Dla młodzieży
Buntownik
KUP TERAZ

Buntownik

brak opinii
Liczba stron: 416
ISBN: 9788327615978
Premiera: 2015-09-09

Samotnie upadną, razem powstaną

 

Od wieków członkowie Zakonu Świętego Jerzego polowali na smoki. Ukrywając się pod ludzką postacią, smoki przetrwały. Stworzyły Talon, potężną organizację, w której każdy smok ma wyznaczone miejsce i służy wspólnej sprawie. Z czasem stały się silne i przebiegłe, gotowe przejąć władzę nad światem.

Ale są wśród nich buntownicy, którzy pragną żyć w zgodzie z ludźmi.

Należy do nich Ember. Dotąd posłuszna organizacji, opuszcza Talon, by wspierać przywódcę buntu, Rileya. Najpierw jednak chce spłacić dług wdzięczności wobec Garreta, żołnierza Zakonu, który uratował jej życie.

Ember i Riley uwalniają Garreta z celi śmierci i uciekają do Las Vegas, by wśród tłumu turystów ukryć się przed pogonią. Ale potężni wrogowie nie dają za wygraną. To tylko kwestia czasu, kto dopadnie ich pierwszy – agenci Talonu czy żołnierze Zakonu Świętego Jerzego.

Julie Kagawa

Julie Kagawa (ur. 1982 r.) jest amerykańską pisarką japońskiego pochodzenia, znaną z powieści fantasy.
Seria „Talon” to jej największy sukces komercyjny.

Do świtu sto dwadzieścia minut.

Kiedy czeka się na śmierć, najciężej znieść to rozdarcie. Bo z jednej strony chciałoby się mieć przed sobą jak najwięcej czasu, a z drugiej – wcale nie. Chce się tylko jednego: żeby było już po wszystkim. Oczywiście o spaniu nie ma mowy, przecież obsesyjnie myślisz o tym, co przed tobą, a jednocześnie w głowie kłębią się całkiem inne myśli. Wspomnienia, pytania, co by było, gdyby… I taki w tej głowie zamęt, że w końcu marzysz tylko o tym, by ktoś wyświadczył ci przysługę i tak walnął, byś stracił przytomność i w stanie błogiej nieświadomości spokojnie doczekał, aż po ciebie przyjdą. Może to i tchórzostwo, ale nie chciałem stawać przed plutonem egzekucyjnym wykończony, pokonany. Nie miałem najmniejszego zamiaru prosić o cokolwiek, przelewać łzy, błagać o litość. Ostatni mój dzień na ziemi chciałem zakończyć z klasą. Stać wyprostowany, z uniesioną głową. Przecież każdy żołnierz Świętego Jerzego miał nadzieję, że tak właśnie się zachowa w obliczu śmierci.

Kiedy leżałem na pryczy niezdolny zmrużyć oka, a także niezdolny do tego, by przerwać to nerwowe odliczanie, nagle poczułem, że się spinam. Tak samo się czułem tuż przed otwarciem kopniakiem drzwi do domu, w którym przebywał mój cel, albo kiedy podejrzewałem, że zbliżamy się do zasadzki, w którą mogę zaraz wpaść wraz z kolegami. Innymi słowy, odezwała się we mnie żołnierska intuicja, która podpowiadała, że zaraz coś się wydarzy.

Wstałem z pryczy i podszedłem do ściany z metalowych prętów, za którą było pusto i mroczno. Czyli nic podejrzanego, ale i tak czułem, że coś jest nie tak. Czyżby mieli przyjść po mnie wcześniej? Nie, to niemożliwe, ponieważ punktualność była jedną z żelaznych zasad Zakonu, a ustalono, że umrę za godzinę i pięćdziesiąt minut. Więc co się ze mną dzieje? Och, nic szczególnego. Nie wytrzymałem napięcia i zaczynam pękać…

Nagle w tej idealnej ciszy coś stuknęło. Drgnąłem, bo dźwięk był mi dobrze znany. Ktoś energicznie otworzył drzwi, najpewniej kopniakiem, więc instynktownie sięgnąłem do pasa po broń, której oczywiście tam nie było. A tuż obok ostro się działo, bo z pomieszczenia dla strażników dochodziły krzyki. Parę metrów ode mnie toczyła się walka, a ja, jak ptak w klatce, czyli kompletnie bezradny, mogłem tylko zacisnąć palce na metalowych prętach i nasłuchiwać. Krótka szamotanina, szuranie krzesłami, głuchy odgłos ciał upadających na podłogę…

I cisza.

