Powieść obyczajowa
Trzy Siostry
KUP TERAZ

Trzy Siostry

brak opinii
Liczba stron: 432
ISBN: 9788327617422
Premiera: 2016-02-17

Trzy Siostry to słynne wiktoriańskie domy na wyspie Blackberry. Zamieszkały w nich trzy kobiety: Andi, Boston i Deanna. Bliskie sąsiedztwo sprawia, że szybko nawiązują znajomość. Każda z nich znajduje się na życiowym zakręcie. Andi została porzucona przez narzeczonego tuż przed ślubem. Przeprowadziła się z miasta na wyspę, zamierza wyremontować dom i otworzyć własną praktykę lekarską. Boston jest malarką. Niedawno straciła dziecko, a jej mąż szuka zapomnienia w alkoholu. Deanna perfekcyjnie zajmuje się domem, wychowując pięć córek, ale w jej małżeństwie również dzieje się źle.

Los sprawia, że trzy tak różne kobiety połączy wielka przyjaźń, która pomoże pokonać niejedną przeszkodę i zrozumieć, co jest w życiu najważniejsze. 

Susan Mallery

Susan Mallery jest autorką bestsellerowych powieści dla kobiet. Za swoją twórczość została już kilkakrotnie nagrodzona m in. prestiżową nagrodą National Readers 'Choice. Jej powieści regularnie trafiają na listy bestsellerów USA Today i New York Timesa oraz znalazły się w pierwszej dziesiątce na liście „Top 10 Romance Novels” przez trzy lata z rzędu.

Susan Mallery mieszka wraz z mężem w Pacific Northwest. W wolnych chwilach lubi spędzać czas na zabawach ze swym pudelkiem.

Porzucona przed ołtarzem! Takiej krzywdy, takiego upokorzenia nie powinna doznać żadna dziewczyna. Tymczasem ją to spotkało. Narzeczony po prostu nie pojawił się w kościele, a ona stała przed ołtarzem sama jak palec i to na oczach blisko trzystu osób. Krewnych, przyjaciół, znajomych, o matkach obu stron nie wspominając. Jakby tego jeszcze nie dosyć, po pierwszym numerze facet wykręca drugi, zostawiając ją ze wszystkimi problemami natury logistycznej, jak zwrot prezentów ślubnych czy opłata za catering. To przelało czarę goryczy, skłaniając Andi Gordon do podjęcia radykalnych kroków. Zainwestowała wszystkie oszczędności w kupno domu, który widziała tylko dwa razy, w mieście, w którym zdarzyło jej się spędzić zaledwie siedemdziesiąt dwie godziny.

         Idź na całość albo wracaj do domu. Andi wybrała obie te opcje.  Tak więc ostatnie dokumenty zostały podpisane, klucze odebrane.  Dojeżdżając na miejsce, już widziała swój dom, jeden z trzech na szczycie najwyższego wzgórza na wyspie Blackberry, zwanych Trzema Siostrami. Zbudowano je u schyłku dziewiętnastego stulecia. Agent nieruchomości wspomniał, że dom z lewej strony został odnowiony wprost idealnie. Tak samo zapewne wyglądał sto lat temu. Kremowe ściany, wokół domu tradycyjny ogród w stylu angielskim, w niczym nieprzypominający typowych ogrodów na wybrzeżu północno-zachodnim. Zarówno dom, jak i otoczenie znakomicie oddawały styl epoki, jedynym elementem, który burzył ten widok, był oparty o werandę dziecięcy rowerek.

         Dom po prawej stronie także był odnowiony, choć może już nie z taką dbałością o detale. Miał witrażowe okna w niebieskoszarym obramowaniu, w ogrodzie od frontu stała rzeźba: ptak zrywający się do lotu.

         Natomiast przed domem środkowym straszył wyłysiały trawnik, w który nadal wetknięta była tabliczka informująca, że jest na sprzedaż. Dom ten, również w stylu królowej Anny, pod względem wielkości dorównywał swoim sąsiadom, ale na tym  podobieństwa się kończyły, ponieważ z powodu czyjejś obojętności lub zaniedbania był w opłakanym stanie. Dziurawy dach, farba odpadająca ze ścian, powybijane szyby. Gdyby ten dom nie był zabytkiem, niewątpliwie już wiele lat temu zostałby rozebrany.

         Sprzedający niczego nie ukrywał. Przeciwnie, sam sporządził i przestawił Andi  wykaz problemów, polegających między innymi na tym, że instalacja elektryczna nie była wymieniana przez ostatnie dwadzieścia lat, a instalacja wodno-kanalizacyjna nie działała. Inspektor budowlany, którego Andi wynajęła, by spojrzał na wszystko fachowym okiem, obejrzał dom tylko do połowy, po czym machnął ręką, zwrócił Andi pieniądze za ekspertyzę i tyle go widziała. Agent zaczął usilnie ją namawiać, by obejrzała coś innego, na przykład bardzo ładne mieszkanie z widokiem na urokliwą przystań dla jachtów.

