Powieść obyczajowa
Druga runda
KUP TERAZ

Druga runda

brak opinii
Liczba stron: 352
ISBN: 9788327618429
Premiera: 2016-04-13
Tłumaczenie: Anna Jęczmyk

Czy ta kiecka nie jest za krótka? A może właśnie za długa? Mam dać się zaprosić na drinka po kolacji? A może ja powinnam zaprosić go do siebie? Całować się na pierwszej randce? Jak szybko uciec, jeśli okaże się, że jest nudziarzem albo świrem? Albo, co gorsza, jeszcze mieszka z matką?

To chyba jakaś kpina. Naprawdę, czy ja, wykształcona kobieta koło trzydziestki, muszę znowu bawić się w te bzdury?

 

Gert przed trzydziestką niespodziewanie dołączyła do grona singielek. Po kilku latach szczęśliwego związku powrót na rynek matrymonialny wydaje się jej koszmarem, a randkowanie – żenującą grą.

 Czy wśród milionów nowojorskich mężczyzn znajdzie się jej drugi „ten jedyny”? Druga runda – start!

Caren Lissner

Caren Lissner to amerykańska dziennikarka i pisarka młodego pokolenia. Pisała dla New York Timesa, Philadelphia Inquirer, czy Weatherwise Magazine. Na rynku wydawniczym zadebiutowała powieścią "Carrie Pilby", która podbiła serca fanów książek dla młodzieży.

– Nie może być aż tak źle – powiedziała Gert.

Pociąg linii D pędził tunelem metra, przejeżdżając na zmianę przez strefy światła i mroku. Gert siedziała na długiej szarej ławce obok Hallie, przyjaciółki, z którą niegdyś dzieliła pokój w akademiku. Nad ich głowami wyłaniała się twarz szkolnej koleżanki Hallie, wysokiej dziewczyny o imieniu Erika, która zawsze nosiła ciężkie czarne botki.

– Jest naprawdę źle – odparła Hallie. – Nie masz pojęcia, jak tam jest.

Gert spojrzała na Erikę, która stała uczepiona uchwytu. Nie był to typowy uchwyt paskowy, tylko taki metalowy i trójkątny. Gert zaczęła się zastanawiać, kiedy po raz ostatni widziała zwykły uchwyt.

Gdyby był tu Mark, powiedziałaby to na głos. Zawsze mogła się z nim podzielić nawet takimi banalnymi obserwacjami.

Od razu kiepsko się poczuła. Nie potrafiła przestać o nim myśleć, bo każda najdrobniejsza rzecz przywodziła jej na myśl Marka. Przez osiem lat zdążyła do tego przywyknąć.

– Pozwól, że zadam ci jedno pytanie – zwróciła się do niej Hallie.

– Nie ma sprawy – odparła Gert. – Pytaj.

– Przez pięć lat byłaś żoną Marka, a przedtem przez trzy lata chodziliście ze sobą. Czy przez te osiem lat choć raz spotkałaś mężczyznę, z którym miałabyś ochotę pójść na randkę, gdybyś była sama?

Gert wzruszyła ramionami.

– Nie myślałam o tym, bo byłam z Markiem.

– Ale czy przez cały ten czas – dopytywała Hallie – zdarzyło ci się spotkać mężczyznę, który byłby choć trochę atrakcyjny, normalny, przed trzydziestką i do wzięcia?

– Nie, bo nie próbowałam – Gert trzymała się swojej wersji.

– A przy okazji spotkań zawodowych, w pracy?

– Nie zwróciłabym na kogoś takiego uwagi.

Gert zastanawiała się, czy Hallie i Erika w pewien bardzo subtelny sposób nie odczuwały czasem drobnej satysfakcji, że doszło do tego wypadku, bo dzięki temu mogły jej wreszcie udowodnić, że chodzenie na randki jest naprawdę tak okropne, jak zawsze twierdziły.

Ale przecież prawdziwe przyjaciółki nie mogły życzyć jej źle, prawda?

 

Gert wiedziała, że chcą jej pomóc i dlatego wyciągają ją z domu. Wszyscy starali się „pomóc” – na przykład osoby, które mówiły jej, że kiedyś przestanie tak cierpieć albo stanie się silniejsza i zacznie wszystko od nowa. Ale oni nie mieli pojęcia, ile razy w ciągu dnia zasłyszane słowa, melodia czy cokolwiek innego uruchamiały w jej głowie wspomnienia o Marku. Zawsze ilekroć przydarzyło jej się coś przykrego albo poczuła się samotna, odruchowo o nim myślała, tak jak przez większą część swojego dorosłego życia – a wówczas przypominała sobie, że Marka już nie ma. Poznali się na drugim roku nauki w college’u, czyli osiem lat temu, co równa się 2920 dniom wspomnień, które musiała w sobie wygłuszyć, żeby jako tako funkcjonować. Czy ludzie naprawdę tego nie pojmowali?

Jedynymi osobami, które rozumiały, były kobiety z grupy wsparcia na Long Island, gdzie jeździła co tydzień. Krąg znajomych Gert nie obfitował w dwudziestodziewięciolatki, które straciły mężów. Większość nie była nawet zamężna. A Gert, która przez tak długi czas uważała się za szczęściarę i żyła z dala od świata samotnych singielek, znalazła się teraz – z powodu jednego strasznego dnia – w ich szeregach.

Od czasu wypadku samochodowego minęło dopiero półtora roku. Zbyt mało, żeby pogodzić się z tym, co się stało. I zbyt mało, żeby po krótkiej chwili, kiedy ogarniało ją dawne poczucie bezpieczeństwa, nie przypominała sobie, że wszystko jest nie tak, jak miało być.

