Powieść obyczajowa
Święta Miłośniczek Czekolady
KUP TERAZ

Święta Miłośniczek Czekolady

2 opinie
Liczba stron: 464
ISBN: 9788327617309
Premiera: 2015-11-18

Czekolada jest dobra na wszystko!

 

Co robić, gdy święta już za pasem?

 

1  Kupić prezenty pod choinkę

2  Spotkać się z przyjaciółkami

3  Zjeść w ich towarzystwie ulubioną czekoladę

 

Życie czterech Miłośniczek Czekolady jest pełne zawirowań.  Lucy jest tak zaabsorbowana prowadzeniem kawiarenki Czekoladowe Niebo, że nie ma czasu dla swojego chłopaka. Poza tym na horyzoncie pojawia się były narzeczony. Nadia od dawna trzyma mężczyzn na dystans, ale poznaje kogoś, kto wyraźnie ją pociąga. Chantal ma wątpliwości, czy jej małżeństwo przetrwa, mimo że mają małą córeczkę. Autumn, rozczarowana swoim partnerem, marzy o lepszym związku.  

 

W trudnych chwilach jak zwykle niezawodna okazuje się przyjaźń i... duża  porcja czekolady.

„Święta Miłośniczek Czekolady” to kontynuacja losów bohaterek zabawnych i wzruszających powieści „Klub Miłośniczek Czekolady” i „Dieta Miłośniczek Czekolady”. 

Carole Matthews

Carole Matthews to popularna brytyjska pisarka, znana z pełnych humoru powieści dla kobiet. Na swoim koncie ma 27 powieści, z których wiele znalazło listach bestsellerów "Sunday Times" i "USA Today". Jej książki wydano w 31 krajach i sprzedano w liczbie 4,5 miliona egzemplarzy. W Polsce znana jest z powieści takich jak „Z tobą lub bez ciebie” i „Na dobre i na złe”. Największą popularność przyniosła jej seria o Klubie Miłośniczek Czekolady. 

Rozmieszczam właśnie kilka dodatkowych gwiazdek i śnieżynek na wystawie, gdy dzwonek u drzwi dźwięczy melodyjnie, a do lokalu, sapiąc głośno, wchodzi pierwsza klientka. Jest nią członkini gangu czekoladoholiczek, czyli Klubu Miłośniczek Czekolady.

W naszej czteroosobowej paczce poza mną – założycielką Klubu – są jeszcze Nadia Stone, Autumn Fielding i Chantal Hamilton. Stanowimy grupkę kobiet, które poznały się przed wieloma pełniami księżyca, zbliżyły się z powodu miłości do wszystkiego, co czekoladowe, i do dziś kultywują znajomość i wspólną pasję. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, rodziną nałogowców, a Czekoladowe Niebo jest naszym sanktuarium, naszą kwaterą główną.

Dzisiaj pierwsza dotarła Chantal; z trudem pcha przed sobą modny wózek dziecięcy.

– A niech mnie! – Otwiera usta ze zdziwienia. – Lucy, zrobiłaś z tego miejsca azyl Świętego Mikołaja.

– Naprawdę? Myślałam, że zachowałam umiar.

– Pewnie uznałaś, że nigdy za wiele bożonarodzeniowych dekoracji, podobnie jak nigdy za dużo czekolady – śmieje się Chantal.

Spoglądam krytycznym okiem na efekt porannych wysiłków. Nie jest źle, nic bym tu nie zmieniła.

– Mam zdjąć trochę ozdóbek?

– Ale skąd. – Chantal całuje mnie w policzek. – Jest idealnie. Bardzo w twoim stylu.

– Pomogę ci. – Łapię za wózek i rozpromieniam się na widok dziecka otulonego kocykiem.

– Niewiarygodnie zimno. – Moja przyjaciółka wzdryga się. – Chyba znowu spadnie śnieg.

– Super!

Łypie na mnie ponuro.

– Jest Boże Narodzenie – tłumaczę jej. – Powinno być biało.

Chantal przewraca oczami i strząsa z ciemnych włosów parę śnieżnych płatków.

– Dla mnie to śnieżna breja, ślizgawica i odmrożone uszy. Dla ciebie pewnie lepienie z kochasiem uśmiechniętego bałwana i bitwa na śnieżki, która się skończy w łóżku.

