Francji , to ten zbiór opowiadań jest stworzony specjalnie dla Was.

Książka „Zapach lawendy” to doskonała lektura na lato. Lekka, przyjemna, bardzo łatwa w czytaniu. Reprezentuje tzw. literaturę kobiecą. Wręcz kipi od emocji, ale prawdziwej miłości nic nie jest w stanie pokonać. Idealna książka dla wszystkich amatorów romansów i skomplikowanych historii miłosnych, które jednak zawsze kończą się happy-endem.

,,Zapach lawendy" to powieść lekka, wakacyjna i kobieca, przy której nie trzeba się skupiać i można czytać np. na plaży. Można oderwać przy niej myśli od problemów dnia codziennego i choć na chwilę zanurzyć się w świat romantycznych historii

"Zapach lawendy" to idealna lektura na wakacje - dla fanów powieści lekkich i całkowicie niezobowiązujących. Książkę zabierze ze sobą w podróż, zrelaksujecie się i odpoczniecie - ja absolutnie nie czuję się, jakbym zmarnowała przy niej czas. Dla czytelników niewymagających wiele - polecam!

Jest to lekka książka, którą pochłonie się w oka mgnieniu, jak nie szybciej. Opowiadania są krótkie ale treściwe, zawierają to co powinny i dobrze że autorki nie próbowały na siłę ich rozpisywać. Można zauważyć, ze autorki bardzo starały się pisząc te powieści, kiedy skończymy czytać jedno opowiadanie myślimy tylko o nim a zaczynanie kolejnego jest udręką, ale kiedy już wczytamy się w następną, to ta druga nie ma już znaczenia. Książka na jeden wieczór, bo nie da się jej czytać dłużej, jest napisana w taki sposób, żeby czytelnik ją pochłaniał, co jest bardzo przyjemne bo nie musimy się zmuszać do czytania, po prostu tak jest, że chcemy czytać dalej, mimo iż najlepsza powieść to nie jest. Serdecznie wam polecam tą książkę, szybka, przyjemna i nie zobowiązująca, myślę że będzie idealną lekturą na wakacyjny, ciepły wieczór.

Jeśli jesteś fanem typowych romansów, czy też niezobowiązujących lektur "Zapach lawendy" jest dla Ciebie pozycją wręcz obowiązkową! Książka ta idealnie nadaje się również jako lektura na nadchodzące lato, zatem raz jeszcze szczerze ją Wam polecam i zachęcam do przeniesienia się, choć na chwilę do malowniczej, romantycznej Francji.

Każda z autorek ma nieco inny, ale przyjemny styl pisania. Opowiadania czytało się naprawdę przyjemnie i bardzo szybko (niestety!). Niektóre fragmenty historii są nieco przewidywalne, ale w równych ilościach zostajemy zaskakiwani czymś, co nawet nam nie przeszło przez myśl. "Zapach lawendy" to warta poznania pozycja, głównie kobieca. Jeśli uwielbiasz historie miłosne, ale i romanse to to jest coś dla ciebie!

Dla kogo Zapach lawendy? Zdecydowanie dla kobiet; dla wielbicielek bardzo przewidywalnych romansów; dla pań, które lubią nieskomplikowane opowieści; dla czytelniczek, które chcą spędzić popołudnie, nie zagłębiając się w ambitniejszą literaturę. Powieść świetnie nada się na bezmyślne leniuchowanie w lipcowym słońcu.

Te historie, choć nieskomplikowane, mają w sobie nieodparty urok. Każda z autorek świetnie potrafiła oddać klimat miejsca, w którym rozgrywała się fabuła. Do tego stopnia, że podczas lektury ma się wrażenie, że siedzimy sobie wygodnie na leżaku obserwując bohaterów na własne oczy. Taka wprawka przed faktycznym wyjazdem na wymarzone wakacje. Sami bohaterowie, trzeba to przyznać, też są całkiem ciekawie przedstawieni. Choć mamy okazję „przebywać” z nimi tak krótko, to jednak zawiązuje się jakaś nić sympatii dla tego jacy są i tego, co ich w życiu spotyka. Wymaga to niemałego doświadczenia od autora, żeby zrobić coś takiego w ograniczonej przestrzeni i chociażby dlatego „Zapach lawendy” godzien jest naszej uwagi.

"Zapach lawendy" to tytuł idealny na upalne, letnie wieczory, który pozwoli nam przenieść się w inny, wyidealizowany świat w malowniczej Francji. Nie mamy tu jednej, ciągłej historii. Są zaś trzy, odrębne opowiadania o ludziach, ich problemach, miłościach i słabościach. (...) Pomimo tego, że wszystkie trzy historie są do siebie podobne i dość przewidywalne, uważam, że czas jaki przy nich spędzicie nie będzie należał do zmarnowanych chwil. Polecam każdemu na te wspaniałe, ciepłe wakacyjne dni, aby każdy z nas mógł choć na moment przenieść się w inny świat.

