Powieść obyczajowa
Niespodziewany powrót
KUP TERAZ

Niespodziewany powrót

Penny Jordan
brak opinii
Liczba stron: 384
ISBN: 978-83-276-1683-8
Premiera: 2015-10-21

David Crighton wraca do Anglii z niczym, bez pieniędzy i widoków na przyszłość. Boi się pojawić w rodzinnym domu, ponieważ kilka lat temu w atmosferze skandalu uciekł na Jamajkę. Szczęśliwym trafem poznaje piękną zielarkę, Honor Jessop, która zatrudnia go w wiejskiej posiadłości, o nic nie pytając. David obawia się ujawnić, kim jest. Uważa, że wtedy straci dach nad głową, i, co istotniejsze, również kobietę, na której coraz bardziej mu zależy…  

 Honor zajmowała się właśnie ogrodem, kiedy zobaczyła mężczyznę, idącego polną drogą, która prowadziła w stronę Fitzburg Place. Poruszał się z wprawą człowieka nawykłego do długich marszów, a jednocześnie wcale nie wyglądał na włóczęgę, chyba żeby uważnie spojrzeć na jego znoszone ubranie.

Ją jednak pociągała przede wszystkim jego twarz. Było w niej coś niezwykłego. Jakby ten człowiek był naznaczony stygmatem samotności.

Dopiero później zwróciła uwagę na jego strój: wytarte dżinsy, koszulę w kratę i wielkie buciory, które bardziej nadawały się do chodzenia po górach niż po sennych pastwiskach równiny Cheshire. Przez ramię miał przerzucony worek żeglarski z grubego płótna, zrobiony zapewne własnoręcznie. Kolejną rzeczą, która mogła dziwić, była opalenizna mężczyzny. Nie tylko twarz, ale też szyję i ręce miał spieczone słońcem. Chociaż z drugiej strony koścista sylwetka i muskularne ręce wskazywały, że musiał dużo pracować fizycznie.

Honor wydawało się, że zna się na ludziach, jednak trudno jej było go jakoś zaklasyfikować. Wiedziała tylko, że nie jest to ktoś, kogo powinna się bać. Uśmiechnęła się więc ciepło i pozdrowiła przybysza.

- Dzień dobry.

David skinął głową. Honor nie była pierwszą osobą, która go zaczepiła, chociaż niewątpliwie należała do najładniejszych.

- Dobry, dobry - odpowiedział. - Choć to już prawie wieczór.

Z przyjemnością patrzył na tę kobietę. Nie było w niej nic sztucznego. W żaden sposób nie próbowała podkreślać swojej urody. Nie używała szminki czy pudru, co najwyżej jakichś kremów.

Jego była żona potrafiła godzinami tkwić przed lustrem. Traktowała urodę nie tylko jako coś pożądanego, lecz również coś, nad czym należało długo pracować. Niewątpliwie była bardzo ładna, ale kobieta stojąca przed nim wydała mu się bardziej pociągająca.

Chociaż pracowała w ogrodzie i robiła to dosyć wprawnie, nie sądził, żeby pochodziła ze wsi. Było w niej coś ,,miejskiego'', pewna delikatność, a także dystynkcja w ruchach. Nie widział jej tu nigdy wcześniej. Ciekawe, kim naprawdę była?

Przez chwilę zastanawiał się, w jakim jest wieku. Sądząc po widocznych przy oczach i ustach niewielkich zmarszczkach, mogła mieć około czterdziestu lat, ale wystarczyłby delikatny makijaż i z taką figurą uchodziłaby za dużo młodszą. Zwłaszcza że w jej twarzy było coś świeżego, a oczy płonęły niczym gwiazdy na niebie Jamajki.

- Może chce pan się czegoś napić? - zaproponowała pod wpływem nagłego impulsu. - Właśnie miałam skończyć pracę.

Napić? David spojrzał na nią ze zdziwieniem. Wiele mogła wyczytać z jego spojrzenia, w tym i to, że wcale nie pochwala takiego zachowania kobiety.

- Dziękuję bardzo - zaczął - ale...

