Powieść obyczajowa
Cukiernia w ogrodzie
KUP TERAZ

Cukiernia w ogrodzie

brak opinii
Liczba stron: 464
ISBN: 9788327617453
Premiera: 2016-02-17

Fay prowadzi cukiernię w urokliwym domowym ogrodzie. Praca, ogród i opieka nad wiecznie niezadowoloną matką wypełniają jej życie niemal bez reszty. Od dziesięciu lat spotyka się z Anthonym, ale nie jest to związek, o jakim marzyła. Pewnego dnia w cukierni pojawia się Danny, dużo młodszy od niej trzydziestolatek, który porzucił pracę w londyńskim City i mieszka na łodzi. Fay świetnie się bawi w towarzystwie Danny’ego i pod jego wpływem zaczyna inaczej patrzeć na swoje życie. Tymczasem fatalny zbieg okoliczności sprawia, że traci wszystko, co znała i kochała. Z dnia na dzień musi dokonać wyboru między tym, co przewidywalne a tym, co szalone i nieznane.  

Carole Matthews

Carole Matthews to popularna brytyjska pisarka, znana z pełnych humoru powieści dla kobiet. Na swoim koncie ma 27 powieści, z których wiele znalazło listach bestsellerów "Sunday Times" i "USA Today". Jej książki wydano w 31 krajach i sprzedano w liczbie 4,5 miliona egzemplarzy. W Polsce znana jest z powieści takich jak „Z tobą lub bez ciebie” i „Na dobre i na złe”. Największą popularność przyniosła jej seria o Klubie Miłośniczek Czekolady. 

           Lija dołącza do mnie, na rękach ma żółte, gumowe rękawice. Z chmurnym obliczem zatrzymuje się na pomoście.

– Stara podła jędza – mówi. – Gdyby to była moja matka, zadusiłabym ją poduszką.

– Czasami mam na to ochotę – przyznaję się.                                 

– Napluję do jej następnej herbaty.

Nie uważam się za wybitną opiekunkę, ale w porównaniu z Liją jestem jak Matka Teresa.

– Może zaczniemy od stolików?

Zasiedziałam się na pomoście i teraz muszę zakasać rękawy, żeby zdążyć przed zapowiadanym deszczem. W bojowym nastroju wyciągam szczotki ryżowe.

Niestety, brakuje nam miejsca na sprzęty, dlatego stoliki i krzesła całą zimę stoją na zewnątrz. Choć ustawiam je jedne na drugich i nakrywam starym brezentem, żeby chronić je przed mrozem i opadami, każdej wiosny po ściągnięciu osłony okazują się brudne i pokryte zielonkawym nalotem.

Razem z Liją podchodzimy do stolików. Woda w wiadrze nieco ostygła, ale nie ma czasu na bieganie po wrzątek. Bierzemy się za szorowanie.

Stoliki są niebrzydkie, pastelowe. Kupiłam je za bezcen w Ikei, kiedy rozkręcałam biznes, nazywały się Pacan lub Falstart, czy coś w tym stylu. Cukiernia Fay oficjalnie otworzyła swe podwoje trzy lata temu, pierwszy rok minął jak z bicza trzasnął, a ja się uczyłam podstaw branży. Dopiero w tym roku w trakcie przygotowań do sezonu mam poczucie, że wreszcie weszłam we właściwy rytm. Tak naprawdę miałam mnóstwo szczęścia, kawiarnia ruszyła bez szczegółowego biznesplanu, dość chaotycznie ewoluowała, a pierwszego roku, zwłaszcza w wakacje, powiodło mi się lepiej, niż przypuszczałam. Stałymi klientami okazali się żeglarze i spacerowicze, którzy wprost z pokładu Ślicznotki, kupiwszy ciasta, słoiczki dżemu i butelki lemoniady, przychodzili na herbatę. Minusem tej pracy, przy całodziennej opiece nad mamą, poza wyzwaniami, była samotność. Tęskniłam za pracą w biurze, bo całymi dniami nie miałam się do kogo odezwać i klienci okazywali się ostatnią deską ratunku.

Drugiego roku, ciesząc się z niewielkiego sukcesu, dodałam kilka kolejnych stolików do ogrodu i wyspecjalizowałam się w podwieczorkach, przede wszystkim dlatego, że to mój ulubiony posiłek. Okazały się tak popularne, że wkrótce potrzebowałam dodatkowej pary rąk do pomocy. W lokalnej gazecie zamieściłam ogłoszenie, na które odpowiedziało pięćdziesiąt osób. Na rozmowę zaprosiłam trzech kandydatów. Liję polubiłam od razu. Nie wiem dlaczego, bo dwie pozostałe osoby na pierwszy rzut oka wyglądały na potulniejszych pracowników. Ale ona jako jedyna przyszła z upieczonym przez siebie ciastem – biszkoptem przekładanym kawowym kremem z orzechami. Był to najlepszy placek, jaki w życiu jadłam. I tak Lija zaczęła dla mnie pracować.

Tamtego roku kawiarnię zrobiłam z naszej jadalni, ku ogromnemu niezadowoleniu matki. Marudziła, że ośmieliłam się wpuszczać obcych do domu. Tłumaczyłam jej, że skoro sama królowa udostępnia swój pałac zwiedzającym, to nie możemy być od niej gorsze.