Publikacja oferuje nam trzy lekkie i przyjemne historie wypełnione emocjami i wiarą w szczęście. Każda z nieco inną barwą romantyczną drażniącą zmysły czytelnicze, pozwalającą cieszyć się radosnymi chwilami z książką w ręku. (...) Dodatkowo, cieszymy się pięknem francuskiej prowincji, kojącą atmosferą, zbawiennym wpływem na najbardziej złamane serca i bolesne wspomnienia. Lektura na złapanie pozytywnej energii, dobrego nastroju, przywołania uśmiechu, a także wywołania refleksji, jak ważne i istotne są w życiu szczere relacje z bliskimi, oparte na prawdzie i zaufaniu.

O tym, w jaki sposób bohaterowie rozwiązywać będą swoje problemy, jak bardzo będą zdeterminowani, by zawalczyć o szczęście przekonamy się dzięki lekturze „Zapachu lawendy”. Mimo iż najsłabszym opowiadaniem w zbiorze jest historia Graham, to jednak wszystkie te odcienie miłości sportretowane przez autorki, tworzą piękną mozaikę uczuć, w które warto się zagłębić. Znajdziemy tu bowiem wielkie emocje, niepewność jutra i tęsknotę za kochaniem i byciem kochanym. Znajdziemy tu siłę, by walczyć o miłość również dla siebie

Pomimo tego że opowiadania są zupełnie inne, ja nie czułam różnicy w języku, czy w stylu pisania czytając książkę. Autorki piszą bardzo podobnie, co mnie cieszy, bo długo "przerzucam się" z jednego stylu na drugi. Dodatkowo z książki wyczuwalny jest wspaniały klimat Francji i lata, który dodaje powieści "tego czegoś"."Zapach lawendy" to bardzo dobra kobieta powieść, idealna na leniwe popołudnia. Nie porywa oryginalnością, ale za to jest lekka i nie wymaga używania szarych komórek.

"Zapach lawendy" to pozycja lekka, choć nie pozbawiona głębszego dna i przesłania do czytelników. Jest to jeden z lepszych romansów jaki ostatnio przyszło mi czytać, co jak najbardziej zasługuje na plus dla tej pozycji. Historie przedstawiane przez autorki poruszają trudne relacje w związkach i ukazują, że po mimo wieloletniego związku małżonkowie mogą nic o sobie nie wiedzieć. Brak zaufania i rozmowy to jeden z podstawowych problemów w nie jednym związku bez różnicy czy tyczy się to wieloletniego małżeństwa czy młodej pary nastolatków. Książka po mimo swej prostoty jest mądra i dojrzała, jak najbardziej godna poznania. Polecam.

Oceniając całość uważam, że „Zapach lawendy” to książka idealna dla osób, które wyjeżdżają na wakacje i chcą oderwać się od pracy, przykrych obowiązków czy poważnej literatury, która wymaga zrozumienia. Tutaj nie ma się nad czym zastanawiać, wszystko jest powiedziane wprost. Trzy przedstawione historie czyta się bardzo szybko i łatwo, ale równie łatwo się o nich zapomina. Nie jest to książka, którą koniecznie trzeba przeczytać. Nie wywołała we mnie silnych uczuć, ale przyjemnie było przeczytać coś tak lekkiego. Literatura odpowiednia na słoneczny, leniwy dzień.

 Wszystkie trzy opowiadania mówią o ciężkich problemach, które na pierwszy rzut oka wydają się nie do rozwiązania, ale dzięki wsparciu rodziny i przyjaciół wcale nie muszą takie być. Ukazują najważniejsze wartości, takie jak silne uczucie miłości, zaufanie i bliscy. Towarzyszy temu wiele cudownych krajobrazów co pozwala przenieść się w ten inny, odległy świat. Dzięki tej książce zdążyłam zwiedzić Grecję, Francję i kawałek Londynu w zaledwie niecały tydzień. Niestety, niektóre sprawy zostały nie do końca wytłumaczone i rozwinięte. Mimo tego, że autorki poruszają dużo trudnych tematów, lektura jest dosyć lekka i doskonała na ten wakacyjny okres.

Zapach lawendy to lekka lektura na ciepłe, wakacyjne dni. Nie wzbudza w czytelniku emocji, nie zmusza do refleksji, ale sprawia, że miło spędzamy wieczór, możemy się przy niej zrelaksować i przenieść do ciepłej, pachnącej i klimatycznej francuskiej prowincji. Polecam przede wszystkim czytelniczkom lubiącym lekkie, aczkolwiek ciekawe opowiadania, charakteryzujące się unikalnym klimatem i ciepłem.