Czekałem, wstrzymując oddech. Nie wiedziałem, co mnie czeka, ale do walki byłem gotowy.

I nagle drzwi do pomieszczenia dla strażników otwarły się i stało się to, na co kompletnie byłem nieprzygotowany.

Na spojrzenie szmaragdowych oczu.

Oniemiały mogłem tylko patrzeć w te właśnie oczy, pewien, że mam nie tylko załamanie nerwowe, lecz także halucynacje. Przecież niemożliwe, żeby to była właśnie ona. Nie ma żadnego sensownego powodu, by raptem pojawiła się w komandorii Świętego Jerzego, i to tuż przed moją egzekucją. Czyli mam przywidzenia, bo totalnie padło mi na mózg. Wzorowy żołnierz, niezdolny stawić czoła swojej śmierci, w wieku lat siedemnastu wpadł w obłęd.

Maksymalnie spięty wpatrywałem się tylko w nią. Nie było siły, bym spojrzał w inną stronę. Pragnąłem wykorzystać każdą sekundę, byłem przecież absolutnie pewny, że ta dziewczyna widoczna na tle światła padającego z otwartych drzwi, zaraz zmieni się w coś zwiewnego, utkanego z poświaty księżycowej . I zniknie.

Ale nadal tu była, a nawet uśmiechnęła się, i to tak właśnie, jak uśmiechała się Ember… słodko, uroczo, że serce mi się ścisnęło… i podbiegła do drzwi mojej celi.

- Ember? – spytałem szeptem, nadal nie wierząc własnym oczom.

A ona wciąż uśmiechnięta wsunęła rękę między metalowe pręty i przyłożyła do mego policzka ciepłą dłoń, dłoń jak najbardziej realną.

Zacisnąłem palce wokół jej nadgarstka, tam, gdzie wyczuwa się pulsujące żyłki, i wyszeptałem:

- Co ty tu robisz, Ember?

- Wiadomo co. Przyszłam po ciebie – odszepnęła, a ja poczułem na policzku jej ciepły oddech, kolejny dowód, że to nie wytwór mojej wyobraźni, żaden duch, tylko po prostu Ember. To jej oczy spoglądają na mnie między żelaznymi prętami, a spoglądają twardo, zdecydowanie. – Nie zostawię cię tak, Garret. Przecież uratowałeś nas, a teraz ja nie pozwolę, by cię zabili.

- Naprawdę przyszłaś po mnie?

- Ember… - odezwał się ktoś mocno niecierpliwiony.

Chyba już kiedyś już słyszałem ten męski głos. W otwartych drzwiach do pomieszczenia dla strażników zobaczyłem ciemnowłosego, ubranego na czarno młodego mężczyznę, którego natychmiast poznałem. To także smok, ten, z którym Ember uciekła z Crescent Beach.

- Nie ma czasu na gadanie – dodał gniewnie, jednocześnie rzucając jej klucz. – Strażnicy kiedyś się ockną. Otwieraj drzwi i spadamy.

Byłem oszołomiony faktem, że Ember jest właśnie tutaj, że ona i ten drugi smok zjawili się w środku nocy, by mnie ocalić. Ale niecierpliwe słowa drugiego smoka postawiły mnie do pionu i kiedy Ember otworzyła drzwi do celi, byłem już całkowicie przytomny, w pełni świadomy, co się tu dzieje.

Lecz mimo to nie ruszałem się z miejsca, tylko stałem, wpatrując się w otwarte drzwi celi.

- Garret, chodź– powiedziała Ember. – Musimy zniknąć stąd jak najprędzej, bo ktoś nas zauważy.