         Andi jednak wystarczyło jedno spojrzenie i już miała absolutną pewność, że to jest właśnie to, czego szukała. Stary budynek, z którym czas obszedł się bardzo niełaskawie. Od razu poczuła podobieństwo między opuszczonym, niekochanym domem a nią samą. Uznała, że być może  doprowadzenie tego domu do stanu używalności pomoże jej samej pozbierać się po ostatnich przeżyciach, choć niewykluczone, że całe to przedsięwzięcie okaże się monstrualnym błędem. Tak przynajmniej twierdził rozum, serce jednak było innego zdania. Były jeszcze inne „za”. Po pierwsze remont takiego domu to niezłe wyzwanie. Będzie więc miała czym się zająć, zamiast siedzieć z założonymi rękami i cierpieć. A po drugie, dom to nie facet i można śmiało się w nim zakochać. Z pewnością nie zerwie z tobą w obecności trzystu osób! A nawet gdyby, mogłaby mu się odpłacić pięknym za nadobne. Po prostu puścić go z dymem.

         Zaparkowała przed żałosną, dwupiętrową ruiną i uśmiechnęła się do niej ciepło.

         − Nie martw się, będzie dobrze. Doprowadzę cię do stanu używalności – szepnęła, pragnąc dodać otuchy domowi i sobie. Ostatnie trzy miesiące były prawdziwym koszmarem. Kupno tego domu wydawało się błogosławieństwem, bo wreszcie mogła skupić się na czymś innym. Wysyłanie dokumentów niezbędnych do ubiegania się o pożyczkę było o wiele zabawniejsze niż wyjaśnianie dalekiej  kuzynce, że po ponad dziesięciu latach bycia razem Matt porzucił ją przed ołtarzem, tłumacząc, że ich decyzja o małżeństwie okazała się zbyt pochopna i potrzebuje więcej czasu do namysłu. Zaś po dwóch tygodniach pojechał do Las Vegas ze swoją recepcjonistką, by wziąć tam z nią ślub.

         O rozmowie z matką na ten temat Andi wolała nie myśleć.

         Jedynie świadomość, że już niebawem pożegna się z Seattle i osiądzie na Blackberry Island, trzymała ją przy życiu. Starała się skoncentrować tylko na przeprowadzce. Zlikwidowała dotychczasowe mieszkanie, spakowała się i ruszyła na północ.

         Teraz była już u celu. Jeszcze w samochodzie, wpatrzona w swój nowy dach nad głową, zacisnęła mimo woli palce na kluczach. Zimny metal wbił się w skórę. Zabolało i to pomogło otrząsnąć się z niewesołych myśli i wspomnień, wrócić do rzeczywistości, w której jak na razie były tylko przyszłe możliwości. Nic poza tym.

         Wysiadła z samochodu i znów spojrzała na zniszczony dom, starając się nie dostrzegać zabitych deskami okien i zapadającej się werandy. Oczyma wyobraźni zobaczyła dom, jakim mogłaby stać się w przyszłości ta ruina. Kiedy to nastąpi, Andi zadzwoni do matki. Wtedy ich rozmowa nie ograniczy się do wyliczania przez matkę wszystkiego, co Andi zdążyła w swoim życiu zaprzepaścić. Jak na przykład to, że nie uległa Mattowi, który tak bardzo się starał - niestety, przede wszystkim, aby_zmienić jej osobowość - no i że była na tyle głupia, by pozwolić mu odejść. Takiemu wartościowemu człowiekowi!

         Andi stanęła tyłem do domu, by zorientować się, jaki będzie miała widok z okien. Przepiękny! W pogodny dzień woda w zatoce Puget powinna skrzyć się jak srebrna łuska. Co prawda bezchmurne  niebo w tych rejonach należało do rzadkości, ale Andi to wcale nie przeszkadzało. Błękit owszem, zachwycał, ale lubiła też szare niebo. I deszcz, a razem z nim to cichutkie plaskanie, które słychać było, gdy szła po mokrym chodniku. Poza tym po takiej szarudze człowiek naprawdę cenił sobie każdy słoneczny dzień.