Jadalnia przydaje się w razie niepogody, choć mieszczą się w nim tylko cztery małe stoliki. Latem otwieramy na oścież szerokie, wychodzące na ogród drzwi balkonowe. Poza zadaszoną werandą reszta miejsc jest skazana na łaskę i niełaskę żywiołów. Losy kawiarni zależą więc od kaprysów pogody i biznes idzie nierówno, ale na szczęście działa i pozwala nam wiązać koniec z końcem.

W zeszłym roku, pod koniec sezonu, kupiłam dwa ogrodowe parasole dla ochrony przed słońcem i deszczem, ale jeszcze nie zdążyłam ich użyć. Potrzebuję mężczyzny, który umie sprawnie posługiwać się śrubokrętem, a choć mój partner Anthony ma wiele zalet, to raczej nie jest złotą rączką.

Lija szoruje blaty z większym zapałem niż ja. Słońce przebija przez chmury, przyjemnie grzejąc plecy. Mam nadzieję, że nadchodzący rok okaże się hojny i zdołam trochę zaoszczędzić. Zbieram na renowację Ślicznotki, bo to ucieszyłoby tatę. Na pewno trzeba w niej wymienić silnik, a zakup nowego nie jest tani.

Kiedy się prostuję, aby rozciągnąć mięśnie, zauważam, że do pomostu podpływa barka, której nie kojarzę. Nowi klienci zawsze mnie bardzo cieszą. W zeszłym roku ustawiłam przy kanale tablicę z reklamą, żeby przyciągnąć przepływających ludzi. Ale nie znam tej łodzi.

Przysłaniam dłonią oczy i patrzę, jak ustawia się za barką taty.

– Kto to może być?

Łapacz Snów. Nazwa nie jest wielkim zaskoczeniem, to prawdopodobnie jedno z najpopularniejszych imion dla barek. To tradycyjna jednostka, podobna do Ślicznotki, stara i nieco przytarta na krawędziach. Ale jej właściciel, przynajmniej z dystansu, wygląda młodo. Dziarsko wyskakuje przez burtę na pomost, z liną cumowniczą w dłoni.

– Chyba mamy klienta – mówię do Lii.

Jeszcze nie otworzyłyśmy. Wszystkie świeże ciasta przeznaczone na sprzedaż wciąż leżą zawinięte w folię na kuchennym blacie. Zazwyczaj najwięcej klientów przychodzi w poszukiwaniu smakołyków na podwieczorek albo na kolację. Choć nie jesteśmy nawet cieniem konkurencji dla utargu pobliskiego Tesco.

– Aha – mruczy Lija, zataczając kręgi szczotką ryżową. – Powiedz, że zamknięte.

– Nie żartuj. Każdy klient jest na wagę złota, a wstawienie czajnika zajmuje sekundę. – Sama nie pogardziłabym kubkiem gorącej herbaty. – Może usiąść na werandzie, jeśli mu to nie przeszkadza. Tam wszystkie stoliki są już czyste i gotowe.

Odkładam szczotkę na bok i próbuję wyglądać jak bizneswoman. Nie jest to takie proste, jeśli ma się na sobie dziergany sweter. Mężczyzna cumuje obok Ślicznotki i po kilku minutach burta jego łodzi przylega do pomostu. Mały, biały piesek w czarne i brązowe łatki, chyba krzyżówka teriera, wystawia łebek z barki. Wokół szyi ma przewiązaną czerwoną apaszkę. Wygląda to przeuroczo.

– Diggery, do nogi!

Mężczyzna strzela palcami i pies wyskakuje z łódki, a potem posłusznie drepcze za swoim panem.

Właścicieli łodzi można generalnie podzielić na dwie kategorie: emerytów lub hipisów. Mężczyzna nie należy do żadnej z nich. Kiedy zdecydowanym krokiem przemierza ogród, zauważam, że jest bardzo wysoki i szczupły. Nie znam ostatnich trendów męskiej mody, ale wygląda mi na kogoś świadomego stylu. Jest ubrany w czarne obcisłe dżinsy, czarny T-shirt i wyblakłą szarą dżinsową kurtkę. Na nogach ma ciężkie trapery. Jego kruczoczarne, gęste, krótko ostrzyżone po bokach włosy sterczą na wszystkie strony, zalotnie opadając tuż nad czołem.

Marzy mi się podobna fryzura z charakterem, chciałabym mieć włosy jak Lija czy właśnie ten mężczyzna. Zamiast tego mam prostą, krótką blond fryzurę, głównie ze względów praktycznych, bo łatwiej się je układa niż burzę loków falujących aż do pasa, o których śnię po nocach. Jak gdybym miała czas na ich pielęgnację.

Kiedy mężczyzna podchodzi bliżej, muszę przyznać, że wszystkie elementy jego wyglądu tworzą przyjemną dla oka całość. Aż mi się wyrywa:

– O jeju.

Wtedy Lija przerywa pracę i prostuje się.

– Wygląda jak w mundurku – ocenia go pogardliwie.                                                      

Mężczyzna zatrzymuje się i wita się z nami:

– Dzień dobry paniom.

Obdarza nas tak ciepłym uśmiechem, jakiego od dawna nie widziałam. A może nawet nigdy.

Ten uśmiech potrafiłby złamać serce. I to niejedno.

– Hej – odpowiadam.

Wtedy zauważa, że w ogrodzie panuje sezon zimowy, a my właśnie czyścimy stoliki.

– Czy już otwarte?

Ma miękki, irlandzki i bardzo seksowny akcent.

– Oczywiście – mówię i wtedy po raz pierwszy w życiu czuję, jak drży mi serce.