Takiej książki właśnie mi było potrzeba. Fabuła jest interesująca i łatwo się w nią wciągnąć. Same historie nie są może jakoś szczególnie oryginalne, ale napisane są dobrze i bardzo przekonywująco. Podobały mi się miejsca, w jakich rozgrywały się te mini powieści, nastrojowy klimat, liczne tajemnice i zaskakujące wydarzenia. Bohaterowie są nakreśleni konkretnie i targają nimi różnorodne uczucia. Czytając, z pewnością możecie liczyć na miłosne uniesienie, miłość, pasję, dreszczyk emocji, więc nudzić się raczej nie będziecie.

Twórczość tych trzech autorek jest świetna. Idealnie zaczęłam początek wakacji i książkę przeczytałam w dwa dni. Są to historie lekkie i przyjemne. W sam raz na gorące i upalne lato, bo wydarzenia w tej książce mają naprawdę wysoką temperaturę!

Zbiór „Zapach lawendy” w ogólnym rozrachunku wypada dobrze. Posiada kilka wad, ale na tle innych tego typu pozycji wyróżnia się intensywnie wakacyjną atmosferą i świetnym fragmentem w postaci twórczości Niny Harrington. Polecam tym, którzy mają chęć na chwilę odsapnięcia od wymagających lektur!

„Zapach lawendy” Niny Harrington, Lynne Graham i Amandy Browning to zbiór niezwykle klimatycznych historii miłosnych, przesyconych letnią atmosferą i pożądaniem, które wzbudzają wiele skrajnych emocji, ale z pewnością nie pozostawiają obojętnym. (...) Miałam ochotę na odprężającą, nieskomplikowaną pozycję, przy której będę się dobrze bawić i właśnie to otrzymałam. „Zapach lawendy” to bez wątpienia świetna propozycja dla entuzjastek romantycznych i pełnych pasji romansów ze szczęśliwym zakończeniem, jak również dla czytelniczek mających ochotę na lekką i niewymagającą lekturę w wakacyjnym klimacie, która pozwoli im się oderwać od rzeczywistości i poczuć przedsmak nadchodzącego lata. Ta pozycja bez wątpienia idealnie sprawdzi się w tej roli.

Chociaż książka niesamowicie lekka co trochę mi przeszkadzało to jednak daje do myślenia. Po raz pierwszy z romansu wyłuskałam wniosek i to taki, który skłania do przemyśleń. Od dawna świadoma jestem, że w dzisiejszych czasach ludzie unikają rozmów, kontaktu innego niż fizyczny. Nawet wieloletnie małżeństwa, narzeczeństwa czy zwykłe pary dorosłych tudzież nastolatków wolą nie mówić nic niż wyjaśnić niektóre kwestie. (...) Chciała bym zachęcić do przeczytania tej pozycji właśnie osoby w związkach - szczególnie te, które nie lubią rozmawiać. Więcej nie będę dodawać, bo nie ma takiej potrzeby.

Mocną stroną książki są ciekawe fabuły, które wciągają czytelnika i zachęcają do wspólnego przeżywania opisanych historii. Każdy bohater ma za sobą inną, unikalną historię, czasami aż nieprawdopodobną. Czytelnik na pewno z chęcią będzie brnął dalej w książkę, aby za wszelką cenę dowiedzieć się jak zakończy się miłosna historia. (...) Jeśli lubicie historie o miłości (spokojnie, wszystkie kończą się szczęśliwie) z pięknym krajobrazem w tle, to "Zapach lawendy" na pewno się wam spodoba!

Jeśli chodzi o całą składankę trzech opowiadań "Zapach lawendy" to jest to po prostu idealna książka na lato. Dlatego też czytałam ją na dworze, popijając zimnym napojem i relaksując się niezwykłymi historiami. Polecam ją wszystkim, ponieważ czyta się szybciutko, lekko i jest to bezstresowa lektura. Okładka jest przecudowna, patrząc na nią od razu czuć wakacje i ten niesamowity klimat.

Książka z tak słoneczną i kolorową okładką idealnie wpasowuje się w piękne i słoneczne dni tego lata. To lektura niezobowiązująca, lekka i przenosząca nas do nieco wyimaginowanego świata, w którym wszystko się zdarza i w końcu układa po naszej myśli. W tym świecie miłość kwitnie niezależnie od okoliczności, pokonuje przeszkody i roztacza swój urok. (...) Jeśli chodzi o mnie czytając "Zapach lawendy" zrobiłam wyjątek. Chyba potrzebowałam czegoś wyjątkowo lekkiego i po trosze bajkowego. Przy temperaturze powietrza gotującej asfalt na drogach nie mogłam wybrać lepiej.