- Ale kobieta w moim wieku nie powinna zapraszać nieznajomych mężczyzn do swego ogrodu? - dokończyła za niego. - Wie pan, jestem trochę czarownicą i znam się na ludziach. Czuję, kogo mogę do siebie zaprosić, a kogo nie. Wejdzie pan?

Jak na zawołanie pojawił się czarny kot i otarł się jej o nogi, a Honor odstawiła szpadel pod drzewo.

David błysnął białymi zębami.

- Czarownicą? - powtórzył i pchnął furtkę.

Czarny kot schronił się w pobliskiej szopie. Honor spojrzała raz jeszcze na mężczyznę i stwierdziła, że jest nie tylko niezwykły, ale również bardzo przystojny. Może jednak niepotrzebnie go zatrzymała?

- No, niezupełnie - odparła. - Jestem zielarką.

Myślała, że zacznie ją wyśmiewać, ale on tylko spojrzał na nią z większym zainteresowaniem. Jednocześnie, gdy ujrzała go z bliska, stwierdziła po raz kolejny, że może czuć się bezpiecznie w jego towarzystwie. Rzadko myliła się co do ludzi. Wystarczył jeden błąd, który zaważył na całym jej życiu, aby nauczyła się ostrożności.

- Zna się pani na ziołach? - spytał.

Skinęła dłonią, dając znać, żeby poszedł za nią, i skierowała się do kuchni. Dopiero gdy się tam znaleźli, odwróciła się w jego stronę.

- A interesuje to pana?

David rozejrzał się po wnętrzu. Kuchnia była niska i dosyć ciemna. U powały wisiało kilka pęczków suszących się ziół, co potwierdzało słowa nieznajomej. Było jasne, że trzeba włożyć sporo pracy, by doprowadzić to pomieszczenie do porządku. I koniecznie przyciąć rozrośnięty żywopłot, który zasłaniał chylące się ku zachodowi słońce.

- Nie znam się za bardzo na ziołach - odrzekł zgodnie z prawdą David. - Ale mam przyjaciela, który uważa, że stanowią one panaceum na wszystkie choroby, w tym również cywilizacyjne. I że są lepsze niż zwykłe leki.

Nie, z pewnością nie był prostym człowiekiem. Inaczej nie użyłby takich słów, jak ,,panaceum'' i ,,choroby cywilizacyjne''.

- Zgadzam się - potwierdziła. - Też tak sądzę. Czy... czy pański przyjaciel mieszka gdzieś w tych okolicach? A, swoją drogą, jestem Honor Jessop. Osiedliłam się tu niedawno i jeszcze nie znam wszystkich sąsiadów.

David postanowił zignorować uwagę dotyczącą sąsiadów, nie mógł się jednak nie przedstawić.

- Nazywam się David... Lawrence. - Uścisnął wyciągniętą dłoń. - Nie, mój przyjaciel mieszka daleko stąd, na Jamajce.

Honor pokiwała głową. Nareszcie się wyjaśniło, skąd jej gość ma taką opaleniznę. Ten mężczyzna podobał jej się coraz bardziej. Również jego nazwisko wydało jej się pociągające, chociaż najwyraźniej nie miał ochoty go zdradzić.

- Ach, Jamajka - westchnęła. - Wyspa słońca. Co za klimat do uprawy roślin! Często pan tam jeździ?

- Nie - odparł i natychmiast zdał sobie sprawę, jak szorstko to zabrzmiało. Postanowił więc nieco złagodzić to wrażenie. - Mieszkałem tam przez jakiś czas... A teraz, nie sądzę, żebym... - zawiesił głos.

W ciszy usłyszeli kapanie wody z kranu i David spojrzał w tamtą stronę. Nie chciał kończyć swej kwestii, chociaż domyślał się, że kobieta nie wiedziała nic, albo prawie nic, o nim i rodzinie Crightonów. Zawsze jednak istniało niebezpieczeństwo, że się czegoś dowie.

- Co to? - spytał, podchodząc do kranu. Zmarszczył brwi i przesunął palcem wokół gwintu.

- Fatalnie, prawda? Usiłowałam odkręcić ten kran, żeby zainstalować zmywarkę. Jestem nowoczesną czarownicą - dodała jakby na swoją obronę. - Niestety, nie udało mi się. Potem nie zdołałam już tego dokręcić i kran po prostu cieknie.