                                                   

                                                       ***

 

Prowadzę przystojniaka do stolika na werandzie, gdzie wygodnie siada, rozprostowując nogi. Zazwyczaj chętnie gawędzę z klientami, ale tym razem czuję się spięta i nie potrafię wydusić ani jednego słowa. Jest młody. Pewnie ledwo przekroczył trzydziestkę, czyli ma całe dziesięć lat mniej niż ja. Wtedy uświadamiam sobie, że wpatruję się w niego.

Może jest do tego przyzwyczajony, bo wydaje się nie zwracać na to uwagi.

– Nazywam się Danny – przedstawia się, zrozumiawszy, że sama się nie odezwę. – Danny Wilde.

Martensy i lekko sprana koszulka przydają mu szorstkości, ale mówi jak ktoś obyty i wykształcony.

Wskazuje na pieska, który układa się przy jego stopach.

– A to jest Diggery.

Wreszcie udaje mi się wykrztusić:

– Cześć, Diggery.

Pochylam się, żeby podrapać go po szyi, a pies w odpowiedzi wyciąga pyszczek do mojej ręki.

– Mam na imię Fay i zaraz przyniosę menu.

– Nie trzeba. Chciałbym kanapkę z chrupkim bekonem – oznajmia, uśmiechając się szeroko. – Taką naprawdę dużą. Od rana mi się marzy i była to prawdziwa tortura, bo skończył mi się i chleb, i bekon.

– Nie mamy tego w karcie, ale znalazłabym bekon w lodówce. Na razowym czy białym pieczywie?

– Na białym. Z mnóstwem keczupu. Jak sobie folgować, to już na całego – odpowiada z błyskiem w oku.

– Kawa czy herbata?

– Wielgachny kubas słodzonej herbaty z mlekiem.

Postanawiam przemilczeć, że naszym znakiem rozpoznawczym jest delikatna porcelanowa zastawa, a dokładniej porcelanowe filiżanki i spodeczki każdy z innego kompletu. Skoro prosi o kubek, dostanie to, czego sobie życzy. Zauważam, że Lija uważnie mi się przypatruje.

– Za chwilę wracam.

Kiedy odchodzę, Danny rozsiada się wygodnie i zamknąwszy oczy, rozkoszuje się promieniami słońca padającymi mu na twarz. Bogu dzięki, moje serce już nie drży. Niestety, zaczyna teraz walić jak oszalałe.

To absurdalne, ale ręce mi się trzęsą, kiedy układam plastry bekonu na grillu. Co prawda rzadko na naszym progu stają przystojni nieznajomi. Codzienną klientelę stanowią zrzędliwi emeryci i rodziny w towarzystwie nadpobudliwych dzieci, które próbują ogołocić z pąków każdy kwiat w ogrodzie. Danny jak mu tam jest wobec tego miłą odmianą.

Parzę mu kubek mocnej herbaty i biorę wodę dla psa.

Danny wita mnie uśmiechem, a kiedy stawiam na podłodze miskę, Diggery w podziękowaniu merda ogonem.

– To miłe – dziękuje jego pan.

– Uwielbiam psy – mówię. – Choć…

Nie ma sensu tłumaczyć, że mama nie cierpi zwierząt, każdego bez wyjątku, i nawet w dzieciństwie nie było mi dane cieszyć się choćby rybką w akwarium. Anthony również nie znosi psów, kotów i dzieci. Niekoniecznie w tej właśnie kolejności.

– Bez niego nie byłbym sobą – zwierza się Danny. – Nieprawdaż, Digs?

W odpowiedzi piesek przestaje pić i wskakuje na kolana swojego pana. W podziękowaniu za ten trud czeka go mocny uścisk. Kiedy zwierzę – mały szczęściarz – otrzymuje dostateczną dawkę pieszczot, Danny znów kieruje na mnie czarne, figlarne oczy.

– To twoja kawiarnia?

– Tak, to znaczy, nie... po części. – Przestań się jąkać kobieto, brzmisz jak bełkoczący półgłówek. Biorę głęboki wdech. – Dom należy do mojej mamy, a ja prowadzę cukiernię.

– Brawo – mówi, rozglądając się wokół. Kiedy zaś jego spojrzenie znów do mnie wraca, dodaje z uśmiechem szkolnego urwisa: – Także dla ogrodu.

Rumienię się. Nikt nigdy ze mną nie flirtował. A już na pewno nie młodzi, przystojni mężczyźni. Zwłaszcza nie wtedy, kiedy mam na sobie rozciągnięty sweter.

Wyraz jego twarzy łagodnieje, kiedy zauważa moją konsternację.

– Przepraszam, nie chciałem cię onieśmielić.

– W porządku – zapewniam go. – Wszystko w jak najlepszym porządku.

Wtedy uświadamiam sobie, że wachluję się kartą dań.

– Ogród chyba wymaga mnóstwa pracy – zauważa. – To spora działka. Macie ogrodnika?

– Nie – przyznaję. – Niestety. Wszystko jest na mojej głowie.

Czasem Anthony, zmuszony przeze mnie, przejeżdża po trawniku kosiarką. Jednak najlepszym dniem na ogrodowe prace są poniedziałki, kiedy kawiarnia jest zamknięta, a wtedy mój partner siedzi w pracy. Inną dobrą porą są wieczory, ale wtedy dla odmiany Anthony gra w golfa.

– Szykujemy się na letni sezon – wyjaśniam. – Zbyt późno wzięłyśmy się do pracy i czas nas goni.