Ale w końcu Gert poddała się namowom koleżanek i zgodziła się wyjść z Hallie i Eriką. Z pewnością będzie to zdrowsze od siedzenia w domu. Jednak nie zaangażuje się w to całym sercem i umysłem. Będzie tylko zachowywać pozory – tak jak to ostatnio robiła w każdej sytuacji.

 

Gert spojrzała na Hallie i Erikę. Obie od czasu ukończenia studiów narzekały na randki. W ich ustach całe przedsięwzięcie przypominało wojnę, do której ustalały plan bitew i knuły spiski. Gert słuchała tego z pewnym niedowierzaniem. Przecież chodzenie na randki powinno być przyjemne, prawda?

I takie zresztą było na uczelni. Zwykle wyglądało to tak: kolega z klasy albo z akademika nawiązywał rozmowę, następnie zapraszał na kawę albo do kina, potem para flirtowała bez końca w salach do nauki, aż wreszcie rozmowy zastępowały ogniste harce w studenckim pokoju. Albo, jak to miało miejsce w przypadku Gert i Marka, weszliście równocześnie do księgarni i on zauważył, że kupujesz używany podręcznik do rachunku różniczkowego dwadzieścia dolarów taniej niż nowy. Spytał: „Gdzie go znalazłaś?” i tak nawiązała się rozmowa o tym, że z matematyki oboje jesteście niemal poziom wyżej od reszty studentów w waszych grupach, a matematyka to zarazem najgorszy i najlepszy przedmiot na świecie. Najgorszy bo jest nudna, a najlepszy bo zawsze ma skończoną liczbę rozwiązań – nie ma tam miejsca na zgadywanie czy interpretacje. I okazało się, że oboje lubicie to, co pewne. Chodziliście na te same zajęcia, więc mogliście się razem uczyć. Dostałaś A minus i zaczęłaś przeżywać pierwszy intensywny związek w swoim życiu.

Wcześniejsze randki Gert, przed Markiem, też nie były złe. Na przykład z cynicznym Andym, który miał obsesję na punkcie gry ultimate frisbee i maszynek do cukierków PEZ. Paul, przewodniczący studenckiego klubu politycznego, do każdego profesora czy dziekana, którego spotkał na terenie kampusu, zwracał się po imieniu. Przychodził do nich na dyżury, nawet jeśli nie uczęszczał w ich zajęcia. Inni studenci nie korzystali z takiej możliwości, a zdaniem Paula była to świetna okazja, żeby pogadać z profesorem. Ale żaden z jej chłopaków nie był tak ambitny ani interesujący jak Mark, student handlu i zarządzania, który grał na gitarze i miał trzech zupełnie do niego niepodobnych rudowłosych irlandzkich braci.

 

Gert spojrzała na Hallie za skąpo ubraną jak na połowę lutego. Miała wrażenie, że przyjaciółka na własne życzenie cierpi z powodu chodzenia na randki. Kiedy Hallie wspomniała o chłopaku, który oznajmił: „W zasadzie po paru piwach lepszy ze mnie kierowca”, Gert nie mogła uwierzyć, że przyjaciółka natychmiast go nie spławiła. Ale Hallie wyjaśniła jej, że chce się z nim spotykać, bo on jest taki „wrażliwy”. Potem poznała faceta, który nie prowadził po pijanemu, ale miał duże uszy. Więc Hallie przestała się z nim umawiać. Gert martwiło, że Hallie zwraca uwagę nie na to, co trzeba.

Zresztą któregoś dnia powiedziała Hallie bez ogródek, że ma źle ustawione priorytety.

– Poznajesz miłego faceta, ale ma za wysokie czoło – tłumaczyła jej Gert. – Poznajesz palanta, ale mimo to spotykasz się z nim, a potem jesteś zgorzkniała, bo nie okazał się poetą. Nienawidzisz barów, ale spędzasz w nich pięć wieczorów w tygodniu. Może wyluzuj trochę i zacznij czerpać z tego jakąś przyjemność.

Hallie rozzłościła się. Powiedziała, że Gert nie ma pojęcia, jak ten randkowy świat wygląda.

Tak to określiła Hallie: „ten randkowy świat”.

Jakby to była jakaś dżungla.

 

Wagon metra zaczął mocniej się kołysać, pasażerowie łapali swoje rzeczy, żeby nie pospadały.

– I co? – spytała Hallie.

– Z czym? – odpowiedziała pytaniem Gert.

– Wymień jednego przyzwoitego chłopaka, którego spotkałaś od czasów college’u, który jest singlem.

Gert westchnęła.

– Brat Marka, Michael – powiedziała. – Jest normalny i miły. Więc przynajmniej jeden taki na pewno istnieje.

– I poszłabyś z nim na randkę? – spod sufitu dobiegł głos wysokiej Eriki, która tego wieczoru zebrała włosy w kucyk.

– Tego nie powiedziałam – odparła Gert. – Przecież to brat Marka. Mówię tylko, że ktoś taki istnieje.

– Czy to nie ten niski, z bokobrodami? – spytała Erika.

– Nie. Eddie ma żonę.

– Czy to ten, który chodzi w poplamionych dresach, mieszka w Maine i hoduje w domu krewetki?

– Patrick nie hoduje krewetek, tylko łowi kraby. I on również ma żonę.

– Ach, więc masz na myśli trzeciego brata, tego osiemnastolatka.

– Michael ma teraz dwadzieścia dwa lata – oświadczyła Gert.