David spojrzał na rudy ślad, który został na jego palcach.

- Najpierw trzeba by to czymś posmarować - poinformował, zadowolony z tego, że może zmienić temat. - Choćby towotem.

- Ojej, zupełnie nie przyszło mi to do głowy!

- Mogę to zrobić, jeśli pani zechce - rzekł uprzejmie. - Inaczej będzie ciekło coraz bardziej.

Honor rozejrzała się bezradnie po kuchni, zupełnie nie jak prawdziwa czarownica.

- Bardzo pan uprzejmy, ale obawiam się, że niestety nie mam tego, no...

- Towotu? Może być olej kuchenny albo odrobina masła - stwierdził. - Zakładam, że gdzieś ma pani narzędzia, skoro to pani odkręcała.

- A, tak, tak!

Honor z dumą wyciągnęła spod stołu skrzynkę z narzędziami. Część z nich była zardzewiała, ale większość jeszcze nadawała się do użytku.

- A przyłącznik do zmywarki? - zapytał jeszcze.

Aż rozpromieniła się z radości.

- Też mam! Kupiłam od razu w sklepie. Chce pan powiedzieć, że już dzisiaj będę w niej mogła umyć naczynia?

Zawartość zlewu i to, co zobaczył na szafce wskazywało, że już był na to najwyższy czas.

- Jeśli tylko ma pani wszystkie potrzebne rzeczy - odparł. - Nigdy nie korzystałem ze zmywarki, ale jeśli ma pani instrukcję, to mogę ją uruchomić.

Okazało się, że nie były to przechwałki. W ciągu pół godziny David odkręcił kran i zainstalował zmywarkę, a także rozkręcił zabrudzony syfon i pokazał jej rurę, którą, jego zdaniem, należało wymienić przed zimą.

Honor cieszyła się, obserwując go przy pracy. Doskonale pasował do tego wnętrza. Co więcej, jego obecność wcale jej nie przeszkadzała. Czuła się przy nim bardziej kobieco, do czego zupełnie nie była przyzwyczajona, gdyż przez wszystkie lata małżeństwa musiała sama borykać się z najróżniejszymi problemami.

Uśmiechnęła się do siebie, patrząc na jego sylwetkę przy zlewozmywaku. Jej córki byłyby zaszokowane, gdyby poznały teraz jej myśli.

Zawsze była wierną żoną, ale z czasem zorientowała się, że ma dziką, nieokiełznaną naturę, która zapewne pchnęła ją w ramiona Rourke'a. Jednak wspaniały seks powinien znaleźć swoje dopełnienie w życiu, a tak, niestety, się nie stało. Osobiście nie wierzyła w przypadkowe związki i folgowanie swoim żądzom. Jeśli nie mogła mieć wszystkiego, nie chciała niczego. Ale teraz, patrząc na pracującego Davida, zaczęła mieć wątpliwości.

Potrząsnęła głową. Nie, musi być realistką. Życie może być piękne, kiedy korzysta się z niego we właściwy sposób. To znaczy z umiarem. Często lepiej zadowolić się przyjaźnią, a nie wpadać w jakiś dziwaczny układ.

Kiedy zobaczyła, że David już kończy pracę, przyniosła z łazienki mydło i ręcznik, a następnie sięgnęła do lodówki po wczorajsze chili.

- Zaraz to odgrzeję - powiedziała. - To chili, bardzo ostre. Mam nadzieję, że będzie panu smakowało, chociaż moje córki...

- Ma pani dzieci? - przerwał jej gwałtownie.

- Dwie dziewczynki. Oczywiście są już dorosłe. A pan ma jakąś rodzinę?

- Dwoje dzieci - odrzekł.

- A żonę?

Potrząsnął głową.

- Nie, nie mam żony. A pani mąż...?

- Jestem samotna - odparła pospiesznie.

Praktycznie od dnia ślubu, dodała w duchu.

David rozejrzał się dookoła. Już od jakiegoś czasu miał wrażenie, że coś tu jest nie w porządku. Dopiero teraz zrozumiał, że chodzi o ciszę. Nikt tu nie krzyczał, nie śmiał się, nie trzaskał drzwiami.