– To mi nie przyszło do głowy – przyznaję – ale pomysł kupiłam. – Bitwa na śnieżki zakończona rozejmem w łóżku bardzo mi się podoba.

Chantal przeszywa mnie morderczym spojrzeniem i opada na najbliższą kanapę z głośnym „uff”.

– Nie mam siły podejść do kontuaru – usprawiedliwia się.

Nie jestem pewna, czy tusza mojej przyjaciółki jest pozostałością po ciąży, czy efektem jedzenia podwójnych – a nawet potrójnych – porcji czekolady, za siebie i za dziecko. Nie mam serca jej powiedzieć, że czas się ograniczyć, skoro najdroższa Lana ma już prawie pięć miesięcy. Chantal zawsze miała figurę modelki i ubierała się z wyrafinowaną klasą. Teraz się zaokrągliła, spoczciwiała i zaczęła nosić spódnice na gumce. Uważam, że bardzo jej z tym do twarzy, ale nie jestem pewna, czy ona podziela moje zdanie.

Chantal, która dobiega czterdziestki, jest najstarszą członkinią Klubu Miłośniczek Czekolady. Bycie mamą nigdy nie leżało w jej planach. Lanę można by uznać za niespodziankę od losu. Jednak po urodzeniu dziecka nasza przyjaciółka odkryła w sobie całe pokłady uczuć macierzyńskich.

– Dekoracje są piękne. – Chantal wreszcie przygląda im się na spokojnie. – Masz rację. Święta potrzebują przepychu. Nieźle się napracowałaś.

– Jestem tu od szóstej rano.

– Powinnam do ciebie dołączyć. Moja księżniczka zerwała mnie o czwartej rano. Znowu. Marzę o takich dniach, kiedy będę mogła wylegiwać się w betach do szóstej rano. – Chantal masuje skronie. – Mała Lana wciąż wierzy, że noc jest przeznaczona na zabawę, a dzień na spanie.

Lana jest słodkim bobasem i grucham do niej jak każda oczarowana kobieta. Wszystkie ją uwielbiamy. To dziecko ma więcej przyszywanych ciotek niż Śpiąca Królewna matek chrzestnych, i wszystkie złożyłyśmy przysięgę, że wychowamy ją na godną następczynię Klubu Miłośniczek Czekolady.

– Jestem wykończona – przyznaje Chantal.

– I masz to wypisane na twarzy.

– Potrzebuję kopa z mocnej czekolady. Wypiłam już herbatkę z rumianku i zjadłam jajko na miękko, z mizernym efektem. Bądź aniołem.

– Mogę najpierw wyściskać Lanę? Proszę, proszę, proszę.

– Ściskaj, ile wlezie.

Malutka jest opatulona w rozkoszny różowy skafanderek. Podnoszę ją, lekko sapiąc. Ojej, szybko przybiera na wadze.

– Panna Hamilton rośnie jak na drożdżach.

– Mnie to mówisz? Wdała się w mamusię. Niedługo stracę z pola widzenia własne stopy.

– Myślałam, że kobieta chudnie, gdy karmi piersią. Wszystkie celebrytki tak mówią.

– Naprawdę? Łżą jak z nut. Płacą fortunę prywatnym trenerom, którzy wyciskają z nich siódme poty, i żywią się liśćmi sałaty. Ja mogłabym pożreć konia z kopytami, a Lana idzie w moje ślady.

Mocno przytulam dziecko, gruchając gu-gu-ga-ga, po czym niechętnie odkładam małą do wózka i idę przygotować czekoladę dla Chantal.

Za kontuarem wlewam mleko do mojego nowego ekspresu do kawy. Wygląda jak deska rozdzielcza statku kosmicznego. Musiałam pójść na całodniowy kurs, żeby się nauczyć go obsługiwać. Jestem teraz specjalistką od białej kawy i orzechowego latte. Moja karmelowa macchiato jest prawdziwym arcydziełem.

– Co z czekoladą?