Hallie i Erika spojrzały po sobie.

– A ty poszłabyś na randkę z dwudziestodwulatkiem? – spytała Hallie.

– Nie powiedziałam, że poszłabym z nim…

– Widzisz! – zawołała Hallie zwycięsko. – Oto właśnie mi chodziło, a ty wkrótce sama się o tym przekonasz. Każdy samotny mężczyzna ma jakąś grubszą wadę i to taką, co warto dodać, która powstrzyma cię przed pójściem z nim na randkę, nawet jeśli wszystko inne jest w porządku. Dlaczego? Czysta matematyka. Kobiety są interesujące, uczciwe i wrażliwe. Większość mężczyzn taka nie jest. W tym mieście na każde pięć kobiet przypada tylko jeden normalny, przyzwoity mężczyzna. To zjawisko znane jako wspaniała męska statystyka. Dziewczyny nie chcą się z nią zmierzyć. Wolą ufać, że na każdego czeka gdzieś druga połowa. Prawda boli. Dopiero w wieku około dwudziestu sześciu albo dwudziestu siedmiu lat kobiety zaczynają godzić się z tą statystyką. Zresztą to właśnie zabiło Sylvię Plath. Po wielu trudach znalazła wreszcie na uniwerku chłopaka, który jej zdaniem był wspaniały, a on ją zdradził.

– Przecież Sylvia Plath już od początku studiów miała problemy psychiczne – zauważyła Gert.

– Okazjonalne. Zabiła się dopiero wtedy, kiedy Ted Hughes ją zdradził. Prawda jest taka, że naprawdę fajni faceci są błyskawicznie porywani. Gdzieś około dwudziestego piątego roku życia masz tylko jednego na pięć kobiet. Nie patrz tak na mnie. Nie wierzysz w to, bo nie chcesz.

Gert miała ochotę wracać do domu.

– To po co tyle zachodu? – spytała.

– Bo szukanie tego jednego, który przypada na pięć kobiet, i tak jest lepsze od samotności – odparła Hallie.

 

Od wyjścia z metra do baru dzieliły ich dwie przecznice. Kiedy skręciły w Bleecker Street, owiał je lodowaty wiatr, który zmroził ich gołe ramiona. Hallie objęła się rękoma, choć twierdziła, że wcale nie jest jej zimno.

– Jedyny sposób na długotrwały związek to znaleźć odpowiedniego chłopaka jeszcze w college’u – oznajmiła Erika, której kucyk w kolorze ciemny blond kołysał się w rytm jej kroków.

– Zdecydowanie tak – przyznała jej rację Hallie. – Przypomnij sobie, kiedy obie poznałyście swoich chłopaków. Na drugim roku. I szast-prast obaj znikli na zawsze z rynku. Starsze kobiety, takie jak my, już nie miały do nich dostępu.

– Rzuciłam Bena, kiedy miałam dwadzieścia cztery lata i trafił się innej kobiecie.

– A ile to zajęło? Pięć miesięcy?

– Nawet nie tyle – odparła Erika ze wzrokiem wbitym w czubki butów. – Wystarczyły trzy.

Gert wiele razy słyszała, jak to Erika poznała, a następnie straciła swojego chłopaka, z którym była od czasów college’u. Erika i Ben zaczęli się spotykać mniej więcej w tym samym czasie co Gert i Mark – na drugim roku. Ale Erika pięć lat później zerwała z Benem. Była ładna, podobała się mężczyznom, a przyjaciele i rodzina powtarzali jej, żeby się zbyt wcześnie nie wiązała. Nie była pewna, czy jest gotowa złożyć przysięgę na całe życie, i nie czuła, że jest totalnie, głęboko zakochana w Benie, tak jak zawsze marzyła.

Więc powiedziała Benowi, że potrzebuje kilku miesięcy przerwy. Lepiej, żeby zastanowiła się, czego naprawdę pragnie, zanim będzie za późno. Po krótkim okresie, w czasie którego spotykała się z kilkoma mężczyznami, doszła do wniosku, że Ben jest od nich wszystkich o wiele lepszy i któregoś wieczoru do niego zadzwoniła.

Było za późno.

 

Minęły jakiegoś pijanego chłopaka z wielkim plecakiem, który siedział wsparty o mur budynku. Obok niego klęczał policjant i coś mu tłumaczył. W nozdrza Gert uderzył ciężki zapach rozlanego na ulicy piwa i wymiocin. Pamiętała taki zapach z imprez organizowanych przez bractwa studenckie. To smutny zapach samotności w dwustuosobowym tłumie szczęśliwych ludzi, gdy najbardziej pragniesz być z tym jedynym, który sprawia, że jesteś szczęśliwa. To wspomnienie nie było jej teraz potrzebne.

– Przynajmniej byłaś pierwszą miłością Bena – powiedziała Hallie do Eriki. – Ja nigdy już nie będę pierwszą miłością.

– Nienawidzę jej – powiedziała Erika.

– Nie zaczynaj.

– Dziś wieczorem przeczytam jej bloga i wrzucę jakieś obraźliwe komentarze.

– Znowu?

Gert wiedziała już wszystko o żonie Bena, Challi, i jej blogu. Co kilka dni Challa spowiadała się w internecie ze swojego życia i każdy mógł to przeczytać. Pisała o romantycznych wyjazdach i zajęciach artystycznych, na które wraz z mężem uczęszczała. Wychwalała Bena jako ojca i rozpisywała się o jego wielkim marzeniu, jakim było kupno i odnowienie starego domu na wsi w Nowej Anglii, gdzie mieli kiedyś zamieszkać i wychowywać dzieci. A przecież to Erika była pierwszą osobą, której zwierzył się z tego marzenia pewnej nocy, kiedy siedzieli na jej łóżku w akademiku.