         Spojrzała na zachód, na okazałe posiadłości po drugiej stronie zatoki. Domy kapitanów statków handlowych zbudowane w miejscu, z którego widać było doskonale statki wpływające do zatoki. W końcu dziewiętnastego wieku żegluga nadal była ważnym elementem gospodarki tego regionu, potem zdominował ją przemysł drzewny. Patrzyła, sycąc oczy i powtarzając sobie w duchu, że na pewno dobrze zrobiła, przeprowadzając się, bo jej miejsce jest właśnie tutaj. Podczas tego wielkiego remontu wystarczy, że spojrzy na zatokę i już poczuje się lepiej. Widok wieżowców w centrum Seattle nigdy nie będzie balsamem dla duszy…

         − Dzień dobry! Czy to pani kupiła ten dom?

         Andi odwróciła się i uśmiechnęła uprzejmie do przybyłej. Była to młoda, niewysoka kobieta  o długich czarnych włosach sięgających chyba do połowy pleców. Ubrana była w dżinsy i sweter w kolorze kości słoniowej robiony ściegiem warkoczowym, długi i zakrywający biodra. Twarz kobiety była chyba bardziej interesująca niż ładna. Ale oczy miała piękne. Ogromne, zielone. I bardzo jasną cerę, może dlatego, że od września słońce świeciło tu rzadko.

         − Dzień dobry! Tak, to ja go kupiłam.

         − Wspaniale! Wreszcie ktoś się zdecydował zaopiekować tym samotnikiem! Pani pozwoli, że się przedstawię. Boston King, czyli po prostu Boston. Tam mieszkam!

         Wskazała dom z rzeźbą ptaka ustawioną na trawniku.

         − Miło mi– odparła Andi z uśmiechem. − Jestem Andi Gordon.

         Uścisnęły sobie ręce dokładnie w chwili, gdy spomiędzy chmur wyjrzało nieśmiało słońce. Złociste promienie padły na ciemną głowę Boston, wydobywając piękne purpurowe refleksy. Andi bezwiednie dotknęła swoich włosów, też ciemnych, zastanawiając się, czy nie warto z nimi coś zrobić, żeby wyglądały tak ciekawie jak u Boston.

         − Czy Zeke King to ktoś z twojej rodziny? Kontaktowałam się z nim w sprawie remontu mojego domu.

         − To mój mąż. Razem z Wade’em, swoim bratem, prowadzą firmę remontowo-budowlaną. Zeke wspominał, że kontaktował się z nową właścicielką tego domu, ale nic więcej nie mówił. A ja aż usycham z ciekawości. Masz wolną chwilę? Właśnie zaparzyłam kawę.

         Andi w pierwszej chwili pomyślała o tym, że jutro z samego rana przyjeżdża samochód z rzeczami, więc dziś ma pełne ręce roboty. Nie na darmo jej SUV wyładowany jest po brzegi środkami czyszczącymi. Ale propozycja była bardzo kusząca. Przy tej ślepej uliczce stały tylko trzy domy i już pojawiła się możliwość bliższego poznania jednej z sąsiadek!

          − Dziękuję, Boston, z wielką chęcią napiję się kawy.

         Przeszły po wyłysiałym trawniku przed domem Andi i wkroczyły na sąsiednią posesję, o wypielęgnowanej murawie. Kiedy znalazły się na werandzie, Andi zauważyła bardzo oryginalną podłogę: granatową  z porozrzucanymi gwiazdami i planetami. Przez drzwi z ciemnego drewna z szybami witrażowymi wkroczyły do holu, gdzie znów powiało fantazją. Koło wieszaka na ubrania stała prosta drewniana ławka. Nad ławką, na ścianie wisiało lustro w srebrnej ramie, na której kłębił się tłum wiewiórek i ptaków. Pokój dzienny uderzał podobnymi kontrastami. Stały w nim zwyczajne wygodne kanapy i fotele, jak u każdego, ale nad kominkiem wisiał obraz imponujących rozmiarów przedstawiający nagą wróżkę.

         Z pokoju dziennego przeszły do wąskiego korytarza o krwistoczerwonych ścianach i po krótkiej chwili znalazły się w jasnej, przestronnej kuchni. Wszystkie szafy i szafki były tu w kolorze chabrowym, akcesoria ze stali nierdzewnej, a kontuar z szaroniebieskiego marmuru. W powietrzu unosił się zapach kawy, cynamonu i jabłek.

         − Bardzo proszę, siadaj – powiedziała Boston, wskazując na wysokie stołki ustawione przy barku. – Właśnie podgrzewam babeczki. Mam do nich mus  jabłkowy z cynamonem, które zrobiłam zeszłej jesieni.

         − Brzmi zachęcająco – odparła Andi, sadowiąc się na jednym ze stołków. Poczuła głód. Nic dziwnego, zwykle ograniczała się do kubka kawy i batonika wysokobiałkowego.