- A nie mówiłem, Firebrand? - Drugi smok prychnął pogardliwie. - Możesz otworzyć klatkę z małpami, ale nie zmusisz ich, by z niej wyszły. On też nie wychodzi, bo jesteśmy jego wrogami, dlatego woli tu zostać. Nie chce uciekać ze smokami, woli, żeby swoi wpakowali mu kulkę w czaszkę! - Spojrzał na mnie, uśmiechając się szyderczo. - Czy nie tak, Święty Jerzy? Masz opory, co? A więc posłuchaj. Mam gdzieś twoją lojalnościową rozterkę. Daję ci trzy sekundy na podjęcie decyzji. Idziesz z nami albo zostajesz i dajesz się wykończyć.

Uciec z Zakonu razem ze smokami, czyli z wrogami. Jeszcze przed chwilą, pogodzony z losem, szykowałem się na śmierć, a teraz raptem mam wybierać: śmierć czy wolność?

Jeśli przekroczę ten próg, odwrotu już nie będzie. Dlatego do głosu doszedł wzorowy żołnierz, odrzucający pomysł przyjęcia pomocy od naszych największych wrogów. Nawet teraz, w sytuacji ekstremalnej. Ale to była tylko chwila, bo przecież wiedziałem już swoje. Wiedziałem coś, czego nie dostrzegałem przed poznaniem Ember, a mianowicie to, że z Zakonem Świętego Jerzego coś jest nie w porządku. Podważanie jego doktryny było zdradą, bo Zakon jest nieomylny, dlatego nikt nie miał odwagi wysłuchać drugiej strony i przyjąć do wiadomości, że smoki, gatunek, na który Święty Jerzy poluje i zabija od stuleci, to nie są tylko i wyłącznie potwory. Nikt w Zakonie nie był skłonny zaakceptować tezy, że Święty Jerzy zabija tych, którzy wcale na to nie zasłużyli.

A poza tym Zakon nie był już moim domem. Ci sami ludzie, którzy mnie wychowali, dziś skazali na śmierć. Zawsze będę dla nich zdrajcą, niezależnie od tego, czy wyrok zostanie wykonany, czy nie, a tak się stanie, gdy ucieknę z dwoma smokami, które ryzykując życie, przybyły mi z pomocą.

I to był argument, któremu nie potrafiłem się już oprzeć.

- Idę z wami. – Przeszedłem przez drzwi celi.

Ten drugi smok… już pamiętam, Riley… otóż Riley nie odezwał się, tylko nadal patrzył na mnie chłodno, szacująco. Natomiast Ember spojrzała z wyraźną ulgą, a wtedy Riley prychnął, ale nadal się nie odzywał.

Stałem więc po drugiej stronie drzwi do celi. Jakże znamienny fakt! Oznaczał bowiem, że nie jestem już żołnierzem Świętego Jerzego. Jestem wolny, choć szczerze mówiąc, nie miałem pojęcia, jak Ember, jej kolega i ja wydostaniemy się z komandorii.

- Idziemy – niecierpliwie burknął Riley. – Już prawie świt.

Błyskawicznie minęliśmy pozostałe cele i przeszliśmy przez pomieszczenie dla strażników, gdzie na podłodze leżeli pełniący tę funkcję żołnierze. Jeden z rozkwaszonym nosem, drugi z zakrwawionym czołem. Zapewne został pchnięty i trafił czołem w róg stołu.

Zatrzymałem się i przykląkłem, po czym z kabury jednego ze strażników wyjąłem pistolet kal. 9 mm. Sprawdziłem magazynek, starając się jednocześnie nie popatrywać na dwa nieruchome ciała. Obecnie ciała moich wrogów, ale kiedyś ci młodzi mężczyźni byli moimi braćmi z Zakonu. Razem szkoliliśmy się, razem walczyliśmy, a o tym trudno tak nagle zapomnieć nawet komuś, kto w oczach Zakonu jest zdrajcą.

Kiedy podniosłem się z kolan, Riley spojrzał na mnie ze złością. Na pewno mu się nie spodobało, że mam broń. Ale nic nie powiedział. Szybko weszliśmy po schodach na parter i ruszyliśmy do drzwi na tyłach domu. Większość żołnierzy spała. Pobudkę mieli dopiero o piątej, więc w budynku panowała niczym niezmącona cisza. Wiadomo jednak, że musimy przejść przez drzwi zabezpieczone kamerą, a przed budynkiem kręcą się strażnicy. Nie miałem pojęcia, jak Ember i Riley zamierzają stąd wyjść niepostrzeżenie, ale mieli jakąś koncepcję, bo Riley kazał nam zatrzymać się w pewnej odległości od drzwi i powiedział coś cicho do kogoś, z kim miał łączność radiową. Odczekał chwilę, skinął głową i pchnął drzwi. Czyli sprawa jasna. Mieli kogoś, kto włamał się do systemu alarmowego i był to ktoś znający się na swym fachu, bo systemy zabezpieczenia w Zakonie były na najwyższym poziomie.