– Już się robi. – Nie myślcie sobie, u mnie nie ma czekoladowego proszku z torebki. Zalewam wrzątkiem prawdziwe wiórki czekoladowe, odmierzam hojnie, aż napój jest ciemny i gęsty, zgodnie z gustem Chantal. Na końcu, z wprawą zdobytą na całodziennym kursie, ozdabiam piankę serduszkiem z kakaowego pyłu. Et voilà! Stawiam filiżankę przed Chantal. – Trzeba trochę czasu, żeby ją przygotować.

– Przepraszam cię, Lucy – wzdycha. – Wciąż mam wrażenie, że czas wlecze się niemiłosiernie. Każdy dzień ciągnie się i nie ma końca. Na okrągło zajmuję się dzieckiem. Uwielbiam Lanę, ale czasami czuję się jak służąca.

– Wytrzymaj jeszcze trochę. Skończy dwadzieścia jeden lat i wyfrunie z domu – mówię z uśmiechem.

– Nigdy nie wiadomo. Część moich znajomych ma dzieci, które dawno przekroczyły ten wiek, a nadal tkwią przy rodzicach. Zresztą, co do mnie, nigdy jej nie wypuszczę. Zatrzymam ją dla siebie na zawsze.

Do czekolady przyniosłam jej brownie, tak świeże, że jeszcze ciepłe, z obłoczkiem bitej śmietany na talerzyku.

– Ile kalorii? – pyta, ale pożera deser oczami.

– Nie pytaj. Przyjdzie jeszcze czas na dietę. – Macham ręką. – Kiedy masz się rozpieszczać, jeśli nie w pierwszym okresie macierzyństwa? Brak pozytywnych bodźców może być niebezpieczny.

– Nie musisz mnie przekonywać. – Chantal poklepuje się po żołądku i z westchnieniem ulgi wgryza się w brownie. – Pamiętasz te dni, gdy byłam szykowną, chudą jak patyk i błyskotliwą dziennikarką?

– Oczywiście.

– Całe szczęście, bo ja już nie. Mam wrażenie, że tamta Chantal nie ma ze mną nic wspólnego. Chyba już nigdy nie wróci.

– Nie marudź. Na wszystko przyjdzie czas. Teraz na pierwszym miejscu jest Lana.

– Spójrz tylko – Chantal odgarnia ciemne, ostrzyżone na pazia włosy. – Raz na cztery tygodnie, jak w zegarku, chodziłam do najlepszego stylisty. Wczoraj wieczorem sama obcięłam włosy w łazience kuchennymi nożyczkami. Co się ze mną dzieje?

– Wyglądasz świetnie. – Teraz zauważam wystrzępione brzegi. – W życiu są ważniejsze sprawy niż idealna fryzura i nienagannie zrobione paznokcie.

– Miło to słyszeć. – Podsuwa mi pod nos ręce bez śladu manicure.

– Wrócisz do dawnej formy. Bez pośpiechu. Teraz naciesz się córeczką. Jesteś świetną mamą, a to najlepszy zawód na świecie. Masz zdrowe i szczęśliwe maleństwo. Figura modelki i drogie ciuchy mogą chwilę poczekać.

– Trochę mi brakuje pracy – przyznaje. – Dostaję szału, siedząc w domu, ale z drugiej strony uwielbiam zajmować się Laną. – Chantal z czułością patrzy na córeczkę.

Jak dla mnie, Chantal nadal wygląda bosko, chociaż – muszę przyznać – jest nieco większą wersją dawnej siebie. Luźne stroje sportowe – najlepszych marek – zastąpiły obcisłe spodnie Josepha i dopasowane bluzki Ghost z czasów przed dzieckiem. Dawniej każdy włosek na głowie Chantal znał swoje miejsce, a paznokcie były w najmodniejszym kolorze, teraz zdecydowanie ma bardziej… ehm… swobodne podejście do tych spraw. I nic w tym złego. A parę kilo nadwagi? Kto o to dba, skoro na jej twarzy gości ciepły i spontaniczny uśmiech. Czego więcej chcieć od życia?

– Czasem mam wrażenie, że umrę z nudów. – Wybiera bitą śmietanę łyżeczką. – A innego dnia myślę sobie, że już nigdy nie chcę pracować. Wolę siedzieć, patrząc na mojego małego aniołeczka.

– Zrobi się głupio, gdy będzie miała chłopaka.