– To ja powinnam być na jej miejscu – powtarzała im zawsze Erika. – Challa jest uzurpatorką. Żyje moim życiem. A ja siedzę w piżamie przed komputerem i o tym wszystkim czytam.

 

Hallie, Erice i Gert nie podobały się trzy pierwsze bary, które napotkały po drodze.

W Blastoff grała muzyka z lat osiemdziesiątych.

– Muzyka z lat osiemdziesiątych nigdy nie była dobra – prychnęła Erika. – To, że dzisiejsza nie jest świetna, nie znaczy jeszcze, że Der Kommissar był wspaniały, prawda?

Gert nie spodobał się bar motocyklowy – zbyt przerażający. Zaś Hallie uznała, że w Atlantis jest za dużo kobiet.

– Powinni otworzyć jakiś naprawdę odlotowy bar z zakazem wstępu dla skąpo ubranych kobiet – stwierdziła Hallie.

– Czy nie jesteś częścią tego problemu? – spytała Gert.

– Sama nie mogę z tym walczyć – odparła Hallie. – Stawka jest zbyt wysoka. Gdyby wszystkie kobiety powiedziały „nie” nadmiernej ekspozycji różnych części ciała, to jak babcię kocham,  natychmiast wskoczyłabym w sweter!

Gert roześmiała się, Hallie używała czasem śmiesznych określeń, na przykład „jak babcię kocham”. Trochę poprawiło jej to nastrój. Ale ostatnio wyglądało na to, że jej dawna koleżanka z akademika mówiła takie rzeczy tylko wtedy, gdy piła albo już była wstawiona.

Gert przypomniała sobie okoliczności, w których poznała Hallie. Było to w dniu, w którym nowi studenci wprowadzali się do akademika. Od początku polubiła swoją współlokatorkę. Hallie była niską dziewczyną o pulchnych policzkach, która ze wszystkiego się śmiała i wylewała żale z powodu nieodwzajemnionych miłości. Chętnie opowiadała o swoich zmartwieniach i równie ochoczo wściubiała nos w miłosne rozterki przyjaciółek. Ilekroć Gert coś trapiło, Hallie nie spoczęła, póki nie wyciągnęła z niej prawdy i nie poprawiła jej humoru. Obie często przerywały nocną naukę, zostawiały książki na łóżkach i wpadały do pobliskiej kafejki, gdzie przy filiżance espresso omawiały swoje problemy. Po około dwóch godzinach wychodziły z jasnym planem działania: zadzwonić do chłopaków, w których były akurat zakochane. Przyłożyć się do nauki. Zabawić się w czasie wakacji. Hallie studiowała psychologię, więc lubiła pomagać innym w rozwiązaniu trapiących ich dylematów.

Ale pod koniec drugiego roku Gert coraz mniej miała historii, którymi mogła podzielić się z Hallie. Zaczęła przyciągać uwagę mężczyzn. Przyjaciółka z dzieciństwa powiedziała jej, że należy do dziewczyn, które mają powodzenie dopiero na studiach, a nie w szkole. W liceum tylko naprawdę śliczne, otwarte dziewczęta chodziły z chłopakami, a w college’u każda ładna, wyluzowana studentka nieźle sobie radziła. Gert miała jedną zaletę, która bardzo jej sprzyjała, a mianowicie spokojne, trzeźwe podejście do życia. Wyznawała zasadę: żyj i daj żyć innym. Drobiazgi rzadko wyprowadzały ją z równowagi, odnosiła za to wrażenie, że większość dziewczyn jest bardzo nerwowa. Zwłaszcza na punkcie mężczyzn. Wiele zachowań kolegów odbierała jako zabawne. Tymczasem większość kobiet uważała ich żarty za obraźliwe lub niestosowne.

Tak jak z Hallie i Eriką – zwłaszcza ostatnio. Niemal wszystko, co wiązało się z chodzeniem na randki, doprowadzało je do szału. Zamartwiały się z byle powodu. Hallie nadal była równie dobrym słuchaczem jak na studiach, ale tylko gdy nie było w pobliżu Eriki. Bo wówczas Hallie za bardzo się starała zaimponować swojej olśniewającej przyjaciółce. Gert podejrzewała, że to pewna pozostałość po czasach szkolnych, kiedy to piękna Erika cieszyła się dużym powodzeniem, a Hallie była szczęśliwa, że jest z nią kojarzona.

Gert pomyślała, że skoro Hallie pragnie jej pomóc wrócić na orbitę życia towarzyskiego, to być może ona w zamian uświadomi Hallie, że nie warto aż tak zabiegać o aprobatę innych osób – czy to Eriki czy każdego poznanego mężczyzny. Hallie była kiedyś taka zabawna i fajna. A teraz jej zachowanie stawało się coraz bardziej desperackie i wymuszone.

Jest to bardzo przyjemna lektura, którą czyta się lekko i szybko. Mimo to porusza ważne tematy, o których wspomniałam wyżej. Uważam, że warto sięgać po tego typu książki, ponieważ oprócz rozrywki dostarczają nam również ciekawych spostrzeżeń. Ponadto napełniają nas nadzieją, że nigdy nie jest za późno, żeby spotkać miłość. Polecam.