Przekradliśmy się przez pogrążone w nocnej ciemności podwórze, trzymając się jak najdalej od świateł. Kiedy mijał nas patrol, przykleiliśmy się do ściany. Na szczęście nie zauważyli nas i bez przeszkód dotarliśmy do pustej przestrzeni zwieńczonej ogrodzeniem, gdzie czekała nas najcięższa próba. Bo to była naprawdę pusta przestrzeń, żadnego drzewa czy choćby krzewu, za którym można by się skryć. A jeśli nas zauważą, od razu otworzą ogień i w ciągu kilku sekund wystrzelają jak kaczki.

Ale może się nam uda. A po naszym zniknięciu będzie tu się działo, oj będzie. Kiedy Zakon odkryje, że do komandorii wkradły się dwa smoki, by uprowadzić więźnia, co najmniej przez kilka tygodni we wszystkich komandoriach wprowadzony będzie stan największej gotowości. Wzmocnione zostaną systemy alarmowe i zabezpieczenia sieci, zwiększone patrole, podczas szkoleń jeszcze bardziej podniesiona zostanie poprzeczka. A wszystko dlatego, że smoki zadrwiły z Zakonu i sprzątnęły mu skazańca sprzed nosa. Jeszcze przed kilkoma miesiącami byłbym tym faktem rozwścieczony i przerażony, lecz teraz, co oczywiste, traktowałem to inaczej. Bo z Zakonem Świętego Jerzego, który kiedyś był całym moim życiem, skończyłem definitywnie. Nie miałem pojęcia, dokąd pójdę i co mnie czeka, ale jedno było pewne. O świcie nie stanę pod murem, nie rozstrzelają mnie za to, że pomogłem smokom.

Ale nie mów hop, póki nie przeskoczysz. I to dosłownie. Mamy przecież do pokonania około czterystu metrów dzielących nas od ogrodzenia, a potem trzeba przez to ogrodzenie przeskoczyć.

Kiedy przykucnęliśmy pod ścianą budynku, szykując się do biegu przez otwartą przestrzeń ogromnego podwórza, nagle w ciszę nocną wdarło się przeraźliwe wycie syren. Ember poskoczyła, Riley zaklął i przykleili się do ściany. Ja oczywiście też, a światła reflektorów przeczesywały już cały teren, i ziemię, i niebo. Z otwartych drzwi wysypywali się żołnierze. Biegli zewsząd i czujnie rozglądając się dookoła, grupowali się w drużyny.

- Co to może być? – szepnęła Ember.

- Wiadomo co. - Riley znów zaklął. - Ktoś znalazł nieprzytomnych strażników i pustą celę, wiedzą więc, że mają nieproszonych gości. – I powiedział do mikrofonu: – Wes, namierzyli nas. Możesz pogasić tu światła? – Chwila ciszy. – Trudno. W takim razie możesz spadać. O nas się nie martw, na pewno zjawimy się w umówionym miejscu. – I znów cisza, potem prawie warknięcie: – Powiedziałem! Niech cię głowa o to nie boli. Znikaj!

Żołnierze byli wszędzie. Uniosłem więc broń, choć skręcało mnie, gdy pomyślałem, że będę strzelać do dawnych towarzyszy broni. Byłem też wściekły, że jest z nami Ember. Zawsze chciałem, żeby była jak najdalej od Zakonu, życzyłem jej, by nie musiała żyć w ciągłym strachu przed żołnierzami Świętego Jerzego. Ale los zrządził inaczej. Ember jest tutaj, w komandorii Zakonu, i wszystko wskazuje na to, że niebawem zakończy życie. Umrze razem ze mną.

Spojrzałem w zielone oczy, w których nie było ani odrobiny lęku.