– Może potrzebujecie pomocy?

– Zawsze – śmieję się.

– Na poważnie – mówi. – Szukam dorywczego zajęcia. Nie ma pracy, której bym się nie podjął. Nie jestem wybitnym specjalistą od uprawy kwiatów i roślin, ale obsługę młotka i pędzla mam w jednym palcu. Wiem też, jak działa kosiarka i podkaszarka.

– Naprawdę? – Wtedy przypominam sobie o bekonie skwierczącym na grillu i wpadam w panikę. – Mój Boże, bekon! Zaraz przyniosę twoją kanapkę i wtedy porozmawiamy.

Pędząc do kuchni, myślę o wszystkich drobiazgach, które wciąż należy zrobić. Danny mógłby naprawdę okazać się pomocny przez kilka najbliższych dni. Na początek mógłby na przykład zgrabić liście i usunąć połamane gałęzie. Trawnik niezmiennie czeka na strzyżenie, choć wciąż jest na to zbyt mokro. Są jeszcze parasole ogrodowe, które Danny mógłby zainstalować. W zeszłym roku kupiłam też kilka ślicznych emaliowanych tabliczek w stylu retro z zabawnymi hasłami. Nie zdążyłam ich nawet wyjąć z pudełka. Mógłby je zawiesić. Trzeba naprawić część płotu. Dni mogłyby się przeciągnąć w tygodnie, jeśli znajdę fundusze. Z pewnością zadbałabym o to, żeby jego ręce nie zaznały spoczynku. Nie to miałam na myśli. Wiecie, o co mi chodziło. Jest mnóstwo do zrobienia i na pewno by się nie nudził. To właśnie chciałam powiedzieć.

Zgodnie z życzeniem wyciskam górę keczupu na kanapkę, a potem wynoszę ją na dwór. Danny z wilczym apetytem rzuca się na jedzenie. Diggery skomle na widok bekonu, wtedy jego pan odrywa i rzuca mu mały kawałek.

– Przydałaby mi się pomoc przy cięższych pracach ogrodowych – przyznaję. – Ale obawiam się, że nie jestem w stanie zbyt dużo zapłacić.

– Może mógłbym otrzymywać wynagrodzenie w kanapkach z bekonem – uśmiecha się. – Ta jest przepyszna.

– Nie mam nic przeciwko dokarmianiu mojego pracownika.

– W takim razie zgoda. Kiedy miałbym zacząć?

– Czy mógłbyś od razu nam pomóc? Czeka na mnie i Liję długa lista rzeczy do zrobienia. – Która się raczej nie skróci od gawędzenia z Dannym. – W wolnym czasie chciałyśmy jeszcze upiec kilka ciast, dlatego byłoby super, gdybyś nas odciążył.

– Ciasta? Mniam. Chętnie zapracuję na kawałek – dodaje.

Zauważam, że lustruje Liję od stóp do głów. Nie dziwię się. Jest młoda i piękna. I mówiąc szczerze – on też.

– To jest Lija – przedstawiam ją. – Pracuje tu na pełen etat. To prawdziwa mistrzyni wypieków.

Danny śmieje się.

– Zatem postanowione. Właśnie zatrudniłaś pomocnika, Fay.

– Świetnie. – Zadziwia mnie tempo rozwoju wydarzeń. Danny błyskawicznie zmienił się z klienta w pracownika obsługi, no, ale darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. – Gdy skończysz jeść, zapraszam do pomocy przy czyszczeniu stolików.

– Zgłaszam gotowość. – Grzbietem dłoni ściera resztkę keczupu z kącika ust. – Ile jestem ci winien?

– Ja stawiam – mówię i dorzucam z uśmiechem: – Postaram się, żebyś na nią zapracował.

– Dzięki. Dobrze powiedziane, Fay – przyznaje. – Naprawdę mi się to spodobało.

Potem patrzy na mnie oczami, których intensywny brąz przechodzi w głęboką czerń. Bije z nich szczerość, choć jednocześnie błyskają w nich psotne ogniki. Ponownie czuję, że zaraz stracę dech w piersi.

– Nie pożałujesz swojej decyzji – dodaje Danny.

Głęboko w nieodgadnionej otchłani mojego czułego serca tli się obawa, że jednak mogę pożałować.

Carole Matthews należą się słowa uznania za sposób wykreowania książkowych bohaterów, a przede wszystkim za różnorodność ich charakterów. Kolejnym mocnym punktem powieści jest miejsce akcji stworzone przez pisarkę. Dom Fay oraz towarzysząca mu otoczka idealnie do siebie pasują. Jest tak jak lubię. Sielsko, a zarazem romantycznie. Z chęcią zamieszkałabym w takiej okolicy, z dala od miejskiego zgiełku. Biorąc pod uwagę całość, spędziłam w towarzystwie książki bardzo miło czas. Może na początku nie działo się zbyt wiele, ale za to później akcja nabrała tempa. Byłam bardzo ciekawa jak potoczą się losy Fay i innych bohaterów. W momencie gdy tajemnice rodzinne wyszły na jaw nie mogłam oderwać się od lektury. Zachęcam wszystkich do odwiedzenia "Cukierni w ogrodzie". Ja z pewnością jeszcze kiedyś się do niej wybiorę.