         Boston, pobrzękując cicho srebrnymi bransoletkami z przywieszkami, wyjęła z piekarnika blachę do pieczenia z  dwiema ogromnymi babeczkami. Przełożyła je na talerze, jeden z nich  postawiła przed Andi. Odkręciła słoik z musem jabłkowym i zajęła się nalewaniem kawy.

         − Dla mnie czarną – poprosiła Andi.

         − Czyli prawdziwa amatorka kawy! Ja dodaję syrop orzechowy i wanilię – oznajmiła Boston i wyjęła z lodówki dzbanuszek ze śmietanką. Andi tymczasem rozejrzała się po kuchni, bardzo widnej, o dwóch dużych oknach, jednym nad zlewem, drugim w kąciku jadalnym. Była tu też prawdziwa wielka spiżarnia,  zajmowała prawie całą ścianę. Kuchnia miała nowoczesny wystrój, który przełamywał fragment starej boazerii.

         − Masz śliczną kuchnię, Boston. Moja nie była malowana od co najmniej sześćdziesięciu lat.

         Boston pokiwała głową i wyjęła z szuflady nożyki do posmarowania babeczek.         − Miałam kiedyś okazję zajrzeć do twojego domu – odezwała się po chwili. − O ile pamiętam, kuchnia jest w stylu lat pięćdziesiątych, czy tak?

         − Owszem. Nie mam nic przeciwko kuchniom retro, ale problem polega na tym, że tam nic nie działa. A ja jednak bardzo bym chciała, żeby po odkręceniu kranu leciała ciepła woda. I chciałabym mieć lodówkę, w której jest naprawdę lodowato.

         Boston uśmiechnęła się szeroko.

         − Nie martw się. Zeke naprawdę zna się na swoim fachu. Razem z bratem robią wspaniałe rzeczy.

         − Czy tę kuchnię też modernizował?

         − Oczywiście, niecałe sześć lat temu. A ty skąd do nas przyjechałaś?    

To pytanie wcale nie zaskoczyło Andi. Na tej małej wyspie na pewno wszyscy się znali i Boston wiedziała doskonale, że Andi nie jest stąd.

         − Przyjechałam z Seattle.

         − W wielkim mieście jest całkiem inaczej niż tutaj.

         − O, tak. Ale ja właśnie chcę tej zmiany.

         − Rozumiem. Będziesz mieszkać tu sama, czy… z rodziną? 

         Było jasne, że Boston nie chodzi o rodziców ani o rodzeństwo.

         − Całkiem sama.

         − Sama? W takim dużym domu?

         − Jestem lekarką. Pediatrą. Na parterze urządzę gabinet lekarski, a zamieszkam na piętrze. Największym wyzwaniem będzie przeniesienie na górę kuchni. 

         Andi mogłaby przysiąc, że kiedy powiedziała, jaki ma zawód, po twarzy Boston przemknął cień. Jej twarz na moment stężała, a potem Boston spojrzała w okno, to nad zlewem, przez które widać było dom Andi.

         − Tak, to rozsądne rozwiązanie – przyznała. – Pacjenci będą przyjeżdżać do ciebie. Miejsca do parkowania jest dosyć.

         − Też tak myślę − przytaknęła Andi, sięgając po babeczkę. – Boston, od jak dawna mieszkacie na wyspie?

         − Od urodzenia, w tym właśnie domu. Kiedy zaczęłam spotykać się z Zekiem, uprzedziłam go, że na moich barkach spoczywa wielki ciężar o powierzchni dziewięciuset metrów kwadratowych. Zeke oczywiście powiedział wtedy dowcipnie, że to właśnie podoba mu się we mnie najbardziej.

         Nastąpiła chwila ciszy, ponieważ Andi zajęta była smakowaniem pierwszego kawałka babeczki. Była przepyszna, smak waniliowy przełamywała leciusieńka cierpkość jabłkowego musu doprawionego cynamonem.

         − Pracujesz, Boston?  

         − Tak, ale w domu. Jestem malarką. Zajmuję się głównie malowaniem tkanin. Czasami maluję portrety, rysuję, a  wszystkie oryginalne ozdoby, które widzisz w tym domu, to moje dzieło.

         − Domyślam się. Werandą jestem zachwycona.

         − Naprawdę? A Deanna jej nie znosi! Oczywiście, nigdy mi tego nie  powiedziała, ale zawsze, kiedy wchodzi na moją werandę, wzdycha.       

   − Deanna? A któż to taki?

         − Twoja sąsiadka z drugiej strony.

         − Ach tak? Ma piękny dom.

         − Zgadza się. W środku też jest pięknie. Na pewno cię zaprosi i przekonasz się na własne oczy, że jest czym się zachwycać. Wszystkie pokoje od frontu umeblowane są antykami, dlatego towarzystwa historyczne ją kochają. – Boston znów spojrzała w okno. – Deanna ma pięć córek, czyli klientela pod bokiem zapewniona!