Autorka w swojej powieści porusza bardzo ciekawe tematy. Z główną bohaterką można bez problemu się utożsamić, często ma się wrażenie jakby cała akcja toczyła się tuż za ścianą, a my mamy bezpośredni podgląd na życie innych ludzi. (...) Jednym słowem książka jest świetna, bardzo szybko się ją czyta, czytelnik z wielkimi wypiekami na twarzy z zapartym tchem poznaje dalsze losy i zmagania głównej bohaterki. Gorąco polecam.

„Druga runda” to piękna książka o miłości tak silnej, że trwa nawet po śmierci. O wielkiej tęsknocie i cierpieniu po stracie ukochanego. O odrzuceniu przez najbliższych z niewiadomego powodu i samotności wśród tłumu. To książka o pseudo przyjaźni i o przyjaciółkach, które zazdroszczą, kiedy Gerth układa się lepiej niż im. O tym, że nie każdy potrafi dorosnąć do swojego wieku. Ale to też książka o miłości, która dopiero się rodzi, o próbie układania sobie życia na nowo. Jednym słowem książka rewelacyjna. (...) Polecam książkę „Druga runda”. Mnie wzruszyła do łez, ale także wywołała uśmiech na twarzy. Idealna na majowy weekend.

"Druga runda" to druga książka Caren Lissner jaką przeczytałam i jestem pewna, że jeszcze nie raz sięgnę po kolejne dzieła tej niesamowitej autorki. W jej najnowszej powieści znajdziecie barwnych bohaterów, spokojną, lecz wciągającą fabułę i wątek, który wielokrotnie będzie zmuszał Was do dłuższej refleksji. Ta pozycja musi trafić na Waszą listę "Do przeczytania".

Książka nie była powieścią ani trudną ani ciężką, była dobra nawet bardzo. Podobało mi się to, że nie musiałam się przy niej wysilać. Bardzo miło spędziłam z nią kilka wieczorów. Fabuła skupiała się na przeżyciach i wspomnieniach głównej bohaterki, które przeplatały się z wątkami teraźniejszymi.Polecam tą książkę osobą, które potrzebują czegoś lekkiego i niezobowiązującego na kilka wieczorów.

To historia o powolnym procesie jakim jest powrót do życia po stracie tak bliskiej osoby. Jak wygrzebywanie się ze skorupy. Każda najmniejsza rzecz, która o wszystkim przypomina. Ciągłe porównywanie co ukochany by w tym momencie zrobił. Pod osłoną lekkiej lektury skryła się przejmująca treść, która na długo zapada w pamięć. Napisana prostym językiem ale jednak dająca czytelnikowi wiele emocji. Gert to pozytywna i dojrzała bohaterka. Przy niej jej przyjaciółki wypadają bladziutko, irytowały mnie. Te osoby to słabsza część powieści ale może właśnie takie miały być. Trochę przerysowane aby pokazać zachowanie niektórych? Koniec końców mocno wam ją polecam. Każdy wyciągnie z niej coś wartościowego.

W moim odczuciu, książka naprawdę warta przeczytania. Napisana lekkim językiem, pełna wątków, które nie wierzę, że nie przypadną do gustu kobiecej duchowości. Opisy spotkań, mężczyzn bądź kobiet, tak realistyczne, by można poczuć się nawet jak bohater tejże książki. Polecam wszystkim kobietom, które chciałby się w wieczornej porze oderwać od codzienności. To wspaniała rozrywka, pełna humoru i opisów tak rzeczywistych, że nie sposób odłożyć jej na półkę.

Powieść zrobiła na mnie pozytywne wrażenie, poruszyła czułą strunę, chętnie się w nią wczytywałam poszukując potwierdzeń własnych przemyśleń i spostrzeżeń dotyczących ludzkiej natury i znaczenia przypadku. Z zainteresowaniem śledziłam stopniową metamorfozę postaci i dojrzewanie do podejmowania właściwych decyzji.

Czytając tą książkę doszłam do wniosku, że warto cieszyć się daną chwilą i korzystać z życia pełną parą. Czasami nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy, że życie jest tak kruche, że nie warto mieć wrogów, trochę zwolnić w codziennym życiu i cieszyć się każdą chwilą spędzoną z drugą połówką. Osobiście cała historia mi się podobała. Zresztą ja lubię kiedy książka jest lekka i niewymagająca. Dodam jeszcze, że bardzo szybko mi się ją czytało i z pewnością jest to bardzo lekka i przyjemna lektura na wieczór przy lampce wina.

„Druga runda” to moje pierwsze spotkanie z twórczością amerykańskiej autorki Caren Lissner i z pewnością nie ostatnie. Sięgnęłam po nią głównie dlatego, że miałam ochotę na niezobowiązującą obyczajówkę, przy której spędzę miło czas i ta pozycja wydała mi się idealnym wyborem. Nie miałam wobec niej zbyt wielkich oczekiwań, a mimo to zostałam pozytywnie zaskoczona. Dokładnie na taką lekturę liczyłam. (...) Amerykańska autorka stworzyła zabawną i wciągającą historię, przy której można się odprężyć i która jest świetną odskocznią od rzeczywistości. Jeżeli macie ochotę na lekką i przyjemną lekturę z subtelnym wątkiem miłosnym w tle, to „Druga runda” z pewnością idealnie sprawdzi się w tej roli. Polecam!

„Druga runda” to bardzo nieoczywista powieść, budząca w czytelniku najbardziej skrajne emocje: od śmiechu, bo wzruszenie i zadumę, niezwykle barwni i zróżnicowani bohaterowie sprawiają, że nie chciałam rozstawać się z książką, z którą spędziłam kilka naprawdę miłych chwil i aż szkoda, że powieść liczyć zaledwie 350 stron, bo po takiej lekturze chce się tylko więcej i więcej i już nie mogę się doczekać, czym następnym razem zaskoczy nas niepozorna Caren Lissner.