Każda z nas od czasu do czasu potrzebuje takiej idealistycznej bajki, a przy tym lektury zmuszającej do zastanowienia się nad własnym życiem, nad własnym zachowaniem wobec innych. Bo tym ostatnim Cukiernia w ogrodzie także jest. Poczynania i perypetie Fay kilkakrotnie w trakcie lektury sprawiły, iż na chwilę zatrzymałam się i przemyślałam kilka spraw. Trochę w książce brak przepisów na cukierniane słodkości. Moim zdaniem doskonale pasowałyby i do tytułu książki i do miejsca, gdzie rozgrywa się akcja. Polecam.

Cukiernia w tytule, ciastka na okładce – musi więc być pysznie i smakowicie. I tak w istocie rzeczy jest, chociaż Carole Matthews nie wplata w perypetie głównej bohaterki żadnego przepisu na smakowite ciasto, nad czym szczerze ubolewam. Przez całą fabułę tej książki jednak zmysły smaku i zapachu czytelnika zostają wystawione na ciężką próbę, bowiem w powieści cały czas coś się piecze, a bohaterowie co chwilę smakują czegoś dobrego. (...) Nie można żyć dla innych – przekonuje się o tym na własnej skórze właścicielka cukierni, która straciwszy wszystko, otrzymała coś o wiele więcej – własne szczęście. "Cukiernia w ogrodzie" to ciepła, mądra oraz dająca do myślenia książka, którą polecam na każdą porę roku.

To nie jest lekka książka - chociaż tytuł i okładka mogą to sugerować. To książka w której poruszono dość istotny temat: strach przed opuszczeniem bezpiecznej przystani i rozpoczęcie nowego nieznanego życia. A także strach przed tym co ludzie powiedzą, i o tym co wypada robić a czego nie. A wystarczy przecież czasami opuścić znany i szczelny kokon, by móc rozwinąć skrzydła i być szczęśliwym. Polecam

"Cukiernia w ogrodzie" to już druga książka Carole Matthews, którą miałam przyjemność czytać w niezbyt odległym od siebie czasie. I kolejny raz się nie zawiodłam. To cudowna książka, która pozwala się zrelaksować i zapomnieć o troskach dnia codziennego. (...) Bardzo polecam tę książkę. Spędziłam z nią cudne chwile. Przeniosłam się w inny świat i przez chwilkę mogłam nie myśleć o swoich problemach, zagłębiając się w życie innych.

Cukiernia w ogrodzie to nie tylko zwykła książka o miłości do płci przeciwnej, ale również o miłości do rodzica, zwykłej uprzejmości, o tym, że osoby, które zdawałoby się, że znamy najlepiej na świecie wcale nie są takie, jakie uważaliśmy, że są. Naprawdę piękna opowieść, czasami wzruszająca, pozwalająca się uspokoić po stresującym dniu oraz wciągająca. Kiedy zaczęłam czytać musiało minąć kilkanaście stron, abym wyczuła klimat, a potem prawie nie mogłam się oderwać od czytania, bo byłam ciekawa, co zdarzy się u Fay. (...) polecam tą niezwykle pyszną opowieść. Może cukiernia nie gra w niej najważniejszej roli, a opisy ciast nie są zbyt rozległe, ale za to przekaz, jaki można z niej wynieść jest naprawdę ciekawy. Warto przeczytać, by poznać kolejnych wspaniałych bohaterów i utwierdzić się w przekonaniu, że pozory mylą.

„Cukiernia w ogrodzie” to niezwykle lekka oraz klimatyczna opowieść o kobiecie, która całe życie poświęcała się dla bliskich osób. W trakcie czytania tej książki czytelnik obserwuje niezwykłą przemianę głównej bohaterki, która z dnia na dzień traci dosłownie wszystko. Zachwyciło mnie miejsce, w którym rozgrywały się wszystkie wydarzenia. Malowniczy ogród, pachnące wypieki oraz kanały niezwykle działały na moją wyobraźnię. (...)  Jest to książka która skłania do refleksji oraz pokazuje, jak ważne jest podążanie za swoimi marzeniami. Gorąco polecam!

„Cukiernia w ogrodzie” ma wszystko to, co lubię: wciągającą fabułę, przesympatycznych bohaterów i subtelny wątek miłosny, który idealnie wtapia się w tło i któremu mogę kibicować. Brytyjska pisarka stworzyła niezwykle plastyczną, pełną humoru i zaskakujących zwrotów akcji historię, którą śledzi się z prawdziwym zaangażowaniem do samego końca. Dzieło Carole Matthews to przepyszna, ujmująca i pełna ciepła opowieść o miłości, przyjaźni, przeciwnościach losu oraz o tym, że warto podążać za marzeniami i dać się ponieść odrobinie szaleństwa. Słodycz przeplata się tutaj z goryczą, ale w gruncie rzeczy jest to książka podnosząca na duchu i napawająca optymizmem. „Cukiernia w ogrodzie” ma swój niepowtarzalny urok, który z pewnością docenią miłośniczki twórczości Carole Matthews. Lektura tej pozycji była dla mnie czystą przyjemnością i z pewnością do niej powrócę. Serdecznie polecam!

Powieść „Trzy siostry” Susan Mallery była dla mnie miłym zaskoczeniem i odskocznią wprowadzającą w błogi nastrój. Książka ta porusza ważne problemy (utrata dziecka, porzucenie przed ołtarzem, problemy małżeńskie…) jednak w magiczny, jedynie sobie znany sposób potrafi obrócić każdą sytuację pełną lęku i smutku w balsam dla serca. (...) Trzy kompletnie różne kobiety zaczyna łączyć przyjaźń. Powieść Susan Mallery w piękny sposób ukazuje, że człowiek jest w stanie znieść naprawdę wiele cierpienia i przeciwności losu. Bo w życiu ważnym jest, by nie zapomnieć o tym co naprawdę cenne: o rodzinie i przyjaźni.