         − Raczej pacjentki.

         − O, tak, przepraszam. Pacjentki, i to bardzo miłe, naprawdę… A więc, Andi, wiesz już, kogo masz wokół siebie. Bardzo się cieszę, że wreszcie ktoś zamieszka w tym środkowym domu. Bo pusty dom jest po prostu smutny.

         Boston mówiła spokojnym, równym głosem, ale Andi wyczuła w niej jakiś nagły spadek energii i nie mogła oprzeć się wrażeniu, że jej sąsiadka wolałaby już zostać sama. Szybko więc dokończyła swoją babeczkę i powiedziała:

         − Bardzo dziękuję za zaproszenie, Boston. Potrzebowałam zastrzyku energii z kofeiny i czegoś słodkiego. Niestety, muszę już iść, bo mam mnóstwo do zrobienia.

         − Domyślam się. Sama tego nie przeżywałam, ale wiem, że przeprowadzka daje porządnie w kość. Dlatego nie zatrzymuję cię. Mam nadzieję, że będzie ci się dobrze mieszkało przy naszej uliczce.

         − Jestem pewna, że tak będzie – powiedziała Andi, wstając z krzesła. – Miło było cię poznać.

         − Ja również bardzo się cieszę, że miałyśmy już okazję pogadać. Mam nadzieję, że będziesz do mnie wpadać częściej. Nie krępuj się i wpadaj też wziąć prysznic, dopóki nie będzie u ciebie wody.

         − Dzięki, Boston, ale jeśli nie będę miała wody, nie pozostaje mi nic innego, jak przenieść się do hotelu!

         Boston odprowadziła Andi do drzwi. Pożegnały się miło, Andi zeszła po schodkach i ruszyła przed siebie. Zatrzymała się na chwilę i spojrzała na swój dom stąd, skąd widzieli go jej sąsiedzi. Jaki mieli widok? Okna bez szyb, odpadający tynk i zarośnięty chwastami trawnik.

         − No cóż… Nie wygląda to najlepiej – mruknęła, maszerując do samochodu  i pocieszając się duchu: Głowa do góry, dziewczyno! Na pewno sobie poradzisz. Przemyślisz wszystko, w sobotę spotkasz się z Zekiem, obgadacie plan, podpiszecie umowę i robota ruszy. A teraz trzeba przygotować się na jutrzejszy przyjazd rzeczy. Najważniejsze, że masz już pomysł, gdzie to wstawić na czas remontu i gdzie sama się w tym czasie podziejesz.

          Dwa pokoje na mansardzie może nie są zbyt duże i na razie nie wyglądają ładnie, ale dobre i to. Większy będzie czymś w rodzaju pokoju dziennego i prowizoryczną kuchnią, mniejszy sypialnią. Na szczęście na mansardzie była łazienka. Maciupeńka, ale z prysznicem. Armatura chyba z lat czterdziestych, ale sprawna, a Zeke nawet obiecał, że włączy też ciepłą wodę. Nie ma co narzekać. Te trzy miesiące da się jakoś przeżyć. Andi powiedziała Zeke’owi, że chciałaby bardzo, by remont skończył się na początku lipca, mimo że z praktyką zamierzała ruszyć dopiero we wrześniu. Naoglądała się programów o kupnie domu, remontach i urządzaniu  i wiedziała, jakie są problemy z dotrzymaniem terminu.

         Wyjęła z samochodu duże wiadro i środki czystości. Najpierw wysprząta pokój, który chwilowo posłuży za skład mebli, potem łazienkę. A gdy już upora się z tym wszystkim, zje w nagrodę kanapkę z wieprzowiną, długo pieczoną i smakowitą, jak zapewnił, obdarowując ją, Arnie, jej agent nieruchomości.

         Po schodach wchodziła ostrożnie, bo pamiętała, że dwa z ośmiu stopni są obluzowane. Zamek w drzwiach wejściowych trochę się opierał, udało jej się jednak przekręcić klucz i wkroczyła do holu tak bardzo różniącego się od holu w domu Boston. Nie było tu uroczego zestawu różnorodnych mebli ani zasłon w oknach, ani niczego, co świadczyłoby, że toczy się tu życie. Panował okropny zaduch. Śmierdziało brudem, stęchlizną i niewątpliwie myszami. Tapety odpadały z brudnych, zawilgoconych ścian, a okna w pokoju dziennym zabite były dyktą. Koszmar!

         Postawiła na podłodze wiadro i torbę wypchaną papierowymi ręcznikami i ścierkami, rozłożyła szeroko ręce i chichocząc jak głupia, obróciła się dookoła, omiatając spojrzeniem paskudne ściany swego domu.