- Za dużo ich tutaj. Nie damy rady dobiec do ogrodzenia, by nikt nas nie zauważył. Ember, spróbuję odciągnąć ich uwagę, a ty i Riley uciekajcie jak najprędzej.

W zielonych oczach pojawiły się gniewne błyski.

- Nie! Mamy tak po prostu cię tu zostawić? To po co tu przyszliśmy?! Nie ma mowy, Garret. Uciekamy wszyscy, jasne?!

Odsunęła się od ściany, i w tym momencie snop białego światła skierowany został prosto na nas. Podniosłem rękę, by osłonić oczy, ale ręka znieruchomiała, bo oczy były świadkiem czegoś, co zakrawało na cud. Dziewczyna, która stała tuż przy mnie, znikła, a na jej miejscu stał smok. Rozwścieczony czerwony smok przysiadł na tylnych łapach i rozkładając skrzydła, wydał z siebie ogłuszający ryk. Zewsząd słychać było krzyki żołnierzy, a ja czułem, jak powietrze znów drży od magicznej energii, która sprawia, że Riley również wraca do swej pierwotnej postaci, zmieniając się w lśniącego niebieskiego smoka z długą płetwą na grzbiecie.

Smok czerwony i smok niebieski. Kiedy te dwie istoty niemające nic wspólnego z ludzkim rodem skierowały na mnie płonący wzrok, jednak poczułem, że puls przyspiesza, a przez głowę przemknęła myśl, że przecież to smoki, odwieczny wróg. Co robić? Uciekać czy strzelać, póki jeszcze nie rozszarpały mnie na kawałki?

Oczywiście była to tylko  przelotna myśl. A do smoków, doskonale widocznych w świetle reflektorów, strzelał już ktoś inny, gdzieś z tyłu, a kule odbiły się rykoszetem od ściany. Ember warknęła, a ja odwróciłem się, unosząc broń. Parł na nas dwuosobowy patrol. Biegli, strzelając w smoki. Mnie nie widzieli, a nawet jeśli dostrzegli, to i tak byli skoncentrowani na smokach. Moi dawni towarzysze broni. Ale cóż… Uniosłem broń i prosząc w duchu o wybaczenie, wycelowałem w nogi. Obaj krzyknęli i padli na ziemię. Niestety biegli już następni, przecież całą komandorię zerwano z łóżek, gdy tylko gruchnęła wieść, że wkradły się tu dwa smoki.

- Garret!

Kiedy czerwony stwór o metalicznym połysku przypadł do mnie i tuż przed sobą zobaczyłem wąską twarz jaszczura, jednak drgnąłem, i chociaż doskonale wiedziałem, że to Ember, omal nie odskoczyłem w bok.

A smok zawołał:

- Wsiadaj! Szybko! Odlatujemy!

Mam wsiąść na smoka?! Przytkało mnie. Bo co innego rozmawiać ze smokiem czy nawet przyjąć od niego pomoc, a co innego latać na nim. Mało tego, na smoku zmieniającym się w szczupłą zielonooką dziewczynę, z którą zdarzyło mi się niejeden raz pocałować!

Zza węgła wybiegł następny patrol, ostro strzelając. Do czasu, bo niebieski smok zaryczał, przysiadł na tylnych łapach i zionął ogniem, a żołnierze, krzycząc przeraźliwie, padli na ziemię.

- Garret, ruszaj się! – warknęła Ember, pokazując kły.

Czyli nie było już się nad czym zastanawiać. Wskoczyłem na smoczy grzbiet, sadowiąc się między skórzastymi skrzydłami, i objąłem smukłą szyję. Czułem ciepło emanujące ze smoczych łusek, czułem, jak mięśnie Ember naprężają się pode mną i omal nie zadrżałem. Naturalnie z emocji. Bo to niby Ember, a przecież nie ona, bo w tym poruszającym się dostojnie smoku nie ma żadnych, nawet najmniejszych oznak człowieczeństwa.

Smok wygiął szyję, by spojrzeć na mnie. Wąska długa paszcza znalazła się bardzo blisko mnie. Widziałem kły, czułem wydobywający się z tej paszczy zapach dymu i popiołu.

- Trzymaj się mocno, Garret!