– Nigdy do tego nie dopuścimy – odpowiada Chantal. – Będziemy ją trzymać z dala od tych wszystkich paskudnych mężczyzn. Tak, kochanie. Mamusia nie dopuści, żebyś powtarzała jej błędy, prawda?

Lana gaworzy radośnie, a my obie uśmiechamy się do niej rozanielone.

– Co u Teda? – pytam. Chantal i jej mąż mają za sobą burzliwą historię, od dłuższego czasu nie jest między nimi najlepiej.

– Świetnie. Jak zwykle, zapracowany. Uwielbia Lanę. Stara się być dobrym tatusiem dla obu córeczek.

Niechętnie to przypominam, ale były pewne wątpliwości co do ojcostwa Lany, jako że Chantal miała wcześniej małą przygodę z naszym drogim przyjacielem, Jacobem Lawsonem – i nie tylko z nim. Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr. Ona określa to jako swój Dziki Okres.

Nie tylko ona zapomniała o przysiędze małżeńskiej. Gdy Chantal spotykała się z Jacobem, Ted zmajstrował na boku innego bobasa. Teraz ich relacje są – nazwijmy to łagodnie – mocno skomplikowane. Wystarczy, aby kobieta uzależniła się od czekolady. Ale czyje układy rodzinne w dzisiejszych czasach nie odbiegają od ideału, w ten czy inny sposób? To era patchworkowej rodziny. Na szczęście test DNA dowiódł ponad wszelką wątpliwość, że Lana jest w stu procentach małą Hamiltonówną, więc Ted i Chantal zeszli się dla dobra dziecka. Wszystkim ulżyło, a najbardziej naszej przyjaciółce.

– Uwielbia Lanę.

– Kto by jej nie uwielbiał. Jest taka słodka. – Chętnie bym wycałowała te różowe pucki. Wystarczy, że na nią spojrzę, a cała się roztapiam. Podobnie działa na mnie mój Najdroższy, a na jego punkcie doszczętnie straciłam głowę.

– Dołączysz do klubu? – Chantal wskazuje Lanę brodą.

– Ja? Dziecko? Sama nie wiem. Może kiedyś. – Coś ściska mnie w sercu. Często mi się to zdarza, gdy patrzę na małą. Chciałabym mieć dziecko z Aidenem. Będzie z niego świetny tata. Miło być ambitną i przebojową bizneswoman, ale wiele spraw trzeba zawiesić na kołku. Wzruszam ramionami, bo nie mam zaufania do własnego głosu. – Wiesz, jaka jestem. Trudno mi kontrolować własne ciało i duszę. Jak miałabym opiekować się innym stworzeniem i nie skrzywdzić go?

– Nie odkładaj tego na ostatnią chwilę, jak ja. Byłam przeświadczona, że nigdy nie będę mieć dzieci. Po czterdziestce twoje szanse na macierzyństwo gwałtownie spadają. Nie mówię, że to niemożliwe, ale i nie takie proste. Wciąż jesteś młoda.

– Przekroczyłam trzydziestkę. Myślałam, że mam jeszcze sporo czasu.

– Niekoniecznie. Zacznij już o tym myśleć. – Patrzy na mnie srogo. – Jak wiesz, Lana nie była planowana, ale to najlepsze, co mnie spotkało. Chętnie miałabym jeszcze jedno dziecko, im szybciej, tym lepiej.

– Co stoi na przeszkodzie?

– Ten niewielki drobiazg, że Ted i ja… no wiesz. Rozmijamy się w tych sprawach.

– Wciąż nic?

– Od urodzenia Lany żadnych łóżkowych harców. Nie trzymamy się nawet za ręce.

Obie się śmiejemy.

– A jedyne, na co mam ochotę w łóżku, to sen – dodaje.

Chantal miała bogate życie erotyczne. Swego czasu jej głównym problemem było to, że jej potrzeby były rozbuchane, a Ted prowadził żywot mnicha. Co za radykalna zmiana!

– Oszczędziłoby ci to wielu kłopotów, gdybyś wcześniej przedkładała sen nad seks – mówię.

– Święta prawda, siostro – przytakuje i chichoczemy obie.