         − Nie martw się. Będziesz jeszcze szczęśliwy i piękny, już ja się o to postaram − szepnęła z czułym uśmiechem i dokończyła nieco głośniej: − Ja i naturalnie ekipa remontowa. Zobaczysz! Staniesz na nogi. Oboje staniemy, i ty i ja!

         Bo kiedy ten remont będzie trwał, ona zdąży się zadomowić na Blackberry Island, a jej były narzeczony stanie się już tylko czymś w rodzaju złej postaci z bajki, którą opowiada się dzieciom ku przestrodze. A kiedy całe to zamieszanie się skończy, Andi otworzy praktykę, zacznie odnosić sukcesy zawodowe i stanie się innym człowiekiem. Nie będzie już największą ofermą w rodzinie Gordonów ani naiwną, głupią kobietą. Tak, głupią, bo nie można inaczej nazwać kobiety, która dziesięć lat swego życia podarowała facetowi, który usilnie się starał zmienić w niej wszystko. Po prostu wywrócić ją na drugą stronę, a potem zostawił ją na lodzie i w dwa tygodnie później ożenił się z kimś innym.

         Koniec. Andi nigdy już nie będzie musiała się martwić, że nie jest wystarczająco dobra i że nie spełnia cudzych oczekiwań.

         Jej spojrzenie znów przemknęło po paskudnych ścianach.

         − Wiesz, kochany domku, może nie będziemy tak idealni jak ten dom z lewej strony, ani tak artystyczni jak dom z prawej. Ale na pewno będziemy po prostu tacy jak trzeba.  Przekonasz się.

         Zabrzmiało to jak obietnica. A Andi Gordon zawsze dotrzymywała danego słowa.

"Trzy siostry" to godna polecenia powieść. Na jej przykładzie możemy zobaczyć, że wcześniej czy później zza chmur wyjdzie słońce, a nawet największe problemy wyblakną lub całkowicie znikną ustępując miejsca szczęściu.

Polecam tą książkę do czytania w tramwaju i w kolejce do kasy na zakupach, albo na poczcie albo chwilkę przed snem. Książka jest z gatunku lekka i przyjemna, jednak dość mocno wciąga nas w sprawy bohaterów i nawet jeśli gdzieś tam w podświadomości już w trakcie czytania dedukujemy sobie jak to się wszystko skończy, to jednak zżywamy się z bohaterami, kibicujemy im a ich wypadki i przypadki są dla nas emocjonującymi momentami.

Powieść "Trzy siostry" to książka o nadziei, przyjaźni i prawdziwym życiu. To lektura, która wyzwala w czytającym wiele przeróżnych emocji. Jest czas na współczucie, łzy, śmiech. Można się też zezłościć, skrytykować. I obowiązkowo czuje się kobiecą solidarność. Były momenty, że odczuwałam troszkę żalu, że nie mogę dołaczyć do kółka bohaterek, być czwartą w tym teamie. Wśród takich sąsiadek byłoby mi dobrze, znalazłabym pokrewne dusze i kogoś, komu mogłabym wyrzucić z serca co mnie nurtuje i męczy.

Jestem absolutnie oczarowana! Co z tego, że książka jest do granic możliwości przewidywalna, że to powielony schemat, że występujące w niej wątki wielokrotnie powtarzany... to wszystko nie ważne! Sposób w jaki autorka opowiada tę historię jest cudowny. Możemy poczuć się jak Andi, która trafia w nieznane, nowe miejsce i zaczyna budować swoje nowe życie - poznaje sąsiadów i innych mieszkańców wyspy, "wchodzi" w tą małomiasteczkową społeczność, integruje się. Tu jest wszystko to co w powieściach obyczajowych lubię najbardziej - ciekawe postaci, bagaż doświadczeń, cała lawina niesamowitych zdarzeń, specyficzny klimat małego miasteczka, cała gama uczuć, walka z przeciwnościami losu, miłość, przyjaźń i radzenie sobie z trudnościami i przeciwnościami losu.

Powieść czyta się lekko i przyjemnie na pewno, a bohaterki od razu wzbudzają naszą sympatię i to bez faworyzowania którejkolwiek z nich… i bynajmniej nie są chodzącymi ideałami o anielskiej cierpliwości czy usposobieniu. Całość jest przesympatyczna nawet jeśli momentami dość przewidywalna, jak to w tego typu książkach bywa. Choć nie jest to jakaś wada. (...) Trzy siostry to naprawdę wspaniała i niezwykle skuteczna odskocznia od codziennej „szarpaniny”, bieganiny, kłopotów itp. I o dziwo pozwala nabrać lekkiego dystansu do swoich spraw, bo jak się okazuje to o czym piszą i to co nam się przydarza jest czasami bardzo podobne.