Znów rozległy się strzały. Niebieski smok warknął, zapewne zaklął w tym ich gardłowym smoczym języku. Czułem, jak Ember spręża się, więc mocniej chwyciłem ją za szyję, a ona zrobiła trzy podskoki w przód, mięśnie skrzydeł napięły się jak stalowe kable i już byliśmy w powietrzu. Już leciała, czerwony smok pod szarzejącym niebem, oddalając się od komandorii, skąd ponownie posypały się pociski. Załopotała skrzydłami jeszcze szybciej, niebieski smok, oczywiście też już w powietrzu, wydał z siebie gniewny ryk, a ja całym ciałem przywarłem do ciepłego smoczego grzbietu.

Lecieliśmy. Światła reflektorów znikały, strzały cichły, Święty Jerzy był coraz dalej od nas.

Buntownik to udana kontynuacja Talonu, której lektura sprawiła mi prawdziwą przyjemność. Wprawdzie styl Julie Kagawy nadal pozostawia wiele do życzenia, ale autorka nadrabia to głową pełną pomysłów i naprawdę świetnie poprowadzoną fabułą. Niecierpliwie wyczekuję kontynuacji tej serii, zaś Wam polecam zapoznanie się z dwoma już dostępnymi na rynku tomami. Można przy nich spędzić kilka naprawdę udanych wieczorów!

eśli jesteście fanami smoków oraz urban fantastyki, to „Buntownik” przypadnie Wam do gustu. Pozycja ta ma szansę zostać następcą „Eragona” i stać się kolejną z obowiązkowych pozycji dla nastoletnich czytelników, a nawet ich rodziców. Nie pozostaje mi nic innego jak czekać na kolejną odsłonę smoczo-człowieczych przygód. Zachowując nadzieję, że ekranizacja, która ponoć jest już kręcona, okaże się równie dobra co jej pierwowzór.

Z radością rzec mogę, iż w drugiej połowie Buntownika akcja dynamizuje się, dzieje się naprawdę wiele, co zaliczam zdecydowanie na plus. Talon czytałam spokojnie, czasami z obojętną miną wypisaną na twarzy. Przy lekturze Buntownika, zwłaszcza w finalnym momencie, na mych ustach wymalował się uśmiech, dosyć szeroki. Drugi tom cyklu znajduje się na wyższym szczeblu niż część pierwsza. Widoczny progres satysfakcjonuje czytelnika.

Bardzo wciągająca książka, ze śmiesznymi dialogami, wspaniałymi męskimi bohaterami i oczywiście "niebanalnym" wątkiem miłosnym. Jeżeli czytaliście już "Talon" to koniecznie musicie zabrać się za "Buntownika". A ja tym czasem nie mogę doczekać się trzeciej części, bo oczywiście autorka ma to do siebie, że kończy książkę w najmniej oczekiwanym momencie :)

Nie da się zaprzeczyć, że w Buntowniku akcji jest naprawdę sporo. I nie przesadzam. Cała historia przesycona jest walkami i planami. Zakon Świętego Jerzego i Talon to organizacje, które naprawdę nie próżnują, szczególnie w kontynuacji. W poprzedniej recenzji pisałam, że w Talonie nie ma zbyt dużo żwawych momentów i widzę, że autorka pod tym względem się poprawiła. 

Buntownik w dobry sposób uzupełnia braki w pierwszej części.W Buntowniku mocniej poznajemy bohaterów ich odczucia i emocję. Fabuła książki jest napisana z różnych stanowisk. Warto również zwrócić uwagę  na pewno na wątek romantyczny, który również tutaj się pojawia.W Buntowniku cały czas się coś dzieje. Autorka nie pozwala czytelnikowi odpocząć zalewa nas co chwilę kolejnymi wątkami z dreszczykiem emocji.Polecam serdecznie Talon, jak i Buntownika.

Książka jest naprawdę świetna! Młodzieżowe powieści mają do siebie,że są lekkie i łatwe do szybkiego przeczytania. Akcja książki nie jest zbyt szybka, dzięki czemu możemy zagłębić się w problemy, które dotykają głównych bohaterów. Możemy dokładnie przyjrzeć się jak toczą się losy zarówno przedstawicieli Talonu jak i zakonu Świętego Jerzego. Pod koniec tej powieści autorka nie oszczędziła nam wrażeń i "Butownik" aż kipiał od akcji.