– Trzeba czegoś więcej niż spanie z Tedem w jednym łóżku, jeśli Lana ma mieć siostrzyczkę lub braciszka.

– Nie mogę wciąż zasłaniać się Laną – wzdycha Chantal. – Nasz związek bardzo się zmienił. Nie potrafię określić, w czym tkwi problem, ale między nami jest inaczej. Pod wieloma względami lepiej się dogadujemy, oboje chcemy tego, co najlepsze dla dziecka, a jednak czegoś brakuje.

– To powinien być szczęśliwy okres w waszym życiu. – Kładę rękę na jej ramieniu.

– Może wydziwiam. Każdy związek zmienia się z przyjściem na świat dziecka. Jest inna dynamika. Jeśli w małżeństwie dzieje się dobrze, dziecko cementuje związek, a jeśli są ukryte problemy, zaczynają narastać i stają się widoczne. Staram się pamiętać, że dla nas obojga to zupełnie nowa sytuacja, doświadczamy nieznanych wcześniej emocji i jesteśmy nieludzko zmęczeni.

– Pamiętaj, że zawsze możesz liczyć na moją pomoc.

– Dziękuję. Jestem pewna, że wszystko z czasem się ułoży – mówi.

– Daj mi to rozkoszne maleństwo, a sama zajmij się swoim brownie – mówię. – Lana potrzebuje całuska od cioci Lucy.

– Potrzebuje też zmiany pieluchy. – Chantal pociąga nosem i krzywi się.

– To już wyższa szkoła jazdy – mówię. – Ciocie są od zabaw, rozmów o chłopakach i edukacji kolejnego pokolenia w rozkoszach nadużywania czekolady.

– Inne dziewczyny z Klubu też dziś będą?

– Lada moment.

W tej chwili odzywa się dzwonek u drzwi.

„Święta Miłośniczek Czekolady” to lekko napisana, ciepła, zabawna powieść, którą bardzo szybko się czyta i świetnie przy niej odpoczywa.

Książka jest bardzo łatwa w odbiorze i czyta się ją błyskawicznie. Idealnie odstresowuje, uspokaja, ale i ma pewną cechę. Robi smak na czekoladę, więc zabierając się za nią zaopatrzcie się w pakiecik słodyczy, bo ślinka nie raz Wam poleci. 
Idealna lektura na przedświąteczny czas, doskonała do czytania przy choince. Świąteczne słodkości będą przy niej jeszcze bardziej smakować.
Nie da się ukryć, że Carole Mathews trafia w gusta czytelników. Jej powieści plasują się wysoko w notowaniach na portalu goodreads. Niemal każda z jej powieści, mając setki czytelników, zbiera noty powyżej 4 gwiazdek. To musi coś znaczyć! Polecam tę historię, w ramach przedświątecznego czasoumilacza, jak i gotowego pomysłu na świąteczny upominek dla bliskiej osoby.
„Święta miłośniczek czekolady” czytałam z wielką przyjemnością. Cudownie było zanurzyć się w czyjeś życie nie myśląc o własnym. To wspaniała książka o miłości i przyjaźni. O gotowości do pomocy o każdej porze dnia i nocy. O tęsknocie, zdradzie, niezrozumieniu, braku ciepła, braku miłości. O nieporozumieniach i grze pozorów oraz o ludziach, którzy nie są w tymi, kim nam się wydaje, że są. O dawaniu drugiej szansy, o szczęściu, którego brak i rozstaniach.
„Święta miłośniczek czekolady” to książka o kobietach i dla kobiet. Jest lekka, łatwa i przyjemna. Czyta się ją bardzo szybko, z każdą stroną chce się więcej i więcej. Tego było mi trzeba ostatnimi czasy. Czytając tę książkę byłam zrelaksowana, udzielała mi się atmosfera szczególnie „Czekoladowego Nieba”. Nie powiem, czasem irytowała mnie główna bohaterka i jej pakowanie się w tarapaty. Nie raz się śmiałam sama do siebie i ocierałam łzę. To idealna książka na świąteczny prezent. Polecam z całego serca.