Książka jest bardzo ciekawa, interesująca, a zarazem lekka. Szybko się ją czyta, podoba mi się to, że każda z bohaterek ma czynny udział w opowiadaniu swojej historii, to dopełnia powieść jako całość, a także pozwala czytelnikowi poznać charakter, osobowość, problemy życia danej postaci. (...) Bohaterowie są świetnie wykreowani, barwni, prawdziwi, nie są doskonali, z bagażem doświadczeń, opowiadają o zwykłym codziennym życiu, które nie zawsze jest łatwe do pokonania. Fabuła doskonale skonstruowana, zachwyca pod każdym względem. Jednym zdaniem to powieść z którą warto się zapoznać. Skusisz się? Gorąco polecam.

Bohaterki to duży atut tej powieści. Są tak różne, że wydaje się aż niemożliwe, aby się zaprzyjaźniły. Okazuje się, iż wspólnie przeżywane troki są w stanie zbudować wyjątkową wieź miedzy tymi kobietami. Więź, która zapewne przetrwa jeszcze niejeden ludzki dramat. Ich historie są pełne bólu i cierpienia. Prawdziwe wyciskacze łez. (...) Fabuła jest dość interesująca. Trzy kobiety, trzy problemy, jakie trzeba rozwiązać, i to jak najszybciej. Życie na rozstaju dróg nie jest proste, a każda z bohaterek właśnie na takim skrzyżowaniu stoi. Książkę czyta się naprawdę szybko, wszystko pędzi w zatrważającym tempie. 

Jestem miłośniczką książek, w których napotykamy różną gamę emocji. W trakcie lektury Trzech sióstr natrafić można na sytuacje, które rozbawią. Inne z kolei wzruszą i zasmucą. Pojawią się również i takie momenty, które nami wstrząsną i zmuszą do refleksji. Całość czyta się lekko, a akcja toczy się miarowo. Pisarka przedstawiła w sposób konkretny i spójny losy trzech kobiet, które pragną szczęścia i miłości. I niech nikogo nie odstrasza fakt, że jest to kolejna przyjemna obyczajówka, która nic nowego nie wniesie do mojego życia. Z każdej książki można wysnuć wnioski, które w przyszłości mogą być dla nas wskazówkami.

"Trzy siostry" to opowieść o sile przyjaźni i przetrwaniu ludzkich kryzysów. Dobrze napisana powieść o ludziach, którzy szukają bliskości i zrozumienia. Charakteryzuje się prostym językiem, umiejętnie wplecionym humorem i dużą dozą ciepła, które docenią z pewnością wszystkie czytelniczki. Proste czynności, zwykłe sytuacje i ludzkie nieszczęścia powodują, że bardzo łatwo możemy utożsamiać się z poszczególnymi bohaterkami. Ich życiowe historie bawią, smucą, złoszczą i wzruszają. To lektura, która daje przyjemność czytania.

Powieść obyczajowa mająca dużą moc przykuwania uwagi czytelnika i wciągania go w historie trzech kobiet znajdujących się w dramatycznym momencie życia. Książka bardzo wzrusza i nakłania do wielu przemyśleń. Czyta się ją z niezwykłą lekkością, trudno się od niej oderwać, a wykreowaną przez autorkę rzeczywistość cechuje bogactwo uczuć, koloryt obrazu i zrozumienie ludzkich pragnień. (...) Fabuła przyciąga intrygującymi zdarzeniami, ciekawymi sytuacjami, zaskakującymi zwrotami akcji. Dialogi naturalne i pełne pogłębionych odniesień do różnorodnych aspektów scenariuszy ludzkich losów. A do tego bardzo porywająca narracja, która współtworzy barwny i ciepły klimat powieści. Po takie książki chciałabym sięgać jak najczęściej, dostarczają bardzo dużą satysfakcję czytelniczą. Bo wszystko tu ze sobą współgra i świetnie komponuje się w przekazywanej treści.

Ktoś mógłby zarzucić tej książce banalność. Myślę jednak, że ciepłe promienie słońca wydobywające się z kartek szybko przekonają go do siebie. (...) Nie znajdziemy tutaj wyidealizowanej bajki. Szczęście zależy od nas samych i tylko dzięki ogromnym chęciom i dążeniu do celu jesteśmy w stanie odnieść długo wyczekiwany sukces. Książka w piękny sposób opowiada o małżeństwie i związkach. Przypomina, że potrzeba dużo pracy i zaangażowania z obu stron aby zbudować coś naprawdę trwałego. (...) To też opowieść o przyjaźni, pomiędzy zupełnie różnymi ludźmi. Nie pozostaje mi nic innego jak polecić wam tę historię (...)