"Buntownik" tak jak i pierwszy tom cyklu stanowią względną całość, idealnie się ze sobą łącząc. I nie mam tutaj na myśli tylko tych wspaniałych, smoczych okładek, ale przede wszystkim samą treść i poszczególne wydarzenia.

Książka pomimo mojego wahania okazała się bardzo ciekawa i interesująca. Nałogowo czytam tego typu powieści, które są charakterze fantastycznym przez co akcja bardzo mnie wciągnęła. Ja bez przeczytania pierwszego tomu szybko zapoznałam się z fabułą, ponieważ początki zostały wprowadzone. Jest to ogromny plus! Całość była dość przyzwoita. Możemy spodziewać się po tej książce wątku miłosnego, sporo przygód i również zagrożeń. Cieszę się, że miałam możliwość zapoznania się z tym egzemplarzem. Na pewno nie mogę przegapić pierwszego tomu, ponieważ pewnie również okaże się dobry jak druga część.

Buntownik w dobry sposób uzupełnia braki w pierwszej części.W Buntowniku mocniej poznajemy bohaterów ich odczucia i emocję. Fabuła książki jest napisana z różnych stanowisk. Warto również zwrócić uwagę  na pewno na wątek romantyczny, który również tutaj się pojawia.W Buntowniku cały czas się coś dzieje. Autorka nie pozwala czytelnikowi odpocząć zalewa nas co chwilę kolejnymi wątkami z dreszczykiem emocji.Polecam serdecznie Talon, jak i Buntownika.

Po prostu uwielbiam opisy autorki! Momentami miałam aż ochotę sama usiąść na smoczym grzbiecie lub przejechać dłonią po lśniących łuskach. A na wspomnienie o zianiu ogniem aż robiło mi się cieplej.

Buntownik to  świetna kontynuacja serii. Jest o wiele lepszy od poprzedniej części. Nie brakuje w nim akcji, intryg i zaskakujących tajemnic, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. A to wszystko w nieco smoczych klimatach. Trzeba przyznać, że autorka miała naprawdę dobry pomysł, bo nigdy wcześniej nie spotkałam się w literaturze ze smokami w ludzkich ciałach. Ta książka powinna się spodobać fanom fantastyki i nietypowych rozwiązań. To pozycja obowiązkowa dla osób, które czytały Talon. Gwarantuję, że ta część jest znacznie ciekawsza!

Książka trzyma w napięciu i fascynuje ciekawymi zwrotami akcji. Jako, że kocham smoki samą fabułę uważam za niesamowity pomysł i dobrze wykorzystany potencjał.
Szata graficzna książki przyciąga wzrok już od pierwszej chwili. Piękna okładka, dobra czcionka, wyśmienita fabuła, ciekawie wykreowani bohaterowie i wspaniały zapach stronic (oj tak! Przez pierwsze parę minut nie mogłam oderwać nosa) to tylko nieliczne z wielu zalet tej powieści.

Julie Kagawa po raz kolejny zabiera nas do świata smoków, w którym magia miesza się z nauką, a to, co wydaje się nierealne, staje się prawdziwe. Talon był dobrym wprowadzeniem do całej sagi, ale druga część powala na kolana i mam nadzieję, że autorka utrzyma tak wysoki poziom. Dlaczego? Bo ta seria o smokach może zawojować rynek czytelniczy. - See more at: http://nalogowy-ksiazkoholik.blogspot.com/2015/09/buntownik-julie-kagawa-wrog-mojego-wroga.html#sthash.3Si8Q95F.dpuf

Niesamowita druga część serii, która rozpoczyna się książką „Talon”. Ta lektura po prostu nie daje od siebie odpocząć. Gdy myślisz, że to już koniec nagle się okazuje, że jesteś w błędzie i mimo, normalna osoba nie znalazła wyjścia z tej sytuacji, jednak ono istnieje. (...) Polecam gorąco tę książkę każdej osobie, która nie może obejść się bez przebywania w innym wymiarze pełnym niesamowitych stworzeń i ciekawych wydarzeń. 