"Cukiernia w ogrodzie" to historia, po którą naprawdę warto sięgnąć. Cudownie relaksuje i odpręża. Zdrowo jest czasem sięgnąć po taką powieść, choćby po to, by nabrać odwagi i otworzyć się na coś nowego. Bo ta lektura motywuje i podnosi na duchu w bardzo skuteczny sposób. (...) Sięgając po tę powieść, obawiałam się trochę, że może okazać się przesłodzona i zbyt banalna. Okazało się jednak, że jest idealnie wyważona. Znalazłam tu sporo słodyczy, zrównoważonej jednak gorzkim smakiem. "Cukiernia w ogrodzie" okazała się mądrą książką o miłości, przyjaźni i rodzinie.

Ta smakowita powieść to beletrystyka w najlepszym wydaniu. Jest lekko, przyjemnie i bardzo ciekawie. Pomysłowo skonstruowana historia, charyzmatyczni bohaterowie i urokliwa sceneria. Pikanterii nadają zabawne i błyskotliwe dialogi, niejednokrotnie przesączone erotyzmem. W końcu... to romans. Ciekawie napisany, interesująco zaplanowany i pełen niedwuznacznych scen. (...) Do samego końca towarzyszą nam zwroty akcji, nagłe bicie serca i wybuchy emocji.

"Cukiernia w ogrodzie" to opowieść z ogromnym ładunkiem przyjemnego, domowego ciepła. (...) Bawiłam się bardzo dobrze przy tej słodkiej (i mimo wszystko momentami gorzkiej) lekturze, która pozwoliła mi zwolnić, odetchnąć, zaczerpnąć świeżego oddechu, zrelaksować się i zdobyć siły na dalszy bieg. (...) Tę powieść, tak kobiecą, mądrą i pełną ciepła, polecam wszystkim, bo uważam, że żadna minuta spędzona przy "Cukierni w ogrodzie" nie była zmarnowana. To lekka, ale bardzo wartościowa historia, którą warto poznać chociażby dlatego, by wydobyć z siebie odwagę na poczynienie nowych kroków. 

"Cukiernia w ogrodzie" to powieść, która mnie oczarowała i w sobie rozkochała. Pełna ciepła i uśmiechu, z barwnymi bohaterami. Powieść Carole Matthews to jedna z tych pozycji, które czyta się z wypiekami na twarzy, niecierpliwie przewracając jej kolejne strony. Wciąga, ciekawi i niesamowicie intryguje. Mimo tego, że przypuszczałam jak potoczą się dalsze losy bohaterki książki "Cukiernia w ogrodzie" czytanie tej powieści było dla mnie czystą przyjemnością! Choć czasami miałam mordercze zamiary wobec niektórych z bohaterów tej książki... wynikało to jednak nie z ich sposobu przedstawiania przed autorkę, a jedynie z ich charakteru. Nie mniej..."Cukiernia w ogrodzie" to powieść, którą mogę polecić z czystym sumieniem wszystkim osobom lubiącym ciepłe powieści. 

Przepadam za takim stylem pisarskim, tak samo jak za muffinami wszelkiej maści :) Więc książka Carol Matthews z miejsca przypadła mi do gustu. Mimo, że powieść jest z typu tych przewidywalnych, to wcale nie umniejsza przyjemności jej czytania. Jest niesamowicie ciepła i czarująca wprost idealna lektura zwłaszcza na ponure niekiedy, marcowe dni.

"Cukiernia w ogrodzie" to klimatyczna opowieść o przyjaźni, miłości, tajemnicy z przeszłości oraz życiowych upadkach i wzlotach.  Niby zwyczajna, przewidywalna, a jednak porywająca. Autorka ma niezwykle lekkie pióro, a jej książka w zasadzie sama się czyta. Z przyjemnością zatopiłam się w cudownych nadmorskich klimatach, które zaserwowała nam Carole Matthews. Miałam wrażenie, że sama siedzę w ogrodzie, w Cukierni Fay, obok Stana, jem pyszności, a wiatr rozwiewa mi włosy. Autorka pisze tak sugestywnie i malowniczo, że mamy wrażenie, że sami uczestniczymy w prezentowanych wydarzeniach. Uwielbiam takie książki - pełne smaków, zapachów i tego specyficznego klimatu! Lektura powieści Carole Matthews sprawiła mi wiele przyjemności, odstawiam ją na półkę, ale wiem, że kiedyś do niej wrócę :)

Cukiernia w ogrodzie to niesamowita powieść, którą pochłania się szybko i przyjemnie jak niesamowicie pachnącą czekoladową babeczkę. Już pierwsze strony powieści sprawiają, że zatopiłam sią w lekturę i nawet nie wiem kiedy, ale byłam już w połowie historii. To właśnie lekkie pióro autorki, jej styl i przewidywalna, ale dosyć piękna historia sprawiają, że książkę czyta się jednym tchem. (...) Polecam serdecznie lekturę tej książki.