Powieść idealnie nadaje się do czytania, gdy za oknem ujrzymy pierwsze płatki śniegu i gdy zbliżają się święta, a my siedzimy w ciepłym domu, z kubkiem ciepłej herbaty i czytamy Święta Miłośniczek Czekolady. Książka bardzo mi się podobała. Była ona ciekawa, wrażliwa i również radosna. Historia czterech dziewczyn wbiła mnie w fotel na kilka długich godzin. Podobało mi się to jak wszystkie cztery przyjaciółki były ze sobą zgrane. Ich historia miała w sobie ten genialny świąteczny klimat, który odczuwałam na każdej stronie. Jestem pod wrażeniem. Na pewno jest to jedna z moich ulubionych powieści na święta i z pewnością będę do niej niejednokrotnie wracała.

Polecam książkę czytelniczką,znajdźcie choć trochę czasu tylko dla siebie i sięgnijcie właśnie po tę pozycję.Czytając poczujecie magię świąt.Polecam serdecznie Angelika.

Postaci literackie, jakie nakreśliła nam autorka są przesympatyczne! Historia ciepła, zabawna i taka... "prawdziwa". Dlatego nie mogłabym nie polecić  Wam tej książki. Przeczuwam, że co roku w czasie świątecznym będę wracać do niej i odwiedzać Czekoladowe Niebo.

Nie będę się bardziej rozpisywała na temat niniejszej pozycji. Krótko i na temat: polecam!

Zachęcam do zapoznania się z tą jak bardzo czekoladową lekturą. Na pewno przypadnie ona do gustu miłośnikom tego słodkiego smakołyku, chociaż niektórzy wolą jego troszkę mniej słodki odpowiednik. Dlatego zanim zaczniecie czytać warto uzbroić się chociaż w jedną tabliczkę. Bo czytając, możecie się spodziewać, że dopadnie was "czekoladowa zachcianka".

"Święta miłościczek czekolady" jest pozycją, która od pierwszej strony i bez najmniejszego wysiłku zdobyła moje serce oraz wprawiła mnie w iście świąteczny nastrój. Sprawiała wrażenie, że spotykam się z najelpszymi przyjaciółkami, niewidzianymi od lat. Dlatego z prawdziwą przyjemnością ja Wam polecam!

Książka „Święta miłośniczek czekolady” jest idealna na świąteczny czas. Wprowadza do otoczenia magiczny klimat, który pachnie czekoladą. Jest napisana prostym językiem, przygody dziewczyn są czasem tak absurdalne, że można złapać się za głowę. Ale przecież najdziwniejsze historie są z życia wzięte.

siążka niebywale lekka i przyjemna, a przy tym posiadająca dość codzienne problemy. Dla miłośniczek romansu i obyczaju, ale też jak w moim przypadku świetny przerywnik między cięższą lekturą. Polecam dla oderwania się od szarej codzienności,
Ale ostrzegam! Jeśli lubisz czekoladę to uszykuj jej cały zapas by mieć ją pod ręką w trakcie czytania!!!

Kilka lat temu czytałam i byłam zadowolona z dwóch pierwszych książek z serii   miłośników czekolady, więc kiedy usłyszałam, że Carole Matthews wydaje nastepne,  dwie nowe książki o czterech przyjaciół, byłam w siódmym niebie. Piękny przyjaźń i ton czekolady w jednej książce - nic nie może go pokonać, prawda? (...) Postacie, tej powieści są wiarygodne, genialna fabuła i w niektóry momentach jest zabawna, ta opowieść jest w sam raz na jesienną chandrę. A przede wszystkim jest przepełniona klimatem świąt która daje dużo radości i nadziej. Ta książka jest idealna na prezent.
Polecam sięgnąć właśnie po tą książkę która daje  dużo radości i pokoju w sercu.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ

Julka
2016-08-04

Rewelacyjna książka!! Czekam na kolejne części <3
AgaRozz
2015-10-29

Na wszelkie problemy najlepsza jest czekolada! "Święta miłośniczek czekolady" Carol Matthews to kontynuacja lekkiej i pysznej serii, która wprowadza w bardzo pozytywny nastrój jednocześnie przypominając o sile przyjaźni. W kawiarence "Czekoladowe niebo" wiele się dzieje. Oprócz towarzystwa czekolady w różnych wydaniach i wielu inny łakoci są tu też ludzkie rozterki, ciekawe dyskusje... i...