"Buntownik" jest z pewnością powieścią bardziej rozwiniętą, z większą ilością akcji, a przy tym wymaga zaangażowania od czytelnika w losy bohaterów, co na pewno spodoba się tym, którzy lubią wtapiać się w historię i przeżywać wszystkie emocje, które targają głównymi postaciami. Myślę, że ta lektura trafi do szerszego grona czytelników, ze względu na swoją lekkość, która pozwoli każdemu bez wyjątku się zrelaksować. Jeśli interesują Was smoki w niecodziennym wydaniu, "Talon" oraz "Buntownik" powinny przypaść Wam do gustu. Mam głęboką nadzieję na to, że kiedyś ukaże się ekranizacja tej serii i będę mogła śledzić poczynania moich ulubionych charakterów na dużym ekranie.

Pierwsza tom „Talon” był według mnie świetnym wprowadzeniem do serii i niezwykle intrygująco się zakończył. Byłam bardzo ciekawa, czy druga część okaże się równie dobra oraz czy uzyskam odpowiedzi na niektóre pytania, które zadawałam sobie w kółko, po przeczytaniu pierwszego tomu. Autorka bardzo mnie zaskoczyła i pokazała, że stać ją na naprawdę bardzo wiele. W „Buntowniku” jest znacznie więcej zwrotów akcji oraz intrygujących tajemnic, niż w poprzedniej części. W dodatkuwątek romantyczny w tej książce nabrał zupełnie innego wymiaru i stał się bardzo interesujący.

Jestem bardzo zadowolona z tej powieści, bo historia jest dla mnie niezaprzeczalnie oryginalna i pełna zwrotów akcji. Tak jak nie lubię Ember, tak uwielbiam zbiega oraz byłego żołnierza Świętego Jerzego. Jeśli tylko spodobał Wam się Talon, to gorąco Was zachęcam do sięgnięcia po kolejny tom!
Seria "Talon" po prostu mnie zachwyciła, nie spodziewałam się tak dobrej fantastyki :)
Polecam gorąco ! 
Zarówno leniwych, którzy nie skuszą się na przeczytanie książki, jak i prawdziwych fanów tej serii niesamowitą informacją jest fakt, że Universal Pictures wykupiło prawa do ekranizacji i niedługo zobaczymy nasze smoki na dużym ekranie! :)

Talon podobał mi się bardziej, ale Buntownik ma również w sobie coś niezwykłego. Wielka magia, którą wlewa autorka w swoje powieści jest fascynująca i warto po nią sięgnąć.

Jeśli czytaliście "Talona" i podobał Wam się styl autorki, to myślę, że nie będziecie zawiedzeni. Wyraźnie widać, że seria skierowana jest do młodzieży, która lubi lekkie książki z dużą dawką akcji, przygód, a także trójkątów miłosnych.

"Buntownik" to kontynuacja serii kierowana w dużej mierze do fanów fantastyki i smoczego gatunku. Napisana przyjemnym językiem zaprasza czytelnika do poznania kolejnych przygód bohaterów. Świeża perspektywa spojrzenia na smoki to ciekawe rozwinięcie pierwszej części historii. Nie pozostaje mi nic innego jak wypatrywać filmowej interpretacji, która zbliża się wielkimi krokami. Jesteście ciekawi?

Treść jest tu dość prosta, za to szybkie tempo, dużo przygód, równie wiele zagrożeń, szczypta miłości, zwroty akcji i bohater, z którym współcześni nastolatkowie mogą się identyfikować, to coś w sam raz dla docelowej grupy czytelników. Tego właśnie oczekują, filmowej, wartkiej opowieści odświeżającej znane motywy, i dokładnie to otrzymują. Nic mniej, nic więcej.
Kto takie powieści lubi, bawił będzie się nieźle. I nawet jeśli nie znał pierwszego tomu, początkowe wprowadzenie, miło wkomponowane w sam proces narratora powieści, wyjaśni wszystko, co znać powinien, by nie stracić nic z lektury.

Jeśli poznaliście tom pierwszy i przypadł Wam do gustu, to na kontynuacji raczej się nie zawiedziecie. Książka jest bardziej dynamiczna, pełna niebezpiecznych sytuacji oraz wyborów i walki.Niebezpieczna ścieżka, na którą wkroczyli bohaterowie jest  bardziej destrukcyjna niż się spodziewali.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