- Mieszka tu pani sama? - zdziwił się.

- Czy to źle?

- Hm, cóż, ten dom jest położony trochę na uboczu - zauważył.

Raczej na kompletnym odludziu, skorygował w duchu.

Honor sprawdziła chili i stwierdziła, że jest już gorące. Nałożyła mu porcję, a sama zajęła się parzeniem herbaty z suszonych owoców, które sama zebrała. Kiedy się odwróciła, zobaczyła, że jej gość pochłonął już wszystko. Bez pytania nałożyła mu drugą, solidniejszą porcję, a następnie wzięła talerz dla siebie.

David jadł szybko, ale w całkowicie cywilizowany sposób. Bez problemu mogłaby zabrać go na przyjęcie do matki, gdyby tylko zdecydował się nieco zmniejszyć tempo. Poza tym zauważyła, że jest wykształcony, chociaż trudno jej było powiedzieć, czym konkretnie się zajmował. Najważniejsze było to, że dobrze czuła się w jego towarzystwie i świetnie im się rozmawiało.

- Więc mieszka pani samotnie w tym rozwalającym się domu - podjął po jakimś czasie.

Zjedli już chili, wypili wonną herbatę i teraz sączyli domowej roboty wino z dzikiej róży.

- Tak, wiem, w jakim jest stanie - powiedziała, jakby się usprawiedliwiając. - Chcę go wyremontować, ale nie mogę znaleźć nikogo do tej pracy. Wie pan... - zawiesiła głos - to miejsce ma złą sławę.

- Złą sławę? Chodzi o te duchy? - spytał mało ostrożnie David.

To był jego pierwszy ciepły i obfity posiłek od długiego czasu, co w połączeniu z herbatą i winem dało lekko otępiający efekt.

Honor zerknęła na niego szybko. Znał tę historię, więc musiał pochodzić z tych okolic. Zapewne jednak nie było go tu od dawna.

- Właśnie. Wszyscy boją się duchów - potwierdziła, dolewając mu wina. - Nikt nawet nie chodzi tą drogą. Pan jest pierwszy. Czy szedł pan do Fitzburg Place?

David uśmiechnął się. Ciekawe, co by powiedziała, gdyby zdradził, że chciał zamieszkać w jej domu. Oczywiście w tej chwili nie wchodziło to w grę. Mógł jedynie wybrać się dalej, do lorda Astlegha.

Dlatego skinął głową.

- Tak, szukam jakiejś dorywczej pracy... z noclegiem - odparł. - Myślałem, że może znajdę coś w posiadłości lorda.

Honor zamyśliła się na chwilę.

- Trudno teraz o coś takiego - mruknęła. - W czasie żniw na polach pracują głównie kombajny. Większość prac jest zmechanizowana. O ile wiem, lord Astlegh potrzebuje jedynie czasami ludzi do nagonki.

David się skrzywił.

- Nie lubię polowań - stwierdził pod wpływem impulsu, a potem potrząsnął głową. - Ale... ale...

Z braku innego zajęcia, zrobi nawet to. Będzie wystawiał bezbronną zwierzynę znudzonym myśliwym!

Obserwowała go zza swego kieliszka. W jej głowie powoli rodziła się pewna myśl.

- Świetnie poradził pan sobie z tym zlewem - zauważyła. - Czy poradziłby pan sobie z prostymi pracami przy domu?

David się zaśmiał.

- Muszę tylko mieć narzędzia.

Kobieta zamyśliła się jeszcze bardziej.

- Szukałam właśnie kogoś, kto mógłby wyremontować ten dom na zimę - powiedziała. - Chciałby się pan tym zająć? Płaca nie byłaby może zbyt wysoka, ale proponuję dodatkowo wikt i spanie.

Spojrzał na nią z niedowierzaniem.

- Mówi pani poważnie?!

- To zależy, czy rzeczywiście szuka pan pracy - stwierdziła, patrząc mu w oczy.

- Ale przecież nic pani...

- Nic o panu nie wiem? Wystarczy mi to, że ma pan dobre maniery i czyste paznokcie. - Żartowała, ale tylko do pewnego stopnia.

- Nie, nie powinna pani...