Choć nie spodziewałabym się tego po sobie, to z niejakim zdziwieniem przyznaję, że ta powieść naprawdę przypadła mi nie tylko do gustu, ale i do serducha! Jest jak taki termoforek przykładany do brzuszka, gdy szczególnie boli - niesie ukojenie i łagodzi wszystkie bóle, a do tego pozwala zapomnieć o tym, co nas trapi. Fay jest bohaterką, którą polubiłam pomimo tego, że jest całkiem inna niż inne moje faworytki - ale czy to znaczy, że gorsza? Pani Matthews wykreowała nie tylko pełną słodyczy, ale i mądrości książkę, od której człowiek nie chce się odrywać - gwarantuję, że wy też będziecie pochłonięci nią! 

Cukiernia w ogrodzie to nie tylko historia o znalezieniu miłości, ale także o relacjach rodzinnych, podejmowaniu trudnych decyzji i odkrywaniu prawdziwego siebie. Z wierzchu rzeczywiście książka wygląda na taki typowy romans, jednak, tak jak wcześniej wspomniałam, autorka nie ograniczyła się do tego jednego wątku i postąpiła właściwie, ponieważ są momenty w tejże powieści, w których sprawy sercowe tak naprawdę schodzą na drugi plan. Według mnie właśnie takie historie są wartościowsze, bo nie obrazują samego love story, ale i m.in. relacje międzyludzkie, które tak łatwo utracić i zepsuć.
Polecam!

Książka, tak jak się spodziewałam, jest bardzo przewidywalna, co wcale nie oznacza, że jej lektura nie sprawiła mi przyjemności. Wręcz przeciwnie - okazała się nadzwyczaj ciepłą i urokliwą powieścią, do której warto wracać w gorsze dni. Pokazuje nam, że nigdy nie jest za późno na spełnianie odłożonych na później marzeń, a na każdym zakręcie naszego życia może spotkać nas miła niespodzianka.

Książkę czytało mi się bardzo przyjemnie i szybko, chociaż do najcieńszych nie należy. Autorka pisze w bardzo lekki i przyjemny sposob. (...) Jest to przezabawna, niezwykle ciepła, niezobowiązująca opowieść o szukaniu szczęścia, o miłości, o pomocy drugiemu człowiekowi. Akcja toczy się nad przepięknym, angielskim kanałem, co nadaje niesamowitego klimatu całej powieści. Idealnie nada się na, teraz już prawie, wiosenne wieczory. Na pewno miło spędzicie przy niej czas :)

Z pewnością zapamiętam tę historię na długo – nie dość, że nie zawiodła moich oczekiwań, to jeszcze okazała się lekką i czarującą opowieścią. (...) bez wątpienia ujmuje swoją szczerością, lekkością i miłą atmosferą. Nie patrzcie na niego również jako na typowy romans, jakich nie brakuje na naszym rynku. Można powiedzieć, że to bardziej powieść obyczajowa z odrobiną romansu, a bardziej ciepłego uczucia, jakie zapanuje między bohaterami. Bardzo urokliwa, wciągająca, wzbudzająca niemały dreszczyk emocji. Tej powieści wprost nie da się nie lubić. Polecam gorąco!

Polecam tą ciepłą, przepełnioną spokojem powieść, opowiadającą o miłości, zmianach, poświęceniu i odkrywaniu siebie na nowo. Klimatyczne miejsce, jakim jest cukiernia leżąca nieopodal angielskiego kanału, dopełnia całość tej historii i odpręży nawet najbardziej zestresowaną osobę. Zapewniam, że książka jest wprost stworzona na nadchodzący wiosenny czas.

Nie jest to zdecydowanie powieść, przy lekturze której można zaśmiewać się do łez, choć nie jest pozbawiona dawki humoru. Mam wrażenie, że autorka wszystko w swojej książce robi w taki subtelny sposób. Dzięki temu właśnie czyta się tę powieść tak dobrze. Brak przejaskrawiania niektórych aspektów i megalomanii czyni z tej książki lekturę, którą przyjmuje się z wdzięcznością dla autorki, która stworzyła coś tak przyjemnego. Nawet okładka zdaje się zachęcać do przeczytania tej książki: pastelowe kolory i muffiny, na widok których nabieramy ochoty na zjedzenie czegoś dobrego. Całość dopełnia się w najmniejszych szczegółach. Polecam szczerze tę książkę, bo zdecydowanie jest tego warta.

„Cukiernię w ogrodzie” polecam wszystkim osobom, które lubią sięgnąć czasami po dobrą obyczajówkę, zapomnieć o swoich problemach i pogrążyć się w niezwykle „smacznej” lekturze. Gwarantuję, że klimat panujący w książce od razu przechodzi na czytelnika i wprawia go w cudowny nastrój. Ponadto, problematyka jest tu dość złożona. Spotkamy się tu z takimi kwestiami jak opieka nad starszymi ludźmi, regulacje prawne czy zwykła ludzka godność. Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Wam przyjemnej lektury! ;)

"Cukiernię w ogrodzie" polecam wszystkim czytelnikom, którzy szukają ciekawej lektury. Z pewnością bardziej spodoba się paniom, chociaż może i panowie znajdą tutaj coś dla siebie. Myślę, że jeszcze sięgnę po twórczość autorki, ponieważ ta książka bardzo mi się spodobała. Natomiast Was, drodzy czytelnicy, zachęcam do zapoznania się z konkretnie tym tytułem. To naprawdę niesamowita powieść, która wywołuje mnóstwo emocji i pokazuje, że nie warto być egoistą, ale z pewnością należy od czasu do czasu pomyśleć o sobie, jeżeli całe swoje dotychczasowe życie poświęciliśmy innym.