Mallery stworzyła główne bohaterki w sposób staranny i oryginalny, to na nich skupia się cała historia, znamy życie każdej z trzech dziewczyn osobno jak i później, ich wspólne relacje, poznajemy także  ich wewnętrzne rozterki i chwile szczęścia. Podobało mi się również to, że akcja nie stała w miejscu, autorka postarała się aby wszystko było dopięte na ostatni guzik i żeby nie występowały  żadne przypadkowe fakty, które tylko „zapychają” fabułę. Tę książkę mogę polecić dosłownie wszystkim Wam.

W pewien sposób ta powieść ukazuję, że po burzy przychodzi słońce,że czasami trzeba upaść, otrzeć łzy i powstać niczym feniks z popiołu.Może czasami trzeba poczuć czym jest rozczarowanie i smutek by wynieść wnioski zamknąć pewien etap.Ruszyć do przodu po "nowe" bo zazwyczaj to co nowe to lepsze. Idealna książka dla kobiet,która właśnie teraz zaczynają swoje życie od nowa.

Susan Mallery napisała książkę o kobiecej przyjaźni; zwykła obyczajówka, którą czyta się lekko, przyjemnie i szybko. Idealna powieść na coraz to cieplejsze wieczory, którą można potem pożyczyć swojej przyjaciółce i pogadać o niej przy butelce wina. (...) Życzę i sobie i wam wszystkim takiej bliskości jaką znalazły bohaterki „Trzech sióstr” i zachęcam do przeczytania książki, bo warto. Może dzięki niej dostrzeżemy przyjaciółkę w osobie, która na pierwszy rzut oka wydaje się niezwykle "twarda", ale tak naprawdę potrzebuje naszej przyjaźni i naszego ciepła. 

Książka napisana jest w sposób prosty i łatwy w odbiorze. Przyjemnie się ją czyta i dość szybko. (...) Uważam, że "Trzy Siostry" to książka warta przeczytania! Wydaje mi się, że tę powieść można polecić wszystkim, bo każdy znajdzie tu coś dla siebie.

"Trzy siostry" to książka, która dostarcza wielu emocji. Wraz z bohaterkami przeżywamy to, co one czują. Autorka doskonale wykreowała każdą z nich. Ich losy, niekiedy przarażające i pełne współczucia, innym razem napełnione szczęściem i chwilami wzruszeń, opisane są bardzo autentycznie. (...) Ogólnie powieść jest bardzo lekka, czyta się ją szybko i swobodnie (...) dawno nie nie czytałam żadnej powieści obyczajowej, dlatego "Trzy siostry" były dla mnie dość pozytywnym powrotem do tego gatunku.

Książka „Trzy siostry” to powieść pisana językiem emocji, w której znajdziemy nadzieję na lepsze jutro, moc wzruszeń, rodzące się uczucia oraz zmagania z własnym cierpieniem i z bolesnymi wspomnieniami z przeszłości. (...) Susan Mallery doskonale prowadzi akcję sprawiając, że głosy trzech kobiet są równie silne, zaś ich losy splatają się ze sobą, szczególnie w momentach kryzysów, kiedy to mogą być dla siebie wsparciem. (...) Lektura „Trzech sióstr” zostaje w pamięci, stanowiąc również wskazówkę odnośnie tego, jakimi zasadami kierować się możemy w swoim życiu i jak postępować, by spotkać na swojej drodze szczęście.

Susan Mallery bardzo ładnie skomponowała historię zwykłych, przeciętnych kobiet, które pogubiły się na skutek wydarzeń z przeszłości. Pragną jednak odnalezienia właściwej drogi. To powieść, która nie tylko absorbuje czytelnika, ale momentami również wzrusza i śmieszy dzięki dowcipnym dialogom. Miłość zawsze czyni cuda.

„Trzy siostry” to powieść urocza, ale bynajmniej nie przesłodzona. (...) polecam przede wszystkim osobom, które przepadają za obyczajówkami albo po prostu chciałyby nieco się odprężyć. Mnie się to udało i z przyjemnością sięgnę po inne powieści Susan Mallery. Szczególnie wtedy, gdy spadną na mnie jakieś kłopoty. Wówczas, mam nadzieję, znowu skutecznie poprawię sobie nastrój.

Książka jest naprawdę przyjemną odskocznią od codzienności i jeśli tak jak ja czytanie w większości kryminały czy biografie lub fantastykę to Trzy Siostry będą dla was idealnym odpoczynkiem od rutyny i poznacie trzy naprawdę cudownie kobiety, które szukają siebie i walczą o lepsze jutro.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