Honor znowu mu przerwała, a ton jej głosu stał się teraz nieco twardszy.

- Sama wiem, co powinnam, a czego nie powinnam robić. Jestem dorosła i mam swoje lata. Proszę więc darować sobie te uwagi. Proponuję panu pracę. Co pan na to? - Uniosła kieliszek do góry.

David nie wyglądał na przekonanego, ale trącił jej kieliszek i wypili do dna.

- Może szarlotki? - zaproponowała.

Po tak długim poście nie miał siły odmówić. Honor wstała, chcąc zebrać naczynia, a on poszedł w jej ślady.

- Pomogę pani - oznajmił.

Czy to z powodu wina, lub może ciepła, które czuł w całym ciele, zachwiał się lekko i ich ręce zetknęły się na chwilę. Doznanie było na tyle silne, że odskoczyli od siebie, a potem każde zaczęło zbierać naczynia ze swojej części stołu. Honor z przyjemnością popatrzyła w stronę nowiutkiej zmywarki, która zupełnie nie pasowała do reszty otoczenia.

To się będzie powoli zmieniać, pomyślała.

Jednocześnie wciąż czuła na skórze dotyk Davida. Co to mogło znaczyć? Czyżby tak długo nie miała mężczyzny, że każdy facet budził w niej pożądanie?

A może ten był inny?

Nie miała pojęcia i nie chciała nawet szukać odpowiedzi na to pytanie. Chodziło przecież o to, żeby jakoś ogarnąć ten dom i przygotować go do zimy.

David chyba odgadł, o czym Honor myśli.

- A co konkretnie miałbym robić? - spytał, stawiając naczynia na zmywarce.

- Och, jest tutaj masa pracy - zaczęła. - Przede wszystkim trzeba uszczelnić dach, bo cieknie w czasie deszczu. W tej chwili postawiłam na strychu starą balię. Należałoby też pomalować i naprawić niektóre okna, a także uszczelnić drzwi. Być może niektóre wymienić. Poza tym sam pan powiedział o wymianie tych rur. A potem przyjdzie czas na ogród. Mój kuzyn powiedział, że mogę zainstalować tutaj jedną z jego cieplarni z Fitzburg Place. Trzeba by ją rozmontować, przewieźć tutaj i ponownie złożyć.

- Pani kuzyn? - wtrącił.

- Lord Astlegh - odparła. Minęły czasy, gdy wstydziła się swoich arystokratycznych koneksji. - To on przekazał mi ten dom... w ramach zapłaty za pomoc medyczną.

- Aż tak mu pani zaszkodziła, że postanowił się zemścić?! - zaśmiał się. - Powinien raczej dopłacić komuś, kto zechciałby tu mieszkać!

Honor pokręciła z dezaprobatą głową.

- Mówi pan jak moje córki.

Umilkł i zaczął zastanawiać się nad swoją sytuacją. Potrzebował jakiegoś schronienia, nie mówiąc o jedzeniu i choćby bardzo skromnej pensji. Honor nie pochodziła stąd, nie mogła więc domyślić się, kim jest. Co więcej, wyglądało na to, że ma niewiele kontaktów z ludźmi z miasteczka. Sama powiedziała, że nikt tu nie przychodzi. W takim miejscu mógł czuć się bezpieczny.

Trochę go to dziwiło, ponieważ najwyraźniej lgnęła do ludzi, inaczej nie zaczęłaby przecież z nim rozmowy. Martwiło go też to, że jest taka ładna. Za bardzo mu się podobała, żeby mógł z nią spokojnie mieszkać pod jednym dachem. Biorąc to wszystko pod uwagę, powinien chyba natychmiast zrezygnować. Coś mu jednak mówiło, że może już nie dostać równie korzystnej oferty.

Raz kozie śmierć! - pomyślał.

Martwiło go tylko to, że będzie miał mniej czasu na obserwację rodziny. W domu było dużo roboty, ale można ją było rozłożyć na raty.

Uśmiechnął się do Honor.

- Załatwione - rzekł, kiwając głową. - Zajmę się tym domem.

Byle nie jego właścicielką, dodał w duchu.

- Świetnie - ucieszyła się.

- To kiedy mam zacząć?

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