Mogłoby się wydawać, że Cukiernia w ogordzie jest zwykłą powieścią obyczajową, jednak te zwykłe historie o zwykłych ludziach poruszają najbardziej. Na długo pozostanie w mojej pamięci. Jeśli zaś chodzi o techniczną stronę powieści. Nie da się ukryć, ale Carole Matthews na swoim koncie ma już 27 książek, więc Cukiernia w ogrodzie jest dopracowana i dopieszczona, chyba nie trzeba nic dodawać.

Całość gorąco Wam polecam, bo spójrzcie na tą piękną okładkę, która jest idealnym podkreśleniem historii. Warto jest mieć ją w swojej biblioteczce, a ja nie mogę się doczekać na kolejne książki tej Pani. 

"Cukiernia w ogrodzie" to książka o tym, jak bardzo można być rozczarowanym swoim życiem, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. O tym, że czasem zwykłe egzystowanie z dnia na dzień, przysłania nam możliwość osiągnięcia prawdziwego szczęścia. O umiejętności podejmowania ryzyka i odrzuceniu zachowawczych decyzji, które choć bezpieczne nie zapiszą się wyraźnie na kartach naszego życia. (...) Historia opisana w książce, choć nieco banalna, jest bardzo ciekawa. Z przyjemnością podążałam za rozgrywającym się wątkiem.

„Cukiernia w ogrodzie” przesycona klimatem angielskich zalewów, nieśpiesznych popołudni w akompaniamencie zielonej herbaty podanej w porcelanowej filiżance i imbirowego ciasta na pastelowym talerzyku stała się moim drugim światem na czas czytania. (...) Ta powieść jest jedną z lepszych, które mogę polecić „na rozluźnienie”. Można się wyłączyć, przy czym czerpać czystą rozkosz z atmosfery słodkiego świata. Sam smak. (...) Chętnie sięgnę po kolejne powieści autorki.

(...) nie spodziewałam się, że "Cukiernia w ogrodzie" tak przypadnie mi do gustu. Mimo, że można zaklasyfikować ją do literatury kobiecej, to myślę, że spodoba się czytelnikom o różnych gustach. Ja świetnie się bawiłam podczas czytania tej pozycji i uważam, że jest to świetny wybór, gdy ktoś chce się odstresować i zapomnieć o codzienności. Autorka stworzyła niezwykle ciepłą, pełną humoru i wzruszeń historię o walce o własne szczęście, którą gorąco absolutnie wszystkim polecam.

Powieść "Cukiernia w ogrodzie" jest spokojną historią, która pokazuje ciosy jakie potrafi zadać życie i jak okrutni potrafią być ludzie, którzy powinni być dla nas podporą. Pokazuje także, że istnieją małe okruchy, które dają nam szczęście, ale trzeba umiejętnie je wykorzystać. (...) to dobra, relaksująca powieść. Ciekawi, realistyczni bohaterowie, odpowiedni klimat  - sprawiają, że czytanie jest lekkie i odprężające.

„Cukiernia w ogrodzie” to ciepła i bardzo subtelna historia. Dawno nie czytałam tak przyjemnej i bezpretensjonalnej historii romantycznej, w której treść nie jest przepełniona erotycznymi scenami, a miłość nie opiera się tylko na namiętności i zwierzęcym magnetyzmie  – tęskniłam za takiego typu książką od dawna. (...) Powieść chwyciła mnie za serce, chociaż nie brak było w fabule smutnych scen i trudnych wątków wzbudzających silne, niekoniecznie pozytywne emocje.

Historia mi się spodobała jak najbardziej. Jest to coś innego i nigdy wcześniej nie czytałam takiej książki. Tym bardziej, że akcja dzieje się w cukierni, a ja uwielbiam wszystko, co jest związane z gastronomią. Książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie, mimo, że ma ponad 400 stron.

Znów jestem zachwycona! Książka nie dość, że mnie wciągnęła, to z pewnością zostanie w mojej pamięci na długi czas. Ta historia jest nieziemska! Mimo iż równie słodka co jej okładka to ma w sobie swego rodzaju magię. Spodoba się większości kobiet. (...) Miłość, niepewność i więzi rodzinne- czyli to co najbardziej kochamy w powieściach tego typu. Wprost idealna książka na długie zimowe czy jesienne wieczory.

,,Cukiernia w ogrodzie" to ciepła i realistyczna opowieść o życiu, podążaniu za głosem serca i rozterkach związanych z podejmowaniem życiowych decyzji. Pokazuje, że w życiu trzeba poszukiwać swojego szczęścia i cieszyć się każdym dniem. Należy okazywać dobroć i  pomoc najbliższym osobom, ale nie można dawać się im wykorzystywać.

„Cukiernia w ogrodzie” jest propozycją lekką, którą czyta się błyskawicznie. To opowieść z optymistycznym wydźwiękiem, dająca wiarę w to, że swoje życie można zmienić niezależnie od wieku czy opinii innych osób. Polecam wszystkim tym, którzy szukają czegoś odprężającego po męczącym dniu.

Całość spisała się bardzo dobrze. Lekka, przyjemna, kobieca i relaksująca powieść, po którą warto sięgnąć i przeczytać ją w dwa wieczory. Pomimo rozciągniętej fabuły bohaterowie zostali świetnie przedstawieni, a sama autorka: Carole Matthews ma świetny i oryginalny styl. To druga książka tej pisarki z którą miałam okazję się zapoznać i jestem pod wrażeniem. 

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