„Zapach Lawendy” nie jest lekturą wymagającą, nie powala głębią fabuły ani kreacją postaci. Autorki nie wybiły się poza szablony, jednak o dziwo w ogóle mi to nie przeszkadzało. Jest to idealna pozycja do pochłonięcia jako przerywnik od bardziej wymagających lektur, a do czytania na plaży jest wprost stworzona.

Książka ,,Zapach lawendy” to zbiór warty uwagi, przeładowany emocjami i słońcem. Krótkie, czarujące romanse w tle zapachu kwiatów są idealne do zabrania w kobiecą torebkę na urlop.

Cała książka jest przyjemną lekką książką, w której poczujemy wakacyjne,gorące słońce,zapach ziół kwiatów, a w tle miłosne historię. Każde trzy opowiadania to historie, w których głównym wątkiem jest miłość. Miłość bywająca czasami trudna,nierealna. Jednak czasami warto walczyć,jeśli obydwoje ludzi pragnie być z sobą, nic nie może stać na przeszkodzie ku realizacji marzeń. Polecam serdecznie zwłaszcza płci pięknej.

"Zapach lawendy" idealnie opisuje letnie klimaty, gorące pogody, piękne miejsca i relaksujące odpoczynki. Gdy pogoda za oknem nas rozpieszcza, a słońce przygrzewa, sięgnięcie po tą książkę to świetny pomysł. Jej aura perfekcyjnie wpisuje się w obecną porę roku i czytelnik znajdzie w niej chwilę relaksu i odpoczynku. Opowiadania nie są zbyt ciężkie i nie wymagają od nas intensywnej pracy szarych komórek. Są sposobem na odetchnięcie od codziennego życia i pozwalają przenieść się w jeszcze piękniejsze miejsca.

"Zapach lawendy" idealnie opisuje letnie klimaty, gorące pogody, piękne miejsca i relaksujące odpoczynki. Gdy pogoda za oknem nas rozpieszcza, a słońce przygrzewa, sięgnięcie po tą książkę to świetny pomysł. Jej aura perfekcyjnie wpisuje się w obecną porę roku i czytelnik znajdzie w niej chwilę relaksu i odpoczynku. Opowiadania nie są zbyt ciężkie i nie wymagają od nas intensywnej pracy szarych komórek. Są sposobem na odetchnięcie od codziennego życia i pozwalają przenieść się w jeszcze piękniejsze miejsca.

Bardzo gorąco polecam Wam tę książkę. Jest zarówno idealna na plażę, jak i w podróży. Jest to pozycja przyjemna, szybka do czytania i pochłaniająca kobietę jak i młodszą dziewczynę.

"Zapach lawendy" to typowo kobieca książka, którą pochłonęłam w jedno popołudnie. To lekka i subtelna powieść, dzięki której można oderwać się na chwilę od rzeczywistości i przenieść się do pięknej i urokliwej Francji. Uświadamia również, że zawsze należy ze sobą rozmawiać i wyjaśniać zaistniałe sytuacje. A przede wszystkim, pokazuje, że tylko rodzina i miłość nadają sens życiu.

"Zapach lawendy" jest dosłownie idealną pozycją dla kobiet, w trakcie lata. To obowiązkowy niezbędnik dla fanek romansów. Kobiety i dziewczyny, które uwielbiają miłosne historie i różne przeszkody, które stają dwójce głównych bohaterów na przeszkodzie, idealnie odnajdą się w tej książce.

Zapach lawendy to książka, która swoją prostotą i lekkością przeniesie czytelnika do słonecznej Francji, miejsca wielu pragnień, marzeń i nadziei. Jest to zdecydowanie odpowiednia książka, na rozpoczynające się wakacje, która pozwoli odpocząć od ciężkich pozycji, jakimi się zaczytujemy. Zdecydowanie polecam miłośniczkom romansów, osadzonych w pięknej scenerii. Zanurzcie się w Zapachu lawendy, a nie pożałujecie.

Książkę czyta się szybko, nie wymaga dużo myślenia i myślę, że będzie idealna na wyjazdy gdy chcemy się zrelaksować i odpocząć. Czy książka była  jakaś wybitna. Nie oczywiście, że nie było to dzieło sztuki, ale myślę, że będzie to fajna odskocznia od ciężkich, mocnych tematów które większość z nas czyta. Książka jest dla starszych odbiorców ale myślę, że nastolatka również nie miała by problemu z odnalezieniem się w tych historiach.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