„Druga runda” to dobra książka, jednak z lekka przegadana i momentami nawet infantylna. Ale co muszę zaznaczyć: do wątku romansowego nie można się przyczepić. To właśnie dzięki niemu udało mi się dokończyć historię i na zakończenie nawet się uśmiechnąć. Bo choć czytało się lekko i przyjemnie, niektóre sytuacje potrafiły irytować. A dzięki ładnie opisanemu uczuciu, dobrze zbudowanej relacji historia zyskała zupełnie innego wyglądu. Czy polecam? Może nie gorąco. Ale z pewnością warto przeczytać ją chociażby dla uczucia, które napawa przyjemnym ciepłem i nadzieją.

Nie jest to na pewno łatwa książka, bo i tematyka nie należy do lekkich. Na pewno nie jest to książka przygnębiająca, znajdziemy chwile wzroszeń i czystego śmiechu. Książce trochę humoru dodają przyjaciółki Gert, Hallie i Eryka oraz ich perypetie na polu miłosnym. Jest to świetna odskocznia od czasu, bez problemu można wcielić się w Gert, mimo wielu różnic. Z tą pozycją spędziłam naprawdę świetne chwile i jestem bardzo zadowolona, że miałam okazję się z nią zapoznać.

„Druga runda” to powieść o tym, że w końcu przychodzi ten moment, by zacząć wszystko od nowa. To także historia o szczęściu i o tym, że przyjaciele są bardzo ważni w naszym życiu. Polecam!

Styl pisania autorki jest zrozumiały dla każdego, tak jak w większości obyczajówek. Książka z pewnością jest przeznaczona dla czytelników, którzy chcą odpocząć od „cięższych” lektur i sięgnąć po coś, co zajmie im czas, a jednocześnie odpręży i pozwoli zapomnieć o swojej codzienności. Mimo problemu, jaki posiada Gert, książka nie jest przygnębiająca. Dzięki niektórym postaciom i zabawnym dialogom książkę czyta się szybko i przyjemnie.

"Druga runda" to nie tylko świetna powieść obyczajowa, ale i książka poruszająca ważne w dzisiejszych czasach tematy (...) "Druga runda" to książka o miłości, rozstaniu, przyjaźni i zaufaniu. Świetnie się przy niej bawiłam, choć porusza przeróżne tematy. Z mojej strony mogę ją wam jedynie serdecznie polecić.

"Druga runda" to zabawna i humorystyczna opowieść o samotności, poszukiwaniu miłości oraz o przyjaźni. Bohaterki wspierają się, są ze sobą w trudnych momentach i mogą na siebie liczyć. I chociaż momentami ich zachowania są nieco przerysowane to świetnie odzwierciedlają wiele kobiecych nawyków, które usilnie poszukują miłości swojego życia. Zapominają, że szczęście i miłość zazwyczaj przychodzą, jeśli ich usilnie nie poszukujemy. Pogodzenie się z chwilową samotnością często pozwala spojrzeć z dystansem na swoje życie uczuciowe i relacje damsko-męskie. Jeśli szukacie lekkiej i zabawnej historii, która pozwoli wam się odprężyć to zapewne Druga runda Wam się spodoba. Polubiłam te zwariowane dziewczyny, odnalazłam cząstkę siebie w ich zachowaniu a przy tym naprawdę dobrze się bawiłam.

„Druga runda” okazała się idealnym wyborem na majowy weekend. 350 stron przeczytałam w nieco więcej niż jeden dzień. Uwielbiam takie książki, w których można się totalnie zatracić i które poruszają istotne tematy. Tu mogłam poczytać o zmaganiach singli z rzeczywistością, o starcie bliskiej osoby, o weryfikowaniu swoich poglądów, podążaniu za marzeniami oraz drobnych wyborach, które rzutują niekiedy na całe życie. Co tu dużo mówić - moim zdaniem to lektura doskonała dla wszystkich kochających „babskie czytadła” – szczególnie te mądre, zabawne i z przesłaniem.

To słodko-gorzka opowieść, z którą warto się zapoznać. Daje do myślenia. Momentami bawi, momentami wprawia w zadumę. Nie pozwala jednak o sobie zapomnieć. Patrząc na kobietę na okładce, niesłusznie oceniłam tę powieść jako czytadło, które szybko wyparuje z mojej pamięci. Czuję teraz wyrzuty sumienia. Polecam wszystkim czytelniczkom. Naprawdę warto.

"Drugą rundę" mogę śmiało zaliczyć do powieści obyczajowych, które są lekkie, optymistyczne i na pozór nie wnoszą nic, ale jednak jakiś ukryty morał mają. Lissner napisała powieść, którą można rozumieć na kilka sposobów, zinterpretować ją  dowolnie - wszystko zależy od czytelnika. I to właśnie polubiłam w powieści najbardziej. (...) polecam, ponieważ jest to książka idealna na początek lata. Odznacza  się lekkością i płynnością czytania, którą bardzo cenię. Miłośniczki powieści obyczajowych, optymistycznych i ciekawych historii z delikatnym morałem będą zachwycone.

Wszyscy ci, którzy myślą, że "Druga runda"  to niezbyt optymistyczna i ciężka historia niech nie będą zawiedzeni. Z racji tego, iż Greta chce zacząć żyć na nowo i ułożyć sobie to swoje nowe życie z kimś przy boku,autorka dużo uwagi poświęca kobiecej mentalności i jej codziennym "bolączką ", i wszyskiemu temu, co związane jest z randkowaniem. Co za tym idzie?  A no całkiem dobry humor, połączony z dość komicznymi sytuacjami,co w parze daje świetnie spędzony czas z lekturą. (...) fani powieści obyczajowych nie powinni czuć się zawiedzeni. Gwarantowany dobry humor i miło spędzony czas z książką.

"Druga runda" bardzo mi się spodobała i mam nadzieję, że wkrótce będę miała okazję przeczytać coś jeszcze spod pióra autorki. Jest ogromnie przyjemne i zarazem pochłaniające. Muszę jednak przyznać, że chwilami klimat panujący w książce przypominał mi wydarzenia obecne w "PS. Kocham Cię" Ahern. Są one jednak rozwinięte w zupełnie innym kierunku, więc w żadnym wypadku nie jest to kopia, a tylko podobna tematyka - wdów. Dodatkowym atutem jest sama okładka, która jest niewątpliwie żywa i przykuwa wzrok. Należy do jednej z moich ulubionych :) Wydanie cudowne. Treść jeszcze lepsza.

Tytułowa "druga runda" odnosi się do szukania miłości na nowo (po raz drugi). Książka jest bardzo przyjemna, czyta się ją lekko jak i szybko. Główni bohaterowie są dobrze wykreowani, nie brakuje im dosłownie nic. Mi książka osobiście bardzo się podoba. Polecam ją zarówno młodzieży jak i starszym czytelnikom. Po lekturze dostałam refleksji: jak bardzo okrutne jest życie, zabierające nam bliskie osoby. Caren Lissner stworzyła powieść pozytywną, a zarazem smutną.

"Druga runda" to nie jest wesoła i lekka opowieść. To książka o wielu problemach współczesnych kobiet. Jej pewną wadą jest przejaskrawienie opisywanych bohaterek, ale dzięki temu czytelnik wyraźnie widzi temat, który chciała poruszyć autorka. Co bardzo akurat mi się podoba, nie moralizuje ona zbytnio. Przedstawia sytuację, zadaje pytania, ale odpowiedzi pozostawia otwarte. Same musimy odpowiedzieć sobie w duchu jak postąpiłybyśmy na miejscu opisywanych bohaterek. Chociaż wiele smutku jest w tej historii, czytałam ją z dużą przyjemnością. Czasem trudno było mi się oderwać  - Erika i Hallie ze swoimi szalonymi pomysłami dynamizowały akcję powodując, że trzysta pięćdziesiąt stron powieści minęło nie wiadomo kiedy. Polecam jako lekturę zarówno dla rozrywki, jak i dla chwili zadumy.

Zdarzają się w książce momenty humorystyczne i zabawne, zdarzają się melancholijne i smutne. To taka powieść o życiu, o jego blaskach i cieniach, wreszcie o tym, jak sobie radzić w chwilach, które nas przerastają, kiedy ból nie chce odpuścić, a nasze wspomnienia tylko ten ból pogłębiają i potęgują. (...) “Drugą rundę” polecam miłośnikom powieści obyczajowej, którzy cenią sobie spokojną akcję, lekturę bez fajerwerków i historie wzięte prosto z życia. Tutaj właśnie taką poznacie.

Druga runda to historia o uporaniu się z tęsknotą, a tym samym o próbie powrotu do życia i normalnego funkcjonowania wśród ludzi. Caren Lissner szczegółowo oddała trud, z jakim zmagały się postacie, opakowując to w łatwo przyswajalną i niekiedy pouczającą historię. Nie jest to literatura wysokich lotów, lecz idealnie nadaje się na zapełnienie wolnych chwil i relaks (...)

To książka z pozoru banalna, o lekkiej, łatwej  i przyjemnej tematyce. Jednak jeśli zagłębiamy się w lekturze, można dostrzec to, że książka posiada „drugie dno”, które pokazuje obraz psychiki człowieka po stracie bliskiej osoby oraz to, że wystarczy otworzyć się na świat, a miłość znajdzie nas sama, bez zbędnych i zaborczych poszukiwań. Polecam każdemu, kto lubi powieści obyczajowe, które początkowo wydają się zwykłą opowiastką, a w efekcie są bardzo dobrą lekturą.

Jest to powieść ciekawa i, moim zdaniem, bardzo inspirująca. Właśnie głównie ze względu na tę niezwykłą w swej postawie bohaterkę. W ogóle sam temat jest dość niezwykły. Wiele już powstało książek o pogrążonych w bólu i rozpaczy, o smutku i braku sensu w życiu. A tutaj mamy sytuację dokładnie odwrotną. Ta powieść pokazuje, że nie warto się w życiu poddawać i że każdy z nas zasługuje na szczęście. Pomimo dość, zdawałoby się ciężkiego tematu, wcale nie jest to książka przygnębiająca. Wręcz przeciwnie. Jest lekka i zabawna, okraszona sporą dawką zdrowego poczucia humoru. (...) To jest na prawdę coś, co warto przeczytać. Nawet jeśli aktualnie nie znajdujemy się na żadnym poważnym życiowym zakręcie, to ta książka jest tak optymistyczna, że jej lektura z miejsca poprawia nastrój i sprawia, że ze zdwojoną energią chce się chwytać chwilę dopóki trwa.

Książka była dla mnie świetną odskocznią od tych, które ostatnio czytałam. Nie jest to lekka powieść, ponieważ temat w niej poruszany nie należy z pewnością do łatwych. Znajdujemy w niej głębsze sendo i trudniejszy temat, który Caren Lissner postanowiła nam przedstawić. (...) Fabuła nie jest pesymistyczna. Znajdziemy w niej zabawne momenty, ale również te wzruszające chwile. Pomimo tego, że książka jest zwykłą obyczajówką, którą szybko się czyta, to można wywnioskować z niej to, że czasami nie mamy wpływu na to co dzieje się w naszym życiu. Ogółem jestem bardzo zadowolona, że miałam okazję zapoznać się z historią Gert i jej przyjaciółkami. Z książką spędziłam naprawdę emocjonujące chwile.

Po zakończeniu tej pozycji odetchnęłam z ulgą, ponieważ nie była ona męcząca (jak w wypadku poprzedniej książki autorki - Carrie Pilby. Nieznośnie genialna), tylko lekka - w sam raz na dwa lub trzy wieczory i całkiem mi się to spodobało. Dla mnie to świetna odskocznia od fantastyki, którą także ostatnio lubię poczytać.
Polecam!

"Druga runda" to książka warta uwagi. To słodko - gorzka opowieść o życiu, bólu, stracie, ale również o nadziei i drugiej szansie na życie w miłości. Przecież powiadają, że po każdej burzy wychodzi słońce.

,,Druga runda'' napisana jest w sposób specyficzny. W powieść obyczajową został wpisany poradnik randkowania. Bohaterowie są dopracowani, a historia zaciekawia od pierwszej strony. Główna bohaterka daje nam przykład jak walczyć i się nie poddawać w ciężkich chwilach. Cała historia prezentuje się bardzo ciekawie, a do przeczytania zachęca nas jeszcze okładka. Ta książka godna jest polecenia! 

"Druga runda" to powieść spokojna, ale nie nudna. Czasem denerwowały mnie liczne powtórzenia, ale dzięki nim pozbawiony szybkiej akcji tekst stał się bardziej dynamiczny. Mimo ciężkiego tematu czyta się ją lekko i przyjemnie. Oddanie głosu narratorowi wszechwiedzącemu pozwoliło na poznanie historii nie tylko głównej bohaterki, lecz również jej przyjaciółek. Dodatkowo zabieg ten nieco zdystansował czytelnika od ciężaru tragedii przeżywanej przez Gert.

Jest to bardzo poruszająca lektura, która zmusiła mnie do głębszych przemyśleń ale również zapewniła miłą rozrywkę. Mimo że poruszane w niej tematy są dość trudne, książkę czyta się bardzo szybko. Ta poważna część tej powieści jest równoważona przez, iście komediowe, wybryki singielek. (...) Myślę że jest to lektura, z którą warto się zapoznać, nieważne czy jesteś w związku czy samotna, na pewno znajdziesz w niej coś dla siebie!

Zaczynając czytać ,,Drugą rundę" byłam nastawiona na lekką powieść o randkowych perypetiach, ale gdy wgłębiłam się w książkę zobaczyłam, że autorka  pragnie w niej zwrócić uwagę na problemy młodych kobiet, które zostały wdowami. Wraz ze śmiercią ukochanego straciły wszystkie plany na przyszłość. (...) ,,Druga runda" to słodko-gorzka powieść o singlach w Nowym Jorku, o utracie drugiej połówki i rozpoczynaniu życia od nowa. Czyta się ją bardzo szybko, gdyż napisana jest lekkim i prostym językiem. W sam raz na dwa wieczory dla relaksu.

''Druga runda'' to nie tylko zabawna historia o randkowaniu. To przede wszystkim opowieść o uczuciach, śmierci, problemach, kłopotach, załamaniach i niewiadomych. To tragiczna historia podana w prostym języku, Tylko od nas zależy, jak ją zrozumiemy.

"Druga runda" to książka, którą serdecznie polecam. Porusza bardzo ważny temat. Jestem też pewna, że pełni funkcję terapeutyczną. Pokazuje, że po deszczu wychodzi słońce, a smutne wydarzenia z czasem się zacierają (niekiedy tego czasu potrzeba bardzo dużo, to indywidualna sprawa). Nie powinno się nikogo pospieszać, namawiać czy na siłę wciągać do zabawy. Każdy ma swoje tempo, potrzebuje czego innego by zmierzyć się ze smutkiem.
Ważne jest by być wsparciem dla osoby, kiedy akurat tego potrzebuje, oferować pomoc i nie narzucać się.

Druga runda to powieść o tym,że każdy czas jest dobry na zmiany.Nie mamy wpływu na to kto zostaję w naszym życiu,a kto z niego odchodzi.My jedynie możemy godnie przeżyć każdą sytuację,którą rzuca pod nogi los.Główna bohaterka swoją postawą pokazuję jak radzić sobie ze stratą i jak z nią żyć.Każda strata jest czymś bolesnym i nieoczekiwanym.Każdy człowiek powinien zdać sobie sprawę z tego,że strata jest pewnym elementem naszej egzystencji.Get ilustruję jak poradzić sobie ze stratą i że każdy ma prawo zrobić to na swój własny "inny" sposób.

"Druga runda" to książka obyczajowa, skierowana przede wszystkim do kobiet. Powieść ta zachęca do korzystania z życia, nierezygnowania z jednych rzeczy kosztem innych, do poszukiwania swojego szczęścia, spełniania marzeń, a przede wszystkim daje nadzieję na lepsze jutro. Bowiem nawet z największej tragedii można się podnieść. Trzeba tylko dać sobie szansę i wierzyć w pozytywne zakończenie.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